Zatrzymane chwile #23

O mały włos, a przegapiłabym początek miesiąca! A tu już piąty grudnia, a fotopodsumowania niet, zgroza 😉 W każdym razie albo mija mi powoli pasja dokumentowania chwil, albo listopad miałam bardzo mało widowiskowy. Inna sprawa, że mój aktualny telefon raczej mnie wkurza działaniem i jakością zdjęć, więc i to może wpływać na zmniejszenie liczby fotek. W każdym razie po czasach, gdy było ich i po około 40 sztuk, czas na miesiąc, gdy było ich tylko 14. A jakich?

Oczywiście były książki!

Mansfield Park – przez zbieg różnych okoliczności dopiero co skończyłam czytać. Książki z kolejnego zdjęcia wszystkie (trzecia to nowy zbiór opowiadań Kinga) są już przeczytane, tak samo, jak i „Sekta egoistów”. Oczywiście nie wyrobiłam się jeszcze z ich opisaniem, ech… „Handlarz kawą” to prezent od Biblionetkołaja. A „Dziewczynę z pociągu” przeczytałam już dawno i nawet zdążyłam opisać – TUTAJ.

Były też kolorowanki, chociaż zdecydowanie było ich mniej (i generalnie gorsze jakościowo) – ze względu na leczenie kontuzji ręki. Na jednym ze zdjęć widzicie zresztą próbę nauczenia się delikatniejszego dociskania kredek do papieru 😉

A reszta to już różności zupełne…

Od lewej: prezencik, który dostałam od kontrahentki w pracy + kalendarz z pięknym widokiem, który chwilowo zdobi moje biurko, zanim zaczenie odliczać dni + deser, który uświetnił kolację po spotkaniu autorskim Katarzyny Puzyńskiej. Bardzo miły wieczór, pełen śmiechu.

Na początku listopada odwiedziła mnie z doroczną wizytą Mamuśka. Przez kilka dni oddawałyśmy się wielu przyjemnościom, m.in. zafundowałyśmy sobie nowe fryzury w mojej ukochanej Teksturze oraz uśmiałyśmy się niesamowicie na sztuce „Sextet czyli Roma i Julian” w Teatrze Buffo. Fajnie było! A ostatnie zdjęcie to moj sądny dzień, czyli chwile przed wyjściem z domu i ruszeniem do Polsatu, by brać udział w rozmowie o blogach książkowych. Pisałam o tym TUTAJ.

To tyle, zastanawiam się, co przyniesie mi grudzień. I czy z końcem roku nie zamknąć tego cyklu, może 2 lata jednak wystarczą…? Co Wy na to?

Reklama

Stos prezentów

Może nie taki wielki, jak to prezentują niektórzy, ale jakże cenny dla mnie. Prezenty napływały powoli, zeszło im ze dwa czy trzy tygodnie, ale w końcu mogę się podzielić radością. Trochę tu niespodzianek, trochę zapowiedzianych prezentów, ale wszystkie mocno cieszą! Od góry:

„Dżihad kontra McŚwiat” Barber, „Plewy na wietrze” Brzezińska oraz „Małżeństwo niedoskonałe” Nepomucka – to prezenty od BiblioNETkowych Mikołajów, czyli w ramach bardzo zacnej dorocznej akcji organizowanej na tym portalu. Jeden z nich, to dodatkowo prezent urodzinowy 🙂

„Mimo wszystko Wiktoria” oraz „Bluszcz prowincjonalny” Kosin – to prezenty od autorki. Rezultat przypadkowego, ale bardzo miłego spotkania na Targach Książki w Krakowie. Taki miły gest, dziękuję!

„Córka żelaznego smoka. Smoki Babel” Swanwick oraz „Atlas chmur” Mitchell – od Wydawnictwa Mag. Wprawdzie „Atlas chmur” już niedawno otrzymałam w wersji filmowej, ale panie z wydawnictwa – wiedząc, że kolekcjonuję serię Uczta Wyobraźni – podesłały mi takie wydanie, a to filmowe otrzyma do recenzji – przy potrójnym porozumieniu stron – zaprzyjaźniona blogerka.

