Łamigłówka („Silas Corey. Siatka Aquili 1″ – Fabien Nury, Pierre Alary)

Silas

Silas Corey to komiks rozgrywający się w czasie I wojny światowej. Tysiące trupów na polach bitew, politycy grzmiący z mównic, a w ich cieniu przewijający się szpiedzy. Wielka polityka, brudna sprawa.

Tytułowy Silas to były żołnierz i dziennikarz, aktualnie działa jako prywatny detektyw. Dostaje zadanie, które wygląda banalnie – ma odnaleźć zaginionego reportera opozycyjnej gazety, Hectora Casellę. Jednak szybko okazuje się, że sprawa nie jest tak prosta, jak się wydawało. Casellą interesuje się wiele różnych osób, w tym osławiony niemiecki szpieg – Aquila, owiany złą sławą. Sprawa komplikuje się coraz bardziej, ścierają się różne siły, a sam Corey nie wygląda na bohatera bez skazy. Jest cyniczny i wyrachowany. Decyzje, które podejmuje są tak niejednoznaczne, że cały czas zastanawiać się będziecie, czy to patriota, czy też kolaborant. A stawką jest życie…

Seria ta jest dziełem Fabiena Nury’ego oraz rysownika Pierre’a Alary’ego. Ma być serią dyptyków opowiadających różne historie. Do mnie trafiła na razie tylko 1 część „Siatki Aquili”, więc wypowiedzieć się na razie mogę tylko na jej temat. Właściwie przez to nie powinnam pewnie jej w ogóle opisywać, powinnam oceniać całość. Ale nie wiem, kiedy zdobędę drugą część, więc pokusiłam się o krótkie podsumowanie wrażeń.

Na ile mnie – komiksowemu laikowi – oceniać, to rysunki są dobre, ciekawe stworzone, z dbałością o detale. A historia jest zdecydowanie bardziej „na serio”, niż w innych komiksach, z którymi miałam do czynienia. Jest mroczna, pełna okrucieństwa, trupów, czarnych charakterów. Na razie jest to jednak dla mnie tylko zarys historii, jej szkic, który znajdzie zwieńczenie w drugim tomie. Dlatego na razie nie zostałam porwana, raczej uchylono mi drzwi i zaproszono do wejścia do tej historii. Zobaczymy, jakie będą – kiedyś – wrażenia, gdy poznam całość!

Silas Corey 1Wydawnictwo: Taurus Media, 2014

Oprawa: miękka

Liczba stron: 64

© 

Co da szczęście kobiecie? („Duma i uprzedzenie” – Jane Austen)

duma i uprzedzenie film

Co mogę napisać o książce, którą opisali już chyba wszyscy?

Może to, że ciągle tak samo bawi.

Przeurocza powieść o rodzinie Bennetów od lat sprawia mi masę frajdy! To opowieść o mądrym (chociaż hm… szorstkim w obejściu) ojcu ze świetnym poczuciem humoru, głupiej matce, pięciu córkach, bardzo od siebie różnych. Córki dorastają, trzeba je wydać dobrze za mąż, szczególnie, że na horyzoncie majaczy potencjalna utrata majątku.

Gdy na horyzoncie pojawiają się kawalerowie (szczególnie ci majętni), to wśród pań zaczyna się szał! Poznać, zaprosić, zwizytować, zatańczyć, spojrzeć znacząco, uśmiechnąć się, pospacerować, może nawet… pokochać? A już na bank wyjść za mąż, jak najlepiej wyjść za mąż. I tu zaczynają się problemy – zawiść, intrygi, duma, uprzedzenie, złość, oszustwo, niechęć, tak wiele niespodzianek przyniesie tych kilka miesięcy!

Opowieść ta od lat sprawia mi masę frajdy, wciąga i zachwyca. Te smaczki obyczajowe, te obserwacje rodzinne i społeczne, te opisy strojów, podróży, spędzania wolnego czasu, relacji międzyludzkich, coś cudnego!

Może  to, że nadal niezmiennie pobudza do myślenia.

