Czytanie rozwija? Guzik prawda!


97_105561975

Po kolejnej „dyskusji” na Facebooku musiało mi się ulać. A wolę tutaj, bo łatwiej mi się tu rozmawia, no i nie będzie opcji, że nie wyświetli mi się jakieś powiadomienie :> Wybaczcie emocje, pisane na gorąco!

Wczoraj w grupie Dyskusyjny Klub Książki odbyła się rozmowa, która była kroplą, która przelała czarę. Mówimy, że czytanie poszerza horyzonty, rozwija logiczne myślenie, umiejętność argumentacji, poprawia różnorakie zdolności. A ja coraz częściej myślę sobie: akurat, tere fere! Gdy obserwuję, jak rozmawiają ze sobą ludzie, którzy niby są tak oczytani, wyrabiają -dziesiąt czy wręcz -set procent normy czytelniczej, są niby bystrzy, inteligentni i kulturalni, to coraz częściej mi ręce opadają.

Gdzie widzę problem?

1. Umiejętność czytania ze zrozumieniem.

To chyba coś, co jest na wyginięciu. I czytanie książek niestety nie oznacza, że czytelnicy potrafią czytać ze zrozumieniem. A może potrafią, ale tylko książki, a z krótszymi formami sobie nie radzą? Przeglądając różnorakie internetowe rozmowy co chwilę łapię się za głowę widząc, jak często ludzie czytają argumenty innych bez nawet cienia zrozumienia.

2. Umiejętność logicznego myślenia.

To już chyba coś, co wymarło, prawie że dinozaur. Wyciąganie wniosków z tego, co się przeczytało w wypowiedziach innych to chyba jakiś mit. Święty Graal, jednorożce albo i insza inszość.

3. Umiejętność dyskutowania.

To już nawet nie jednorożce. To coś, co chyba nawet bajką już nie jest 😉 Wymiana poglądów, odnoszenie się wzajemnie do swoich argumentów, wnioskowanie, analiza w szerszym kontekście, traktowanie tego, jako dyskusji, a nie obrazy osobistej, a więc brak rzucania focha lub atakowania rozmówców – ktoś w ogóle jeszcze kojarzy taką formę komunikacji? 😉

O punkcie dodatkowym, czyli o tym, jak to czytanie niby rozwija styl, słownictwo i zapobiega robieniu błędów, to się nawet nie zająknę, bo wszyscy wiemy, jak wyglądają teksty na blogach 😉

A to wszystko aż kwitnie w dyskusjach na blogach, portalach literackich czy grupach czytelników na FB. I to mnie przeraża, bo teoretycznie to niby „elita” i „intelektualiści”. Wczoraj Ania Klejzerowicz aż wrzuciła na tę grupę link do definicji dyskusji. Nie dziwię jej się, też miałam taką ochotę. Ale wybrałam opcję notki antystresowej.

A wszystko dlatego, że nie jestem w stanie pojąć, jak to możliwe, żeby ludzie tak bardzo nie potrafili się wzajemnie ze sobą komunikować! Czy na serio wracamy do czasów pomrukiwania, pochrząkiwania, ewentualnie: Kali jeść, Kali pić, łup, chlast? Myślenie aż tak bardzo boli? 😉

Dużą tu widzę winę kombinacji: szkoły po reformach + rodzice, którym – mam wrażenie – coraz częściej nie zależy na rozmawianiu z dzieckiem + media, które prawie wyłącznie ogłupiają ludzi + ludzkie lenistwo. Chociaż może się mylę, zawsze tak było i tak będzie. Tylko jeżeli tak, to nie chwalmy się, jacy to jesteśmy cudni, myślący, rozwinięci i w ogóle ech i ach, a to wszystko dzięki temu, że czytamy tyle książek.

Chociaż pewnie i tak każdy z nas myśli, że jest wyjątkowy, a tylko inni są do dupy 😉

PS. I tak, wiem, generalizuję. Tylko spróbujcie rozmawiać o grupach, społeczeństwach czy zjawiskach w nich zachodzących bez uogólniania. A potem wróćcie tutaj podyskutować 😛

PPS. A by dopełnić antystresową rolę tej notki – kilka grafik:

internet-argument-309539

internet-argument-309542

298818672_035db3d61c_o (1)

1373635096_gc7ngs_600

Advertisements

33 thoughts on “Czytanie rozwija? Guzik prawda!

    1. Wiem, wiem, ułuda 😉 Ale ciągle mi się od czasu do czasu wydaje, że z ludźmi czytającymi książki powinno dać się porozmawiać. I ciągle się dziwię, jak często jest to niemożliwe :/

      Generalnie a propos rozmów w necie nie mam złudzeń. Tylko wpienia mnie ta schizofreniczna sytuacja, że z jednej strony mnóstwo czytelników ma się za lepszych od innych, a jak przychodzi co do czego, to kompletnie nie widać różnicy 😉

      1. Wyjdzie, że się czepiam… ale może podyskutujmy na poziomie. Z jednej strony wyśmiewamy, czy też jesteśmy zaniepokojeni tym jak ludzie oczytani odnoszą się do siebie w internecie, a z drugiej nie boimy się pod tekstem krytykującym taki stan rzeczy napisać komentarz (cytuję) „Dyskusja? W internecie?? Buahahahahahaha. Tyle w temacie :P”. Jeśli my nie zmienimy poziomu dyskusji w internecie, to kto? Agnieszko warto mieć nadzieję, że coś się może zmienić.

