Świąteczny paradoks


boze narodzenie, swieta, milosc
Fot. Johan Hansson (flickr)

Co roku przeżywam to samo. Świąteczny paradoks.

Z jednej strony uwielbiam Święta przygotowywane w sposób, który od lat jest stosowany przez moich Rodziców. Tradycyjne potrawy, duuużo potraw, wypucowany dom, pełno ozdób, wielu gości (no, nie na Wigilię, ale później już tak), sporo objadania się.

Z drugiej strony chronicznie nienawidzę biegania, załatwiania „bo musi być”, kolejek, ludzi warczących na siebie w sklepach, autobusach etc. Latania ze szmatą, stania godzinami nad garami, a później kręgosłupa bolącego od stania nad zlewem. Wtedy zawsze zastanawiam się: po co?

Gdzie ten złoty środek? Jak znaleźć balans, szczególnie, gdy to de facto nie zależy ode mnie?

Na razie podążam za tradycją. Bo wiem, że gdy już Rodziców zabraknie (brrr…), to nie będzie nic, tradycja się zawali. Dlatego milczę, doceniam i czerpię z niej radość. Staram się tylko pacyfikować zapędy pod hasłem „a może jeszcze…” 😉

A jak to wygląda u Was?

Jakkolwiek spędzacie Święta – życzę Wam, by były dobre. A tym, którzy (teraz lub w ogóle) Świąt nie spędzają – spokoju i wypoczynku. Niech nam wszystkim dobrze będzie! 🙂

PS. A jeżeli ktoś nie czytał jeszcze tekstu „Święta o zapachu grzybowej” to serdecznie zapraszam do lektury!

Reklamy

12 thoughts on “Świąteczny paradoks

  1. Tez nie lubię tej całej bieganiny. Ale od paru lat jesteśmy na Wigilie we dwoje, (bo z różnych powodów nie jeździmy do Polski) i jest jakby spokojniej. Robimy tylko kilka ulubionych potraw, a ponieważ nie lubimy jeść tego samego przez tydzień (no chyba, ze pierogi, hehe), to nie jest tego tez za dużo. Przyznam, ze brakuje tych dużych rodzinnych przygotowań, choć na pewno nie nerwówki i korków, jakie zwykle panują w okolicy świąt.
    Odpoczynku i szczęśliwości na te święta życzę 🙂

  2. I ja nie znoszę tego całego rabanu wokół świąt i chociaż to ja za organizacje i przygotowanie odpowiadam minimalizuję ; szczególnie zakupy…tylko to co konieczne….

    Ale miło czytać, że lubisz tę tradycję rodzinnych Świąt……kiedyś jednak być może sama ją będziesz kontynuować chociaż dzisiaj się zarzekasz. I tego Ci życzę a teraz czerp całymi garściami z tego ciepła jakie jak czytam w Twym domu jest……radosnego i spokojnego świętowania…….

    1. Lolanta – Ja na razie korzystam z tego, że Święta są u Rodziców. A od czasu przeprowadzki do W-wy, to wręcz przyjeżdżam na gotowe. Nie omija mnie więc tylko miejski aspekt przygotowań – dzikie tłumy z szaleństwem w oczach, warczenie na innych ludzi itp. Pewnie ja świętowałabym podobnie do Was. O ile w ogóle, bo w pojedynkę odechciewa się świętowania… 😉 Za to gdy tylko siadamy do Wigilii, to już tylko i wyłącznie lubię Święta 😉

      Natanna – w mojej rodzinie pokutuje pojęcie „a może zabraknie??”, a to przecież najgorsza zbrodnia na świecie 😉 Więc jest tego wszystkiego tyle, że przy powrotach do domów (moim, brata, chrzestnego) każdy dostaje pełno jedzenia. Szczególnie oni, bo jadą autem, więc można szaleć 😉 A i tutaj jeszcze potem resztki je się przez x dni i mrozi na dodatek 😀
      Lubię tę tradycję, jest czymś szczególnym, mam wrażenie, że czymś co powoli ginie z naszego świata. Ja nie tyle się zarzekam, co nie będę miała dla kogo. Gdy kiedyś zabraknie Rodziców i Chrzestnego, to zostanie tylko dużo starszy ode mnie brat, który mieszka daleko ode mnie i ja. A ten rozmiar „grupy” ogranicza już mocno ideę takiego świętowania, jakie jest teraz u nas w domu.
      Dzięki! Czerpałam i dalej będę czerpać, chociaż Święta się skończyły, ale jeszcze trochę w domu rodzinnym posiedzę 🙂

  3. Święta czas kontrastów ;). Ja na przykład uwielbiam świąteczno-wigilijny rozgardiasz, ale nadmiar czasu spędzonego w duuużym gronie po pewnym czasie mnie męczy ;). // Wesołych! 🙂

  4. Złoty środek? Każdy musi znaleźć go sam 🙂 Gdy wyjeżdżam do rodziny na święta, zdaję się na nich. Gdy robię sama, robię tak, by się za bardzo nie narobić, ale by pachniało świętami.

