Nic dwa razy się nie zdarza… („W mrocznym, mrocznym domu” – Grażyna Kania)

Gdy robi się jasno widzimy mur obrośnięty bluszczem. I scenę wypełnioną żwirem. Prosto, wręcz ascetycznie. Na scenie pojawia się dwóch mężczyzn, zaczynają dziwną rozmowę, a widzowie zostają krok po kroku wciągnięci w przedziwną, mroczną historię…

W_MROCZNYM_galeria_2

Marcin Przybylski (Drew). Fot. Andrzej Wencel

Drew (Marcin Przybylski) to imprezowy król życia. Bogaty prawnik, spędzający czas wolny na imprezach pełnych używek i chętnych do poznania bawidamka kobiet. A w domu czekają dzieci i żona, wiecznie udająca, że nic nie widzi. Jakże wygodny układ, który jednak nagle rozbija wypadek. Drew kasuje auto, okazuje się, że naturalnie był pod wpływem alkoholu, z narkotykami w wozie, zostaje więc skierowany na przymusową terapię, która ma zadecydować o jego dalszych losach.

W trakcie terapii wychodzi na jaw pewne zdarzenie z przeszłości, które może mocno wpłynąć na ostateczny jej wynik oraz decyzję sądu. Ktoś musi więc potwierdzić te dawne wydarzenia, do ośrodka zostaje więc wezwany brat Drew – Terry (Grzegorz Małecki). I zaczyna się gra!

Najpierw nie wiemy, co myśleć. Jeden z braci ostro nabroił i nie wydaje się fajnym człowiekiem, ale jednocześnie można mieć wrażenie, że to wszystko go jednak zmieniło i próbuje nadrobić błędy przeszłości. Szczególnie, gdy wyznaje, że był jako dziecko molestowany przez ich wspólnego znajomego – Todda. To właśnie o tym, że tenże znajomy istniał, ma zaświadczyć Terry. To wyznanie robi na starszym bracie wielkie wrażenie, dochodzi do gwałtownej kłótni, w trakcie której zaczynamy głębiej poznawać przeszłość tej rodziny i zastanawiać się nad relacjami, jakie między nimi istnieją.

grzegorz malecki terry

Grzegorz Małecki (Terry). Fot. Andrzej Wencel

Natomiast Terry, hm, Terry to postać szczególna. Na początku wydaje nam się tylko wycofany, samotny i pełen wściekłości. Gniew w nim płonie, widać go w spojrzeniach, gestach, zatrzymaniach w trakcie mówienia, mimice. Spala się od środka, widać, że od lat coś go dręczy, nie daje spokoju. Jednakże ciągle nie jest nam dane dowiedzieć się co to. Wiadomość o molestowaniu przyjmuje z niewiarą. Nie ufa bratu, wie, że Drew jest patologicznym kłamcą, jednak mimo wszystko zgadza się poświadczyć o wydarzeniach z przeszłości. A później rusza w podróż…

Na polu minigolfa Terry spotyka Jennifer (Milena Suszyńska), słodką i naiwną córkę Todda. W rozmowie z nią dowiaduje się kolejnych nowości o przyjacielu z dzieciństwa. Jego obraz zmienia się coraz bardziej w umyśle Terry’ego, a cała ta sytuacja związana z bratem i przyjacielem-pedofilem coraz bardziej wpływa na mężczyznę. Jednocześnie obserwujemy pełną erotyzmu grę między Terrym a Jen, grę o tyle symboliczną, że on sam jest teraz dojrzałym mężczyzną koło 40-tki, a ona ma lat 16. Ich rozmowa z każdą minutą staje się coraz bardziej dwuznaczna, a końcówka sceny zostawia widzów z pytaniem – jaki był koniec tego pulsującego erotyką spotkania?

terry jennifer milena suszynska

Ostatnia część powala. Zaczyna się niewinnie. Drew zakończył terapię, świętuje to z rodziną i znajomymi. Terry, wieczny obserwator stoi z boku i czeka na to, aż brat raczy go zauważyć. A gdy tak się dzieje następuje scena oczyszczenia, swoistej spowiedzi, tak bolesnej, przejmującej, że nie można oderwać oczu. W końcu poznajemy szczegóły przeszłości Terry’ego, rozumiemy jak bardzo był przez całe życie obciążony psychicznie i jak bardzo wpłynęło to na to, jaki teraz jest. Zmienia się także nasze postrzeganie Drew, ich wzajemnej relacji. Straszliwie poruszająca scena, powalająca siłą emocji!

Ta adaptacja to czysty minimalizm. Scenografia, muzyka, wszystko jest bardzo ascetyczne, jednocześnie podkreślające siłę przekazu. Te oddzielające sceny dźwięki potęgujące grozę, ten oddalający się mur z bluszczu, który jakby symbolizował odkrywanie kolejnych tajemnic z przeszłości, wyśmienite!

