Nie wierzę w to, co piszę! („Dziady” – Eimuntas Nekrošius)


dziady teatr narodowy

Tak, jestem jedną z tych osób, która szkolne omówienie (i paskudnie słaba interpretacja objazdowej grupy teatralnej) na długie lata zniechęciły do „Dziadów” Mickiewicza. I nie spodziewałam się, że kiedykolwiek odzyskam dla siebie to dzieło. A już tym bardziej nie spodziewałam się, że stanie się to za sprawą wizji Litwina – Eimuntasa Nekrošiusa. A jak to się stało?

Jakiś czas  temu Kasia z bloga Moja Pasieka (wracaj do pisania!) zaczęła opowiadać mi o tym, jaka to niesamowita okazja się szykuje, gratka dla osób kochających teatr. I na dodatek, jaka tam będzie obsada! I tak od rozmowy do rozmowy, postanowiłam się zdecydować na zweryfikowanie mych wrażeń. A jeszcze dzięki łutowi szczęścia miałam okazję pójść na próbę generalną „Dziadów” w Teatrze Narodowym. Okazało się, że potrzeba było mi kogoś „z zewnątrz”, by odczarował mi ten dramat. I przepadłam…

W trakcie pierwszych scen nie byłam jeszcze pewna swoich odczuć, jeszcze ciągle tkwił we mnie ten cierń wbity przed laty, trzymał się mocno. Ale powoli, z każdą minutą spektaklu, czułam się coraz bardziej urzeczona, a koniec końców – podbita. Przez co?

Plastyczność obrazu, to zachwyciło mnie najpierw. Cały ruch sceniczny, scenografia, gra świateł, cieni, kolorów, ustawienie aktorów i rekwizytów. To wszystko wprowadzało nastrój wręcz magiczny, niektóre sceny były jakby namalowane pędzlem na płótnie, przepiękne! Gotowe obrazy, które ponoć były już w głowie reżysera przed rozpoczęciem prac. Na mnie zrobiło to wielkie wrażenie!

Scena z ptakami i Widmem Złego Pana – wyśmienita! Tak wiarygodnie zagrane, tak porywające i przejmujące, brawo! Scena w więzieniu, gdy jedni próbują tworzyć plan ratujący drugich, wsparta świetną scenografią robi duże wrażenie. Bardzo ciekawie zagrany jest też monolog Kacpra Matuli w Salonie Warszawskim. To zagubienie, pomieszanie emocji, ta szczera próba zwrócenia uwagi na wydarzenia dziejące się w Wilnie, moim zdaniem wyszło to temu wykonawcy bardzo dobrze.

 

Oprawa muzyczna zdobywała me serce delikatnie, na początku niezauważalnie, ale z każdą chwilą mocniej. Doskonale dobrana do treści i obrazu, chociaż przyznaję, że nie spodziewałabym się arii operowej czy śpiewającego Gustawa-Konrada! Muzyka Pawła Szymańskiego wspaniale rozbudowała nastrój całości.

Dużym plusem dla mnie było częściowe odejście od martyrologii polskiej, męczeństwa, rozpolitykowanych interpretacji. Reżyser postawił na poetyckość, czysty przekaz emocjonalny, symbolikę, metafory, łączność ze światem duchowym. Tu każdy może odczytać symbolikę scen czy scenografii według własnych potrzeb. Jedni zobaczą groby, inni pole golfowe, a jeszcze inni pewnie ciągłą walkę z życiem, wzloty i upadki. Co mnie zaskoczyło, to te momenty adaptacji, które mogą wręcz wywoływać uśmiech, ocierać się o groteskę. Im dalej w sztukę, tym ich więcej, to pewnie wzbudzi u części widzów sprzeciw, nazbyt jesteśmy przywiązani do męczeńskiej wizji tej sztuki.

