Pragnienie największe na świecie! („Miłość na szkle” – Barbara Sęk)


in vitro ciaza nieplodnosc

Premiera 18 lutego!

Mieszkanie?  

Praca?  

Kasa?  

Różnorakie możliwości?  √

Pragnienie? Hm… Przyjrzyjmy się temu!

Poznajcie małżeństwo – Anetę i Wojtka Raczyńskich. Bliżej im do czterdziestki, niż trzydziestki. Dobrze ustawieni, z fajnymi pracami, niezłymi zarobkami, pięknym mieszkaniem. Świat zwiedzili, przyjemności przeżyli mnóstwo, teraz pora na dziecko. W końcu pora na dziecko. Przynajmniej Aneta zaczyna coraz silniej odczuwać uciekający czas i bijący zegar biologiczny.

Rok radośnie podejmowali próby, czerpiąc z nich masę frajdy, jednakże nie osiągając zamierzonego skutku. Nadeszła pora, by spojrzeć prawdzie w oczy – coś jest nie tak i należy dowiedzieć się, o co chodzi. I w taki właśnie sposób trafiają do doktora Haliszewskiego, znanego specjalisty od leczenia niepłodności. A wtedy zaczyna się droga przez mękę! Badania, badania, jeszcze więcej badań. Godzące w godność osobistą zabiegi. I wyniki – zawsze takie same. A po nich kolejna próba i kolejna…

W międzyczasie ich małżeństwo zmienia się coraz bardziej i to w błyskawicznym tempie. Na początku widzimy Wojtka-błazna, który ze wszystkiego żartuje, a z wielu rzeczy szydzi. Nie radzi sobie z faktem podjęcia leczenia, a jeszcze bardziej z tym, co z niego wynika. Na dodatek sam nie wie, na ile pragnie dziecka, a na ile pragnie uszczęśliwić żonę. A to znowu nie pomaga w przykładaniu się do leczenia.

Aneta zmienia się przeraźliwie. Z radosnej, inteligentnej, pełnej życia kobiety zamienia się w zombie skupionym tylko na jednym – ciąża, ciąża, ciąża, dziecko! Nic do niej nie dociera, jakby wyłączyła myślenie, za nic nie potrafi się komunikować z Wojtkiem, za nic ma też jego uczucia. Prze do przodu za każą cenę. Musi urodzić dziecko!

Wojtek z kolei nie radzi sobie z własnymi uczuciami, ze zmianą żony, z problemami w pracy i jeszcze z wieloma innymi wydarzeniami, które go dotykają. Życie zaczyna go przygniatać, a on zaczyna przeżywać emocjonalny kryzys, zachowuje się – jak dla mnie – alogicznie.

„Miłość na szkle” trafiła do mnie dlatego, że takie było życzenie autorki, szczerze muszę się przyznać do tego, że w ogóle nie zwróciłam na nią wcześniej uwagi. Z pewnymi obawami do niej podchodziłam, bo temat trudny, a sporo z nim związanych książek na nim poległo. A tutaj?

Barbara Sęk poradziła sobie według mnie całkiem nieźle. Atmosfera rozwija się, emocje narastają, a my obserwujemy, jak zmienia się rzeczywistość tych dwojga. I mimo ich zachowania nie da się im nie kibicować. Trzymałam kciuki za to, by w końcu pojawił się płód, by dziecko zaczęło się rozwijać w macicy Anety, by Wojtek mógł zacząć wyczuwać jego pierwsze ruchy. Zaangażowałam się w ich historię.

Historia napisana jest sprawnie, z niezłym rozłożeniem akcji i punktów zwrotnych. Język potoczysty, taki, jaki funkcjonuje w naszej rzeczywistości. „Baboli” językowych nie stwierdzono, korekta i redakcja się spisała.

