Gra o życie („5 sekund do Io” – Małgorzata Warda)

io ksiezyc

Samotna nastolatka. Osierocona, pozbawiona rodzinnego ciepła, rozdzielona z młodszą siostrą. Jej życiu od lat towarzyszą gry komputerowe. To dzięki nim zawierała i rozwijała bliższe związki, to one pozwalały jej budować relacje z ludźmi.

Aż pewnego dnia jest świadkiem tragedii. Do jej szkoły wpada uzbrojony chłopak, który rani wiele osób, a na oczach Miki zabija bibliotekarkę. A potem nagle okazuje się, że dziewczyna ma szczęście, znowu dzięki grom komputerowym…

Jakby emocji było zbyt mało, Mice zostaje zaoferowana możliwość wydostania się z domu dziecka oraz poświęcenia się niesamowitej grze. Czegoś takiego jeszcze nie było! Work a Dream to gra, która oferuje graczom niewiarygodne możliwości – czują ciepło, zapachy, generalnie są całym sobą w nowej rzeczywistości, która na dodatek kreuje scenariusz pod nich samych. Zapowiada się wyborowo, czy jednak jest tylko tak pięknie, jak to przedstawiają reklamy i głosy w Internecie?

Mika dostaje za zadanie inflirtację środowiska graczy. Ma obserwowac, co się dzieje, ściągać na siebie uwagę, sprawdzać, czy nie znajdzie tam określonych osób. Ale gra robi się coraz dziwniejsza, a i dziewczyna ulega jej w coraz większym stopniu, spędzając na Io całe dnie. Na dodatek zaczyna też ukrywać różne informacje przed swoim zleceniodawcą, czyżby zatracała się w wirtualnych realiach, zaczęła je przenosić nad te z rzeczywistości?

Przed lekturą zastanawiałam się, na ile przypadnie mi do gustu książka Małgorzaty Wardy skierowana do młodzieży. Bo znam kilka jej innych książek, zresztą bardzo je lubię, ale tu nie byłam pewna, czego się spodziewać. Ale już wiem: bardzo dobrej powieści!

Po pierwsze: pomijając rozwój technologiczny, to świetnie odwzorowana rzeczywistość, w jakiej żyje część młodzieży. Sama spotkałam ludzi, którzy funkcjonują głównie w grach komputerowych, poza nimi praktycznie nie istnieją. Tam sobie radzą, a realna rzeczywistość ich przerasta, nie potrafią się w niej odnaleźć, nie jest ona dla nich atrakcyjna. W grze można wszystko, wystarczy trochę się postarać lub pokombinować, przychodzi to w każdym razie łatwiej niż w życiu. No i nie ma konsekwencji, najwyżej trzeba będzie wgrać wcześniej zapisaną grę i spróbować od nowa. No i tam się jest najważniejszą osobą na świecie, nie trzeba zwracać uwagi na innych, najczęściej tylko po to, by od nich coś wydobyć lub ich zabić/wykorzystać. Pewnie, dużo zależy od gry i osób grających, robię teraz pewnie niesłuszne uogólnienia. Ale piszę akurat o tej części graczy.

Inna sprawa to producenci gier – ile są w stanie zrobić i co zaoferować, byle tylko przyciągnać jak najwięcej graczy do swojej gry? I jak mogą wykorzystać tych graczy, by wyciągnąć z gry jak najwięcej kasy? Do czego są w stanie się posunąć? I jaka jest rola mistrzów-opiekunów gry?

Mamy też kwestię osamotnienia, odrzucenia, ucieczki przed problemami w grę. Ciekawe są przykłady obu sióstr – czy wiek był kluczowy w tym, jak potoczyły się ich losy? Czy gdyby Mika była tą młodszą, to jej los potoczyłby się tak, jak los jej siostry, czy też predyspozycje wynikają głównie z charakteru, osobowości? Można też rozmyślać nad losami innych osób z tej powieści – Bartek, Sebastian, inni gracze. Co ich skłoniło do takich, a nie innych zachowań?

Bardzo zaangażowałam się w tę historię. Pewnie, że dzieje się dużo i szybko, czasami ciut powierzchownie, ale w końcu to książka dla młodzieży, a na dodatek pierwszy tom, więc wprowadzenie do historii. Jednak to, jak bardzo weszłam w tę grę razem z Miką jest niesamowite. Może to dlatego, że sama w przeszłości sporo grałam i byłam introwertyczką? Nie wiem, w każdym razie czytałam, jak najęta i nie mogłam się oderwać.

Autorka świetnie wykreowała świat gry, miałam wrażenie, że jestem na Io razem z innymi graczami. No i sam pomysł na fabułę wydał  mi się interesujący. Trudno mi ocenić, czy nowatorski, czy nie, w każdym razie ciekawy. Pewnie, że jest inna od poprzednich powieści, ale to akurat jest logiczne – inne założenie, wykonanie, grupa docelowa. Jest inna, ale nadal trzyma poziom książek tej autorki.

