Informuję, że…

Będzie tu pewnie przez chwilę ciszej, bo przez kilka dni jestem u znajomych, a potem u Rodziców. Jeżeli ktoś ma ochotę się ze mną spotkać, to jestem w okolicach Gdańska do poniedziałkowego poranka. Wstępnie planujemy spotkanie w niedzielę. A między poniedziałkiem a  kolejnym poniedziałkiem można mnie spotkać np. w Bydgoszczy, bo będę w jej okolicy.

Jeżeli uda mi się pożyczyć lapka, to napisze recenzje. Jeżeli nie, to może być trudno, bo ten tablet to wersja mocno mini. Miłego czekania na kolejne notki! 😉 Co porabiacie w długi weekend?

 

 

Reklama

Stosidła

Wyjątkowo, bo w sobotę, ale wczoraj mi się nie chciało. Zresztą stali bywalcy zapewne zauważyli zwiększone przerwy między notkami. Taaaak. Znak braku czasu, zarzucenia tekstami do pracy, ale też po części zmęczenia materiału. Tyle blogowania…

Ostatni stos pojawił się 12 kwietnia, więc przerwa była tym razem zacna, bo prawie dwa miesiące. Jednak, gdy spojrzałam na stosy, to stwierdziłam, że tak tych książek dużo, że właściwie nie mam być z czego dumna. Zobaczcie sami!

Od góry:

„Morderstwo wron” Bishop – czyli kontynuacja, na którą bardzo, bardzo czekałam! A jak się doczekałam, to siedzę z nosem w tekście do pracy i nie mam czasu czytać, a buuuu! 😦 Od Wydawnictwa Initium.

„Miód na serce” Lynch oraz „Październikowa lista” Deaver – od Wydawnictwa Prószyński.

„Księga stylu Coco Chanel” Karbo – niespodzianka od Wydawnictwa Literackiego. Nie wiem, czy trafiła do dobrej osoby, ale kiedyś rzucę okiem.

„Włosi. Życie to teatr” Brzozowski – niespodzianka od Wydawnictwa Muza. Przyjechała razem ze skrzynką pełną bardzo słodkich pomarańczy!

„Cienie ziemi” i „Milion słońc” Revis – prezent od tłumaczki 🙂

„Troje” Lotz – od Wydawnictwa Akurat. Właśnie czytam, dotarłam do setnej strony i zastanawiam się, w którą stronę skręci fabuła.

„Warszawa. Perła północy” Barbasiewicz – od Wydawnictwa PWN. Piękny album!

stos 1

Lecz to dopiero pierwsza część tego, co zalega na mym stole. Swoją drogą, to ciekawe, ile jeszcze książek ten biedny mebel zdoła wytrzymać. Martwię się, że już raczej niewiele!

Znowu od góry:

„Golem i dżin. Część II” Wecker – od Fabryki Słów. To na tym tomie pojawia się moja rekomendacja 🙂 Przeczytana, czeka na opisanie.

„Uśmiech gekonda” Sumińska – od Wydawnictwa Literackie. Zastanawiałam się – po rozczarowaniu ostatnimi opowiadaniami – czy skusić się na kolejne krótkie formy, ale na Targach współpracująca pani z promocji tak zachwalała, że nie mogłam się oprzeć.

„Autostopem przez życie” Skokowski, „Pochłaniacz” Bonda oraz „Słuchaj pieśni wiatru. Flipper roku 1973” Murakami – od Wydawnictwa Muza.

„Zagubione niebo” Grochola oraz „Zawołajcie położną” Worth – od Wydawnictwa Literackiego. Ta druga już przeczytana, czeka na opisanie.

„Marionetka” Redmond – wędrująca książka z forum Biblionetki. Przeczytana, czeka na opisanie.

„Zarządzanie kryzysem w social media” Czaplicka – od autorki. Bloger nie może nawet wyjść na piwo, wszędzie go znajdą i książki wręczą, nawet nad piwem kokosowym 😉 W świetle poprzedniego wpisu, to chyba powinnam przełożyć tę książkę na górę stosu, by wiedzieć, jak ewentualny kryzys rozgrywać.

stos 2

To już prawie koniec, ale… Dostałam jeszcze kilka e-booków, oto one:

„Haiti” Wroński oraz „Złodzieje koni” Grzela – to prezenty od zaprzyjaźnionej blogerki. Dzięki!

„Fartowny pech” Rudnicka – od Wydawnictwa Prószyński. Ponoć fajne i śmieszne, zabiorę więc na urlop.

