„Zgładź nieprawości nasze, prosimy, Panie…”

A ja chciałam Was zaprosić do przeczytania kolejnego tekstu napisanego dla portalu Arena! Wiem, że to już drugi raz pod rząd, a nie wrzucam bezpośrednio nic tutaj, ale obiecuję poprawę niedługo. Niech tylko ogarnę kwestie remontowe, to – nawet przed wybieraniem mebli – napiszę coś specjalnie tutaj i dla Was 🙂

A na razie chodźcie przeczytać TEN tekst. Śmiało!

Reklama

Chorobowy stos

Część z Was widziała moje wczorajsze zdjęcie z prawą ręką w ortezie i na temblaku, które wrzuciłam na FB. Nabawiłam się jakiegoś przedziwnego zapalenia kaletek maziowych czy czegoś w ten deseń i wylądowałam z unieruchomioną ręką na zwolnieniu do końca tygodnia. Minimum! 😦

Mam więc czas, by przez pół dnia klepać w lierki i po jednej lierce, powoli, lewą ręką tworzyć wpis. Ale wybrałam mniej obciążającą notkę, czyli stosik. Tym chętniej, że wieki tu takowego nie było!

  • aktualnie czytany „Wodny nóż” Bacigalupiego – od Wydawnictwa Mag.
  • „Krew nie woda” Pawlak – prezent od autora.
  • „Dom po drugiej stronie lustra” Tait – prezent od pewnej blogerki.
  • „Zaginięcie” Mróz – od Wydawnictwa Czwarta Strona. Wczoraj doczytałam, teraz poczeka na opisanie.
  • „Srebrny orzeł” Kane – od Wydawnictwa Znak.
  • „Ember in the Ashes. Imperium Ognia” Tahir – od Wydawnictwa Akurat.
  • „Między młotem a piorunem” i „Raz wiedźmie śmierć” Hearne oraz „Księżyc nad Soho” Aaronovitch – pożyczone od Oisaja.

stos ksiazek

Szkoda tylko, że nawet czytanie książek średnio mi teraz idzie. Najlepiej na czytniku, więc korzystam i zczytuję swoje książki styczniowe. Ale powyższe też ciągną, więc kombinuję.

Jak Wam się podoba mój stosik?

PS. Uffff… szalenie męczące takie pisanie!

Sensacyjny wieloksiąg (#6)

ludzik ksiazki
Fot. Jenn and Tony Bot

Czas na kolejny wieloksiąg! Dzisiaj będzie sensacyjnie, pościgowo, niebezpiecznie. Książki akcji w akcji! 😉 Zaczynamy!

wysłanniczka miller„Wysłanniczka” – Stephen Miller

Daria jest młodą fanatyczną terrorystką i nosicielką śmiercionośnego wirusa ospy. Pewnego dnia zostaje wysłana do Nowego Jorku jako rzekoma dziennikarka, by tu roznosić wirus i przynieść śmierć milionom niewinnych ludzi. Jest „strzałą”, która ma ugodzić znienawidzonego zachodniego szatana.

Miało być emocjonująco, miało trzymać w napięciu, a było tylko i wyłącznie przeciętnie. Wielki potencjał, jednakże zupełnie nie został on wykorzystany. Mogło być to faktycznie świetne studium psychologiczne terrorystki, jednakże autor nie podołał, nie ma głębi.

easylog zielke„Easylog” – Mariusz Zielke

Dziesięć lat temu zaginęła ukochana Bena – Sally, a on stracił intratną posadę głównego technologa korporacji SkyCom, najpotężniejszej firmy na świecie. Żyje, rozwinął nową firmę, jednak nie jest szczęśliwy. A na dodatek wygląda na to, że demony przeszłości powracają, w ciągu jednego dnia zmieniając pozornie ułożone życie Bena w koszmar pełen emocjonujących zdarzeń i zagadek!

Przez większą część myślałam, że będzie mooooże dobra ocena, ale jednak ostatnia 1/3 podniosła ocenę, całkiem zgrabnie wymyślone. Zielke kolejny raz udowodnił, że jest niezłym rzemieślnikiem sensacyjnym. Mogłoby być lepiej wyważony rozkład napięć i lepsza psychologia postaci, ale rozrywka była całkiem godziwa.

browar chenczke„Browar” – Tomek P. Chenczke

Nieźle zaplątany thriller, którego akcja toczy się w czasach rodzącego się u nas wolnego rynku. Skomplikowana rozgrywka, wiele zwrotów akcji, do końca nie jest zupełnie jasne, co się wydarzy. Wielomilionowe transakcje, śmierć młodej modelki, agresywna kampania organizacji feministycznej, seksualny szantaż, a przede wszystkim wielkie interesy! Poplątane i wciągające.

Nie był to najlepszy moment na czytanie tej książki, miałam mało czasu, byłam zmęczona, co powodowało, ze musiałam mocno uważać, by się momentami nie pogubić. Ale było warto. Ciekawy debiut, będę obserwować autora, bo jeżeli postawi na rozwój, to zapowiada się bardzo ciekawa postać w literaturze rozrywkowej. Chociaż temat trudno za rozrywkowy uznać 😉

*****

Oby tak dalej, w końcu czuję, że coś się tutaj dzieje i powolutku posuwam się do przodu. Ostatnio straszna tutaj panowała stagnacja!

