Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono („Głosy Pamano” – Jaume Cabre)


old journal diary
Fot. Joel Montes de Oca (flickr)

Oriol Fontelles. Zdrajca. Pupilek faszystowskiego burmistrza miasteczka. Tchórz zamieszany w morderstwo dziecka. Kolaborant, którego zostawiła nawet żona. Brzydziła się nim. Zostali mu tylko kolesie z układu, tuszowanie kolejnych zbrodni i nadużyć oraz samotność.

Oriol Fontelles. Bohater. Ukrywający na strychu powstańców i zbiegów. Pośredniczący w kontaktach grup walczących z reżimem. Ratujący życie wielu ludzi.

Oriol Fontelles. Człowiek. Zagubiony, niepewny siebie, przerażony. Nieszczęśliwy i marzący o tym, że pewnego dnia zdoła naprawić wszystkie błędy i odzyskać szacunek do siebie samego.

Tak, to opowieść o Oriolu i jego życiu. Ale to także opowieść o małym miasteczku na hiszpańskiej prowincji, o jego mieszkańcach, ich losach, o małej i wielkiej historii. I o emocjach, którymi aż kipi dookoła Toreny. Czasami są to emocje głęboko ukrywane, czasami takie, które wydostają się na wierzch, nie zmienia to faktu, że miłości i nienawiści jest tam mnóstwo.

Jednak to nie tylko opowieść o Oriolu i Torenie. To także opowieść o Tinie Bros, skromnej nauczycielce, która po wielu latach odkrywa pamiętniki Oriola i poznaje do tej pory nieznaną część jego historii. Dla niej jest on nie faszystą bez serca, a człowiekiem takim, jak każdy z nas, którego losy potoczyły się jednak o wiele bardziej skomplikowanie, niż większości jego sąsiadów. I który mając świadomość, że raczej marne ma szanse na wykaraskanie się z takiej sytuacji, postanawia pisać pamiętnik, który chciałby jakoś przekazać swemu dziecku. Dziecku, którego nigdy nie widział.

Znalezione zeszyty są przyczynkiem do powrócenia do dawnych lat, odgrzebania dawno zapomnianych chwil, do skrywanych sekretów. Powoli wyjaśnienie historii Oriola, wybielenie jego pamięci staje się prawie że obsesją Tiny. Jednocześnie pomaga jej jednak radzić sobie z problemami, które wkroczyły do jej życia. Odkrywanie tej historii pozwala jej skupić się na czymś innym, pozbyć się części emocji, ostygnąć.

To, co najbardziej mi się w tej powieści podobało, to fakt, że tak świetnie odwzorowuje życie i ludzkie zachowania. To, jak dosadnie pokazuje, że nikt nie jest taki, jaki się wydaje, każdy z nas ma swoje tajemnice, swe skryte marzenia i uczucia, wydarzenia, które zagrzebał na dnie pamięci. Prawie nikogo nie bylibyśmy w stanie tak łatwo jednoznacznie ocenić, gdybyśmy poznali o nim całą prawdę. A zresztą, czymże jest prawda?

Świetnie jest też pokazana nasze zamiłowanie do oceniania innych, do szufladkowania ich, do wydawania sądów kategorycznych i na wieki. Do tego te wszystkie plotki, intrygi, których to małe miasteczko jest pełne, te wszystkie rozgrywki międzyludzkie. Aż chciałoby się powiedzieć: nic, co ludzkie nie jest Cabre obce! Świetnie mu wychodzi opisywanie ludzi i ich życia, i to mimo stylu!