Jedyna moja zagwozdka to nagromadzenie nieszczęść. Wszystko powoli toczy się do przodu, a tu nagle bach, bach, bach! Bohaterowie zostają zawaleni lawiną nieszczęść na każdym możliwym poziomie życia. Nie chcę zdradzać szczegółów, ale to zachwiało trochę mą wiarą w prawdopodobieństwo. Bo pewnie, często się zdarza, że dzieją się różne rzeczy w tym samym czasie, ale tu było ich naprawdę wiele i to takich naprawdę z grubej rury. Pewnie, to zapewne pomaga czytelnikowi w tym, by jeszcze bardziej kibicował bohaterom i życzył, by w końcu ich los się odwrócił. Dla mnie to było ich ciut zbyt wiele.

Jestem laikiem, więc nie mnie oceniać na ile autorka przygotowała się do napisania tej książki. Na mnie zrobiła wrażenie dobrze przygotowanej, ciekawa jestem zdania kogoś, kto w temacie siedzi. Jeżeli ktoś z Was zna się na tematyce leczenia niepłodności i przeczyta tę książkę – dajcie znać, dobrze?

Powieść ta stworzona jest z punktu widzenia Wojtka. Taki zabieg jest raczej rzadko stosowany przez autorki. A tutaj jest to jeszcze dodatkowo o tyle trudniejsza sztuka, że trzeba wejść w głąb bohatera na poziomie naprawdę mocno emocjonalnym. Trzeba rozważać to, co dotyczy ukochanej kobiety, istoty posiadania dziecka, problemów z jego poczęciem, nie są to sprawy łatwe do zgłębienia u innej płci i do wiarygodnego ich opisania. Postać Wojtka wydaje się być całkiem dobrze skonstruowana. A w trakcie rozwoju książki zachodzi w nim istotna zmiana. Chociaż zakończenie było takie, że myślałam najpierw, że go uduszę, a potem zastanawiałam się, czy to był dobry wybór, takie, a nie inne zakończenie. Ciekawe, jak zostanie odebrane przez innych czytelników!

A w związku z pisaniem z perspektywy Wojtka, to bardzo jestem ciekawa, jak jego wiarygodność oceniłby czytelnik. Panowie, chętnie ojcowie, sięgnijcie po tę książkę i porównajmy wrażenia, co? Będę bardzo wdzięczna, bo straszliwie mnie to nurtuje!

Rozpisałam się, ale tematyka książki jest według mnie bardzo istotna, szczególnie w aspekcie zmian społecznych i tego, że coraz więcej par decyduje się na dziecko na tyle późno, że musi korzystać z pomocy lekarzy i specjalistycznego leczenia. Zresztą nasz tryb życia nie sprzyja bezproblemowemu zachodzeniu w ciążę. Temat ważny, książka dobrze oddaje problem i ludzkie reakcje na niego. Także te społeczne, bo bohaterowie muszą radzić sobie funkcjonując wśród krewnych, współpracowników znajomych.

To także powieść o ludzkiej bezradności w momencie, gdy stajemy przed takim, a nie innym problemem. Jak niewiele możemy zrobić, a to, co możemy zrobić jak bardzo uzależnione jest od możliwości finansowych. Jak wiele jesteśmy w stanie zrobić, by wtedy podjąć każdą możliwą próbę. I jak bardzo jesteśmy właściwie wtedy samotni, niby we dwoje, a jednak nie…

Tak czy siak, książkę polecam osobom zainteresowanym tematem oraz tym, którzy lubią książki pełne emocji, wymagające opowiadania się po czyjejś stronie, dotykające niepopularnych społecznie tematów. Jest w niej kilka drobiazgów do poprawienia (to nawarstwienie nieszczęść + np. szybkość zmian psychicznych zachodzących w Anecie), ale są to na tyle drobne rzeczy, że nie wpłynęły na moją całościową ocenę książki. A zasłużyła na czwórkę z plusem!