„5 sekund do Io” to świetna książka dla młodzieży. Jednak nie tylko dla niej. Jest to wyśmienita baza do przeczytania przez rodziców nastolatków, ich wychowawców, nauczycieli. Daje mnóstwo potencjalnych tematów do ciekawej dyskusji, do naturalnego obgadania spraw, które czasami dyskutuje się w napuszony, sztuczny sposób. Sporo w niej mimo wszystko typowych problemów nastolatków. A przede wszystkim świetna baza do dyskusji na temat tego, jak cienka jest granica między rzeczywistością wirtualną a prawdziwym życiem. I jak niewiele czasami wystarczy, by ją przekroczyć, szczególnie, w czasie dojrzewania.

Bardzo dobra książka, zarówno pod względem fabularnym, jak i wykonania. A kończy się tak, że miałam ochotę udusić autorkę, no, jak tak można?!? 😉

Reklamy

„Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” – Małgorzata Warda

Wydawnictwo: Prószyński, 2012

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 320

Moja ocena: 5,5/6

Ocena wciągnięcia: 6/6

*****

Ania stroni od ludzi. Nie ma przyjaciół w szkole, poza szkoła właściwie też nie. Tak naprawdę najbliższą jej osobą jest brat – Aaron. A jednak to jego oskarża o gwałt. Takim właśnie mocnym akcentem zaczyna się nowa książka Małgorzaty Wardy. A potem – jak u Hitchcocka – napięcie rośnie i rośnie.

W wielowarstwowej i retrospektywnej narracji powolutku pojawiają się kolejni bohaterowie – poza rodzeństwem jest jeszcze ich matka, ciotka z chłopakiem, a sporadycznie także wspomina się nieżyjącego ojca Ani i Aarona. Matka, od śmierci męża w ciągłej depresji, kompletnie nie dostrzega dzieci i ich potrzeb. Dnie spędza otumaniona lekami, leżąc w łóżku. Dzieci, na tyle, na ile mogą, radzą sobie same. Jednakże często i czasami na długo trafiają do domu cioci Gabrysi. Do bogatego domu, gdzie ciocia przecież zawsze się dobrze nimi zajmie. Jednak, czy na pewno jest to dla nich dom szczęśliwy…?

Przemoc. Tak wielu z nas jej doświadcza każdego dnia, a tak niewielu naprawdę coś w tej sprawie robi. Zarówno po stronie ofiar, jak i po stronie obserwatorów. Owszem, trąbi się o tym w mediach, ale tak naprawdę jak wielu z nas zareaguje, gdy zobaczy rodzica bijącego dziecko, młodzież napadającą kolegę, czy rabusia gwałtownie wyszarpującego torebkę staruszce? Tak samo, jak w życiu, i tutaj osoby postronne niewiele tak naprawdę zrobiły w sprawie Ani i Aarona. Chociaż jednocześnie powstaje pytanie – ile mogły zrobić?

Rodzeństwo wspiera się, jak tylko może. Są bardzo skryci, tworzą własny świat, chociaż tylko do pewnego momentu. Potem pojawia się w nim swego rodzaju szczelina, która – paradoksalnie – prowadzić może do ich wyzwolenia.

Ta książka jest tak pełna emocji, że jej czytanie bolało, powodowało, że mój żołądek zwijał się w supeł. Z przerażeniem czytałam o tym, co przytrafiało się Aaronowi i Ani, nie mogłam pojąć tego, co inni im robili. Musiałam sobie dawkować czytanie tej książki. Odwzorowanie emocji prawdziwych ofiar przemocy oraz ich zachowania to zresztą silna strona tej książki, widać, że autorka solidnie się przygotowywała do jej napisania. Schematy funkcjonowania prześladowanej dwójki oraz postępowania ich oprawcy i bliskich wydają się być bardzo dobrze ukazane w tejże książce, na tyle oczywiście, na ile jestem to w stanie ocenić.

Bardzo było mi zal Aarona i Ani. Osieroceni przez ojca, porzuceni przez matkę, a potem przez lata przeżywający piekło. Do czego to doprowadziło? A co zepchnęło oprawcę do takiego zachowania? A inne osoby, które były bliskie rodzeństwu, skąd brał się ich brak reakcji? Najbardziej jednak zaskoczyła mnie Gabrysia i jej postawa. Przerażające wyrachowanie, bo przecież sama swoim zachowaniem doprowadzała do takich, a nie innych sytuacji.

Jedyne, czego mi zabrakło, to większe rozwinięcie wątku z ojcem rodzeństwa. Wydaje się on być tylko liźnięty i tak naprawdę niczego w tej formie do książki nie wnosi. Albo ja czegoś nie zauważyłam…

Ta książka zrobiła na mnie duże wrażenie, głównie na poziomie emocjonalnym, za co autorce serdecznie dziękuję! © Agnieszka Tatera