Jak zawsze, kiedy prezentuję stosik, to pojawia się drugi element – pytanie o plany weekendowe. Co zamierzacie robić w ciągu następnych dwóch dni? Do mnie za dwie godziny przyjedzie na noc znajoma z Krakowa, więc pewnie nocne pogaduchy. Jutro – jak już odeśpię – pewnie chwila czytania, a późnym popołudniem spotkanie z blogerkami książkowymi (czy jakiś mól książkowy z Warszawy lub okolic ma ochotę do nas dołączyć?). Dawno się nie widziałyśmy, więc sie cieszę na to spotkanie szczególnie mocno 🙂 W niedzielę pewnie leniwie, wpadnie też ta sama znajoma, która będzie u mnie nocowała dzisiaj. Jak widzicie – weekend pod znakiem kobiecości i rozmów.

A na koniec – suchar, ale mnie bawi – tzw. „dobranocka”, czyli umilacz wieczoru 🙂

Weekendowy stosik

Nietypowo, bo w sobotę. Ale wczoraj wyszłam z domu o godzinie 8:30 rano i wróciłam dzisiaj o 1 nad ranem, więc tak jakby nie było okazji 😉 Poza tym nawet dobrze, bo odebrałam dzisiaj cudną przesyłkę, która zajmuje miejsce honorowe w stosidle. Bo tym razem uzbierał się – nietypowy jak na mnie ostatnio – stos. Od góry:

„Róża z Wolskich” Gutowska-Adamczyk – przesyłka honorowa, czyli prezent od znajomej blogerki. Ot tak, bez okazji. Był mi taki dobry, nieinteresowny gest potrzebny po ostatnich dwóch tygodniach. Dziękuję Ci, moja droga! :*

„Katarzyna Wielka” Stachniak – prezent od koleżanki z pracy. Także mnie bardzo cieszy, bo czytałam inną książkę tej autorki i byłam zachwycona.

„Ballada o kapciach” Kaczorowski – z biblioteki.

„Atlas chmur” Mitchell – od Wydawnictwa Mag. Prezent otrzymany razem z podwójnym biletem do kina na przedpremierowy pokaz filmu. Wieczór ten miałam już zaplanowany inaczej, więc bilety otrzymał inny mól książkowo-filmowy 🙂

„Dom pod Lutnią” Orłoś – z biblioteki.

„Kłamczucha” Musierowicz – pobrana na Podaju. Ale w międzyczasie zdałam sobie sprawę, że ja już chyba mam jedną u Rodziców. Sprawdzę, jak będę na Gwiazdkę, najwyżej komuś oddam.

„Zniknięcie słonia” Murakami – najbardziej wyczekiwana książka z tego stosu. Przyszła najpierw do domu moich Rodziców (razem z  książką „Helena Rubinstein. Kobieta, która wymyśliła piękno”), poprosiłam ich o to, by mi podesłali tutaj, bo nie mogę czekać do Świąt. Mam i zamierzam zacząć czytać już w ten weekend 😉

„W jednej osobie” oraz „Twój cień” – od Wydawnictwa Prószyński.

„Agnes Grey” Bronte – z biblioteki.

„Osobliwy dom pani Peregrine” Riggs – od wydawnictwa, łup okołotargowy. Książka ta niezmiernie mnie intryguje, więc zamierzam ją przeczytać najszybciej, jak to tylko będzie możliwe. A jak ona jest wydana!

„Dziennik 1931-1934” Nin – prezent od znajomej koordynatorki Młodzieżowego Klubu Recenzenta i bibliotekarki. Dziękuję! :*

Powiedzcie sami – czyż to nie godny stos? Cudeńka i tyle 🙂 Tylko martwi mnie ilość egzemplarzy z biblioteki, w sumie z poprzednimi mam chyba z 6 sztuk. Jak nic nie było, tak nie było, a tu nagle bach! – jedna, druga, trzecia… Mam naddzieję, że zdążę wszystkie przeczytać w terminie!

Mimo tego, że stosik pojawia się dzisiaj i już 1/3 weekendu za nami, to i tak zadam pytanie: jakie macie plany? Ja właściwie trzy: odgruzować mieszkanie, czytać i pisać 😉 To byłoby na tyle. Pogoda na razie niezła, więc może dołączy punkt numer cztery – spacer. Miłego wypoczynku!

