Rzeka opowieści – Słuchaj pieśni wiatru / Flipper roku 1973 – Haruki Murakami

flipper
Fot. cirox (flickr)

Mam problem.

Popsuła mi się dotychczasowa umiejętność opisywania książek Murakamiego. Przynajmniej w tym przypadku nawalił jakiś włącznik, przełącznik, coś, co pomaga przekształcić ten natłok wrażeń w mniej więcej spójny i logiczny tekst. Nie działa, kaput. Czuję, jakbym każde słowo musiała z siebie wyciskać, panie Murakami, co pan ze mną zrobił?!

Te dwie powieści (czy można je nazwać powieściami? a może to bardziej opowiadania, zapis majaków, snów czy też wizji odautorskich?) to jego debiutanckie utwory, które przez całe lata pozostawały tajemnicą, bo autor nie zgadzał się na ich tłumaczenia. W końcu jednak i polscy czytelnicy zyskali możliwość zapoznania się z nimi, pytanie tylko, czy było warto?

Obydwa utwory to wprowadzenie do świata „tetralogii Szczura”, znanego niektórym czytelnikom z opublikowanych wcześniej „Przygody z owcą” i „Tańcz, tańcz, tańcz”. To właśnie tutaj po raz pierwszy pojawia się Szczur, barman Jay i poznajemy klimat, który potem odnaleźć można w dwóch pozostałych powieściach.

Akcja obu utworów toczy się w latach siedemdziesiątych. W pierwszym bohater jest studentem spędzającym wakacje w okolicach Kobe, w drugim natomiast jest już młodym przedsiębiorcą, prowadzącym razem z kolegą firmę tłumaczeniową.

Jak widać w obu utworach, od początku ten autor zanurzony jest w atmosferze pełnej niejasności, niedopowiedzeń, oniryzmu. Tu niedopowiedzenie, tam przemilczenie, czasami więcej buduje ciszą i brakiem, niż inni autorzy natłokiem słów. To opowieści o niby zwykłej rzeczywistości, jednakże w wersji Murakamiego zyskują nimb niezwykłości, pewnej nierealności. Bezsensowne byłoby opisywanie fabuły, bo to nie ona jest najważniejszym ich aspektem, lecz ona w połączeniu właśnie z atmosferą i stylem autora. I do tego ten jego poetycki, malowniczy język.

Już tutaj widać także tendencję autora do wplatania do jego utworów nawiązań do kultury masowej – muzyki, filmów, książek, a czasami też do muzyki klasycznej, dzieł politycznych i religijnych. Serwuje nam zawsze szczególną przeplatankę dla uważnych czytelników.

Coraz bardziej jestem przekonana, że wszystkie jego książki mają wątki wspólne – poszukiwanie własnej tożsamości, samotność, zagubienie, swoistą podróż w czasie i przestrzeni, dzięki której bohaterowie mogą odnaleźć, zrozumieć samych siebie, bliskie osoby, a czasami również wydarzenia, które ich dotykają.

Mam wrażenie, że te utwory nie mają akcji, nie mają fabuły w typowym tego słowa znaczeniu. Są opowieścią dla opowieści, to jej snucie, przeskakiwanie z tematu na temat, dygresje autora i jego bohaterów, to są cele ich istnienia. Dla mnie było to utrudnieniem w odbiorze jego książek, czego przecież przy innych jego tytułach nie miałam. Nie wiem, czy to wpływ tego, że czytałam w trakcie choroby, w każdym razie nie miałam poczucia, że odczuwam te książki, tak, jak te czytane wcześniej. Czegoś mi zabrakło. Urzekał styl i piękny język, ale same historie już tak nie uwodziły. Mam jednak jeszcze kilka innych jego książek do przeczytania, więc za jakiś czas przetestuję, czy to tylko te debiutanckie utwory zrobiły takie wrażenie, czy zmienia mi się percepcja jego książek. Oby to pierwsze!

Tak czy siak, wielbiciele Murakamiego będą zadowoleni. A tym, którzy jeszcze go nie znają, sugeruję jednak sięgnięcie po którąś z innych powieści, np. „Norwegian Wood” lub może trylogię „1Q84”.

słuchaj piesni wiatruWydawnictwo: Muza, 2014

Oprawa: miękka

Liczba stron: 320

© 

Reklama

Konkurs – Murakami do wzięcia!