Koncepcja reżysera umożliwiła pojawienie się dużej liczby symbolicznych scen. Nie wiem, na ile są to jego własne pomysły, na ile wkład aktorów, ale dodały one smaczków tej wersji. Ksiądz Piotr jako bocian szybujący nad skazańcami wędrującymi na Syberię, omdlały Konrad obłożony przez chciwych wydawców wydaniami „Dziadów” Mickiewicza, składający autografy (np. dla Słowackiego!), senator Nowosilcow recytujący dyszkantem mało znany wiersz Mickiewicza, Diabeł oznaczający pieczątką swe terytorium w trakcie egzorcyzmów, a przy zejściu ze sceny pokazujący wszystkim „fuck you”. I wiele, wiele innych, pewnie można tę wersję oglądać wiele razy i wyłapywać kolejne ciekawostki.

Pora jednak na meritum – aktorzy!

Tu trudno mi będzie być chociaż po części obiektywną, bo im częściej bywam w Teatrze Narodowym, tym bardziej cenię sobie jego ekipę, uważam, że – z tych teatrów, w których miałam okazję bywać – jest najlepsza. I tyle. Niedługo dotrzemy z kilkoma osobami do momentu, gdy założymy fanklub tego teatru i tej ekipy.

Ale przechodząc do rzeczy – z mniejszymi rolami rzucili mi się w oczy Arkadiusz Janiczek, wspomniany już Kacper Matula, Robert Jarociński (i jego tekst o lawie), aktorki z bardzo specyficzną rolą Dzieci, czyli Paulina Korthals i Paulina Szostak oraz Piotr Piksa. Oczywiście Mateusz Rusin jako ksiądz Piotr, wyśmienicie zagrana rola, uwierzyłam w jego rozterki, zazdrościłam niezłomnej wiary i chęci pomocy. Marcin Przybylski jako Guślarz/Diabeł niezmiennie świetny, bardzo mu ta rola pasowała, podobała mi się szczególnie wersja Diabła.

No i Grzegorz Małecki jako Gustaw-Konrad! Nie wiem, czy przesadzę, zobaczymy, co przyszłość przyniesie, ale mam wrażenie, że będzie to jedna z najlepiej zapamiętanych ról tego aktora. Wzruszająco nieporadny, ludzki, momentami rozdzierająco nieszczęśliwy, w innych chwilach wydaje się być jednocześnie pyszny i przekonany o swej wielkości, jak i w siebie nie wierzący. Konrad to bezradny i tragiczny, słaby i tak de facto nie wierzący w Boga.

„Dziady” w wersji litewskiego reżysera są dramatem przywróconym ludziom. Nie są tylko pomnikiem ku czci martyrologii, poświęcenia, patriotyzmu. Są przesłaniem od człowieka do człowieka, pełnym ludzkich uczuć, nie tylko tych marmurowo-stalowych, głównie zwyczajnych, codziennych.

Jeżeli ktoś z Was padł ofiarą podobnego zbiegu okoliczności, spróbujcie, może ta adaptacja i Wam odczaruje ten dramat? A ci, którzy kochają „Dziady” pewnie i tak się skuszą i pójdą porównać z innymi wykonaniami. I słusznie!

A ja czekam do 20 kwietnia, gdy wypada mój „planowy” termin (bilety kupiłam wtedy, gdy nie wiedziałam, że będę miała okazję oglądać próby) i doczekać się nie mogę, ciekawa jestem, jakie wtedy będą moje wrażenia!

A do tej pory zostaję z wizją Konrada i jego improwizacji…

Czym jest me czucie?
Ach, iskrą tylko!
Czym jest me życie?
Ach, jedną chwilką!
Lecz te, co jutro rykną, czym są dzisiaj gromy?
Iskrą tylko.
Czym jest wieków ciąg cały, mnie z dziejów wiadomy?
Jedną chwilką.
Z czego wychodzi cały człowiek, mały światek?
Z iskry tylko.
Czym jest śmierć, co rozprószy myśli mych dostatek?
Jedną chwilką.
Czym był On, póki światy trzymał w swoim łonie?
Iskrą tylko.
Czym będzie wieczność świata, gdy On go pochłonie?
Jedną chwilką.

PS. Bardzo podoba mi się plakat, który można interpretować na wiele różnych sposobów.

PPS. Zdjęcia pochodzą z prób. Otrzymałam je dzięki uprzejmości Teatru Narodowego. Możecie je powiększyć kliknięciem.

