Na gościnnych występach – „2049” Rafał Cichowski

nowoczesne miasto wieże
Fot. jo.sau (flickr)

Niezbyt odległa przyszłość, a w niej świat idealny. Każdy ma w nim świetnie dobraną pracę, zarabia dużo lub bardzo dużo, ma piękne mieszkanie, pyszne jedzenie, codzienność na najwyższym poziomie, pod każdym względem. Tu nawet pogoda jest zawsze cudowna!

Życie w wieżach wydaje się być spełnieniem marzeń każdej osoby. Latami czekają na swoją szansę, na to, by zostać wylosowanym i móc dołączyć do wybrańców w Ketrze. Po to warto żyć!

Robert Welkin całe życie spędził w dostatku i spokoju, które gwarantuje zamieszkiwanie wież. O nic nie musiał się martwić, wystarczyło, że żył. Jednakże pewnego dnia okazuje się, że według władz nie ma jednak prawa tam przebywać. Mężczyzna trafia więc do Ketry B, miasta otaczającego świat idealny umieszczony w niebotycznych wieżach. Tutaj czeka na niego nieznane, a przede wszystkim prawdziwie ciężkie życie, gdzie, by coś osiągnąć, trzeba samemu to zdobyć.

Cały tekst przeczytacie na portalu Dzika Banda, a konkretnie TUTAJ. Serdecznie zapraszam do czytania! Dajcie znać, jak według Was wypadł ten tekst!

Reklama

Ulice wielkich miast („Dysforia. Przypadki mieszczan polskich” – Marcin Kołodziejczyk)

dysforia mieszczan

Polska. Jaka jest? Twarzy ma pewnie tyle, ile osób, które odpowiadałyby na to pytanie. A jaka jest Polska klasy, która ponoć przestała u nas istnieć w czasach poprzedniego ustroju?

Marcin Kołodziejczyk podjął się zadania lekko karkołomnego. Próbuje sportretować polskich mieszczan. Zadanie bardzo trudne, bo – wbrew pozorom – to trudny do opisania twór. Dlatego też jego książka – „Dysforia. Przypadki mieszczan polskich” pokazuje bardzo różnorodne portrety ludzi. Bo tak naprawdę kogo możemy w Polsce nazwać typowym mieszczaninem?

Mamy tu panie, które walczyły za czasów Powstania Warszawskiego. Praskich kolesi sączących piwo nad jeziorkiem w Parku Skaryszewskim i pokrzykujących na żony. Są korposzczurki, które wszystko zrobią dla awansu i prestiżu, chociażby bardzo złudnego. To również bonzowie z niewielkich miast, którzy po zmianie ustroju próbowali znowu wylądować na czterech łapach. To śląskie życie miejskie, którego rytm w dużej części ciągle wyznaczają losy ludzi pracujących w kopalniach. To ojcowie, którzy walczą o to, by regularnie i na sensownych zasadach widywać swoje dzieci. To rodziny celebrujące dawne tradycje, a pod ich przykrywką buzujące emocjami. To psychoterapie, telewizje śniadaniowe, mody zmieniające się co tydzień – dzisiaj jemy to, jutro pijemy tamto, a w weekend koniecznie musimy bywać tutaj. To powierzchowność, owczy pęd i strach przed prawdziwymi relacjami. Wirtualne życie, życie na pokaz.

Autor nie jest dla bohaterów pobłażliwy. Obserwuje ich zimnym okiem, jak bakterie pod mikroskopem. Chociaż ich historie opisywane są w tak poetyckim stylu i takim językiem, że można się zapomnieć, że czytamy reportaż. Styl ten nie jest łatwy i przyjemny, zmusza do myślenia, ale jednocześnie uwodzi. Nawet mnie, osobę, która generalnie za taką stylistyką nie przepada. Niby ludzie, jakich można spotkać codziennie w każdym większym mieście, a opisani w taki sposób, że zyskują na wyjątkowości, a ich losy pobudzają czytelnika do refleksji, zadumania się nad nimi.

Jedno zdecydowanie ich łączy – nie są szczęśliwi, nie lubią siebie, swojego życia, nawet ci, którzy teoretycznie osiągnęli wszystko. Brakuje im celu, satysfakcji, oni nie żyją, a egzystują. Zderza się tu stare z nowym, wspomnienia z marzeniami. Dużo życia plastikowego i powierzchownego: cmok, cmok, jak się masz? Tu coraz rzadziej zobaczymy schabowego z kapustą popijanego piwem, raczej zaobserwujemy krem topinambura popijany prosecco. Nie będzie fusiastej kawy, będzie latte z kenijskiej kawy z ocienionego wzgórza, z odtłuszczonym mlekiem, ze stewią. I będą rozżaleni ludzie konsumujący to wszystko.

dysforia cytat

Trochę smutna ta opowieść. Jednakże ciągle mam nadzieję, że to opowieść tylko o części polskich mieszczan. Ja sama znam mnóstwo zadowolonych z życia, realizujących się ludzi, którzy są zaprzeczeniem tych obrazowanych w książce Kołodziejczyka. Aczkolwiek znam również całe mnóstwo tych egzystujących…

Tak czy siak, książkę „Dysforia. Przypadki mieszczan polskich” polecam, bo to świetnie napisany zbiór celnych reportaży o polskich pretendujących. Bo kogo możemy aktualnie nazwać mieszczaninem? Jaka jest jego definicja w czasach właściwie nieograniczonej mobilności? Do zastanowienia po przeczytaniu książki!