Advertisements

13 thoughts on “Pragnienie największe na świecie! („Miłość na szkle” – Barbara Sęk)

  1. O nieszczęścia to akurat często u mnie chodzą tabunami, a nie grzecznie parami, jak powinny. Ale zgadzam się z Tobą, że to może wydawać się nieprawdopodobne i ja też za tym nie przepadam w literaturze. Dlatego na przykład bardzo mi nie po drodze z Jodi Picault. Książki nie czytałam, więc nie wiem na ile to wszystko odnosi się do rzeczywistości, ale mam wrażenie, że parę takich historii dzieje lub działo się wokół mnie, i że przemiana w Anetę-zombie to dość powszechny problem. Zainteresowało mnie natomiast to, że jest to pisane z punktu widzenia mężczyzny. Myślę, że to może być duży plus.

    1. Grendella – ja wiem, że często sporo złego się dzieje, ale tu naprawdę praktycznie same najgorsze rzeczy się wydarzyły w krótkim czasie. I to mnie odrobinę przystopowało. Ja książki Picoult nawet lubię (chociaż bardziej te bez wątków „spirytystyczno-magicznych” 😉 ), ale w liczbie 1 na rok.

      Przemiana w Anetę-zombie to rzecz bardzo prawdopodobna i w to jestem w stanie uwierzyć bez problemu. Tylko miałam wrażenie, że tu nastąpiło to jakoś błyskawicznie.Może tak bywa przy osobach słabszych psychicznie, nie wiem. W każdym razie czynnik czasu często bywa problematyczny w książkach, przynajmniej wg mnie 🙂

      Ano, punkt widzenia to ciekawy zabieg, nie powiem. Bardzo marzy mi się porównanie z wrażeniami z lektury, zobaczymy, może będzie mi to dane 🙂

  2. Ja z kolei zauważyłam tę książkę już ze dwa tygodnie temu i bardzo chcę ją przeczytać. Temat po części utożsamiam z własnymi problemami z zajściem w ciążę. U mnie na szczęście nie zdiagnozowano żadnych poważnych chorób, które uniemożliwiałyby mi bycie matką. Jednak przeżyłam poronienie i dwie trudne w prowadzeniu ciąże, które kończyły się leżeniem plackiem, zabiegami i zwolnieniem tempa życia….Bardzo chcę przyjrzeć się tematyce i jej ocenie przez mężczyznę, bohatera, Wojtka. To byłoby dla mnie nowe i pouczające doświadczenie.

    Ale się rozpisałam…Jak nigdy 🙂

    1. Aleksandrowe myśli – bardzo się cieszę, że się tak rozpisałaś! 🙂

      Wierzę, że dla osób posiadających dzieci, a już zdecydowanie dla tych, które borykały się tak lub inaczej z dorobieniem się potomka, to może być bardzo istotna lektura, tym bardziej, że chyba nie ma ich u nas zbyt wielu? Bardzo jestem ciekawa właśnie recenzji pisanej z takiego punktu widzenia, więc liczę na to, że dorwiesz ją, przeczytasz i podrzucisz link, jak recenzja będzie gotowa 🙂
      Straszne to jest, ile czasami człowiek musi wycierpieć, by w końcu móc przytulić tę małą kruszynkę, któej przyjścia na świat tak pragnął!

      1. A ludzie, którzy nie myślą o dzieciach, nie chcą ich i co gorsza podrzucają w krzakach czy wyrzucają do śmietnika, tym samym skazując je na pewną śmierć, rozmnażają się z lekkością i prędkością światła…. To przykre, niesprawiedliwe, przerażające.

        1. Oj tak, zawsze mnie to dołuje… Mam ochotę takich ludzi niezbyt ładnie potraktować, bo w dzisiejszych czasach jeżeli ktoś nie chce mieć dziecka, to naprawdę łatwo jest tego uniknąć. A nie sprowadzać je na świat, a potem tak traktować…

  3. Miałam już przyjemność przeczytać tę książkę i uważam, że bardzo wiarygodnie przedstawia problem leczenia niepłodności, gdyż znam ten temat z autopsji. Wiem także, że nieszczęścia lubią chodzić nie tylko parami, ale i tabunami, dlatego to nawarstwienie nieszczęść wcale nie uważam na za naciągane. Również zaakceptowałam szybkość zmian psychicznych zachodzących w Anecie, bo niestety tak bywa, że w pewnym momencie kobieta doznaje jakiejś ”ślepoty” i wszystko wokół przestaje mieć znaczenie poza tym jednym konkretnym celem- urodzenie dziecka. Mimo to nie popieram jej decyzji, którą podjęła wbrew mężowi. Według mnie to było egoistyczne z jej strony. Ale nie będę już spoilerować. Ogólnie jestem zdania, że autorka wykonała kawał dobrej roboty.