Ale to, co najważniejsze w tej sztuce, to gra aktorska. Za pierwszym razem (tak, szalona ja, widziałam ją wczoraj po raz drugi!) mą uwagę najbardziej przykuł duet męski, czyli Marcin Przybylski i Grzegorz Małecki. To oni rządzili na scenie. Wczoraj za to najpierw zachwyciła mnie Milena Suszyńska, której wyśmienicie wychodzi odgrywanie tej uroczej nastoletniej trzpiotki, a później ponownie Grzegorz Małecki. To, jak zagrał, szczególnie w ostatniej scenie, to mistrzostwo świata, dał z siebie wczoraj chyba 1000%! Grał, jakby miał się spalić w ogniu odgrywanej postaci, kompletnie zatraciłam granicę między aktorem a bohaterem i w końcówce czułam najczystszą litość dla Terry’ego. To, co się działo na scenie chwytało za gardło, wyduszało łzy nie tylko w oczach bohatera. A to ostatnie puste, przerażające spojrzenie…

marcin przybylski drew grzegorz malecki terry

Marcin Przybylski (Drew). Fot. Andrzej Wencel

„W mrocznym, mrocznym domu” to doskonała adaptacja sztuki Neila LaBute’a. To swoiste drwina z terapii, a jednocześnie właśnie psychiczne katharsis bohaterów. Świetna sztuka z obsadą, która gwarantuje trzęsienie ziemi. Wieloznaczna, pełna możliwości interpretacji, z otwartym zakończeniem, o które można się posprzeczać. Kto był katem, a kto ofiarą?

Polecam!

PS. Zdjęcia pochodzą z materiałów Teatru Narodowego.

„Zgładź nieprawości nasze, prosimy, Panie…”

A ja chciałam Was zaprosić do przeczytania kolejnego tekstu napisanego dla portalu Arena! Wiem, że to już drugi raz pod rząd, a nie wrzucam bezpośrednio nic tutaj, ale obiecuję poprawę niedługo. Niech tylko ogarnę kwestie remontowe, to – nawet przed wybieraniem mebli – napiszę coś specjalnie tutaj i dla Was:)

A na razie chodźcie przeczytać TEN tekst. Śmiało!

Majowy weekend z książką?

Zapraszam do lektury drugiego tekstu na portalu Arena.pl. Tym razem o książce, z którą może ktoś zamierza spędzić długi majowy weekend. Warto czy nie warto? Oto jest pytanie, sprawdźcie w moim tekście! Serdecznie zapraszam do zajrzenia TUTAJ i przeczytania opinii. Tym bardziej, że to książka, która chyba nie wzbudzała letnich uczuć – albo zachwyt, albo niechęć😉

Podróż przez czas i życie („Czasomierze” – David Mitchell)

uczta_wyobrazni_czasomierze

„Czasomierze” to jedna z najbardziej niezwykłych książek, które przeczytałam w ciągu ostatnich kilku lat. Niezwykłych, wymagających, żądających od czytelnika uwagi.

Klamrą spinającą sześć opowieści jest Holly Sykes. Poznajemy ją w 1984 roku jako zbuntowaną nastolatkę, która ucieka z domu. Nie wiemy jeszcze, czego się spodziewać. Wiemy tylko, że dziewczyna jest dziwna, a rzeczy, które ją spotykają – jeszcze dziwniejsze. Jednak szczególny dar, którym ją obdarzono nie przygotowuje nas na to, co czeka nas pod koniec powieści.

Jednakże najpierw, powoli i mozolnie podróżujemy przez czas. Każda z części (oprócz początkowej i końcowych) to inny bohater, inna historia, jednak wszystkich łączy właśnie Holly. Nie zamierzam Wam opisywać szczegółów, to zbyt bogata opowieść, by w krótkim tekście opisać chociaż najważniejsze części fabuły, w każdym razie musicie mi uwierzyć w jedno – autor funduje czytelnikom najpierw powolne wgryzanie się w historię, a potem jazdę bez trzymanki!

Bo też dwie ostatnie części… Przedostatnia jest niewiarygodna, bitwa, przedstawiona walka jest barwnym i interesującym konceptem. A ostatnia z kolei to przerażająca wizja przyszłości, jedna z tych, które zostają nam w głowach i czasami wyłażą na wierzch zmuszając do rozmyślań pod hasłem „a co, jeżeli taka sytuacja jest bliżej niż dalej?”

Tak czy siak, „Czasomierze” to kawał niezwykłej literatury, odjechanej, świeżej, rzadko spotykanej. Tylko dla czytelników, którzy będą umieli jej poświęcić czas, uwagę i nie boją się wyzwań. Lepsza do czytania w trakcie wolnego weekendu, niż – jak to było w moim przypadku – po kilka stron przez chyba miesiąc. Tak nie róbcie. Czytajcie i zastanawiajcie się nad życiem, rzeczywistością, wartością człowieka, naszej kondycji moralnej…

Taka wiadomość!

UWAGA! ATTENTION! ACHTUNG!

Nareszcie można pęc i podzielić się taaaaaakim newsem! 22 czerwca premierę mieć będzie zbiór opowiadań kryminalnych napisanych przez grupę blogerów książkowych. Taki crème de la crème😉 Należeć do takiej grupy to przywilej, więc jestem dumna i blada pisząc te słowa! Do projektu zostaliśmy zaproszeni przez jednego ze znanych wydawców. Mamy też 3 propozycje okładek, ja mam swój typ, ale na razie siedzę cicho. Podoba Wam się któraś z nich?

Długo się zastanawiałam, czy pisać o zbrodni w teatrze, czy może zostać wierną światkowi wydawniczemu… Padło oczywiście na wierność, a już 22 czerwca przekonacie się, kto kogo morduje i dlaczego!

nasz zbior opowiadan