Wieloksiąg #1

ludzik ksiazki
Jenn and Tony Bot

Już  nie pamiętam, kto pierwszy wrzucił post, w którym króciutko opisał kilka przeczytanych książek. Ja najlepiej kojarzę tego typu posty u Izy z Filetów z Izydora, gdzie występują pod nazwą „hurtownia książek”. Nazwa bardzo fajna, ale nie chciałam jej kopiować, więc postanowiłam wymyślić coś swojego. Nadal nie wiem, czy słusznie, ale kit z tym.

W każdym razie, idea jest prosta: czasami, z różnych względów, nie mam czasu/ochoty/natchnienia, by pisać o książce dłuższą notkę. Więc będzie odwrotnie – jedna notka, kilka książek. Ciekawe, jak Wam się to spodoba!

A w pierwszym odcinku naszego programu… 😉 Wróć! W pierwszej notce zagościł spory miks gatunkowy i tematyczny. A nawet „źródłowy” – książka, która czekała na swą kolej latami, prezent urodzinowy oraz książka pożyczona 🙂 Zobaczcie sami!

fotoplastikon

„Fotoplastikon” – Jacek Dehnel

Zbiór starych fotografii, do których ten zdolny autor dopisał krótkie historie. Wszyscy wielbiciele tego autora wiedzą, że fascynują go czasy przeszłe, lubi zatrzymać się na chwilę i zadumać nad tym czy owym szczegółem. I to widać również w tej pozycji. Dehnel zamyśla się tu nad losem bohatera pierwszoplanowego, tam nad osobą, która nie przykułaby raczej naszej uwagi, gdzie indziej nad pieskiem czy też przyrodą dookoła. To bystry obserwator, na dodatek człowiek obdarzony wielką wyboraźnią, co gwarantuje czytelnikowi, że wiele razy również zatrzyma się i zamyśli, bo kwestie poruszone przez autora, czy też pytania, które zada, wzbudzą refleksję. Do czytania na wyrywki, to nie powieść, ni opowiadanie. To miniaturek do kontemplacji.

*****

zaklinacz słów„Zaklinacz słów” – Shirin Kader

Napisana przepięknym językiem nowoczesna i zmodyfikowana pod wieloma względami opowieść w stylu Szeherezady. Powieść o opowiadaniu i spisywaniu historii. Te zazębiające się opowieści są jakby na zbiegu jawy i snu, rzeczywistości i tego, co nierzeczywiste, pełno w nich smaków, zapachów, arabskiej muzyki i pełnych wdzięku (i własnego charakterku!) przedmiotów. Pełno tu uczuć, namiętności, tęsknoty i poczucia niepewności. A to wszystko opowiedziane w poetycki, subtelny sposób. Interesujący debiut, choć dla mnie momentami aż nazbyt poetycki.

*****

magiczny ogród„Magiczny ogród” – Sarah Addison Allen

Bardzo sympatyczne, lekkie i momentami zabawne czytadło, które zostało skrzywdzone tą kompletnie nieadekwatną okładką. Ale stało się, więc pozostaje tylko żałować.

Przyjemna opowieść o kobietach rodziny Waverley, z których każda ma pewien dar, nie zawsze uświadomiony, jednak bardzo potrzebny, by całość historii mogła się rozegrać. Teoretycznie zwykłe miasteczko, przeciętni ludzie, a wśród nich właśnie one, przyciągające uwagę, czasami kłopoty. Przez wątek tych specjalnych uzdolnień, smakowitych opisów i relacji między kobietami w danej rodzinie, miałam wrażenie, że ta książka przypomina mi cały czas – w delikatny sposób, i dobrze! – książki Joanne Harris z cyklu Vianne i Anouk. Czytało mi się bardzo dobrze, lepiej od kolejnej kisążki tej autorki – „Słodki świat Julii”.

*****

To na razie tyle. Jeżeli koncept chwyci, to od czasu do czasu będę takie notki tworzyła, bo zdecydowanie czytam więcej, niż zdołam opisywać, więc może jest to jakaś alternatywa. Jak Wam się podoba? Sugestie ewentualnych zmian też są mile widziane 🙂

„Cukiernia pod Amorem. Hryciowie” – Małgorzata Gutowska Adamczyk

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia, 2011

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 496

Moja ocena: 4,5/6

Ocena wciągnięcia: 5/6

*****

No i co ja mam powiedzieć. C’est fini! Nie spotkam już Zajezierskich, Cieślaków, Hryciów oraz wielu innych osób. Nie wejdę już na ciastka „pod Amora”, nie pojadę bryczką do Zajezierzyc, ani nie odwiedzę teatru Giny. Troszkę smutno, jednak nad smutkiem króluje zadowolenie z tego, że chociaż przez te trzy tomy dane mi było spędzać czas w tym arcyciekawym świecie.

