Pod skrzydłami białego orła… („Korona śniegu i krwi” – Elżbieta Cherezińska)

korona śniegu i krwi

Historia zapierająca dech w piersiach! Pasja, intrygi, namiętności, walka o władzę, zdrady, uwięzienia, pościgi, morderstwa, ambicje, przyjaźnie… Brzmi, jak „Gra o tron”? A uwierzylibyście, że mowa o polskim rozbiciu dzielnicowym?

Elżbieta Cherezińska wybrała sobie na temat cyklu czas przedziwny i – jak mi się do tej pory wydawało – mało interesujący. Polska była porozbijana na wiele małych księstw, w prawie każdym siedział jakiś pieniacz z rozbuchanymi ambicjami, prawie każdy miał wielu synów, więc z pokolenia na pokolenie księstewka były coraz mniejsze, a książąt z pretensjami coraz więcej. Co w tym ciekawego?

Okazuje się, że wszystko! Autorka ukazuje świat pasjonujący, pełen barwnych postaci, okraszony odrobiną magii i mistycyzmu. To u niej w lasach żyją przedstawiciele Starszej Krwi, na piersiach możnych goszczą przedziwne bestie herbowe, w kościołach rządzą księża, którzy nie mówią nawet po polsku, na zamkach odbywają się popijawy i snucie intryg, brat występuje przeciwko bratu, kraj niszczą ciągłe walki. A i sąsiedzi łakomym okiem patrzą na ziemie polskie! I w tak niesprzyjających warunkach pojawia się dwójka bohaterów, którzy śmią marzyć o zjednoczonej Polsce, od morza do gór, tak, jak to było kiedyś. Marzenie piękne, ale jak je zrealizować?

To właśnie droga do jego realizacji została opisana w tej książce. Od momentu, gdy tak wielu książąt robi, co tylko chce, aż do momentu, gdy zaczynają dostrzegać to, że Przemysł II nadaje się na króla, który zjednoczy Polskę. Może w końcu przywróci wielkość tej krainie? Ale, jak to w życiu bywa, nie wszystkim się to podoba…

O fabule nie ma co wiele pisać, każdy, kto chociaż trochę uważał na lekcjach historii, wie, jak było. Ale za to wykonanie, styl, język, ukazanie bohaterów, o tym wszystkim warto! Tylko jakże trudno, bo właściwie mogłabym napisać tyle: majstersztyk, och, ach, czytajcie i koniec! 😉

Na początku trafiał mnie szlag! Klęłam na tych naszych przodków, ile się tylko dało! No bo kto to widział, by tak nazywać synów? Bolesław, Władysław, Leszko, Henryk. Bolesław, Władysław, Leszko, Henryk. Cholery można było dostać! Jednak powolutku historia tak mnie pochłonęła, że sama nie zauważyłam momentu, w którym przestali mi się mylić, a zaczęłam kibicować mym wybrańcom. Chociaż Piastom czasami trudno było kibicować, bo nie jawili się zbyt sympatycznie…

Korona - fragment

Można poznać każdego księcia, wybrać sobie tych, którzy robią na nas największe wrażenie. Jednak to, co przykuło mą uwagę to fakt, że w tej książce w końcu mówi się o kobietach! To właśnie one dodają tej książce tak wiele uroku i sprawiają, że jest tak ciekawa! Niewiarygodna Kinga, która mimo swej świętości pokazuje od czasu do czasu „pazur” i cięty języczek; przerażająca Mechtylda Askańska i godna jej Eufrozyna, kobiety opętane przez włądzę, zdolne do wszystkiego; słodka i niewinna Lukardis. Jednak mą ulubienicą została Rikissa, szwedzka królewna, żona Przemysła II, o której do czasu przeczytania tej książki nie miałam nawet najmniejszego pojęcia. A została przedstawiona jako osoba przeurocza, odważna, rezolutna i mądra. A na dodatek najzwyczajniej w świecie fajna.

Oprócz Rikissy mą sympatię zdobył Jakub Świnka, bohater, który przechodzi w trakcie książki olbrzymią metamorfozę – od zwykłego mnicha, który tkwi nosem w zakurzonych pergaminach aż do arcybiskupa gnieźnieńskiego, który śmiało patrzy w przyszłość, wiele widzi i przeczuwa, nie obawia się realizować swych wizji. Światły, bezpretensjonalny, potrafi podbić serce czytelnika. A na dodatek dostał od autorki niesamowitą (aczkolwiek teoretycznie możliwą) historię!