„Jeff Bezos i era Amazona” Stone – znajomy bloger nieksiążkowy straszliwie ją zachwalał, tak próbował mnie przekonać, że w końcu postanowił mi ją podarować, bym nie miała wyjścia i musiała przeczytać.

e-booki

Zostawiam Was z tymi moimi stosami, a ja jadę spędzić przedpołudnie w wyborowym towarzystwie czterech blogerek książkowych.  Na dodatek w jednym z moich ulubionych miejsc w dzielnicy, w której mieszkam. Będzie pięknie!

A potem powinnam trochę posprzątać i już mogę się bezkarnie lenić. A nawet powinnam, bo przyszły weekend mam pracujący, a i generalnie mam co robić, więc przyda się naładować akumulatory. Oby udało mi się zrelaksować i odpocząć!

Jakie są Wasze weekendowe plany? Co zamierzacie robić?

Znowu stos!

Ostatnio cieszyłam się, że mam dwumiesięczne przerwy między prezentowaniem stosów, a tu już po miesiącu pojawia się kolejny… No cóż, chociaż nie jest największy 😉 Ale nie chcę dłużej czekać, bo zaraz się zacznie masakrycznie zajęty czas i nie będzie mi z ogarnianiem stosów po drodze. A przechodząc do rzeczy, to od góry widzicie:

„Szczęśliwi ludzie czytają książki i piją kawę” Martin-Lugand – od Wydawnictwa Wielka Litera. Rozczarowanie, o którym pisałam TUTAJ.

„Rzeki Londynu” Aaronovitch – od Wydawnictwa MAG. Właśnie czytam!

„Zabłądziłam” Olejnik – od Wydawnictwa Literackiego. Przeczytana, czeka aż zbiorę siły, bo poradzić sobie z ogromem tematów i emocji, które będę musiała opisać!

„Polowanie” Fukuda – od Wydawnictwa Fabryka Słów. Opisane TUTAJ.

„Tajemnica szkoły dla panien” Szwechłowicz – od Wydawnictwa Prószyński i S-ka.

„Zapach miasta po burzy” Świerzewski oraz „Neuland” Nevo – dwie przeolbrzymie i grube cegły od Wydawnictwa Muza. Otrzymane wraz z tą uroczą zawieszką 🙂

stos

Dotarły też do mnie e-booki, a jakże! Zapominam o nich pisać, więc dobrze, że chociaż tym razem pamiętałam. Ostatnio otrzymałam:

– „Szkodliwy pakiet cnót” Zaczyńska – od Wydawnictwa Prószyński i S-ka,

– „W domu innego” Brook – od Wydawnictwa Wielka Litera.

Dwa dni temu przyjechała do mnie też taka niespodzianka:

komiksy

Komiksy, koszulkę i uroczy list przysłał mi znajomy, który postanowił jakiś czas temu zrealizować życiowe marzenie i założył sklep z komiksami, grami i gadżetami – Geek Zone. Sklep pięknie się rozwija, a teraz Karol postanowił, że przekona mnie do tego, że komiksy warto czytać i oglądać, że to świetna rozrywka, a czasami wielka sztuka. Zobaczymy, czy mu się to uda! 🙂

Wprawdzie stos nie jest piątkowy, a sobotni, to i tak musi paść odwieczne pytanie: jak spędzacie weekend? Jakie macie plany, co będziecie porabiać? Ja teraz latam na szmacie, szybko, szybko, byle zdążyć, bo na 14:00 muszę być w Matrasie, gdzie odbędzie się spotkanie z Martą Kisiel! A potem idziemy na piwo i pogaduchy. A jutro…? Sama nie wiem, zależy. Jeżeli pogoda będzie przyzwoita, to chciałabym pospacerować. Jeżeli nie – będę się lenić i czytać. A Wy?

Trzy po trzy #1

Weekendowe poranki. Najpiękniejszy czas w tygodniu. Cisza, spokój, większość ludzi odsypia tydzień pracy/szkoły. A ja wolę wtedy zjeść cudowne śniadanie, zaparzyć kawę i czytać. Uwielbiam ten czas i ten spokój. Najbardziej urokliwy moment dnia, czekam na niego zawsze z niecierpliwością.

Dzisiaj było jedno z serii „śniadań mistrzów”. Mnie – sama nie wiem dlaczego – od wieków kojarzy się z Woody Allenem i jego filmami. Świeża bułka (niestety, bajgle to ciągle u nas towar deficytowy), serek śmietankowy, łosoś. Dzisiaj wersja wzbogacona jeszcze o szczypiorek. Mniam, mniam…

śniadanie

Plotę tak sobie trzy po trzy, ale po seansie „Pod mocnym aniołem”, na którym to byłam wczoraj wieczorem, ciągle nie mam siły na napisanie czegoś konstruktywnego na temat tego filmu. Jednocześnie ten stan zmemłania wpływa też na mą chęć na pisanie jakiekolwiek „oceniającego” postu. Więc dzisiaj recenzji niet.

