
Pierwszy tom czytałam dawno, jeszcze przed zrobieniem wywiadu z autorką, ale jakoś do dzisiaj nie zdołałam opisać swych odczuć z lektury. Postanowiłam więc to nadrobić przy okazji opisywania tomu drugiego. Jak wypadły pierwsze dwa tomy trylogii?
W “Ziemi kłamstw” nestorka rodu, Anna Neshov, ma wylew, leży na łożu śmierci. Jej trzej synowie, którzy przez lata nie potrafili się ze sobą komunikować, nagle muszą być w stanie współpracować. Jakby tego mało, na horyzoncie pojawia się córka jednego z nich – Torunn, która do tej pory widziała swojego ojca raz w życiu. Choroba Anny otwiera skrzynkę Pandory, wypuszcza na świat wiele tajemnic, przez lata skrzętliwie skrywanych. Tajemnic tak dużych, że wstrząsają rodzinnymi fundamentami. To właśnie radzeniu sobie ze skutkami tajemnic oraz relacjom w rodzinie poświęcona jest ta książka.
“Raki pustelniki” to logiczna konsekwencja pierwszego tomu. O ile pierwszy tom, to tom tajemnic, to tom drugi to ciągłe podejmowanie wyborów. Czy gospodarstwo nadal powinno istnieć? Kto powinien je prowadzić i jak? Czy Torunn powinna skupić się na życiu osobistym, pracy, która sprawia jej satysfakcję, czy może pomóc ojcu? Czy Margido powinien trochę wyluzować, zapomnieć na chwilę o zakładzie pogrzebowym i misji swej pracy, a skupić się trochę na sobie samym i swym życiu? Co powinien zrobić Erlend i jego partner? Czy bohaterowie odważą się otworzyć na kolejną życiową zmianę?
Proza Anne B. Ragde to proza surowa, bardzo naturalistyczna. Ale jednocześnie porywająca. W tych książkach nie ma według mnie ani jednego zbędnego słowa, wszystko jest zbalansowane, przemyślane, zaplanowane. Styl jest chłodny, obojętny, w zestawieniu z poruszanymi tematami i ich ważnością jest to niesamowity kontrast! Dzięki temu zresztą wciąga czytelnika jeszcze głębiej w to rodzinne bagno, nie pozwala się uwolnić przed zakończeniem czytania. A i potem ta historia długo siedzi w czytelniku, nie daje o sobie łatwo zapomnieć.
Osoby, z którymi rozmawiałam o tych książkach są albo zachwycone opisami, albo uważają je za zbędne i nudne. Ja dołączyłam do wielbicieli tworzonych przez nią opisów. Nawet nieistotne szczegóły gotowania czy podziwiania figurek są według mnie niezbędne, wiodą autorkę do założonego celu, są istotne dla akcji, do zbudowania odpowiedniej atmosfery. Także te, którym zarzuca się bycie obrzydliwymi były dla mnie istotne. W końcu nic co ludzkie nie jest mi obce, taki naturalizm był według mnie potrzebny do dopełnienia historii, do tego byśmy poczuli się tak, jak bohaterowie książki.
Surowy urok wiejskiej części Norwegii, ludzie, którzy próbują ułożyć sobie życie, dotrzeć do siebie samych i najbliższych, buzujące emocje, świetny styl, to wszystko spowodowało, że nie mogłam się oderwać od czytania. A na dodatek autorka tak kończy drugą część, że miałam ochotę ją udusić, jak tak można!
Polecam!

©

Wydawnictwo: Smak Słowa, 2010 i 2011
Oprawa: twarda
Liczba stron: 288 i 250
Moja ocena: 5/6
Ocena wciągnięcia: 5,5/6