Polecani i wpływowi, blogerzy rządzą!

Dzisiaj będzie krótko. Chciałabym tylko podrzucić Wam kilka informacji, może Was zaciekawią.

Andrzej zrobił podsumowanie akcji „Share Week 2”,  gdzie zrobił listę blogów powtarzających się najczęściej, przeanalizował zgłoszenia pod różnym kątem etc. Moim zdaniem jest to bardzo ciekawa lektura. Ze znanych mi blogów książkowych zauważyłam tylko Kreatywę (którą – patrząc na opisy podziałów – polecono od 2 do 4 razy). Jest trochę blogów „mieszanych”, na różne tematy, ale książkowo znowu generalnie leżymy. Cieszy chociaż to, że autor bloga uznał m.in. moje typy jako interesujące 😉

Dzisiaj internetami rządzi doroczny ranking wpływowych blogerów przygotowywany przez Kominka. Sporo się przez rok pozmieniało. Oczywiście, znajdziecie w nim „oczywiste oczywistości” (przynajmniej dla tych, którzy chociaż trochę obserwują ogólnie blogosferę), ale sporo także nowych, interesujących blogów. Fajnie, że wpadło tam sporo moich faworytów (co zobaczycie, gdy zerkniecie, kogo zgłosiłam w ramach Share Week 2), to cieszy. Kibicuję im z całego serca, więc fajnie, że teraz zyskają jeszcze wiatr w żagle i jeszcze łatwiej będą się rozwijać. Bo przecież chyba każdy wie, że ten ranking biorą pod uwagę rozmaici reklamodawcy, gdy myślą o robieniu kampanii z blogerami.

Co poza tym? Cieszy to, że blogosfera jest coraz aktywniejsza offline. Spotkania mnożą się chyba przez pączkowanie 😉 Na dniach spotkają się dwie grupy. Już jutro odbędzie się spotkanie w Poznaniu!

Poznań

A za kilka dni spotkają się blogerzy z Opola:

Opole

Na spotkanie powoli szykują się także ludzie z Olsztyna, więc zaglądajcie tutaj, by obserwować rozwój sytuacji.

Pewnie znajdą się – jak zwykle – jacyś malkontenci, będą się czepiać spotkań, prezentacji, towarzystwa wzajemnej adoracji itp. Należy ich zlewać i tyle. Wszystkie spotkania blogerów, na których byłam, były fantastyczne, poznałam taki ogrom fantastycznych ludzi, że każdego serdecznie namawiam do spróbowania! I nie ma co marudzić, że „u mnie tych spotkań nie ma”, tylko samemu spróbować takie zorganizować, wybadać, czy nie ma blogerskiej braci dookoła i ruszyć!

A ja teraz powoli uciekam na spontaniczne mini-spotkanie blogerów. Takie spontaniczne. Kolejne 😉

Reklamy

Spotkania, rozmowy, tłumy i książki, czyli Targi Książki w Krakowie

Jeżeli ten tekst będzie zbyt długi, to pretensje mieć możecie tylko do Sardegny i jej komentarza 😉 No, ale zobaczymy. Nastrój mam jakby nie ten, który powinnam mieć, by pisać fajny post o tych ciekawych dniach. Trzeba jednak spróbować, bo jutro praca + podróż + padnięcie z nóg = brak możliwości pisania notki na bloga. Jalla, do dzieła zatem!

W czwartek wybrałyśmy się do Krakowa razem ze współpracownicami. Miałam wrażenie, że cały pociąg pełen jest wydawców w przemieszaniu z ludźmi jadącymi (chyba) na konferencję dotyczącą innowacyjności 🙂 Tym samym pociągiem jechał – uroczy, jak zwykle – Jacek Dehnel. Postanowiłam jednak nie zachowywać się jak psychofanka i nie zaczepiać biednego człowieka w pociągu. Wystarczy, że już w maju piałam mu peany do ucha 😉 Po dotarciu do grodu Kraka pojechałyśmy w trójkę odwiedzić pierwszy Młodzieżowy Klub Recenzenta, jaki powstał rok temu we współpracy z moją szefową 🙂 Było super! Zobaczyć na żywo miejsce, gdzie klub funkcjonuje, porozmawiać z Moniką, popatrzeć na te stosy książek, które biblioteka zyskała dzięki temu projektowi – bezcenne!

Tort z okazji pierwszych urodzin klubu!