Ale mogę Wam podziękować przepięknie, machając czapką, za udział w dziewięciu aukcjach książek, z których dochód wsparł Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Wszystkie książki zostały sprzedane, niektóre nawet za sporo ponad cenę rynkową. I, dzięki Waszemu zapałowi do licytowania tychże pozycji, udało się zebrać sumę 262,50 zł! Jesteście cudowni 🙂 A za rok zrobimy coś jeszcze fajniejszego, zyskałam motywację do kwadratu!WOSP

Nie wiem, czy to wpływ zimy, czy jakiegoś niedoboru w organizmie, w każdym razie ostatnio czuję potrzebę otaczania się rzeczami ładnymi i fajnymi, pozytywnymi ludźmi, a ograniczania wpływu zawistnych i marudzących osób. Chodzi za mną nawet taki pomysł na dzielenie się małymi zachwytami tutaj, na blogu. Co Wy na to? Byłyby to różności, od pysznego ciastka, przez świetne miejsca, cudnych ludzi, po jakieś wydarzenia. Generalnie – wszystko, co wzbudza pozytywne emocje.

Muszę sobie kupić jakiegoś kwitnącego kwiatka. Znacie takie, które przeżyją mieszkanie bez promienia słonecznego (tak pechowo mieszkam, że słońce nigdy tu nie zagląda) i nie muszą być podlewane co dwa dni?

Miłego dnia!

PS. Zdjęcie wykonałam aparatem Samsung Galaxy S4 Zoom.

Kolejne stosidło

I znowu upłynął miesiąc i uzbierał się stos! I kolejny raz jest to stos w całkiem godnym rozmiarze. Powiedziałabym nawet, że jak na moje moce przerobowe, to zbyt godnym, lecz cóż, wyrósł chłopak ponad miarę, chyba za dobrze karmię 😉

Swoją drogą, ewenement jakiś – gdy robiłam fotę, to wydawało mi się, że robię ją prosto i dopiero po przeniesieniu jej na komputer zobaczyłam, że ekhm… nie do końca jest prosto. Ale nieważne! Od góry:

„Tajemnica diabelskiego kręgu” Anna Kańtoch oraz „Druga szansa” Katarzyna Berenika Miszczuk – od Wydawnictwa Uroboros. Jestem ich obydwu bardzo ciekawa, bo nic jeszcze nie czytałam tych autorek, a dużo słyszałam!

„Małżeństwo po raz pierwszy” oraz „Nigdy nie wyjdę za mąż” Izabela Czajka-Stachowicz – mam je już od hm… hm… dawna, ale do tej pory przebywały u mojej znajomej i dopiero do mnie wróciły. Kolejna autorka, o której bardzo wiele słyszałam i na którą się „czaję” od dawna.

„Pod dachem świata” Roy, „Ostatni ślad” Link oraz „Córa płomieni” Lorentz – prezenty.

„Honor” Shafak – od sieci Matras. Tu mam wysokie oczekiwania, bo „Czarne mleko” bardzo mi się podobało, a na dodatek przeczyłam masę bardzo pochlebnych recenzji (tak, Iza, Twoje zachwyty się też do mych oczekiwań mocno przyczyniły 😉 ).

„Małżeństwo we troje” Schmitt – od Wydawnictwa Znak.

„Rose de Vallenord” Gutowska-Adamczyk – prezent.

„Dzieci naszej dzielnicy” Mahfuz – od Wydawnictwa Smak Słowa.

stos

Dobrze, że sporo z tych książek, to prezenty, będą wzbudzały mniejsze wyrzuty sumienia, że leżą i czekają. Ciekawe, kiedy mój stół, znoszący te stosidła, powie stanowcze „dosyć!”?

Przy okazji chciałabym Wam również życzyć udanego weekendu! Biorąc pod uwagę prognozy pogody, to pewnie większość z Was zakopie się pod kocem i będzie czytać. A może się mylę? Jakie macie plany? Ja jeden dzień przeznaczę na odgruzowanie zarośniętego mieszkania 😉 A drugi na nadrabianie zaległości tekstowo-mailowych, czytanie i… prawdopodobnie na 5,5-godzinne przedstawienie „Anioły w Ameryce” w TR Warszawa. Trochę mnie ten czas trwania przeraża, ale ponoć sztuka ta warta jest obejrzenia. Oby!