Czytając tę książkę można upewnić się w jednym: polska historia jest tak samo barwna, pasjonująca i intrygująca, co historia Anglii, Francji czy innych historycznych mocarstw! A nasi władcy byli równie niesamowici. Tylko nie mieliśmy tyle szczęścia do autorów potrafiących pokazając ją w tak wspaniały sposób. A teraz wystarczy przeczytać „Koronę śniegu i krwi”, by się przekonać, że w niczym nie ustępujemy tym, tak szeroko w książkach opisywanym krajom i ich władcom!

I tylko szkoda, że to, jak się u nas naucza historii dalekie jest od tego, by przedstawiać ją w tak fascynujący sposób! Gdyby nauczało się jej w takim stylu, to każdy z nas byłby tym przedmiotem zafascynowany i znał losy swojego kraju na wyrywki. Ja jestem zachwycona jak nagle pełnokrwiste i barwne zrobiły się dla mnie sylwetki bohaterów tamtych wydarzeń, a sama historia pasjonująca, wielowarstwowa, pełna niuansów i magii!

Zdecydowanie bardzo silna kandydatka na książkę roku! Razem z kontynuacją, którą właśnie czytam 🙂

korona śniegu i krwiWydawnictwo: Zysk i S-ka, 2012

Oprawa: miękka

Liczba stron: 768

© 

Wieloksiąg #2

ludzik ksiazki
Jenn and Tony Bot

Pomyślałam, że nadeszła pora na kolejną część tego nieregularnego cyklu. Znowu będzie mieszanina gatunkowa i źródeł pochodzenia. Prezent i dwie pożyczone.

swiat krolowej marysieńki„Świat królowej Marysieńki” – Kornelia Stepan

Gdy ją dostałam w prezencie, to nie zwróciłam uwagi na to, że to pierwszy tom i cały czas się zastanawiałam, dlaczego tytuł odnosi się do królowej, a tu nie zapowiada się, że ona tą królową do końca książki zostanie 😉 Potem dopiero zobaczyłam, że to tak naprawdę dopiero wprowadzenie do historii. Marię Kazimierę d’Arquien spotykamy w 1647 i razem z nią przechodzimy przez kolejne lata jej życia – dorastanie, dojrzewanie, obserwowanie i uczestniczenie w intrygach dworskich i politycznych, miłość do Sobieskiego, perypetie małżeńskie, relacje z królową, z mężem przypisanym przez los i intrygi – Janem Zamoyskim. 

Lektura przyjemna, chociaż delikatnie przegadana. No i non stop zastanawiałam się ile tam jest faktów i oparcia w tychże, a ile fantazji autorki.

*****

odzwierny„Odźwierny” – Siergiej i Marina Diaczenko

Chyba zbyt wiele sobie obiecywałam po tej książce i za długo czekałam z jej lekturą. Skończyło się na tym, że właściwie to wynudziłam się jak mops. Chociaż historia magów próbujących odnaleźć innego maga, którego pozbawili mocy, a który został wybrany przez pewną siłę, by być odźwiernym, który otworzy jej wrota do ludzkiego świata, miała spory potencjał do zainteresowania mnie, to jednak tak się nie stało. Musiałam się wręcz zmuszać do kontynuowania lektury. Wielka szkoda! Ale tej dwójce dam jeszcze szansę, bo słyszałam, że to świetny duet, więc może trafiłam na kombo pod hasłem „nie ta książka w nie tym czasie”?

*****

pop babylon„Pop Babylon” – Imogen Edwards-Jones i Anonim

Po dwóch pierwszych książkach z tej serii, które pochłonęłam błyskiem i z zachwytem w duszy, teraz przyszła pora na lekkie rozczarowanie. I sama nie wiem, skąd ono się wzięło. Może „anonim” nie poddał takiego gruntu do obróbki, jak przy pierwszych dwóch tematach (linie lotnicze i hotele), a może zwyczajnie przemysł muzyczny jest nam na tyle znany, że tak nie zaskakuje i trudniej podać czytelnikowi coś nowego? Może właśnie tu tkwi sekret – odejść od takich popularnych tematów, skupić się na tych, na których raczej się nie skupiamy i nie drążymy?

W każdym razie była to ciągle lekka rozrywka, ale już nie tak interesująca. No i miałam wrażenie, że tłumaczce się przy tym tomie nie chciało tłumaczyć. Poprzednie były zupełnie ok, a tu mi niestety zgrzytało tłumaczenie.

*****

Wszystkie te trzy książki przeczytałam w ciągu dwóch ostatnich miesięcy i cieszę się, że zebrałam się, by je tutaj krótko podsumować.