Proste romansidło?! Może dla niektórych osób. Jak dla mnie jest to książka o powolnych zmianach społecznych, o tym jakie było postrzeganie ról damskich i męskich, jak miał wyglądać związek, rodzina. Ta książka to świetne źródło informacji z czasów jej powstania. Pewnie, wiadomo, że po części przerysowanych, o to zapewne zresztą autorce chodziło. Zdecydowanie nie jestem specjalistką „z epoki”, nie potrafię przeprowadzać głębokich analiz książek Austen, ale uważam, że warto je znać. Tylko musimy pamiętać, by czytać je cały czas w kontekście – momentu powstania, społeczeństwa, jakie wtedy funkcjonowało, tego, kto i dla kogo pisał w tym czasie powieści. Pamiętam różne komentarze typu ale jak one mogły się tak zachowywać?. Ano, mogły, wystarczy się pozbyć okularów kulturowych i odrobinę wczuć, otworzyć umysł. Chyba ciągle przekazuje się w szkole chociaż minimum wiedzy na to pozwalającej?

Odkąd pamiętam fascynowały mnie mniej więcej te lata. Piękne suknie, galanteria, dobre maniery, podniosłe uczucia, cały dzień na czytanie etc. Do czasu jednak, gdy poznałam lepiej zasady funkcjonowania społeczeństwa. A, gdy dotarło do mnie, że dużo większe szanse miałabym trafić tam jako służąca, chłopka czy żona rzeźnika, niż bogata dziedziczka, to odechciało mi się zupełnie ;) Ale wracając do meritum – niesamowicie ciekawe było dla mnie obserwowanie dwóch najstarszych sióstr, tego, jak są różne i jak – przez ich różne charaktery – toczą się ich losy. Jak Liz miota się między tym, co czuje, co chciałaby, a co myśli, że powinna zrobić. To, jak nie wie, jak sobie poradzić z niektóymi sprawami, jak słusznie ocenić wszystkich i zachować ich dobre imię, jak uszczęśliwić siebie i bliskich. Jak walczy o szczęście i przeciwstawia się np. lady Katarzynie.

A może zwyczajnie to, że to jedna z tych książek, które dobrze jest znać?

Bo przecież to stały składnik naszej literatury, kultury. Bazuje na niej wiele książek, powstawały filmy, seriale etc. Dobrze jest rozumieć, gdy ktoś nawiąże do tego, że to zupełnie, jak z „Dumy i uprzedzenia”! albo stwierdzi, że O, on wygląda jak Darcy! Ale warto ją poznać chociażby dlatego, że należy do swoistego kanonu ludzi oczytanych, warto przeczytać, by wyrobić sobie opinię, a potem wyłapywać nawiązania do tej książki, któe całkiem często pojawiają się w innych książkach. Znajomość niektórych książek pomaga nam poruszać się po sieci połączeń literackich. I to właśnie jest jedna z tych książek.

A pomijając to wszystko – warto ją znać chociażby dlatego, że jest to przeurocza, rozkoszna lektura!

duma i uprzedzenieWydawnictwo: Świat Książki, 2014

Oprawa: twarda z obwolutą

Liczba stron: 368

© 

Niedzielny luz

Miała być recenzja, ale po wczorajszym dniu (i dzisiejszym doczytaniu „Gniewu” Miłoszewskiego!) nie mam sił, będzie zbiór różności. Wczoraj pobudka o 5:30, podróż do Olsztyna, spotkanie z blogerami (i nie tylko) a propos współpracy z wydawnictwami i agencjami, potem już bardziej towarzysko – obiad w miłym gronie, „wystawa autorów”, chwila relaksu z organizatorkami Festiwalu do Czytania i już byliśmy w Polskim Busie do W-wy. Tylko, że zamiast trzech godzin jechaliśmy ponad pięć, bo natknęliśmy się na drodze na śmiertelny wypadek. Oczekiwanie na lekarzy, policję, prokuratora, stanie w gigantycznym korku, a potem szaleństwo objazdów i już byliśmy w domu, koło 1 w nocy. Nie mam sił na myślenie.

olsztyn panel z blogerami

Przed spotkaniem, razem z Maciejem Marciszem z Business & Culture oraz olsztyńskim Czytusiem

