Wydawnictwo: Grasshopper 2009
oprawa: miękka ze skrzydełkami
ilość stron: 264
moja ocena: 4,5
Znowu miałam szczęście trafić na książkę napisaną przez polskiego autora i zapewniającą całkiem godziwą rozrywkę
Rok 1888, Kirkegaard, świat, w którym religią panującą jest Śmierć. Podporządkowane jest jej życie każdego mieszkańca, istnieje wiele ceremonii i zwyczajów, które pozwalają na “udokumentowanie” swej wiary. Ale czy to prawdziwa wiara, czy może uczestnictwo w nich to nic więcej niż tradycja pochodząca z mroków historii?
“Decathexis” zaczyna się śledztwem do rozwiązania którego zostaje zaproszony szef Inspektoratu ds. Umarłych– Jon Pendergast. Potem akcja właściwie tylko pędzi dalej, a my mamy okazję śledzić zmagania Jona z zabobonami, żywymi(?) trupami oraz kapłanami i przywódcami Kościoła Morii. W przygodach tych pomagać mu będą królowa Geneview oraz Tancerz Śmierci, będący na jej usługach – Danse Macabre.
W książce tej możemy właściwie obserwować starcie dwóch stronnictw – nowoczesnego, opartego na eksperymentach i nauce stronnictwa królowej Geneview oraz stronnictwa reprezentowanego przez najwyższego kapłana Kościoła Morii – Abaddona La Roche, które to chce zachować istniejącą sytuację i nie wprowadzać żadnych zmian. Walka toczy się teoretycznie głównie o szczegóły pochówku i traktowanie ciał zmarłych, ale w praktyce oczywiście o władzę nad ludem, kontrolę nad królestwem.
W “Decathexis” czuć wyraźną inspirację nauką – dzięki tej książce miałam okazję dowiedzieć się, co kryje się pod nazwami tanatologia i tanatopraksja, ale również mitologią i religiami. Widać wpływy różnych wierzeń i obrządków zaczerpniętych z wielu różnych źródeł. Jednak są one rozbudowane i zmienione w ciekawy sposób, zaadaptowane do potrzeb powieści. Jak na przykład obrzęd podczas którego morduje się ofiarę (w okrutny sposób), ćwiartuje jej ciało, a następnie poszczególne fragmenty zakopuje na polach – ma to służyć zapewnieniu dobrych plonów w następnym roku. Różnych nawiązań jest tak wiele, że zapewne można zauważyć kolejne szczegóły przy ponownym czytaniu tej książki.
Wielką zaletą powieści jest miejsce akcji – autor stworzył bardzo ciekawy, nietuzinkowy świat, przedstawiony moim zdaniem bardzo sugestywnie, plastycznie. Powieść ma mroczną atmosferę, ze sporą ilością dosyć makabrycznych momentów i opisów (aczkolwiek nie poczułam się bardzo przerażona, co akurat poczytuję za wielki plus tej książki
), jednakże jednocześnie porusza ona sporo problemów aktualnych cały czas, a dotyczących wiary, wierzeń i religii, tradycji, funkcjonowania społeczeństw, władzy.
Również bohaterowie są całkiem interesujący. Zarówno główny bohater – Jon, jak i jego przyjaciel Danse Macabre oraz ukochana królowa. Każde z nich ma ciekawy charakter, trochę tajemnic na koncie, swoje słabostki i plany, których być może nie uda się zrealizować… Jak również ich przeciwnik – La Roche, który jest w stanie zrobić wszystko, by sprawować władzę.
Powieść “Decathexis” – tak, jak obiecał w przedmowie autor – oferuje mieszankę wybuchową: trochę horroru, trochę kryminału, trochę wpływów gatunku “szpady i miecza”, doprawione szczyptą romansu. Mnie się podobało
Bardzo ciekawy świat, plastyczne opisy, nieźli bohaterowie oraz interesujący pomysł. Zakończenie zdecydowanie otwarte, czekam więc na dalszy ciąg. Który ponoć już wychodzi spod pióra autora…
Na koniec jeszcze przykłady języka i stylu używanego przez autora
“Podczas przesłuchania obraził Kościół swoim testamentem, w którym kazał napisać, że jego zwłoki mają być po śmierci spalone, zmielone na pył, zamknięte w dopochwowych czopkach i w czasie pogrzebu włożone do ciał kilku wynajętych kurtyzan…” (strona 55)
“Spojrzał poza obręb muru i zamarł z wrażenia. Kilkaset metrów przed nim rozciągała się nowa część wojskowego cmentarza, a znajdujące się na nim groby dzwoniły, niczym pozbawiona dyrygenta koszmarna orkiestra.” (strona 144)
