Właśnie, styl… Na początku myślałam, że padnę lub nie dotrwam nawet do setnej strony. Zdania, które potrafiły zacząć się kilka lat temu, a skończyć kilka lat po drugiej wojnie światowej. Dialogi „wpuszczone” w tekst bez wyróżnienia. Rzucanie czytelnika po czasie i przestrzeni. Do tego dziesiątki hiszpańskich nazwisk, rodów, domów, nazw miejscowości, nazw geograficznych itp. I powtórzenia, sporo stylizowanych powtórzeń. Uch, jak ja tego wszystkiego nie lubię! Ale jakoś po dotarciu do mniej więcej 120 strony weszłam w tę opowieść. Przestałam zauważać to, co mi wcześniej zgrzytało, a dałam się porwać losom Fontellesa, Bros i miasteczka. Powoli wpadałam w stan, w którym nie mogłam się oderwać od tej powieści, musiałam jak najszybciej poznać ją całą. I mimo tego, że przeczytałam ją już jakiś czas temu, ciągle we mnie mocno tkwi.

Z pewnością „Głosy Pamano” to nie jest łatwa, przyjemna i relaksująca powieść. Nie ten typ. Ją trzeba czytać w skupieniu, powoli, zastanawiając się nad treścią. Ale warto, bo to świetna książka! Mimo stylu, mimo powtórzeń i zalewu nazw i nazwisk, to historia o człowieczeństwie, o samym jego sednie. O kłamstwach, prawdzie i półprawdach. O milczeniu i przemilczaniu. O oczach, które obserwują nas w ciemności i językach, które mówią o nas w każdej chwili naszego życia. Warto ją poznać dla przewrotności, z jaką autor bawi się z czytelnikiem, dla świetnych portretów psychologicznych bohaterów powieści oraz dla pytań, które rodzą się w głowie w trakcie lektury. I dla pytania, które pewnie zrodzi się w głowach większości czytelników. Co JA bym zrobił, gdybym był Oriolem, Elisendą, Tiną, Targą…? 

glosy pamanoWydawnictwo: Marginesy, 2014

Oprawa: twarda

Liczba stron: 656

© 

Advertisements

27 thoughts on “Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono („Głosy Pamano” – Jaume Cabre)

  1. Ha, właśnie skończyłam swoją recenzję, ale widzę, że „Głosy Pamano” czytają teraz wszyscy… Mnie się ją czytało dosyć łatwo, porwała mnie swoją historią, tak że nie zwracałam uwagi na styl

  2. I to jest ta długa recenzja? Phi 😉
    „Głosy Pamano” od jakiegoś czasu czekają na swoją kolej i zapewne niedługo się za nie wezmę. Myślę, że to będzie świetna lektura na jesień 🙂

    1. Joly_fh – o, to muszę pójść i przeczytać, w końcu mogę bezkarnie nadrobić wszystkie te recenzje 😀 Ja ją przeczytałam już dawno, prawie miesiąc temu, ale musiała poczekać na swoją kolej i moją wenę 😉 A co do stylu, to ja na początku miałam swoistą przeprawę, ale to wszystko dlatego, że ona prezentuje stylistykę, której generalnie w książkach nie lubię. Chociaż – jak widać – z wyjątkami 🙂

      Tanayah – no patrz, a tak się gryzłam po klawiaturze, by dłuższa nie była 😀 Czy to będzie świetna lektura na jesień, to nie wiem, każdy ma swoje potrzeby, jedni lubią takie wymagające tomiszcza, inni czytadła. Więc zobaczysz 😀

      1. Ja na ciepłe dni lubię głównie czytadła, a na chłodniejsze – wymagające większego skupienia 🙂 Dlatego sobie wykoncypowałam, że Cabre będzie świetny na jesień 😀

  3. Recenzja wcale nie jest za długa… Miałam podobnie czytając Wyznaje. Początek był trudny, męczący, ale potem nurt historii mnie porwał i docenilam konstrukcję zdań. Bardzo lubię takie książki, ale wiem, ze są wymagające. Głosy… czekają na czytniku, więc na pewno przeczytam.

