Małe radości #1

Muszę wrzucić ten post, bo inaczej nie wytrzymam, pęknę i w ogóle ;) Jeżeli zapoznacie się z całością, to będziecie się pewnie śmiać, wzruszać, uśmiechać i rozczulać. Coś u mnie się zrobiło emocjonalnie ostatnio, ale to dobrze!

Tym razem wrzucam filmiki. Zróbcie to dla mnie i obejrzyjcie je w całości, szczególnie ten pierwszy. On mnie rozwalił, jakaż to przecudowna akcja! Z każdą minutą jest bardziej rozkoszny! Najpierw się uśmiechałam, potem śmiałam w głos, potem spłakałam z uśmiechem na twarzy! Zobaczcie sami…

Muszę w wolnych chwilach obejrzeć inne pierwsze razy” na ich stronie, to musi być bardzo ciekawe i poruszające!

Drugi film jest wzruszającym zapisem miłości i upływu czasu. Piękny! Podziwiam tego ojca – za pomysł i konsekwencję w wykonaniu. Jakaż to cudowna pamiątka!

Trzeci jest tylko i wyłącznie rozkoszny :) Nie chcę teraz analizować, dlaczego trzymają tygryska w domu, co się z tym wiąże i co to oznacza. Patrzę tylko na tego figlarza i się rozpływam z zachwytu, jest przesłodki! Taki Tygrysek z Kubusia Puchatka.

Poprawka! Wprawdzie miały być trzy, ale właśnie natknęłam się na to wykonanie i padłam! Gdy tylko słucham, bez wizji, to mam wrażenie, że to śpiewa zdecydowanie ktoś inny. Mega!

Za takie skarby kocham Internet! Inaczej nie miałabym okazji zobaczyć tylu wspaniałości, posłuchać utalentowanych ludzi, wzruszać i śmiać się z ludźmi z całego świata. Pewnie, jest w nim wiele śmiecia, ale większość można omijać i tworzyć sobie swoistą “enklawę zachwytów”. Do tego właśnie dążę, trzymajcie kciuki!

Przedpremierowo: “Zabłądziłam” – Agnieszka Olejnik

zabladzilam 1

Premiera: 24 kwietnia!

Dwunastoletnia Maja nie może się doczekać, aż jej starsza siostra wyjdzie z łazienki. Siedzi tam i siedzi! W końcu dziewczyna nie wytrzymuje i postanawia interweniować. Wchodzi do łazienki, zastaje siostrę w wannie pełnej krwi, przeżywa szok, który determinuje kolejnych kilka lat jej życia. Siostra Mai nie umiała sobie poradzić z doznaną krzywdą, ale raczej nie pomyślała, jak to, co uczyni wpłynie na jej młodszą siostrę, na jej ojca, na jej matkę…

Po czterech latach Maja ciągle jest pod wpływem przeżytej traumy. Nie potrafi nawiązywać relacji z rówieśnikami, bliskość fizyczna kojarzy jej się z czymś obrzydliwym, alkohol i imprezy nie są dla niej. Jest wycofaną obserwatorką. Mimo tego, jej uwagę przyciąga Alek, chłopak z równorzędnej klasy. Drużyny sportowe ze szkoły Mai jadą na biwak, w trakcie którego ta dwójka ma okazję w końcu nawiązać rozmowę. Ciągnie ich do siebie niesamowicie, jednakże trafiło się dwóch życiowych “połamańców”. Bo również i Alek ma podobne obciążenia psychiczne, jak Maja. Czy dwoje młodych osób tak potężnie pokrzywdzonych przez los zdoła się porozumieć?

Maja i Alek przeżywają wielkie uczucie, z którym nie do końca potrafią sobie poradzić, szczególnie, że przeszłość obciążyła ich tak bardzo. Budowanie ich relacji przypomina obieranie cebuli z kolejnych warstw. Powolutku przekraczają kolejne granice, oswajają się, poznają coraz lepiej, dojrzewają oni i ich związek. Ale wtedy los stawia przed nimi coraz to nowe wyzwania, z którymi muszą sobie wspólnie poradzić. Albo i nie… W końcu przecież na ich barki spadło tyle problemów, wyzwań i traum, że i dorosła osoba z łatwością może się załamać, a co dopiero nastolatek. Jak silnym psychicznie trzeba być, by sobie z tym wszystkim poradzić? A oni mają tylko 16 i 18 lat!