Ja teraz siedzę w pociągu do Rodziców, jadę na Święta + dwa dodatkowe dni urlopu (ach, ach, och! :D), mam więc nadzieję, że – mimo gości i rajwachu – odpocznę chociaż troszkę, bo maj to będzie dla mnie miesiąc pod hasłem „koniec świata”, więc muszę nabrać sił. Trzymajcie więc kciuki!

Wieloksiąg #1

ludzik ksiazki
Jenn and Tony Bot

Już  nie pamiętam, kto pierwszy wrzucił post, w którym króciutko opisał kilka przeczytanych książek. Ja najlepiej kojarzę tego typu posty u Izy z Filetów z Izydora, gdzie występują pod nazwą „hurtownia książek”. Nazwa bardzo fajna, ale nie chciałam jej kopiować, więc postanowiłam wymyślić coś swojego. Nadal nie wiem, czy słusznie, ale kit z tym.

W każdym razie, idea jest prosta: czasami, z różnych względów, nie mam czasu/ochoty/natchnienia, by pisać o książce dłuższą notkę. Więc będzie odwrotnie – jedna notka, kilka książek. Ciekawe, jak Wam się to spodoba!

A w pierwszym odcinku naszego programu… 😉 Wróć! W pierwszej notce zagościł spory miks gatunkowy i tematyczny. A nawet „źródłowy” – książka, która czekała na swą kolej latami, prezent urodzinowy oraz książka pożyczona 🙂 Zobaczcie sami!

fotoplastikon

„Fotoplastikon” – Jacek Dehnel

Zbiór starych fotografii, do których ten zdolny autor dopisał krótkie historie. Wszyscy wielbiciele tego autora wiedzą, że fascynują go czasy przeszłe, lubi zatrzymać się na chwilę i zadumać nad tym czy owym szczegółem. I to widać również w tej pozycji. Dehnel zamyśla się tu nad losem bohatera pierwszoplanowego, tam nad osobą, która nie przykułaby raczej naszej uwagi, gdzie indziej nad pieskiem czy też przyrodą dookoła. To bystry obserwator, na dodatek człowiek obdarzony wielką wyboraźnią, co gwarantuje czytelnikowi, że wiele razy również zatrzyma się i zamyśli, bo kwestie poruszone przez autora, czy też pytania, które zada, wzbudzą refleksję. Do czytania na wyrywki, to nie powieść, ni opowiadanie. To miniaturek do kontemplacji.

*****

zaklinacz słów„Zaklinacz słów” – Shirin Kader

Napisana przepięknym językiem nowoczesna i zmodyfikowana pod wieloma względami opowieść w stylu Szeherezady. Powieść o opowiadaniu i spisywaniu historii. Te zazębiające się opowieści są jakby na zbiegu jawy i snu, rzeczywistości i tego, co nierzeczywiste, pełno w nich smaków, zapachów, arabskiej muzyki i pełnych wdzięku (i własnego charakterku!) przedmiotów. Pełno tu uczuć, namiętności, tęsknoty i poczucia niepewności. A to wszystko opowiedziane w poetycki, subtelny sposób. Interesujący debiut, choć dla mnie momentami aż nazbyt poetycki.

*****

magiczny ogród„Magiczny ogród” – Sarah Addison Allen

Bardzo sympatyczne, lekkie i momentami zabawne czytadło, które zostało skrzywdzone tą kompletnie nieadekwatną okładką. Ale stało się, więc pozostaje tylko żałować.

Przyjemna opowieść o kobietach rodziny Waverley, z których każda ma pewien dar, nie zawsze uświadomiony, jednak bardzo potrzebny, by całość historii mogła się rozegrać. Teoretycznie zwykłe miasteczko, przeciętni ludzie, a wśród nich właśnie one, przyciągające uwagę, czasami kłopoty. Przez wątek tych specjalnych uzdolnień, smakowitych opisów i relacji między kobietami w danej rodzinie, miałam wrażenie, że ta książka przypomina mi cały czas – w delikatny sposób, i dobrze! – książki Joanne Harris z cyklu Vianne i Anouk. Czytało mi się bardzo dobrze, lepiej od kolejnej kisążki tej autorki – „Słodki świat Julii”.

