Wawangarda. Najpierw o kulturze kawy

Wczoraj miał być wpis o książce. Dzisiaj miał być wpis o książce. Jednak zjawiła się gorączką i weny niet. Więc i recenzji nie ma. Jednak obejrzałam dzisiaj pierwszy odcinek ciekawego projektu – Wawangarda. Zobacz, jak zmieniło się to miasto. Pierwszy odcinek dotyczy rozwoju w Polsce (chociaż oczywiście w tym przypadku z koncentracją na Warszawie) kultury picia kawy. Jak to zmieniało się w ciągu ostatnich lat, co było, a co jest ważne i jak kultura kawy wpływa na nas i nasze miasta.

Bardzo ciekawy odcinek, może dlatego, że i miasto lubię, i kawę, i w ogóle pomysł spędzania czasu razem na mieście, rozmawiając, śmiejąc się, pijąc i jedząc coś dobrego. Ciekawa jestem, na czym skupią się w kolejnych odcinkach, będę w każdym razie kibicować. Zapraszam do oglądania, nie trzeba być zafiksowanym na Warszawie, pomijając prezentację miejsc, przesłanie jest uniwersalne. Tym fajniejsza sprawa, że skupia się na ludziach pozytywnie zakręconych, takich, którym się chciało i chce się dalej robić coś fajnego.

Zderzenie dwóch światów („Północ i południe” – Elizabeth Gaskell)

przędzalnia milton gaskell

Młoda kobieta i młody mężczyzna. Prosta sprawa? Banał? Nie w momencie, gdy ściera się południe z północą!

Margaret Hale to piękna, dumna córka wielebnego. Dobra rodzina, nieco koneksji, wychowywana u bogatej ciotki, więc światowa kobieta. Szczęśliwie żyje z rodzicami w małym domku na wsi. Do czasu jednak…

Ojciec Margaret decyduje o odejściu z Kościoła, co całkowicie zmienia ich życia. Porzucają spokojne życie w urokliwym zakątku i przenoszą się do miasta na północy. Wstrętnej, głośnej, brudnej północy. Gdzie czeka na nich naprawdę wiele zmian, zostają wystawieni na różnorakie próby, Margaret w szczególności.

Jednak północ jest – o dziwo – również inspirująca. To właśnie tutaj rozwija się technika, są wprowadzane różnorakie nowinki, ludzie chcą się uczyć, rozwijać. To tutaj ma chociaż trochę mniejsze znaczenie to, z jakiej rodziny się wywodzisz, a większe to, co umiesz i co masz w głowie.

I właśnie w przemysłowym Milton Margaret spotyka Johna Thorntona, przemysłowca kierującego potężną przędzalnią. Do majątku doszedł właśnie dzięki wiedzy i umiejętnością, zachodzące zmiany bardzo sobie ceni, ciągle dąży do dalszego rozwoju. Panna Hale robi na nim  na początku wrażenie butnej, zarozumiałej kobiety zapatrzonej w swoją klasę, a ona sądzi, że John to nieznośny prostak i wyzyskiwacz. Długa droga przed nimi!

Jednakże rozgrywka tocząca się między tą dwójką to tylko czubek góry lodowej. Mamy tu podzieloną na dwie części Anglię, rozdartą między rolnicze, powolne, sielsko-anielskie południe a industrialną północ o narowistych manierach. Mamy tu też opowieść o skutkach industrializacji, ale przede wszystkim o ludziach, którzy w niej uczestniczą – o robotnikach.

Gaskell mocno skupiła sie na losach pracowników. To właśnie historia Bessy Higgins, która w młodym wieku umiera na chorobę, której nabawiła się w pracy, chwyta czytelnika za serce. A to tylko jeden z przykładów, które można mnożyć. Czuć, że autorka przejmowała się tym, co się dookoła niej dzieje i poprzez swoje powieści próbowała przekazać różnorakie przesłania, w tym również to, że pracodawcy są współodpowiedzialni za los pracowników. To w postaci Johna Thorntona skupiła swoją wizję tego, jaki powinien być światły, nowoczesny pracodawca. To zmiany w nim zachodzące miały być wskazówką dla innych przemysłowców, tych spoza kart powieści.

Zresztą autorka próbowała pokazać, że przy pewnej dozie dobrej woli porozumienie (lub wręcz przyjaźń, a przynajmniej wzajemny szacunek) z obu stron są możliwe. Przyjaźń Thorntona z obcesowym, ale mądrym pracownikiem jest przyczynkiem do wielu nadchodzących zmian.

Chociaż czasami trochę przegadana i w tej dobrej woli autorki trochę moralizatorska, to jest to jednak przurocza ramotka. Cudownie mi się ją czytało! Przeżywałam te wszystkie wzloty i upadki, a gdy Margaret wystąpiła w obronie Johna, to serce mi biło chyba tak samo szybko, jak jej ;) Elizabeth Gaskell kolejną powieścią zdobyła kawałek mego serca, wyrasta na jedną z moich ulubionych autorek z epoki.