Już od tygodnia chciałam się Wam pochwalić efektami ogarnięcia bałaganu w zgromadzonych tutaj książkach. Jak wiecie – po trzech latach mego pomieszkiwania – właściciel kawalerki zakupił regał. Wcześniej nie miałam nawet półki, a książki leżały w szafach, szufladach, na półce pod ławą, na ławie etc. Regał aż tak wiele nie zmienił, za mały jest ;) Ale trafiła na niego część książek, reszta dalej koczuje pod ławą i w jednej z szaf wnękowych. Ale za to zebrałam znowu ze 30 do oddania, już pisałam do zarządzających bibliotekami w dzielnicy. I zastanawiam się, czy nie dołożyć jeszcze 30 egzemplarzy. To dobry rok, w końcu się zaczęłam brać za siebie! Tylko ciągle problemem jest to, że 80% zbioru jest u rodziców i tam ciągle mam z czym walczyć ;) Po kliknięciu w zdjęcie możecie sobie powiększać jego fragmenty – jeżeli oczywiście tylko macie na to ochotę!

regal z ksiazkami

Pewnie niektórzy zejdą na zawał, bo „jak można tak książki upychać!”. Ale to tylko świadczy o tym, że mają jeszcze dużo wolnego miejsca dookoła siebie ;) A, górna półka nie jest pełna do końca, jest to miejsce przewidziane na książki, które aktualnie czytam, dołączą do reszty już niedługo.

Ciekawa jestem, kiedy znowu zapełni się ta półka pod ławą i zaczną gromadzić na nowo stosy na ławie…

A przy okazji „pitolenia” chciałam jeszcze zaprosić wszystkich będących w środę w Warszawie na spotkanie z przeuroczym i interesującym autorem, czyli…

jacek dehnel spotkanie

Ja już zaklepuję sobie miejscówkę w pierwszym rzędzie, bo tegoż autora od lat mocno cenię i należy do moich ulubieńców.

A teraz już zostawiam Was w spokoju i uciekam na „Nosorożca” do Teatru Dramatycznego. Życzę udanego popołudnia i wieczoru!

Zaczytaj się w Olsztynie!

Już w ten weekend w Olsztynie odbędzie się druga edycja Festiwalu do Czytania! Chciałabym Was na niego serdecznie zaprosić, uważam, że impreza jest fajna i warta promowania. Program zapowiada się interesująco, z chęcią wezmę udział w kilku punktach programu. Ale szczególnie chciałabym Was serdecznie zaprosić na spotkanie dla blogerów! A konkretnie:

spotkanie dla blogerow olsztyn

Rozmawiać będziemy o współpracy na linii bloger – wydawnictwo / firma. Muszę napisać, że mam pietra. Bo to jednak jest coś nowego. Prowadziłam przez jakiś czas szkolenia, ale takie spotkanie to jednak trochę inna bajka. Pomijam już fakt, że zwyczajnie boję się, że na sali będziemy tylko my we dwójkę i organizatorzy ;) Trzymajcie kciuki!

PS. A jeżeli chcielibyście się zapisać na wydarzenie, to znajdziecie je TUTAJ.

Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono („Głosy Pamano” – Jaume Cabre)

old journal diary

Fot. Joel Montes de Oca (flickr)

Oriol Fontelles. Zdrajca. Pupilek faszystowskiego burmistrza miasteczka. Tchórz zamieszany w morderstwo dziecka. Kolaborant, którego zostawiła nawet żona. Brzydziła się nim. Zostali mu tylko kolesie z układu, tuszowanie kolejnych zbrodni i nadużyć oraz samotność.

Oriol Fontelles. Bohater. Ukrywający na strychu powstańców i zbiegów. Pośredniczący w kontaktach grup walczących z reżimem. Ratujący życie wielu ludzi.

Oriol Fontelles. Człowiek. Zagubiony, niepewny siebie, przerażony. Nieszczęśliwy i marzący o tym, że pewnego dnia zdoła naprawić wszystkie błędy i odzyskać szacunek do siebie samego.

Tak, to opowieść o Oriolu i jego życiu. Ale to także opowieść o małym miasteczku na hiszpańskiej prowincji, o jego mieszkańcach, ich losach, o małej i wielkiej historii. I o emocjach, którymi aż kipi dookoła Toreny. Czasami są to emocje głęboko ukrywane, czasami takie, które wydostają się na wierzch, nie zmienia to faktu, że miłości i nienawiści jest tam mnóstwo.