    1. Edyta – 🙂 Wezmę to pod uwagę przy pisaniu innych! Ja nabrałam ochoty na Wyznaję. I dobrze się właściwie stało, że zaczęłam od tej książki, bo tamta jest ponoć trudniejsza, więc będę psychicznie przygotowana 😉

      Justyna W. – o tak, Elisenda to mistrzostwo. Tu o niej nie pisałam, bo miałam wrażenie, że już napisałam zbyt wiele, ale jestem pełna podziwu dla autora za jej postać, robi wrażenie! Stanowczość, konsekwencja i skuteczność w realizacji planów – niesamowite!

  4. Po lekturze „Wyznaję” byłam przygotowana na ten styl, więc bez problemu wciągnęłam się. Także zastanawiałam się, co bym zrobiła na miejscu Oriola, który nie jest postacią jednoznaczną.

    1. Bombeletta – fakt, tematyka zdecydowanie do przyjemnych nie należy, ale książka jest stworzona w taki sposób, że porywa. I tyle 🙂 Lubię takie książki od czasu do czasu, bo wzbudzają tyle emocji i refleksji!

      Kasia – ja jeszcze „Wyznaję” nie czytałam (chociaż po tej lekturze planuję to nadrobić), więc była to dla mnie zupełna nowość. No właśnie, ja też się nad tym zastanawiałam, tak samo, jak nad Elisendą i nie wiem. Mogę sobie dumać, że pewnie zachowałabym się tak, ale tylko takie sytuacje tak naprawdę udzieliłyby mi odpowiedzi na to pytanie. Zdecydowanie Oriol nie jest postacią jednoznaczną, zresztą mało kto w tej książce jest 🙂

    1. Ślubna Herbata – to czytaj, moim zdaniem warto. Tylko faktycznie, lepiej mieć moment, gdy możesz ją czytać powoi i w skupieniu, inaczej nie będziesz mogła z niej czerpać w pełni.

      Małgosia Maćkowiak – dlaczego?

  5. ja się tak zakochałam w tym pisarzu, że na /targach w Krakowie chyba padnę z wrażenia przed nim trupem. Dawno książka nie dostarczyła mi tyle emocji, do tej pory nie wiem co sądzić o Oriolu, postać Elisendy to mistrzostwo, ale wszystkie postaci to mistrzostwo, każda zapada w pamięć, bo jest tak skonstruowana, że no nie ma bata, pamiętać się ją będzie do końca życia chyba. A ten styl- ja w niego weszłąm jak w masełko, bardzo mi odpowiada. Coś niesamowitego!

    1. Mag – ach, że mnie nie będzie wtedy w okolicy! 😀 Ja na razie się nie zakochałam, ale jestem na tyle zaintrygowana, że jestem na dobrej drodze. Zobaczymy, co mi zrobi „Wyznaję” 😉 I masz rację, te postacie są tak mistrzowsko stworzone, że ciągle nie mogę wyjść z podziwu. Pod względem psychologicznej głębi postaci, to inni mogą się od niego uczyć!

  6. Jak tak dalej będziesz robić, to przez Ciebie rzucę te wszystkie siedem napoczętych lektur 😉 i wezmę „Wyznaję” i Moersa z półek i rozpocznę kolejne dwie..;P i będę dopiero miała misz -masz w głowie.. 😉

    1. Kasia Sawicka – hahahaha, spokojnie, nie uciekną 🙂 Czytaj to, co porozpoczynałaś, bo ksiązkom będzie smutno 😉 A jak skończysz, to wtedy sięgnij po którąś z nich, chociaż są tak skrajnie różne (na tyle, na ile znam „Wyznaję”), że nawet nie wiem, którą miałabym Ci polecić najpierw 🙂

      Dofi – jeżeli Ci się podobało, to faktycznie, nie pomijaj. Chociaż z tego, co słyszałam, to jest bardziej „lajtowa” od „Wyznaję” 😀

    1. Lolanta – moim zdaniem dla niektórych książek warto przełamywać swą niechęć. Np. dla tej. Albo dla McCarthy’ego, którego od momentu przeczytania „Drogi” bardzo podziwiam i czytam kolejne jego książki.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s