„Północ i południe” to kolejna świetnie napisana powieść tej autorki. Interesująca, wciągająca, przy okazji romansu ukazująca w ciekawy sposób sytuację panującą w dawnej Anglii. Serdecznie polecam!

Dawno, dawno temu…

Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że życie dookoła nas jest coraz bardziej wirtualne, powierzchowne i pozbawione głębi. Może to objaw starzenia, może zmęczenia, w każdym razie coraz mi lepiej w „dawnych latach”. Chętniej czytam książki opisujące historię, klasykę, oglądam stare zdjęcia.

Ciągnie mnie też coraz bardziej do wiedzy o Warszawie, o tym, co się z tym miastem działo i jakie tajemnice kryje. Wsiąkam w to coraz bardziej również przez dwie grupy na Facebooku – Warszawy historia ukryta oraz Warszawy historia ukryta – spacery. Jest to bardzo miła i merytoryczna odmiana po dziesiątkach grup, których cel to spamowanie linkami. Tam jest masa ciekawostek, informacji, inspiracji do zwiedzania. I zachęty do pogłębiania wiedzy.

Narastające we mnie pragnienie poznania lepiej tego miasta osiągnęło poziom, przy którym należy zapytać: co czytać? Nie chcę naukowych opracowań, gdzie więcej przepisów, niż samej treści ;) Chcę fajnie napisanych popularnonaukowych książek, ciekawie napisanych spacerowników czy przewodników, albumów czy powieści, gdzie miasto to jest ważne. Wszystkie sugestie mile widziane.

Chcę od Was propozycji, a za to wrzucam Wam garść zdjęć pochodzących z tych dwóch grup. Po kliknięciu zdjęcia się powiększą i można obejrzeć wiele fascynujących szczegółów.

 

 

 

Wsiąkłam!

Chcesz piankę? („Test Marshmallow. O pożytkach płynących z samokontroli” – Walter Mischel)

pianki marshmallow

Fot. Waleed Alzuhair (flickr)

Premiera 16 marca!

Wyobraźcie sobie, że znowu macie pięć lat. Ktoś obcy kładzie przed Wami ulubione ciasteczko/cukierka/batonik i mówi, że możecie zjeść je teraz lub poczekać aż on wyjdzie i wróci za jakiś czas, a wtedy dostanie dwa przysmaki. Jak sądzicie, jak byście się zachowali?

Poczekam!

Gratulacje, masz szansę na dobre, zdrowe, długie życie, ze sporą dozą sukcesów i niezłym związkiem!

Chcę zjeść już, teraz!

Hm… będziesz się musiał mocniej napracować, by osiągnąć równie dobre rezultaty…

Trudno uwierzyć, prawda?

A jednak! Książka „Test Marshmallow. O pożytkach płynących z samokontroli” to opis wniosków wyciągniętych z eksperymentu, który rozpoczął się przed 40 laty i ciągle jest rozwijany, a jego uczestnicy obserwowani są przez kilkanaście czy też kilkadziesiąt lat. Właśnie w jego trakcie okazało się, że to, jak postąpią maluchy w trakcie tego wyzwania będzie rzutowało na to, jakiej jakości życie mogą prowadzić. Oczywiście, że nie można tego przełożyć 1:1, bo jednak różne czynniki wpływają na każdego z nas. Jednak relacja systemu gorącego i chłodnego, czyli to, jak sobie radzimy z pokusami i na ile potrafimy odkładać gratyfikację w czasie przekłada się w dosyć jasny wzorzec. Ci z nas, którzy potrafią lepiej żywać systemu chłodnego, „gasić” pokusy, negatywne emocje, swoiście oddalać się od tego, co serwuje nam układ gorący lepiej funkcjonują pod wieloma względami – w szkole, w pracy, mają większe szanse na udane związki długoterminowe, na utrzymanie zdrowia, nawet na zaoszczędzenie ładnej sumki na starość.

No tak… – powiecie – A co z tymi, którzy mają tendencję odwrotną, którymi rządzi układ gorący?

Nie martwcie się, nic nie jest jeszcze stracone! Wprawdzie będzie Wam trudniej, ale i tak może się udać. Musicie tylko chcieć zmiany i nad nią pracować. Walter Mischel w swojej książce opisuje, jak stopniowo można taką zmianę wprowadzić w życie, podaje też kilka metod, które mogą nam pomóc w osiągnięciu sukcesu. Tajemnica tkwi w „chłodzeniu” układu gorącego. Ale oczywiście nie bez końca, bo ciągłe odraczanie nagród w czasie od pewnego momentu też działa negatywnie. Jednak dla tych, którymi rządzą pokusy, to pieśń dalekiej przyszłości. Najpierw muszą zacząć dystansowanie. A jak, dowiecie się podczas lektury.

No dobrze, ale czy warto?

Trudne pytanie. Dużo zależy od Waszych potrzeb i podejścia do tego typu książek. Walter opisał w tej książce cały przebieg eksperymentu, jego wnioski, wieloletnie obserwacje jego uczestników i ciągłe weryfikowanie wyciąganych wniosków. Opisał też oczywiście funkcjonowanie obydwu układów – gorącego i chłodnego, ich współzależności, wzajemny wpływ jednego na drugi. To wzbogacił o możliwe zastosowanie wyników testu – to, które już zostało wprowadzone do szkół i uczelni oraz tego, co jeszcze można zrobić. Oraz oczywiście podał metody na to, by zmieniać swoje zachowanie. Nie będzie to łatwe, to na bank. Ale warto się zastanowić, czy przypadkiem nie jest to gra warta świeczki…

I co teraz?