Kolejny konkurs, cuda wianki! Tym razem będzie można najnowszą książkę Murakamiego – „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa”. Moje wrażenia już znacie (lub możecie poznać czytając zalinkowaną recenzję), a teraz możecie sobie wyrobić własne!

bezbarwny tsukuruTsukuru Tazaki ma trzydzieści sześć lat, jest kawalerem. Pochodzi z Nagoi, ale mieszka w Tokio, gdzie pracuje w firmie budującej dworce. Szesnaście lat temu miał czworo bliskich przyjaciół, którzy na drugim roku studiów nagle i nie wiadomo dlaczego zerwali z nim stosunki. Tsukuru bardzo ciężko to przeżył. Teraz, po latach, postanawia dowiedzieć się, co właściwie się wtedy stało. Odwiedza po kolei dawnych przyjaciół i próbuje odkryć tajemnice przeszłości. Dlatego wraca do rodzinnej Nagoi i wyrusza w podróż do Finlandii.

Najnowsza powieść genialnego japońskiego pisarza Wydanie polskie – pierwsze w Europie! Na świecie wcześniej tylko przekłady koreański i chiński! Pierwszy nakład – pół miliona egzemplarzy – został sprzedany w Japonii w ciągu 24 godzin, a już po tygodniu od premiery sprzedano ponad milion egzemplarzy powieści!

Co trzeba zrobić?

By brać udział w konkursie należy odpowiedzieć na pytanie: z czym skojarzył Wam się tytuł tej książki, gdy zobaczyliście go po raz pierwszy?

Odpowiadajcie w komentarzach pod notką. Na odpowiedzi macie czas do poniedziałku, 2 grudnia do północy. W trakcie trwania konkursu obowiązuje ten REGULAMIN.

Serdecznie zapraszam do udziału w konkursie!

W okowach samotności („Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” Haruki Murakami)

murakamiJuż długo żadna z przeczytanych przeze mnie książek tego autora nie wywołała we mnie tak mieszanych uczuć. I dopiero dzisiaj dotarło dla mnie, dlaczego!

Tsukuru Tazaki niczym się nie wyróżnia – charakter, wygląd, zainteresowania, wszystko ma takie przeciętne, jak większość ludzi dookoła. Nawet nazwisko – w odróżnieniu od swoich przyjaciół – ma nudne, nie zawierające żadnej barwy. Kwintesencja bezbarwności. Mężczyzna w średnim wieku, wiodący uporządkowane, samotne życie. Praca – dom – praca. Nie ma bliskiej osoby, nie ma przyjaciół, rodzinę zostawił daleko. Jednakże powoli do jego życia wkracza pewna kobieta, której obecność motywuje Tsukuru do rozliczenia się z przeszłością.

A przeszłości nie miał bezbarwnej, o nie! Szesnaście lat wcześniej Tsukuru został odrzucony przez czwórkę przyjaciół, którzy byli mu najbliżsi, bliżsi od rodziny. Ot tak, pewnego dnia spotkał się z nim wysłannik grupy i zakomunikował, że od tego momentu nie chcą mieć z nim nic wspólnego. I odszedł, bez wyjaśnień.

Jakiś czas później, Tsukuru zaprzyjaźnił się z kolegą ze studiów. Pływali razem, czytali książki, słuchali muzyki. Spokojna, dobrze rozwijająca się przyjaźń dwóch podobnych młodych mężczyzn. Jednakże pewnego dnia i ten przyjaciel znika z życia Tsukuru. Również bez słowa wyjaśnienia.

Te wydarzenia wywarły na Tsukuru wielki wpływ. Przez następne kilkanaście lat miał problemy z uporządkowaniem przeszłości i prawdziwym zbliżeniem się do kogokolwiek. W końcu jednak odważył sie na rozliczenie z przeszłością. A wynik jest zaskakujący…

To kolejna powieść Murakamiego mająca wiele wspólnego z poprzednimi – samotność bohaterów, mężczyzna w średnim wieku, bez związku, podróż w przeszłość, misja rozliczania się z tym, co było, by uporządkować to, co jest, niepokojące sny. To wszystko już było. Jednakże to, co między innymi przyciąga mnie do jego książek to to, jak ciekawie buduje on swe opowieści dookoła jednego, kluczowego wydarzenia.

W trakcie lektury tej książki cały czas mnie coś uwierało, coś mi przeszkadzało w lekturze i nie dawało tak naprawdę pogrążyć się w tej opowieść, dać się uwieść. I dopiero po zakończeniu lektury przyszło mi na myśl, że to wszystko dlatego, że ja go po części rozumiem, wiem, co czuł. Sama kilka lat temu doświadczyłam odrzucenia, gdy (według mnie) bardzo dobra przyjaciółka nagle obwieściła mi, że nie pasuję do jej nowego pomysłu na życie. Teraz myślę sobie: trudno, takie życie, tacy ludzie. Wtedy jednak mocno mnie to trzepnęło i długo nie dawało o sobie zapomnieć. Całe szczęście, że okazałam się silniejsza od Tsukuru, może cios był mniejszy. W każdym razie, właśnie to wydarzenie pozwoliło mi bardzo mocno zidentyfikować się z Tsukuru, dzięki czemu ta książka zostanie ze mną na dłużej.