PPPS. Polecam Wam dwa teksty profesjonalistów, warto je przeczytać:

Reklamy

30 thoughts on “Nie wierzę w to, co piszę! („Dziady” – Eimuntas Nekrošius)

    1. To właśnie jedna z możliwych interpretacji, od nas zależy, co w nich zobaczymy 🙂 To mi się nasuwało jako podstawowa wizja. Ale w recenzji RP autor sugeruje jeszcze inne możliwości, cytuję:

      „Mak symbolizuje noc, zapomnienie, niewiedzę, sen, ciszę, chytrość, lenistwo, odurzenie, czary”. To jedne z wielu wyjaśnień, które znajduję w słowniku Władysława Kopalińskiego. Także Słowianom mak towarzyszył od najdawniejszych czasów. Odgrywał ważną rolę w obrzędowości pogrzebowej (symbol łączności z innym światem), chronił przed duchami i czarownicami. Makówki ustawione wokół tronu Senatora są gigantyczne i przypominają jednocześnie dynie wydrążone z okazji Halloween.

        1. Ale wszystkie te interpretacje zgrabnie się łączą, mają sens 😀 O dyniach też nie pomyślałam w trakcie, ale teraz ten pomysł wydaje mi się całkiem ciekawy. Ja obstawiałam makówkę jako symbol odurzenia, upojenia władzą i jej ignorancji właśnie. Generalnie, sporo jest tam właśnie takich „zagwozdek”.

                    1. Bardzo proste, momentami wręcz ascetycznie proste. Z małymi wyjątkami, np. senatora, który jest w bogato zdobionym mundurze, czy Salonu Warszawskiego, gdzie wszyscy są niezwykle eleganccy.
                      Dwa zdjęcia masz tutaj: http://www.rp.pl/Plus-Minus/303119983-Litwin-rezyserem-Dziadow-w-Teatrze-Narodowym.html#ap-9. Plus trochę widać w tym filmiku, który generalnie warto obejrzeć, bo jest ciekawy 🙂 http://www.narodowy.pl/aktualnosci,313,premiera_dziady.html

          1. Nie oszukujmy się, oklaski były grzecznościowe, nie dlatego że słoma wyłazi czy spektakl za długi lub ostatnie metro ucieknie. Starsi widzowie pamiętają namiętne gorące spektakle Dejmka czy krakowskie Swinarskiego. Te Dziady są jak danie z drogiej restauracji, mało na talerzu, smak dziwny cena nieadekwatna. Szkoda dobrych aktorów na offowy spektakl na Scenie Narodowej. O ile scenografia w pierwszej części ma jakiś sens, to potem przeszkadza, (chyba pozostaję aby pokazać, że aktorzy są sprawni fizycznie). Po Strasznym Dworze mam wątpliwości czy niektóre utwory o szczególnym polskim charakterze musza być „europeizowane”. Rola reżyserów w spektaklach jest nadmierna. W czasach mojej młodości chodziło się na Mikołajską, Śląską Woszczerowicza Łomnickiego Świderskiego. To usuwanie aktorów w cień szkodzi teatrowi.
            Można w spektaklu szukać smaczków, ale nie chciałbym aby ten spektakl pozostał w pamięci młodzieży jako ważna interpretacja superdramatu Mickiewicza. Na szczęście są zapisy telewizyjne Dziadów Świnarskiego dla potrzeb dydaktycznych.

  1. A czy widziała Pani Kordiana w Narodowym? Przepraszam, jeśli już o tym Pani pisała. Nie czytałam jeszcze bloga, trafiłam na ten wpis. I jestem poruszona. Na Dziady idę jeszcze w czerwcu. A poza tym wielbię Teatr Narodowy. Za Pożegnania, za Kordiana (HYCNAR!!!), za ostatnie czytanie całego Pana Tadeusza.
    Serdecznie pozdrawiam.
    Monika