Z ciekawością przeczytałam tę książkę i staram się pamiętać o tym, co zwróciło moją uwagę. Daleka droga przede mną, jednak mam motywację, ostatnio szczególnie wysoką. Szkoda, że większy nacisk nie został postawiony na to, by pomóc czytelnikom w ich przyszłej pracy nad sobą, ale z drugiej strony widzę, że nie jest to typowy poradnik, więc rozumiem dlaczego jest tak, a nie inaczej. Uważam, że warto ją przeczytać, poznać to, co nami kieruje i dowiedzieć się, jak możemy na to wpływać. No i warto potwierdzić, że brak silnej woli to czystej wody wymówka. Wymówka i nic więcej, moi drodzy, więc przestańmy sobie wmawiać, że „ja tam nie mam silnej woli, więc mogę sobie odpuszczać…”

silna wola test marshmallow

PS. Zobaczcie, jak reagowały dzieci, cudne to jest :)

Zatrzymane chwile #14

O mamuniu, jak te pierwsze miesiące roku mnie wykończyły. Mam wrażenie, że od Sylwestra upłynęło 5 lat! Bardzo intensywny czas, bardzo męczący, ale pojawiło się światełko w tunelu, bo rozpoznano dokuczająca mi bardzo mocno chorobę tarczycy, więc chociaż od tej strony powinny być powoli postępy. A ja muszę tylko wyciszyć część aktywności i złapać oddech, odpocząć. Trzymajcie kciuki, by się udało! A przechodząc do fotopodsumowania…

Jak zwykle było mocno książkowo :) Chociaż z wyżej prezentowanych przeczytałam na razie tylko trzy książki. Niestety. No i nie wiem, jak traktować „To nie jest książka”, bo to faktycznie nie ma – oprócz kształtu – nic z nią wspólnego. Nie da się więc czynności nazwać czytaniem ;) A przy czytniku widzicie koktajl truskawkowy zrobiony z ubiegłorocznych truskawek z ogrodu rodziców, mniam!

W końcu dorastam do tego, by spełniać zachciewajki duszy i ciała, rozpieszczać się. W tym miesiącu hitem było – jak widać na zdjęciach – kolorowanki dla dorosłych, czyli „Kolorowy Trening Antystresowy”, uwielbiam :) Mam teraz problem z podziałem tych resztek czasu wolnego, bo chcę i czytać, i rysować! Poza tym drugi raz w życiu byłam na masażu, myślałam, że nie przeżyję, skąd ta kobietka miała tyle siły?! ;) W końcu doczekałam się też pożarcia tatara, który chodził za mną ze 2 czy 3 tygodnie. Oraz byłam u mojego ulubionego fryzjera.

Reszta to już różności. Miałam okazję reprezentować firmę na gali „Bestsellery Empiku”, gdzie do wejścia uprawniało takie ciekawe zaproszenie. Dzień pracy rozpoczynam pyszną kawą z ekspresu i jeszcze lepszą drożdżówką z serem. Foto z płytą ukazuje prezent, który dostałam po tym, jak na Bestsellerach wygadałam się, że ta śpiewająca ze sceny pani brzmi całkiem ciekawie ;) A teraz, gdy już znam płytę, to chciałabym pójść na majowy koncert, zobaczymy! Zachód słońca oraz rozciągnięta na parapecie Zołza to wizualizacja 2,5 dnia, które spędziłam u Rodziców, krótka wizyta, która miała na celu objedzenie ich z faworków (które pieką raz w roku, nie mogłam tego odpuścić! ;) ).

Louis Vuitton ma aktualnie wystawę, która bardzo mi się podoba i postanowiłam ją uwiecznić, a przez przypadek przechodził tam rolnik z protestu i tak oto wyszło fajne społecznie foto ;) Ten paskudny krwiak to rezultat pobierania krwi na kolejne badania hormonów. Niestety, moje żyły są poukrywane i najczęściej kończy się to w ten sposób, ech… A wizyta w aptece przypomniała mi smak dzieciństwa :)

Dzięki redakcji Magazynu „Książki” miałam okazję przeczytać najnowszy numer magazynu, szczególnie polecam wywiad z Elżbietą Cherezińską! Przy lekturze podgryzałam przepyszne kruche rurki z kremem i toffii <3 A dzięki PZU miałam okazję być na koncercie Marka Piekarczyka i muszę powiedzieć, że było ekstra. Teksty z sensem, głos jak dzwon, świetne poczucie humoru, polecam!

To byłoby na tyle. Tak biegam i biegam, że nawet o robieniu zdjęć myślę coraz rzadziej, chlip! Ciekawa jestem, co będzie z tym moim blogowaniem, jak się to moje zabieganie i brak sił nie zmieni. Ciekawam…