*****

To na razie tyle. Jeżeli koncept chwyci, to od czasu do czasu będę takie notki tworzyła, bo zdecydowanie czytam więcej, niż zdołam opisywać, więc może jest to jakaś alternatywa. Jak Wam się podoba? Sugestie ewentualnych zmian też są mile widziane 🙂

„Czytelniczka znakomita” – Alan Bennett

biblioteka pałacowa

Królowa angielska uwielbia swoje psy. Każdego dnia spaceruje z nimi po pałacowym parku. Jednakże pewnego dnia – zrządzeniem losu – właśnie dzięki nim trafia na podwórze, na którym raz w tygodniu zatrzymuje się okoliczny bibliobus. Zaciekawiona wchodzi do środka, gdzie spotyka przemiłego bibliotekarza oraz Normana, pałacowego podkuchennego. Po rozmowie z nimi, królowa, by nie wyjść na nieuprzejmą, decyduje się na wypożyczenie książki. I tak zaczyna się przygoda, która odmienia jej całe życie.

Po pierwszej, średnio jednak udanej przygodzie z książką, decyduje sie ona na przeczytanie innych, podjęcie kolejnych prób. Nadaje Normanowi nowe stanowisko, ma być jej intelektualnym przewodnikiem, a nie marnować czas w kuchni. Już to wzbudza niezadowolenie dworskich oficjeli, a gdy królowa coraz bardziej zasmakowuje w czytaniu, zaczynają oni czuć się zaniepokojeni. Ale ona nie tylko zaczyna odkrywać literackie bogactwo, królowa zaczyna – przez czytanie właśnie – zaniedbywać swoje obowiązki! Spóźnienia stają się normą, nie postępuje według oficjalnych schematów zachowań, przestaje dbać o swoj strój. To wszystko wzbudza wśród dworu wielkie oburzenie, zaczynają wręcz podejrzewać ją o demencję starczą i próbują na wszelkie sposoby wpłynąć na nią, by przestała czytać i wróciła na utarte tory, których trzymała się kilkadziesiąt lat.

Na początku, królowa sama nie rozumie, co się z nią dzieje. Czytanie otworzyło przed nią wiele nowych światów, ale także wzbudziło w niej większą skłonność do refleksji. Próbuje dyskutować na temat literatury z podejmowanymi gośćmi, jednak najczęściej wzbudza tym u nich panikę. Próbuje też spotkać się z ulubionymi pisarzami, ale spotkanie to jest dla niej sporą niespodzianką. Najpierw rolę powiernika pełni Norman, jednakże po pewnym czasie zaczyna ona spisywać swoje wrażenia z lektury, co prowadzi ją do zastanowienia, czy sama też nie powinna napisać książki. I tak oto czytanie prowadzi w stronę pisania. A jak to wszystko się może skończyć?

„Czytelniczka znakomita” to książka idealna dla większości moli książkowych. Bo przecież większość z nas odnajdzie siebie (przynajmniej po części) w królowej, w jej sposobie myślenia, postrzegania literatury, kłopotach z otoczeniem. Dla większości z nas będzie ona cenna również dlatego, że potwierdza nasze poglądy, taka książka z tezą.

Dla mnie osobiście to była urocza historyjka, taka bajka dla czytelników. Nie wzbudziła jednak większych emocji. Przyjemnie się czytało i tyle. Może dlatego, że trochę było według mnie czuć, że autor założył sobie taką, a nie inną tezę i pod nią pisał książkę. A może dlatego, że ostatnimi czasy dostrzegam też to, że nie zawsze pasja czytelnicza jest taka zdrowa, jak to opiewamy. Ale to temat na długą dyskusję, a nie na świąteczny tekst o przesympatycznej historii o królowej, która na starość odnalazła swą życiową pasję.

„Czytelniczka znakomita” to ciepła, lekka, dobrze napisana historia, którą właściwie powinien poznać każdy mól książkowy. Bo przecież chyba każdy z nas lubi czytać książki o książkach i o tym, jak inni zakochują się w czytaniu?

PS. Jak dobrze, że jednak nie każdy czytelnik decyduje się na pisanie książek! Toż to byłby istny horror! 😉

© 

czytelniczka znakomita

Wydawnictwo: Media Rodzina, 2009

Oprawa: twarda

Liczba stron: 112

Moja ocena: 5/6

Ocena wciągnięcia: 4,5/6


„Rubinowe czółenka” – Joanne Harris

montmartre

Nie miałam chyba okazji napisać Wam, jak bardzo kocham „Czekoladę”! Zarówno książkę, jak i film wielbię całym sercem już od lat. Rzadko mi się zdarza, bym tak samo lubiła i ekranizację, i oryginał, a tu właśnie tak jest. Każde jest urocze na swój sposób, porywające, magiczne i tak pełne smaków. Mmm…