Stosik „domowy”

Wizyta w domu rodzinnym wiąże się również z odkryciem, że uzbierał się tu stosik książek. Jakoś o tym nie pamiętałam 😉 Nie jest on bardzo duży, ale smakowity. W pewnym momencie zastanawiałam się, czy w ogóle się pojawi. Najpierw zdałam sobie sprawę, że aparat fotograficzny zabrałam, ale już kabelka USB nie, a niestety mój stary PC nie łączy się z aparatami w żaden inny sposób. No dobrze, to może zdjęcie przy użyciu mego nowego telefonu, mądrzejszego ode mnie 😉 Tia, zdjęcie wyszło (nie ma szału, ale widać, z czego stos się składa), tylko pozostaje pytanie: jak te zdjęcia przetransferować na komputer 😉 W końcu wysłałam je sobie mailem, chociaż pewnie pożarło to sporą część mojego miesięcznego transferu danych 😉 Ale nic to, blog jest ważniejszy od transferu. Od góry:

„Dubo… Dubon… Dubonnet” Czajka-Stachowicz – niespodziewanka od Wydawnictwa W.A.B. Zamawiałam inną książkę, otrzymałam tę. Sięgnę, bo mnie ciekawi, ale pewnie za kilka lat, bo najpierw muszę zdobyć i przeczytać pierwsze cztery tomy 😉

„Zatopione miasta” Bacigalupi – od Wydawnictwa Literackiego. Zamówiłam już dawno i zapomniałam o tym zamówieniu. Byłam bardzo blisko kupienia sobie tej książki na Targach Książki, ale całe szczęście, że nie uległam pokusie – pierwszego dnia wieczorem zadzwoniła Mamuśka z informacją, że paczka z Krakowa dotarła. A w niej… ta książka 😀

„Wyrok” Zielke – od autora. Tę książkę czytałam już dawno temu, w poprzednim wydaniu. Podobała mi się bardzo, o czym zresztą pisałam. Zapraszam do lektury nowego wydania, śliczne jest, więc i oko ucieszy 🙂 A panu Mariuszowi gratuluję wskoczenia do Czarnej Serii!

„Namiestniczka” (tom III) Szkolnikowa – od Wydawnictwa Prószyński – nie była to spodziewana przesyłka, ale cieszę się, że jest, bo pierwsze dwa tomy czytałam, więc z przyjemnością skończę trylogię.

„Ognisty tron” Riordan – pierwsza od… hm… wieków wymiana.

„Mężczyzna, którego nie chciała pokochać” Moccia oraz „Obce dziecko” Hollinghurst – od Wydawnictwa Muza. Ta pierwsza zamówiona z ciekawości, chcę w końcu stwierdzić sama, co też ciągnie te tabuny kobiet do książek tego autora. A teraz czekam z wielką niecierpliwością na przesyłkę z nową książką Murakamiego!

Chciałam się jeszcze chwalić, jednakże za nic nie mogę zrobić odpowiedniego zdjęcia telefonem, zrobiłam aparatem, ale nie mam jak zgrać, więc poczekacie jeszcze troszkę.

Większość z Was pewnie aktualnie spędza czas z rodziną – czy też wyjeżdżając gdzieś, czy też przyjmując gości. Ale i tak zapytam – jakie macie plany na ten (dla niektórych przedłużony) weekend? 🙂 Ja od środowego wieczoru jestem u Rodziców. Wczorajszy dzień spędziłam na obijaniu się, czytaniu, pisaniu notki na bloga, wkurzaniu się, obijaniu się i dalej obijaniu się 😉 Ale dzisiejszy prawie cały już był w drodze – trzy cmentarze rozrzucone na terenie dwóch województw. A teraz będzie albo książka, albo siedzenie z rodzinką. I takie mam plany na kolejne półtora dnia (bo drugie pół niedzieli to niestety podróż zapchanym autobusem, brrrr…). Ach, zapomniałam, mam jeszcze jedno zajęcie – przytulanie do kota, trzeba nadrobić zaległości. A ona ma teraz takie fajne futerko, że aż się nie chce odrywać od tego jedwabiu 🙂

Podsumowanie miesiąca – sierpień 2012

Gdy przyjechałam na urlop do rodzinnego domu był dziesiąty sierpnia. I wtedy zdałam sobie sprawę, że dopiero przeczytałam jedną książkę! Tak, zarówno początek, jak i koniec sierpnia były bardzo intensywne – miałam gości i było bardzo fajnie. Wtedy praktycznie nic nie czytałam, jednak na urlopie odrobiłam „straty”. Oczywiście, ze gdybym nie umilała sobie życia gośćmi, to pewnie ten miesiąc byłby rekordowy, bo kiedy ostatnio miałam dziesięć dni wolnego? 😉 Ale kompletnie nie żałuję pobytu moich przyjaciół u mnie, są dla mnie ludzie i rzeczy ważniejsze od książek i czytania.