Cholernie – excusez le mot! – mi trudno opisywać lekturę tej książki i me uczucia z nią związane! Dlaczego? Chociażby dlatego, że dawno już nie zdarzyło mi się czytać w taki sposób, zachłanny, jak obłąkana, pożerałam tę opowieść nie mogąc się od niej oderwać! A ileż uczuć mną miotało! I weź tu człowieku to wszystko opisz, i to jeszcze bez zdradzania ważnych elementów fabuły, uffff…

“Zabłądziłam” to książka, którą powinna czytać zarówno młodzież, jak i jej rodzice, wychowawcy, pedagodzy. Bo to książka idealna to rozmów na najważniejsze dla nastolatków tematy, tyle dzięki niej można przegadać! Ale jednocześnie kompletnie nie jest moralizatorska, nudna czy trywialna. Jak dla mnie (ok, nastolatką byłam -naście lat temu, w zupełnie innych czasach!) jest ona bardzo prawdziwa i poruszająca, trafia do mnie teraz, i trafiłaby do mnie wtedy. Na początku wydawało mi się, że to może być właśnie taka typowa opowiastka o życiu skrzywdzonych nastolatków, ale z każdą kolejną stroną coraz bardziej zmieniałam zdanie. Autorce udało się stworzyć bardzo realistycznych bohaterów, których rozwój i relacje przedstawiała w taki sposób, że czułam się, jakbym była nimi. Przemyślenia, rozmowy i czyny, wszystko to było dla mnie przekonujące, chociaż zastanawiałam się, jak się to ma do aktualnych gimnazjalistów i licealistów. Dlatego jestem bardzo ciekawa, jaki będzie właśnie ich odbiór, bo to jednak oni są grupą docelową tej książki.

A dorośli? Oni mogą przeczytać niesamowicie emocjonalną, a jednocześnie wyważoną historię związku dwojga nastolatków, którym skrzydła zostały przycięte przed startem i którzy muszą sobie poradzić z ogromem tego, co na nich spadło i ciągle spada. A przy okazji uzyskają masę możliwości do dyskusji z nastolatkami dookoła siebie – o wyobcowaniu, o relacjach z przyjaciółmi, chłopakiem/dziewczyną, rodzicami, rodzeństwem, o imprezach, alkoholu, seksie, bliskości, rodzicielstwie, budowaniu związku, radzeniu sobie z emocjami, odpowiedzialności i wielu, wielu innych tematach. Ta książka, to szkatułka pełna możliwości, od nas zależy, jak z nich skorzystamy.

Uch, jak ja nie lubię pisać o książkach, które tak bardzo dały mi emocjonalnie popalić! Mam poczucie, że cokolwiek napiszę, jest to niewystarczające, nie oddaje rzeczywistości. A bardzo bym chciała, by powieść ta zdobyła popularność i uznanie, bo na nie zasługuje. Ostre, ale empatyczne spojrzenie na życie, doskonale oddana głębia i skomplikowanie opisywanych relacji, nic dziwnego, że autorkę porównuje się do Doroty Terakowskiej. Do tego dobrze skonstruowana fabuła i poprawna polszczyzna. Ja jestem zaskoczona umiejętnościami, w końcu to powieściowy debiut, a tak dobry! Rzadko się to ostatnio trafia, w tym zalewie bylejakości.

Ja zaraz pęknę, bo tyle jeszcze chciałabym Wam powiedzieć, ale nie chcę spojlerować, więc tylko zostawię Was z tą rekomendacją: czytajcie!

zabladzilamWydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, 2014

Oprawa: miekka

Liczba stron: 312

© 

Znowu stos!

Ostatnio cieszyłam się, że mam dwumiesięczne przerwy między prezentowaniem stosów, a tu już po miesiącu pojawia się kolejny… No cóż, chociaż nie jest największy ;) Ale nie chcę dłużej czekać, bo zaraz się zacznie masakrycznie zajęty czas i nie będzie mi z ogarnianiem stosów po drodze. A przechodząc do rzeczy, to od góry widzicie:

- “Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę” Martin-Lugand – od Wydawnictwa Wielka Litera. Rozczarowanie, o którym pisałam TUTAJ.

- “Rzeki Londynu” Aaronovitch – od Wydawnictwa MAG. Właśnie czytam!

- “Zabłądziłam” Olejnik – od Wydawnictwa Literackiego. Przeczytana, czeka aż zbiorę siły, bo poradzić sobie z ogromem tematów i emocji, które będę musiała opisać!

- “Polowanie” Fukuda – od Wydawnictwa Fabryka Słów. Opisane TUTAJ.

- “Tajemnica szkoły dla panien” Szwechłowicz – od Wydawnictwa Prószyński i S-ka.

- “Zapach miasta po burzy” Świerzewski oraz “Neuland” Nevo – dwie przeolbrzymie i grube cegły od Wydawnictwa Muza. Otrzymane wraz z tą uroczą zawieszką :)

stos

Dotarły też do mnie e-booki, a jakże! Zapominam o nich pisać, więc dobrze, że chociaż tym razem pamiętałam. Ostatnio otrzymałam:

- “Szkodliwy pakiet cnót” Zaczyńska – od Wydawnictwa Prószyński i S-ka,

- “W domu innego” Brook – od Wydawnictwa Wielka Litera.