Potem jazda na Targi Książki. Czwartek jest zdecydowanie najlepszym dniem na odwiedziny, jeżeli macie na celu pochodzenie od stoiska do stoiska i sprawdzenie ofert. Byłam twarda i niczego nie kupiłam. Czego nie można powiedzieć o mych koleżankach, obydwie wychodziły mocno obładowane. A wieczór upłynał nam pod znakiem integracji branżowej 😉

Piątek od rana był już dosyć wariacki. Najpierw spotkałam się z Moniką oraz młodzieżą z wcześniej odwiedzonego klubu. Mieliśmy małe spotkanie na temat blogowania, tego, co się dzieje z recenzjami u wydawcy, krytyki, otwartości, rozwoju i realizowaniu swoich pasji. Warunki wprawdzie nie były sprzyjające koncentracji (kawiarnia targowa), ale mam nadzieję, że chociaż kilka osób skorzystało ciut z naszego spotkania. Potem zaczęły się pierwsze spotkania indywidualne i grupowe z blogerami (na razie prywatnie), a także odwiedziny u znajomych osób z innych wydawnictw. Spotkałam także znajomego pisarza z małżonką, Sławka z portalu Granice, dziewczyny z Lubimy Czytać, czas uciekał błyskawicznie. A o 12:00 mieliśmy umówione spotkanie – znowu Monika z osobami z jej klubu miały się spotkać z kolejną koordynatorką – klubu-świeżynki – i członkami jej klubu. Niestety w kawiarni było pełno, więc spotkanie było krótkie, jednakże panie zdążyły się umówić na spotkanie „na spokojnie”, co raduje nasze serca, bo takie spotkania klubu działającego od roku z klubem, który działa miesiąc, to coś fajnego, motywującego i dającego szansę na przedyskutowanie wielu wspólnych tematów. Trzymam więc kciuki za sukces! Potem kolejne spotkania z blogerami, osobami z różnych portali internetowych, autorkami i autorami. Gardło zaczynało odczuwać pierwsze skutki zmęczenia materiału, w końcu nie jestem przyzwyczajona do gadania prawie non-stop przez nawet jeden dzień, a co dopiero dłużej. Za to wieczór był całkiem spokojny – pomagałam znajomym w przygotowaniu żurku na sobotnią imprezę. Czyli wersja: krojenie i pogaduchy 😉

Sobota była najbardziej wariackim dniem, w każdej jego minucie. Już o 10 rano umówiona byłam ze znajomymi – recenzentami, biblionetkowiczami. Spotkałam też Jarka Czechowicza, czyli gościa panelu, na którym wylądowałam o godzinie 11:00. Jarek, razem z Anek7, zostali zaproszeni do reprezentowania blogosfery książkowej w panelu pod tytułem „Blogerzy książkowi – przyszłość krytyki literackiej?” Zasiedliśmy zgodnie z Sardegną i Fri2go, by kibicować znajomym blogerom, którzy zresztą wypadli bardzo dobrze. Ania konkretnie, sympatycznie i „z sercem”, a Jarek bardzo merytorycznie, widać było, że był dobrze przygotowany. Na tyle zresztą, że dostał od nas już po kilku minutach brawa, a nie był to jedyny raz, kiedy chciało nam się klaskać 😉 Pozostałymi panelistami byli: pani organizująca panel, reprezentująca Booklikes oraz dwójka krytyków literackich. Oprócz tego na scenie dodatkowo znalazło się dwoje blogerów, ale niestety nie jestem w stanie przywołać nazwy bloga, którego reprezentowali, nie zapamiętałam jej, mimo powtórzeń. Było tyle relacji z tego panelu (ja chyba czytałam już z 10, jak nie więcej), że nawet nie chce mi się o nim zbytnio pisać, szczególnie po dzisiejszym dniu i jego atrakcjach. Jeżeli jednak ktoś czuje wyraźną potrzebę poznania moich wrażeń, to proszę o znak. Teraz chcę tylko powiedzieć, że Jarkowi kibicowałam szczególnie, bo miałam okazję przez kilka przedtargowych dni troszkę usłyszeć o jego przygotowaniach do udziału, przyłożył się chłop 🙂

Po zakończeniu panelu, a przed spotkaniem z blogerami w Botanice, odbył się maraton spotkań. Miałam okazję poznać kilkoro blogerów, których wcześniej nie spotkałam oko w oko (np. Elenoir, bardzo fajnie było Cię spotkać i troszkę pogadać w sobotę i niedzielę!), a którzy zrobili na mnie bardzo dobre wrażenie, fajni jesteście 🙂 Miałam okazję spotkać oko w oko autorów, których do tej pory znałam wirtualnie, np. Magdalenę Witkiewicz, Romka Pawlaka, Iwonę Grodzką-Górnik. Razem z grupą blogerek porozmawiałyśmy także z przemiłą Renatą Kosin. Zrobiła na mnie wrażenie osoby ciepłej, otwartej i bardzo sympatycznej, nabrałam ochoty na lekturę jej książek. Przywitaliśmy się także z Małgorzatą Gutowską-Adamczyk i Martą Orzeszyną, ale tak na szybko, bo one musiały już wracać, a my uciekaliśmy na spotkanie blogerów.