„Pierwiastek zero” – Ewa Barańska

Wydawnictwo: Telbit, 2009

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 314

Moja ocena: 2,5/6

Ocena wciągnięcia: 3,5/6

*****

Alfred, młody polski naukowiec, mieszkający i pracujący we Francji, otrzymuje nagle propozycję pracy. Nic w tym dziwnego, prawda? Tym bardziej, że Alfred jest na tropie przełomu naukowego – wierzy w to, że istnieje pierwiastek zero, brakujący element tablicy Mendelejewa, który to pierwiastek jest w stanie ożywiać materię nieożywioną. Teraz musi to tylko udowodnić, na co szansę daje mu praca – wyśmienicie płatna praca dla tajemniczej firmy, której siedziba mieści się w Bieszczadach. Świetnie wyposażone laboratoria, właściwie nieograniczony budżet na badania, towarzystwo wybitnych naukowców, a do tego piękne widoki, wygodne  mieszkania i rajskie wyżywienie. Kto by się nie skusił?

Alfred z zapałem zabiera się do planowania swej pracy, zamawia potrzebny sprzęt, poznaje ośrodek i współpracowników. Już pierwszy eksperyment napawa go otuchą, chociaż ciągle daleki jest do odkrycia szczegółów oraz ich zrozumienia. Jednak jest już przekonany o tym, że pierwiastek zero istnieje i tylko kwestią czasu jest poznanie jego tajemnic.

Jednakże atmosferę pełną ekscytacji przerywa pojawienie się kolegi naukowca – Jaremy, który próbuje przekazać Alfredowi niepokojące informacje. Twierdzi, że firma nie jest tą, z którą się podaje, że za nią stoi wszechwładna organizacja, która po trupach dąży do celu – dalszej władzy nad ludźmi, że jak tylko naukowcy zakończą swe badania i przekażą wnioski do centrali, to zaraz tajemniczo znikną etc. Wprowadza on zamęt w sercu Alfreda, który jednak nie jest przekonany, czy ma mu wierzyć. Zaczyna, mimo wszystko, być ostrożniejszy, prowadzi mniej notatek, mniej przekazuje współpracownikom.

Nagle zjawia się nowa księgowa Dalila, która od samego początku wydaje się mocno zainteresowana Alfredem. Ten nie rozumie tak intensywnego zainteresowania, jednakże błyskawicznie ulega wpływowi pięknej kobiety. Czy wybrał dobrze i znalazł pomocnicę, czy też serce uległo pokusom wroga? Czy uda się odkryć pierwiastek zero, a jeżeli tak – jak to wpłynie na świat?

Od jakiegoś czasu miałam ochotę na powieść sensacyjną. Zaczęłam czytać i na początku czytania już zacierałam ręce nad tym, jaka to będzie fajna lektura. Jednakże – jak to mówi Kalio – tak dobrze żarło, a zdechło. Na początku urzekł mnie pomysł (duży plus dla autorki!), no i zapowiadało się coś w stylu Browna, czyli lekka, bardzo wciągająca i nieźle trzymająca w napięciu sensacja. A jaki był mój odbiór tej książki po zakończeniu lektury? Niestety, rozlazło się to wszystko w szwach i tyle. Bohaterowie byli dla mnie niewiarygodni, szczególnie główny bohater. Niby nie wierzy, a wierzy w spisek. Nie umie się odnaleźć w badaniach pierwiastka zero, a za sekundę – od tak, rach ciach! – już wszystko wie i rozumie. Opłakuje śmierć bliskiej osoby, a jednocześnie właściwie w kilka dni „zakochuje” się po czubki uszu i zgadza na ślub. Niby z niego taka ciapa, ale jednocześnie potrafi sobie poradzić z agentami ponoć najgroźniejszej organizacji na świecie. Miałam też mętlik w głowie a propos upływu czasu w tej fabule. Czasami miesiącami się nic niby nie działo (czego można się było domyślać), a potem nagle w kilka dni czy tygodni Alfred zakochuje się, zabezpiecza przed wrogami, robi różne dowody istnienia pierwiastka, planuje ślub i wszystko to wydaje się być wciśnięte w bardzo krótki czas. Miałam wrażenie, że ledwo się spotkali, a już były oświadczyny i planowanie wesela. Generalnie – rozczarowałam się, może spodziewałam się za dużo, w końcu to książka dla młodzieży. Ale w takim razie dlaczego tak często potrafią mnie książki dla młodzieży (czy wręcz dzieci) zachwycać, a ta nie dała rady?

Na koniec muszę pochwalić autorkę za solidne przygotowanie merytoryczne, które było czuć w trakcie lektury. Ja wprawdzie musiałam mocno się skupić w trakcie czytania niektórych fragmentów, ale wynikało to z tego, że szkoły pokończyłam „naście” lat temu, a na dodatek przedmioty ścisłe nigdy nie były moimi ulubionymi 😉 @ Agnieszka Tatera