Ten tom obfituje w wydarzenia – utraty majątków, ich rozwój u innych osób, porwania, śmierci, zagubienia i odnalezienia. Z zapartym tchem śledziłam na przykład losy Giny (swoją drogą wyrosła ona na moją ulubioną bohaterkę calej trylogii), jej prowanie przez gestapowców i dalsze losy, zastanawiałam się, jak jej się będzie wiodło. Mą wielką sympatię zyskał też Adam Toroszyn, który okazał się być dzielnym i mądrym człowiekiem. Kibicowałam Celinie, której silna wola i determinacja wzbudziły u mnie duży szacunek. Żal mi było hrabiego, który umierając miał poczucie straty i przegranego życia. Sporo mam zresztą sympatii dla bohaterów tego cyklu, mało która postać tak naprawdę wzbudziła mą dużą niechęć, można je policzyć na palcach jednej ręki.

Autorka zamknęła cykl, odpowiedziała na główne pytania, jednakże zgrabnie pozostawiła w czytelniku niedosyt. Chciałoby się więcej i więcej. Jednakże zastanawiałam się ostatnio, czy dobrze by tej sadze zrobiło dalsze jej ciągnięcie i doszłam do wniosku, że raczej nie. Tutaj smaczku dodaje połączenie wątku historycznego z teraźniejszym, odnajdywania odpowiedzi na pytania, które postawiła przed nami historia, uroku dodawały majątki, szlachta, śniadania wielkanocne i stroje od najlepszych krawców paryskich. A jeżeli przeniesiemy się tylko do teraźniejszości? To o czym będzie ta opowieść?

„Cukiernię pod Amorem” polecam każdemu, kto lubi długie, kwieciste, barwne i przekonujące sagi rodzinne. Tym, którzy lubią smakować świat przedstawiony w powieści, lubują się w nieznacznych szczegółach, ale jednocześnie nie obejdą się bez wartkiej akcji. Autorce udało się to połączyć i przez to stworzyła cykl, który przekonał do siebie tysiące czytelników. © Agnieszka Tatera

„Dłonie” Małgorzata Szymańska-Warda

Wydawnictwo: Ligatura, 2005

Oprawa: miękka

Liczba stron: 329

Moja ocena: 5/6

Ocena wciągnięcia: 5/6

*****

Książki Małgorzaty Wardy miałam ochotę poznać już od dłuższego czasu. Z jednej strony przez wiele bardzo pozytywnych recenzji, z drugiej przez entuzjazm blogowo-biblionetkowej znajomej. A, że na horyzoncie rysowała się okazja spotkania autorki, to połączyłam przyjemne z pożytecznym i zakupiłam „Dłonie” na charytatywnej aukcji WOŚP 🙂 I od mniej więcej trzech tygodni mam problem: jak opisać „Dłonie” i moje wrażenia z  lektury. Będzie ciężko, ale spróbuję.

„Dłonie” to opowieść o pięciu młodych kobietach, których życie łączy się ze sztuką. Są one bardzo zróżnicowane pod każdym względem, mają jednak cechy, które je łączą: bardzo bogate charaktery, skomplikowane życie osobiste, łączność ze światem artystycznym oraz mnóstwo dylematów i pytań, które siedzą im w głowach. Książka ta przedstawia ich historie – wielowarstwowe, przeplatające się, przejmujące. Jest to opowieść o dojrzewaniu, rozwoju, odnajdowaniu swojego miejsca w życiu, próbach, sukcesach, porażkach, szczęściu i bólu. Nie mam nawet zamiaru opisywać fabuły bardziej szczegółowo, bo po pierwsze to zabierze zbyt wiele miejsca, a po drugie uważam, że fabuła jest tak rozbudowana i różnorodna, że opisywanie jej nie ma większego sensu. Należy zwyczajnie przeczytać „Dłonie” :).

Autorka stworzyła naprawdę bardzo ciekawe osobowości, dała bohaterkom masę charakterystyk i doświadczeń. Każda z nich jest unikatowa, bardzo dopracowana, wiarygodna. A już to, jak ciągnięte są ich historie, jak się przenikają, łączą i rozdzielają, to czysty majstersztyk. Na początku styl, który autorka wprowadziła do opowiedzenia tej historii zależności trochę mi przeszkadzał, nie mogłam się „wgryźć”, ale po pewnym czasie oswoiłam się z nim. A na końcu – jak widać w mych powyższych zachwytach – zaczęłam go cenić. Cała książka jest naprawdę dobrze stworzona – wszystko jest przemyślane, szczegóły są dopracowane.  Małgorzata Warda operuje dobrym językiem, jednocześnie całkiem bogatym, ale też realistycznym, życiowym.

„Dłonie” aż buzują od emocji! Jest to jedna z najbardziej przejmujących książek, jakie ostatnio czytałam. Różnorodność bohaterek oraz ich doświadczeń powoduje, że łatwiej się zaangażować w historię ich życia, wejść w tę pajęczynę losów. Cały czas stawiałam się na ich miejscu, jednocześnie moje odczucia co do każdej z nich nieustannie się zmieniały – raz było mi danej bohaterki żal, by za kilkanaście stron zmienić odczucia – zaczynała mnie wkurzać, a potem znowu martwiłam się o nią. I tak w kółko :).

Ta przeszywająca opowieśc zdecydowanie zachęciła mnie do sięgnięcia po kolejne książki tej autorki. Jedna już czeka na półce, a potem przyjdzie czas na resztę. Polecam wszystkim, którzy lubią dobrą polską prozę, niepowierzchowną i mądrą oraz tym, którzy chcieliby się przekonać do polskich autorów :).