Sen o Warszawie

Warszawa

Rok temu właśnie szykowałam sobie kolację i zastanawiałam się, co też, u diabła, przyniesie mi rozpoczynający się właśnie pobyt w Warszawie. Już wiem!

Wtedy był mętlik w głowie, ekscytacja, lekka niepewność, trochę nerwów. W końcu ta przeprowadzka to było coś, co odbyło się migiem, a miało zmienić całe moje życie. Ja, dziecko wsi, zakochane w zieleni, ciszy i śpiewających ptakach, gdzie też mi do prawie dwumilionowego miasta? Ja, wolny duch, pracujący przez lata jako tzw. wolny strzelec, ja do korporacji, na pełen etat? To wszystko wydawało mi się mocno nieprawdopodobne. Tym bardziej, że nigdy nie ciągnęło mnie do Warszawy. Owszem – Gdańsk, Kraków, dlaczego nie, ale Warszawa? Ale też byłam całej sytuacji bardzo ciekawa. Głównym plusem była praca w wydawnictwie i to takim fajnym, jak Świat Książki. To dawało kopa.

Na początku było mi nieswojo. Duża firma, dziesiątki osób do poznania, schematy, zakresy obowiązków, zebrania, spotkania. A po pracy powrót do pustego mieszkania. To nie było fajne. Jednakże niepostrzeżenie, razem z wiosną wkradły się zmiany. Poczułam, że może to miasto i jego ludzie nie są tacy anonimowi. Zaczęłam włóczyć się po dzielnicy i reszcie miasta, poczułam się bardziej u siebie. Ale ciągle uwielbiałam powroty do domu rodzinnego. Taki typowy słoik.

Gdzieś na początku wakacji zaczęłam łapać się na tym, że coraz lepiej się tutaj czuję. W pracy już wszystko ogarniałam od dawna, czułam satysfakcję z tego, co robię, a na dodatek trafiła mi się fantastyczna ekipa! Wszystkim życzę takich ludzi, z którymi ja pracowałam przez ten rok. Nie dość, że mogłam się od nich wiele nauczyć, tworzyć ciekawe rzeczy, to jeszcze mają świetne poczucie humoru, nie są korposzczurami, a po pracy chodzimy razem na piwo 😉

Praca pracą, ale na dodatek jednocześnie zaczęło me serce podbijać samo miasto, jak i nowi znajomi. Miasto urzekło mnie najpierw różnorodnością, właściwie pod każdym względem – architektury, dzielnic, społeczności, możliwości spędzania czasu wolnego, knajpek etc. Tu można robić tyle ciekawych rzeczy, często za małe pieniądze lub wręcz za darmo – i to jest piękne! Oswoiłam i polubiłam Warszawę.

A towarzystwo? Przez ten rok spotkałam tylu fantastycznych ludzi, że to jest wręcz niewiarygodne! Z pasją, pozytywnie zakręceni, inteligentni, zabawni, z pomysłem na siebie i swoje życie. Przebywanie z takimi osobami jest naprawdę interesujące, motywujące i inspirujące. Dziękuję Wam wszystkim!

Gdy nadeszła jesień, wpadłam dodatkowo w wir spotkań związanych z social media i blogami. Spotkania blogerów, social media czwartki, Aula Polska, różne wykłady, warsztaty, prelekcje, a także czysto towarzyskie spotkania. To były intensywne i rozkosznie ciekawe miesiące. Bardzo sobie chwalę tę zmianę i liczę na to, że sytuacja rozwinie się w dobrym kierunku.

Rozwój aktywności towarzysko-hobbystycznych spowodował jeszcze jedną zmianę – powoli czytam coraz mniej. Nie są to (na razie?) duże zmiany, ale odczuwalne. Kiedyś książkę trzystustronicową pochłaniałam w chwilę, teraz czytam ją przez tydzień czy dwa. Jednak rozwijam swoje inne pasje – kulturalne, socialmediowe, związane z blogowaniem. To wpłynie też na bloga, już zresztą wpływa, ale może o tym innym razem.

To był fantastyczny rok w fajnym mieście i w wyborowym towarszystwie! Kolejne też takie będą, innej opcji nie przyjmuję do wiadomości.

Teraz ponownie jestem na życiowym rozdrożu. Wybieram działania związane z przyszłością, wpatruję się w to, co kryją różne ścieżki rozwoju, słucham tego, co mówią serce i rozum. Jedno jednak wiem – chcę zostać w Warszawie!

PS. Jeżeli macie 4 minuty, to poświęćcie je na obejrzenie tych dwóch filmów. Obojętnie na ile znacie i lubicie Warszawę 🙂