    1. Widziałam „Kordiana” i to zupełnie niedawno! Jeszcze nie zdołałam opisać, blog ostatnio mocno zaniedbany jest + ja ciągle nie mam poczucia, że powinnam pisać o teatrze, bo przecież zupełny ze mnie laik w tej kwestii 🙂 Ale zdecydowanie ta wersja zrobiła na mnie duże wrażenie i chciałabym pójść jeszcze raz, o ile znajdę towarzystwo, bo nie lubię sama.
      Bardzo, bardzo się cieszę, że moim wpisem zdołałam Panią poruszyć, to jest dla mnie bardzo duża satysfakcja! Bardzo jestem ciekawa, jakie będą Pani wrażenia z „Dziadów”, bo widzę na razie mocno skrajne – od zachwyconych do bardzo na nie. Ja w czerwcu idę na „Fredraszki” oraz „Suplement”. A potem ta przymusowa przerwa, ech…
      Odżałować nie mogę, że przez pracę przepadło mi to czytanie całości „Pana Tadeusza”, tym bardziej, że TN twierdzi, że na razie nie ma w planach powtórki 😦 Byłam tylko ze 2 miesiące temu na jednym czytaniu i tyle.
      „Pożegnania” ciągle przede mną, ale strasznie chcę je zobaczyć, bo same dobre opinie słyszałam! Może uda się na początku sezonu jesiennego. A uwielbieniu dla Teatru Narodowego kompletnie się nie dziwię, sama nim pałam. Cudowny dyrektor, prześwietna ekipa, wyśmienite adaptacje i interpretacje, uwielbiam!
      Również serdecznie pozdrawiam,
      Agnieszka

      1. Agnieszko, czy mogę tak?:)
        Kordian wywarł na mnie piorunujące wrażenie. Inscenizacja, pomysł na „Kordianów” w różnym wieku. A Marcin Hycnar i jego monolog…brak mi słów. Uważam, że jest to aktor wybitny (widziałam go też w Pożegnaniach, wspomnianym Panu Tadeuszu). Teraz jeszcze ciekawa jestem jakim jest reżyserem. Dlatego wybieram się na Opowiadanie brazylijskie;) I na…Kordiana…raz jeszcze. Są już bilety na wrzesień, już zakupiłam, ale masz rację, ta przymusowa przerwa… Na Suplement też idę w czerwcu:)
        Bo Pan Tadeusz…to były najpiękniejsze wieczory w moim życiu. Tak, nie waham się tak napisać. Wzruszenie, dowcip, aktorstwo na najwyższym poziomie (Seniuk, Englert, Hycnar, Stippa, Kluźniak, Kwiecień, Hamerski,Radziwiłowicz…zespół muzyczny!!!…chyba musiałabym wymienić wszystkich). Po cichu miałam nadzieję, że jeszcze to powtórzą (wciąż jej nie tracę;))
        Przepraszam za emocjonalność, ja to dopiero piszę jak laik (ale laik zakochany w TN i jego aktorach!)- naprawdę nie mogę się powstrzymać, i ja podpisuję się pod wszystkim co napisałaś o Teatrze Narodowym:)

        1. Pewnie, że możesz, miło mi 🙂
          Hycnar w „Kordianie” faktycznie daje czadu. Ale chyba jeszcze bardziej podbił me serce w „Tangu”. „Kordian” podobał mi się bardzo nietypową adaptacją, świetna reżyseria i scenografia, wybitnie dobrze zagrane. No i te diabły… ❤ "Opowiadania brazylijskie" to również mój "must see", a to przez przyjaciółkę mą Kasię, która mi od miesięcy o nich opowiada 🙂
          A kiedy idziesz ponownie na "Kordiana"? 😀 I na "Suplement" kiedy?

          Kuuuurczę, jak bardzo Ci zazdroszczę tego, że to widziałaś! Ja oglądałam tylko relacje na fp TN i łkałam w duchu. Że też akurat musiało to przypaść w tym czasie, no :/ Też po cichu liczę na to, że jednak kiedyś powtórzą, byle obsada pozostała ta sama!