Po tym długim wstępie przejdźmy do meritum 😉 W sierpniu (a właściwie głównie na urlopie) przeczytałam 10 książek, o wiele więcej, niż myślałam, że w tym miesiącu przeczytam. Za to posłuchałam tylko kilku rozdziałów audiobooka, więc słuchanie „Francuskiej oberży” skończę we wrześniu.

W tym miesiącu znowu dotarło do mnie więcej książek, niż powinno. To po części wina tego, że postanowiłam wydawać punkty na Podaju, bo chcę skasować konto. No i pobierałam różności, a że mam tam wiele punktów, to pewnie jeszcze trochę ta ma rozpusta potrwa 😉 Za to ciągle tak samo pozostaje stan zakupowy – od 7 miesięcy nie kupiłam ani jednej książki i bardzo mi z tym dobrze.

W sierpniu przeczytałam:

– 4 książki recenzyjne,

– 2 książki własne nierecenzyjne,

– 2 książki z biblioteki,

– 1 książkę pożyczoną,

– 1 książkę do recenzji wewnętrznej.

Nadal czytam więcej książek nierecenzyjnych, niż recenzyjnych, co mnie cieszy. Przeczytałam 4 książki napisane przez kobiety, 5 przez mężczyzn, a jedna z nich, to była antologia. Czterech autorów pochodzi z Polski, a sześciu to obcokrajowcy.

Średnia ocena książek przeczytanych w sierpniu, to 4,6, więc było lepiej, niż w lipcu. Znowu trochę trudno było mi ocenić liczbę przeczytanych stron, gdyż w przypadku jednej książki nie byłam pewna ostatecznej ilości stron, jaką będzie miała. Ale już wszystko wiem – mimo tego, że przeczytałam w sierpniu o jedną książkę mniej, niż w lipcu, to stron w sumie przeczytałam prawie o 1000 więcej, bo aż 3678! Sama siebie zadziwiłam tym wynikiem 😉 Średnio wychodziło 368 stron na książkę.

Odkrycie miesiąca? Były dwa. Pierwszym jest „The King’s Daughter” Sandry Worth. Recenzji nie będzie, napiszę tylko, że to świetna książka o Elżbiecie York i jej życiu. Powieść, jednakże fascynująca, napisana w duchu Druona – niewiele romansu, wiele intryg i walki o władzę. Wyśmienicie się czytało, mam nadzieję, że zostanie przetłumaczona na język polski! Drugim odkryciem była dla mnie nasza październikowa premiera – „Cyrk nocy” Erin Morgenstern. Uwiodła mnie wyobraźnią, przecudownymi opisami cyrku, delikatnością i nietypowością swej debiutanckiej książki.

Gniot miesiąca? Nie było takich i całe szczęście. Najmniej podobały mi się ocenione na 3,5 (czyli więcej niż książka przeciętna, a mniej niż dobra) „Kupiliśmy ZOO” Benjamina Mee oraz „A jeśli ciernie” V.C. Andrews. Recenzję pierwszej możecie przeczytać TUTAJ, a o drugiej napiszę tylko tyle, że autorka przesadziła, moje nerwy nie wytrzymały 😉

Plany na wrzesień? Hm… Praca, fizjoterapia, wizyta Mamy u mnie, bardzo aktywne weekendy (m.in. wręczenie Złotej Zakładki za tydzień!), powrót do nauki niemieckiego po wakacyjnej przerwie, czyli znowu nie będzie tyle czasu na czytanie, ile by się wydawało, że będzie 😉

PS. Blogerzy, wszystkiego najlepszego z okazji naszego dnia! W końcu dzisiaj przypada Dzień Bloga i Blogera 🙂