Sutki„Rubinowe czółenka” to kontynuacja „Czekolady”.  Vianne Rocher wraz z córką – Anouk musiały opuścić Lansquenet. Tułały się po różnych miejscach, przeżywały najróżniejsze „wypadki”, aż w końcu osiadły w Paryżu. Odnalazły swój nowy – jakże różny od poprzedniego – świat na Butte, części dzielnicy Montmartre. Tutaj Vianne (już pod nowym imieniem – Yanne) zdołała stworzyć niewielką chocolaterie. Miejsce to nijak ma się do swej poprzedniczki, tym razem Vianne chce zginąć w tłumie przeciętności, powszechności, nie tworzy swych czekoladowych arcydzieł, sprzedaje gotowe słodycze. Chce przestać zwracać uwagę Życzliwych. Nic więc dziwnego, że miejsce nie jest popularne, a ona ledwo daje sobie finansowo radę. Ratuje ją zakochany Thierry, bogaty przedsiębiorca.

Anouk nie do końca potrafi się odnaleźć w świecie „normalności”. W szkole jest obiektem drwin, nie wie, dlaczego jej matka postanowiła tak raptownie się zmienić, nie potrafi z nią rozmawiać, więc oddala się od niej coraz bardziej.

Vianne też nie jest szczęśliwa. Tak radykalna i niezgodna z jej naturą przemiana nie przynosi jej zadowolenia, nie daje też spokoju, którego się spodziewała. Na dodatek martwi się o Anouk i malutką Rosette, zastanawia się nad związkiem z Theirrym, wspomina Roux i czasy, gdy była sobą.

Na ich drodze staje nagle ktoś, kto obu wydaje się powiewem szczęśliwości lat minionych. Szalona i barwna Zozie d’Alba, która wnosi w ich życie kolory, klientów, powrót smaków i zapachów chocolaterie, odmienia ich życie tak bardzo. Ale jaki jest jej prawdziwy cel?

Obawiałam się tego tomu, a dokładniej tego, że będzie przejawiał syndrom  drugiego tomu, czyli będzie albo dużo gorszy, albo wręcz kiepściutki. A tu zaskoczenie! „Rubinowe czółenka” są jednocześnie różne i tak bardzo podobne do „Czekolady”, w każdym razie jest to znakomita książka!

Odmienność przejawia się wprowadzeniem Zozie, razem z jej mroczną magią pełną wierzeń pochodzących z mitologii Azteków czy Majów. Dzicy bogowie, okrutna magia, a do tego nieokiełznana, egoistyczna, ale jednocześnie porywająco urocza bohaterka. Trochę alter ego Vianne, o ile można pójść w bardzo luźne nawiązanie do historii o doktorze Jekyllu i Panie Hyde.

fiołek

A jednocześnie jest to książka tak swojska, jak poprzedniczka. Tak  samo pełna tych cudownych zapachów, snujących się po chocolaterie i okolicy – czekolada, wanilia, chili i wiele innych… Ponownie przy czytaniu czułam prawie non-stop, że tak bardzo chciałabym tam być i sama spróbować tych pyszności – cukrowych fiołków w czekoladzie, pomarańczy zanurzonych w gorzkiej polewie, pralinek w wielu smakach i dziesiątek innych cudowności. Znowu poczułam się uwiedziona opisami, miałam poczucie, że jestem tam razem z nimi – czuję to samo, smakuję to samo, widzę to samo co oni. Harris w tej serii maluje słowem w taki sposób, że cały czas miałam wrażenie, że jestem częścią akcji, że przynależę do tej książki. Uwielbiam jej opisy i talent, z jakim tworzy ten cykl!

Te książki są pełne magii, uroku, cudownych smaków i zapachów, pięknych miejsc, w których można poczuć się, jak w domu. A do tego bohaterowie urzekają mnie całkowicie – zarówno ich zalety, jak i wady, ich emocjonalność, nieudolne często próby ułożenia sobie życia, ta nieporadność w stosunkach z ukochanymi osobami, delikatność i wewnętrzna siła. I magia, wszędzie magia…

Uwielbiam ten cykl całym sercem i teraz doczekać nie mogę się powrotu do Warszawy, bo tam zostawiłam trzecią – najnowszą – część. I tylko w głębi duszy martwię się, czy autorka nie zepsuła kontynuacji, oby nie!

© 

rubinowe czółenka

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2007

Oprawa: miękka

Liczba stron: 502

Moja ocena: 6/6

Ocena wciągnięcia: 6/6