          Laik z laikiem się spotkał, to poemocjonować się może 😀 A nawet powinien, bo kto nas tak dobrze zrozumie, jak nie inny fan, wielbiciel TN? 😀 Aż się dziwię, że nie ma jakiegoś Klubu Sympatyków czy czegoś w tym stylu i spotkań regularnych 😀

          1. Na Kordiana idę 25 września, na Suplement 11 czerwca. No i na Dziady 23 czerwca i Opowiadanie brazylijskie 11 września. To mój repertuar:) Nie napiszę, że chciałabym zobaczyć Tango, bo ja chcę zobaczyć WSZYSTKO:)
            Opowiadanie brazylijskie to dla mnie podwójny bonus bo…reżyseria…wiadomo;) i Iwaszkiewicz, którego bardzo lubię.
            Pana Tadeusza sama sobie zazdroszczę. Wiesz, ja też poprzednio widziałam jedną księgę Rok 1812. Poszłam przypadkowo. Kupowałam bilet na Kordiana, następnego dnia był ten Pan Tadeusz, miejsce dobre…biorę. Bez przekonania. Jak wróciłam do domu jednego dnia po Kordianie, drugiego po Panu Tadeuszu, to ja sobie nie mogłam znaleźć miejsca. No i gdy zobaczyłam, że będzie PT dzień po dniu…większe szczęście spotkać mnie nie mogło.
            Ale wiesz ta „moja” księga teraz w obsadzie trochę się różniła. Nie było na przykład Ewy Wiśniewskiej.

            Nie wiem, jak mogłam zapomnieć o panach Gajosie i Małeckim. Dialog Małeckiego (Rejent) z panią Seniuk (Maciek w tej akurat odsłonie, plus zupełnie przypadkowo matka;))- wart każdych pieniędzy.

            Ja żyję Teatrem Narodowym, nawet do pracy staram się tak jeździć, żeby koło niego przejechać;))
            O tak !!! Jestem za!!! Klub sympatyków TN!!!:))))
            O jak świetnie, że do Ciebie trafiłam:)))

            1. Eeeej, ale jaja, razem z Kasią też idziemy 11 czerwca 😀 Przeznaczenie normalnie 😀 Widzę, że muszę się zabrać za bilety na wrzesień, bo już jesteś dzisiaj drugą osobą, która mi mówi, że ma już bilety na różne sztuki na wrzesień, a ja nic! Koniecznie muszę przysiąść i to nadrobić! Co do zobaczenia WSZYSTKIEGO, to masz tak samo, jak ja 😀 Od stycznia dzielnie realizuję ten plan, nieźle mi wychodzi. Ale jakie to będzie smutne, jak się skończy repertuar!

              Ha, ja na tę moją księgę „Pana Tadeusza” też trafiłam przypadkiem. Siedziałyśmy sobie z drugą psychofanką, gadałyśmy, co by tu robić w sobotę, miałyśmy w planach zakupy i spektakl w Powszechnym, ale co tam, „PT” o 16:00, bilety są, idziemy 😀 No i teraz wpadłam jak śliwka w kompot, bo chciałabym wszystkie części.
              Ach, jak ja Ci zazdroszczę tych scen wartych każdych pieniędzy! A propos takich – widziałaś już „W mrocznym, mrocznym domu”?

              Szalona, widzę, że trafiłam na psychofankę większą niż ja 😀 Inna sprawa, że po drodze ze Starej Ochoty na Rzymowskiego, to TN nijak po drodze, nawet na lekko upartego 😉 Ja właśnie ostatnio rozmawiałam, jak to moje gadulstwo (FB i blogowe) dotyczące TN i jego spektakli funduje mi nowe fajne znajomości, innych zapaleńców 😀 Świetne to!

              1. To co? Ja z czerwoną różą, lub z gazetą w kieszeni tego 11;)))
                No, ja nie chcę Cię martwić, ale…na Pożegnania na przykład, na wrzesień, to jest 1 (słownie jedno) miejsce w tej chwili i to w ostatnim rzędzie. Ja to chcę zobaczyć jeszcze raz, ale właśnie już się nie załapałam na bliższe miejsca. Choć przecież ta salka jest malutka i właściwie zewsząd blisko;)
                A kto powiedział, że nam się skończy repertuar? Widzisz, ja z Kordianem zaczynam drugą rundę;)))
                Nie, nie widziałam W mrocznym, mrocznym domu. Ale wiem, Małecki;)
                Psychofanki! Ha, ha, ha…świetne:)))
                No wypraszam sobie;))) z Muranowa do Śródmieścia, autobusem 111 to żaden psychofanizm;)))
                Dobrze, że jest nas więcej:)))

                1. Hahahaha, koniecznie trzeba się jakoś umówić i chociaż chwilę porozmawiać oko w oko, jak jest taka piękna okazja, to nie można jej zaprzepaścić! 🙂

                  Ależ mnie zmartwiłaś tymi „Pożegnaniami” 😦 Nie chcę ostatniego rzędu, cholerka. Trzeba będzie zapolować na październik i się nie lenić. Uch! A to grają w tej na parterze czy na 3 piętrze na Wierzbowej?