    1. Cyrysia – o widzisz, i to jest dla mnie ciekawy punkt widzenia. Ja bardzo ostrożnie podchodzę do problemu „wiarygodności w czasie”, bo całkiem często bywa to – szczególnie u młodych stażem pisarzy – pewnego rodzaju problem. Miłość po grób w 3 dni, ciąża trwająca 12 miesięcy, zmierzch w grudniu o 19 i inne takie – bardzo różnorodne – kwiatki. Ale mogę też dopuścić do siebie myśl, że może są kobiety, które potrafią się tak bardzo tak szybko w tej sytuacji zmienić. Nie zamierzam się spierać, bo zwyczajnie nie czuję się ekspertką 🙂 Ale z tymi wszystkimi – naprawdę solidnymi – nieszczęściami w tak krótkim czasie to jednak rzadko bywa. Ok, pewnie bywa 😉

      Faktycznie, ta końcowa sytuacja była przedziwna, ale ona w ogóle w pewnym momencie przestała przestała go przecież kompletnie słuchać, nic do niej nie docierała, miała w nosie to, co mówi i czuje. Przynajmniej ja to tak odebrałam.

      Książka faktycznie ciekawa, wciągająca i bardzo emocjonująca. Ja pewnie podchodzę do tego chłodniej, ze względu na to, że nie jestem matką 🙂

      1. Każdy inaczej odbierze tę książkę, i nastolatka, i młoda kobieta niemająca dzieci, i matka, która nigdy nie miała problemów z zajściem w ciążę, i osoba, która wie, co to znaczy długotrwałe leczenie niepłodności. Wszystko zależy od stopnia świadomości i własnych doświadczeń.Ja niestety znam ten temat z własnych czteroletnich starań, które na szczęście skończyły się (wprawdzie częściowym) happy endem. Jednak nie lubię o tym pisać, bo to zbyt bolesne przeżycia. Dlatego też ”Miłość na szkle” odbieram zupełnie inaczej, bardziej emocjonalnie.

        A zachowanie Anety strasznie mnie irytowało. Liczyło się tylko to, co ona chce i pragnie. Resztę miała głęboko gdzieś.A przecież ”taką” ważną decyzję podejmuje się wspólnie, a nie samemu. Dlatego moją sympatię zdobył jedynie Wojtek. Bardzo mi się podobało jego specyficzne poczucie humoru. Szczególnie śmiałam się jak głupia, czytając jego ”rozmowę” na portalu z żoną. To było mega 🙂

  4. Mam wrażenie, że dużo powieści o tej tematyce powstało i ciągle powstaje. Wprawdzie nie czytałam żadnej, która byłaby poświęcona tylko temu wątkowi, ale jednak ostatnio motyw niepłodności obecny jest w tak wielu historiach, że na razie czuję przesyt.

  5. Agnieszko, bardzo dziękuję za tę recenzję. Chociaż muszę przyznać, że chyba bardziej się cieszę z tego, że trwają pod opinią dyskusje i o książce, i o problemie niż z czwórki z plusem. Cel osiągnięty. 🙂 Bardzo Ci dziękuję! Uff, kamień z serca.

  6. O – mam tę książkę na półce. Do tej pory czytałam powieści, w których była mowa o problemach z płodnością, ale amerykańskich autorów. Ciekawa jestem, jak sobie poradzi z tym tematem Barbara Sęk, choć z Twojej recenzji wynika, że nieźle. Najbardziej mnie kusi właśnie ów męski punkt widzenia. Przypominam sobie powieści z narratorem wszechwiedzącym opisującym co tkwi w jednej i drugiej osobie…

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s