Jednak to nie tylko opowieść o Oriolu i Torenie. To także opowieść o Tinie Bros, skromnej nauczycielce, która po wielu latach odkrywa pamiętniki Oriola i poznaje do tej pory nieznaną część jego historii. Dla niej jest on nie faszystą bez serca, a człowiekiem takim, jak każdy z nas, którego losy potoczyły się jednak o wiele bardziej skomplikowanie, niż większości jego sąsiadów. I który mając świadomość, że raczej marne ma szanse na wykaraskanie się z takiej sytuacji, postanawia pisać pamiętnik, który chciałby jakoś przekazać swemu dziecku. Dziecku, którego nigdy nie widział.

Znalezione zeszyty są przyczynkiem do powrócenia do dawnych lat, odgrzebania dawno zapomnianych chwil, do skrywanych sekretów. Powoli wyjaśnienie historii Oriola, wybielenie jego pamięci staje się prawie że obsesją Tiny. Jednocześnie pomaga jej jednak radzić sobie z problemami, które wkroczyły do jej życia. Odkrywanie tej historii pozwala jej skupić się na czymś innym, pozbyć się części emocji, ostygnąć.

To, co najbardziej mi się w tej powieści podobało, to fakt, że tak świetnie odwzorowuje życie i ludzkie zachowania. To, jak dosadnie pokazuje, że nikt nie jest taki, jaki się wydaje, każdy z nas ma swoje tajemnice, swe skryte marzenia i uczucia, wydarzenia, które zagrzebał na dnie pamięci. Prawie nikogo nie bylibyśmy w stanie tak łatwo jednoznacznie ocenić, gdybyśmy poznali o nim całą prawdę. A zresztą, czymże jest prawda?

Świetnie jest też pokazana nasze zamiłowanie do oceniania innych, do szufladkowania ich, do wydawania sądów kategorycznych i na wieki. Do tego te wszystkie plotki, intrygi, których to małe miasteczko jest pełne, te wszystkie rozgrywki międzyludzkie. Aż chciałoby się powiedzieć: nic, co ludzkie nie jest Cabre obce! Świetnie mu wychodzi opisywanie ludzi i ich życia, i to mimo stylu!

Właśnie, styl… Na początku myślałam, że padnę lub nie dotrwam nawet do setnej strony. Zdania, które potrafiły zacząć się kilka lat temu, a skończyć kilka lat po drugiej wojnie światowej. Dialogi „wpuszczone” w tekst bez wyróżnienia. Rzucanie czytelnika po czasie i przestrzeni. Do tego dziesiątki hiszpańskich nazwisk, rodów, domów, nazw miejscowości, nazw geograficznych itp. I powtórzenia, sporo stylizowanych powtórzeń. Uch, jak ja tego wszystkiego nie lubię! Ale jakoś po dotarciu do mniej więcej 120 strony weszłam w tę opowieść. Przestałam zauważać to, co mi wcześniej zgrzytało, a dałam się porwać losom Fontellesa, Bros i miasteczka. Powoli wpadałam w stan, w którym nie mogłam się oderwać od tej powieści, musiałam jak najszybciej poznać ją całą. I mimo tego, że przeczytałam ją już jakiś czas temu, ciągle we mnie mocno tkwi.

Z pewnością „Głosy Pamano” to nie jest łatwa, przyjemna i relaksująca powieść. Nie ten typ. Ją trzeba czytać w skupieniu, powoli, zastanawiając się nad treścią. Ale warto, bo to świetna książka! Mimo stylu, mimo powtórzeń i zalewu nazw i nazwisk, to historia o człowieczeństwie, o samym jego sednie. O kłamstwach, prawdzie i półprawdach. O milczeniu i przemilczaniu. O oczach, które obserwują nas w ciemności i językach, które mówią o nas w każdej chwili naszego życia. Warto ją poznać dla przewrotności, z jaką autor bawi się z czytelnikiem, dla świetnych portretów psychologicznych bohaterów powieści oraz dla pytań, które rodzą się w głowie w trakcie lektury. I dla pytania, które pewnie zrodzi się w głowach większości czytelników. Co JA bym zrobił, gdybym był Oriolem, Elisendą, Tiną, Targą…? 

glosy pamanoWydawnictwo: Marginesy, 2014

Oprawa: twarda

Liczba stron: 656

©