                  Co do drugiej rundy to znam to już całkiem nieźle – już dwa razy widziałam „Dziady” i dwa razy „W mrocznym mrocznym domu” 😀 A Kasia tę drugą sztukę nawet 3 razy! 😀 Na bank chcemy też powtórki z „Tanga” i „Ślubów panieńskich” + ja z „Kordiana”. Ciekawe, jak tam bilety na ten dzień, w którym idziesz 🙂

                  Co do mrocznego domu – hahahaha, noooo, nie będę ukrywać, że tam Grzegorz Małecki jest bezkonkurencyjny, ale cała trójka gra świetnie, uwielbiam! Pewnie obejrzę i trzeci raz, ale to za kilka miesięcy, niech trochę ochłonę 😀 Ostatnio tak dali czadu, że aż musiałam tekst napisać, nie dało rady inaczej 😀

                  Ależ oczywiście, że nie jest to żaden psychofanizm, to czystej wody logistyka 😀 Pozdrawiam!

              1. Parter Wierzbowa.
                3 piętro to ta Scena Studio? Bo nie byłam.
                Z Kordianem i biletami chyba jest lepiej, ja kupowałam w czwartek, miejsca jeszcze były świetne. Choć już w innych cenach, buuuuu……
                Tia…zabraknie repertuaru…po 3 razy na to samo:)))
                Dzięki za link:)
                Jutro poczytam sobie Twój blog, a teraz znikam.
                Ale mam nadzieję, do przeczytania jeszcze…nie sądziłam, że tak miło zakończy mi się dzisiejszy dzień:)

                Pozdrawiam!

                1. Jak parter, to faktycznie tam blisko z każdego właściwie kąta chyba. Ale ja mam „zboczenie”, lubię być w miarę blisko przy małych scenach, to stwarza takie inne poczucie oglądania 🙂

                  Obadam dzisiaj wieczorem „Kordiana”, zobaczymy 🙂 A co do chodzenia po 3 razy na to samo, hm…, są sztuki na które warto, bo za każdym razem zachwyci i zainteresuje człowieka coś innego 😀

                  Ja również nie sądziłam, że tak miło się rozwinie ten wczorajszy wieczór! 🙂 Miłego dnia!

                  1. No ja też lubię blisko, to dla mnie bardzo ważne. Wolę zaczekać, ale „upolować”dobre miejsca.
                    Podczytuję teraz Twoje opinie o TN i widzę kolejną zbieżność…bo u mnie to też się zaczęło z początkiem tego roku. Wstyd, ale wcześniej w TN nigdy nie byłam.
                    A w ogóle teatr jako taki to też u mnie dziwnie….chodziłam nałogowo jako nastolatka, potem przestałam, ale jak zaczęłam ok. 2 lata temu, to stało się to dla mnie bardzo ważne. Także teatr w ogóle- bardzo tak, a już TN-olśnienie tego roku.

                    1. O, to dosyć podobnie, też często wolę poczekać, ale mieć dobre miejsca. A te dzikie polowania, jak pojawia się repertuar na nowy miesiąc… 😉

                      Ja przez lata głównie „teatr” kojarzyłam z Teatrem Telewizji. Przypadłość introwertyka ze wsi 😉 Dopiero po zmianach osobowościowych, życiowych, mieszkaniowych mi się odmieniło i zaczęłam chodzić. A do TN trafiłam przez psychofankę Kasię i Marcina Przybylskiego, który przy okazji spotkania autorskiego, które organizowałam oczarował mnie głosem i chciałam zobaczyć „Fortepian pijany” 😀 „W mrocznym mrocznym domu” było pierwszym „normalnym” spektaklem, który zobaczyłam i wpadłam po uszy 😀

                      Pamiętaj, musimy się umówić konkretnie na 11.06!

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s