To dopiero było coś! Biedna Kaś, którą spotkałam przelotem w sobotę rano, była zestresowana i pewna, że nikt nie przyjdzie 😉 Gdy – spóźnieni – zjawiliśmy się w Botanice, to nasz kąt tej kawiarni był totalnie zapchany, by nas upchać trzeba było zrobić przemeblowanie. Super, że tyle osób postanowiło się zjawić, to zawsze fajny moment, gdy można połączyć twarze, zachowanie, osobowość „na żywo” z blogiem. Szkoda, że przez ograniczone miejsce nie można było trochę bardziej się pointegrować z wszystkimi, ale obiecuję to sobie odbić za rok. Jak to zwykle bywa – skakaliśmy z tematu na temat, szczególnie, że jedni przychodzili, drudzy wychodzili. Blogerzy, których mam szczęście bliżej poznawać są tacy fajni, że naprawdę zaczyna mi się marzyć jakiś blogerski weekendowy wypad w głuszę. Może wtedy zdołalibyśmy się na spokojnie nagadać po dziurki w nosie.

Spotkanie mijało błyskawicznie, a o dwudziestej Viv, Jarkiem Czechowiczem i Ktryą musieliśmy ruszyć na imprezę do znajomych biblionetkowiczów. Pod furtką czekał na nas dziwny koleś w masce i rękawiczkach a la kościotrup, który stwierdził, że idzie na tę samą imprezę, a którego nikt (po głosie) nie rozpoznawał 😉 Nawet ściągnięcie maski nic nie dało! Dopiero sam wyjaśnił, że nasza przyjaciółka (która tam oczywiście była) jest też jego przyjaciółką, dużo słyszał o gospodarzach tej imprezy i postanowił wpaść 😉 I fajnie, bo był jedną z dobrych dusz tej imprezy. Tej nocy bardzo przydała nam sie zmiana czasu, nie ukrywam 😉

Niedziela rozpoczęła się zjazdem blogerów i inauguracją konkursu na Literacki Blog Roku. Organizatorem był Sławek Krempa z Granic. Było kameralnie, ale to właśnie moim zdaniem był duży plus tego spotkania. Można było rozmawiać siedząc twarzą w twarz, można było skojarzyć kto jest kim. Dla mnie tzw. „networking” to duża zaleta takich spotkań. Tematy poruszane były mniej więcej te same, co zwykle. Wyjątkiem był chyba nie aż tak często poruszany (w blogosferze książkowej) temat użytkowania mediów społecznościowych dla rozwoju bloga oraz różnicowania treści wrzucanych na bloga. I dalej – nudnie już pewnie dla Was – spotkania, spotkania, rozmowy. Poszłyśmy razem z Elenoir na panel szumnie nazwany „Jak zostać blogerem książkowym?” (chciałam zobaczyć, na czym się skupią prowadzący + posłuchać pytań zadawanych przez uczestników). Jednakże panel ten okazał się generalnie spotkaniem mającym na celu zareklamowanie tego, jak fajny jest portal, który to spotkanie organizował. Dla osób bez bloga, ale myślących o posiadaniu takowego jest to zapewne ciekawa alternatywa. Dla osób już blogujących – nie wiem, jak sprawdzę samodzielnie, to się wypowiem.

Na koniec jeszcze tylko szybka rozmowa ze znajomą, obserwowanie spod oka jak jej mąż w swój bardzo specyficzny sposób wpisuje dedykacje do książek oraz kibicowanie przy losowaniu czytników i bonów. I tyle – taksówka, odebranie bagażu z hotelu i fruuu na dworzec PKP. I trzy godziny na czytanie, rozmyslanie o tych czterech szalonych dniach i „reset” umysłu.

Nie umiem napisać w sensowny sposób, jak wiele się działo, o jak wielu ciekawych i istotnych rzeczach rozmawiałam, jakie mnóstwo fajnych, interesujących osób spotkałam. To były wariackie dni, wczoraj byłam praktycznie bez głosu, ale było warto. To był bardzo udany wyjazd. Dziękuję wszystkim serdecznie! A organizatorkom spotkania w Botanice ślę moc uśmiechów i kłaniam się w pas za to, że po raz drugi zorganizowały spotkanie. Mam nadzieję, że i za rok znajdziecie w sobie siłę, by zrobić to samo!

No i nie było długo. Było meeeegadługo. Ciekawe, czy ktoś to w ogóle przeczyta do końca!

UAKTUALNIENIE! Zapomniałam o ważnej sprawie! Bazyl! Spotkałam Bazyla i było to świetne spotkanie. Zarówno on, jak i jego małżonka są spoko, mam wrażenie, że mogłabym z nimi i o książkach gadać, i wódkę pić. A spotkaliśmy się tylko na krótką chwilę, więc to niezwykłe, że mam takie odczucia 🙂