Cóż, najnowsza powieść Murakamiego to jego typowa książka. Więc wszystkich miłośników autora zapraszam serdecznie do lektury. A ci, którzy reagują na niego alergicznie niech idą do półek i poszukają czegoś innego do poczytania!

PS. A niedługo będzie tutaj konkurs, w którym będzie do wygrania właśnie ta książka!

bezbarwny tsukuruWydawnictwo: Muza, 2013

Oprawa: miękka

Liczba stron: 352

Moja ocena: 5/6

Ocena wciągnięcia: 4,5/6

© 

„Zniknięcie słonia” – Haruki Murakami

Wydawnictwo: Muza, 2012

Oprawa: miękka

Liczba stron: 374

Moja ocena: 4,5/6

Ocena wciągnięcia: 4/6

*****

Lubię prozę tego autora. Lapidarność jego stylu, spokojną atmosferę jego utworów, gdzie sen przeplata się z jawą. To, że codzienność w jednej chwili zyskuje najdziwniejszy wymiar, a wypełniają ją nierealni bohaterowie. Melancholię, która często wypełnia każdą stronę, bogactwo refleksji zawartych w każdym utworze.

„Zniknięcie słonia” to zbiór siedemnastu opowiadań napisanych w latach dziewięćdziesiątych. Jest to swoisty przekrój możliwości twórczych Murakamiego. Od króciuteńkich utworów przez te trochę dłuższe, aż do tych, których bohaterów spotkaliśmy w jego powieściach.

Chociaż opowiadania są różne pod względem tematyki, bohaterów, miejsca i czasu akcji, to wszystkie jednak zdaje się wypełniać pewnego rodzaju tęsknota, poszukiwanie celu w życiu, pomysłu na siebie samego, próby zrozumienia rzeczywistości. Krótko pisząc: poczucie niekompletności i pustki.

Autor porusza tak wiele tematów, że najlepiej jest te opowiadania smakować powoli, oddzielać lekturę każdego z nich chwilą zastanowienia się nad nim, może oderwaniem się od książki i powróceniem do naszej rzeczywistości. Szczerze pisząc, boję się zagłębiać w dłuższą analizę każdego z opowiadań. Obawiam sie zarówno tego, że nie odczytuję wszystkich ich poziomów, jak i tego, że wyszedłby mi niezmiernie długi tekst. Jeżeli ktoś ma ochotę na wnikliwą analizę, to zapraszam do Owarinai Yume.

Napiszę więc tylko, że kilka opowiadań niezmiernie mnie urzekło. Należały do nich: O tym jak w pewien pogodny kwietniowy poranek spotkałem stuprocentowo idealną dziewczynę, Sen, Milczenie, Okno, Ostatni trawnik popołudnia. Cały zbiór jest bardzo dobry, ale ja zdecydowanie wolę jego powieści. Tam buduje on bardziej skompllikowane światy, głębokie zależności między bohaterami, rzeczywistością, a tym, co nierealne. Nabiera rozmachu, szlifuje każdy szczegół, dopieszcza każdy drobiazg. Jego powieści porywają mnie do środka, a po ich zakończeniu czuję się wypruta i skołowana. Jego opowiadania – chociaż doskonałe – to tylko pewnego rodzaju przystawka, która tylko robi mi ochotę na więcej. Cieszy więc fakt, że – mimo przeczytania dziesięciu jego książek (trylogię 1Q84 liczę jako całość) – jest ich jeszcze kilka przede mną!

„Zniknięcie słonia” to zbiór dobrych i bardzo dobrych opowiadań. Nie porwały mnie jednak one tak, jak to bywało z powieściami tego autora. Nie wiem, czy zmienia mi się gust, czy to faktycznie wynika z tego, że wolę jego powieści. Będę to sprawdzać w przyszłości. A na razie polecam ten zbiór głównie wielbicielom tego autora, bo osobom, które go jeszcze nie znają polecę jednak którąś z powieści, np. „Norwegian Wood”. Tylko nastawcie się na to, że w jego książkach rzeczywistość bywa nierzeczywista…

*****

A ja teraz zostawiam Was z tekstem i jadę na przedpremierowy pokaz dla prasy (ha, ha, ha!) filmu, na który wielu z Was czeka już od jakiegoś czasu, a którego polska premiera przewidywana jest na styczeń 2013. A konkretnie…

©