Dwa dni temu przyjechała do mnie też taka niespodzianka:

komiksy

Komiksy, koszulkę i uroczy list przysłał mi znajomy, który postanowił jakiś czas temu zrealizować życiowe marzenie i założył sklep z komiksami, grami i gadżetami – Geek Zone. Sklep pięknie się rozwija, a teraz Karol postanowił, że przekona mnie do tego, że komiksy warto czytać i oglądać, że to świetna rozrywka, a czasami wielka sztuka. Zobaczymy, czy mu się to uda! :)

Wprawdzie stos nie jest piątkowy, a sobotni, to i tak musi paść odwieczne pytanie: jak spędzacie weekend? Jakie macie plany, co będziecie porabiać? Ja teraz latam na szmacie, szybko, szybko, byle zdążyć, bo na 14:00 muszę być w Matrasie, gdzie odbędzie się spotkanie z Martą Kisiel! A potem idziemy na piwo i pogaduchy. A jutro…? Sama nie wiem, zależy. Jeżeli pogoda będzie przyzwoita, to chciałabym pospacerować. Jeżeli nie – będę się lenić i czytać. A Wy?

Zatrzymane chwile #3

To już trzeci miesiąc, który podsumowuję też graficznie, a nie tylko werbalnie. Dżizzz… Nie ogarniam tego, z jaką prędkością ucieka czas! Ledwo się człowiek obejrzy, a już kolejny tydzień za nim. W tym tempie, to pojutrze będę miała 73 lata! ;)

Generalnie jestem kilkutematyczna. Do książek, jedzenia i kwiatów w tym miesiącu powoli dołączyła wiosna. Zaraz zresztą sami wszystko zobaczycie!

Książkowo było tak…

Było też oczywiście jedzeniowo, jakby inaczej! No dobra, jedzeniowo-napojowo-książkowo ;)

Coraz więcej też u mnie zachwytów nad kolorami, kwiatami, zieloniutkimi listkami i wiosną. Uwielbiam tę porę roku!

Było ciut Warszawy (chociaż dużo więcej tego miasta, jak i wiosny, możecie znaleźć w mych albumach na Facebooku!).

Niesamowite to gmaszysko powyżej, prawda? Taki stary, tajemniczy, przepiękny dom, jakbym miała ze 2-3 miliony (bo pewnie tyle kosztuje), to od ręki bym go kupiła!

Trafiła się też niespodzianka od Magazynu Książki, która zupełnie mnie zaskoczyła – raz, że niespodziewana zupełnie (no ok, niespodzianki najczęściej takie bywają ;) ), a dwa, że taka fajna, spersonalizowana! Zobaczyć swoje nazwisko na okładce magazynu, to było całkiem przyjemne uczucie :)

Były też pojedyncze chwile, które uznałam za warte uwiecznienia, np.:

Bardzo się cieszę, że – wnioskując po ilości komentarzy i statystykach z dni publikacji – ta seria cieszy się Waszym dużym zainteresowaniem! Jest to dla mnie wielka satysfakcja, bo jak już dobrze wiecie – uwielbiam utrwalać chwile w ten sposób i cieszy mnie fakt, że i Wy lubicie tu zaglądać, by je obejrzeć i obgadać. Dzięki!

Przybywajcie tłumnie!

Gdyż, ponieważ, bo… ;)

Ten blog rzadko robi za słup ogłoszeniowy. Nie lubię tego i koniec. Ale tym razem muszę się złamać. Mam takie wewnętrzne pragnienie, wręcz przymus!

Jeżeli macie wolną sobotę i mieszkacie w jakiejś w miarę sensownej odległości od Warszawy, to zapraszam z całego serca, bo ałtorka jest tak samo fajna, jak jej książki! A przybywa do nas niedługo osoba, która “popełniła” dwie cudnej urody powieści, a dokładnie – “Dożywocie” i “Nomen Omen”. Tak, dobrze widzicie, już w sobotę można w Warszawie spotkać Martę Kisiel!

(gdy klikniecie na plakat, to zobaczycie jego większą wersję, ze szczegółami)

marta kisiel

Będzie bajdurzyć, odpowiadać na pytania (a to najciekawsze zostanie nagrodzone książką!), pisać dedykacje, a z tymi najwytrwalszymi może i na piwo pójdzie?

Możecie – ku pamięci – zapisać się na wydarzeniu na Facebooku, o TUTAJ.

PS. A nieprzekonanych niech przekona fakt, że będą mieli okazję również spotkać tam mnie i Zacofanego w lekturze! :P