    1. J. – hahaha, coś w tym jest 🙂 Ja nienawidzę tego rozgardiaszu, bo ludzie robią się nerwowi, warczą na siebie, potrącają się, taranują wózkami i w ogóle. I wszędzie są tłumy, a ja nie cierpię być w tłumie 😉 U mnie duuuuuże grono jest tylko w jeden dzień, więc da się to przeżyć (bo też nie przepadam), poza tym jesteśmy tylko w piątkę 🙂

      Agnes – no właśnie, toteż też się zdaję na nich. Chociaż amoku społecznego przez te 1,5 miesiąca nie daje się uniknąc (chociaż go minimalizuję kupując jak najwięcej online). Ja na razie Świąt nie robię – raz, że w jednym, małym pokoju nie mam szans na to, a dwa – tu się w pierwszy dzień Świąt zjeżdża rodzeństwo Mamy, do W-wy by nie przyjechali 😉

  5. Najważniejsze, by szukać tego złotego środka i odnaleźć jakiś wewnętrzny spokój. Może okaże się, że to co ważne jest związane właśnie z najbliższymi – tylko jak ich namówić, żeby wszystkiego było mniej?

    1. Dominika – staram się pacyfikować rodzinkę, ale nie wychodzi mi to, niestety :/ Jedyny sukces z tego roku to fakt, że udało mi się ukrócić jeden deser (przy torcie, 3 ciastach i 3 rodzajach ciastek :P). Poza tym jest tak, jak pisałam w komentarzu do Natanny. Taka stara szkoła – stół ma się uginać od jedzenia, ma być go jak najwięcej i jak najróżnorodniej. To nic, że potem wydajemy to wszystko i/lub mrozimy i jemy przez x czasu 😀
      Ale to tylko jeden z aspektów. Bardziej nie lubię szaleństwa, jakie na to 1,5 miesiąca ogarnia społeczeństwo. Tych dzikich tłumów wszędzie, amoku w oczach, warczenia na siebie, taranowania się wózkami, łokci wbijanych w boki innych, normalnie, jakby o życie walczyli. Brrr…

  6. Przypomniała mi się scena z mojego osiedla – otworzyli nową knajpkę „Jak u mamy”. Przechodzą dwie panie w wieku podwujnie balzakowskim i fukają „Jak u mamy to masz, jak sam sobie ugotujesz”. Założę się, że święta mają te panie też wymaksowane.
    Co do mojej rodziny – rodzice wyznaja zasadę „wszystkiego dużo”, jak nie wyrabiają sie z własną produkcją, to jest jedzenie kupne, ale tak na maksa, po sufit. Teściowie natomiast realizuja program – grzybki a la prababcia, pierożki al la babcio-ciocia Ziuta (oba przepisy z XIX wieku). No i w zasadzie możnaby pozwolić jednym i drugim realizowac się w swoim szaleństwie kulinarnym, tylko, że z roku na rok mają coraz mniej sił.
    Także też nie wiem, jak z tym złotym środkiem, niestety.

  7. Też odczuwam taką ambiwalencję. Uwielbiam Święta, jedzenie, spędzanie czasu z rodziną, lenistwo przy romantycznych komediach i świątecznym ciasteczku. Uwielbiam widzieć reakcje bliskich na prezenty, które ode mnie otrzymują i cieszę się, jak dziecko z prezentów, które otrzymuję. I też nie lubię galerii i sklepów w dni przedświąteczne, jestem chora, gdy muszę iść po te prezenty, które sprawią bliskim radość.

    A Święta poczułam dopiero w Wigilię rano, gdy z mężem ubieraliśmy choinkę 🙂 Potem było już z górki!

  8. My w przyszłym roku planujemy zrobić Wigilię u nas w Warszawie. 🙂 Tradycję szanuję, więc w ramach możliwości będę chciała, żeby była przygotowana zgodnie z nią. Ale bez żadnej przesady, wszystko ze zdrowym rozsądkiem i uszanowaniem własnego zdrowia. 🙂 Nie będzie żadnego „musi być”, co najwyżej „chcę, aby było” 🙂

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s