        1. Ze swojej strony chciałbym bardzo przeprosić za swoje niestosowne zachowanie, głośny śmiech i zaniżanie poziomu tej, z pewnością fascynującej, dyskusji. I obiecuję więcej tego w tym miejscu nie robić.

  1. Dyskusje i „dyskusje” w internecie mają to do siebie, że zostają na piśmie, więc się nam wydają nie wiadomo jakim łamaniem zasad. A ileż dyskusji w czasach przedinternetowych wyglądało tak samo? „A ty jesteś głupi i nic nie rozumiesz”, klasyczny finał 🙂 Tylko po paru dniach już nikt nic nie pamiętał, co najwyżej niektórzy chodzili obrażeni ciut dłużej 🙂

  2. To ja tylko dwie informacje uzupełniające, bo na dyskutowaniu się nie znam.
    Nie tylko ja jestem wyjątkowy, inni też są wyjątkowi, ale zarazem nie tylko inni są do dupy, ja też jestem do dupy ( czasami oni, czasami ja )
    A co do szkoły i młodzieży. Strasznie trudno jest teraz przekonać dzieciaka, że niektóre rzeczy można robić inaczej niż koledzy, że to, że niektórzy rodzice pozwalają grać na komputerze po 8 godzin dziennie niekoniecznie musi być normą. Tutaj uzupełnienie tej tezy
    http://macierzynstwo-bez-lukru.blogspot.com/2014/01/do-poczytania-tajemnicze-gropodi.html
    Świat komputerów coraz bardziej nas zmienia, niektórych rzeczy nie powiedzielibyśmy sobie stojąc twarzą w twarz

  3. Czytanie książek, jak i zdobyte wykształcenie, dzisiaj nie jest żadną miarą inteligencji czy posiadanej wiedzy. Jak ktoś przeczyta kilka „identycznych” romansideł, nie znaczy że jest inteligentny, czy oczytany, a grafika świetnie pokazuje „dyskusję” w internecie.

    1. Podpisuję się pod tą wypowiedzią obydwoma rękami.
      Dzisiaj nie czyta się klasyki, i na blogach bez żenady się do tego głównie młodzież przyznaje a wiele obecnie wydawanych książek pisane jest fatalnym językiem, językiem prawie, że ulicy.
      Nie mam pojęcia jak wyglądają obecnie lekcje j. polskiego, ale pamiętam swoje, które sprawiły, że zasady pisania tekstów do dzisiaj pamiętam. Mogę mieć już kłopoty z ortografią, ale ze stylem pisania w miarę sobie jeszcze radzę chociaż do szkoły chodziłam w 60-tych latach.
      A jeżeli chodzi o dyskusję to jedno można stwierdzić, że oprócz braku merytorycznego odnoszenia się do tematu w jakim toczy się dyskusja często dyskusja pokazuje jak jesteśmy źle wychowanym narodem, jakie mamy braki w obyciu kulturalnym mimo iż podobno mamy kto wie czy nie najwięcej wykształconych ludzi. Rodziny, szkoły, studia nie uczą kultury osobistej i tu jest pies pogrzebany.

  4. Nie należę do tej grupy na FB więc nie wiem, co aż tak Cię poruszyło, ale przecież nie trzeba znać tej konkretnej sprawy by dojść do wniosku, że sporo jest racji w Twoich przemyśleniach. Myślę, że sporo jest przyczyn takiego stanu rzeczy. Przede wszystkim: miejsce, czyli internet, gdzie każdemu się wydaje, że jest anonimowy, bo co innego podyskutować z kolegą z pracy (można wyjść na debila i potem trzeba będzie codziennie przez 8 godzin pracy świecić oczami przed połową firmy), a co innego „wymądrzać się” na forum w internecie, gdzie jeśli nawet występuje się pod swoim imieniem i nazwiskiem, to przecież nie ma obowiązku utrzymywać kontaktów z dyskutantami później. Wydaje mi się, że w internecie często też działamy odruchowo – jest bodziec – jest reakcja. I potem wychodzą takie kwiatki jak te z obrazków, które wkleiłaś do wpisu. To, co najbardziej boli to fakt, że te komentarze piszą ludzie, którzy czytają więcej niż średnia krajowa – aż strach zapytać jak dyskutuje reszta społeczeństwa.
    kolodynska.pl

  5. Według mnie, ciągle w podniesieniu poziomu dyskusji w internecie przeszkadza anonimowość, która pozwala wypowiadać się zawsze, wszędzie i na każdy temat, każdemu. A, że ktoś czyta książki nie znaczy, że coś z nich „wyciąga”, tak samo ktoś chodzący do szkoły, nie jest od razu naukowcem 🙂 Wszystko albo przyjdzie z czasem albo dany ktoś jest na tyle ograniczony, że nic nie będzie w stanie pomóc…

  6. A gdzie konkretnie miała miejsce wspomniana dyskusja czytelnicza? Ja często czytam amatorskie recenzje filmowe i tutaj też nie jest wesoło. Np. jeśli ktoś w dyskusji podaje zbyt wiele argumentów w celu poparcia swojej tezy, najczęściej zarzuca się mu niepotrzebne rozkładanie filmu na czynniki pierwsze. Bo „przecież do filmu s-f nie można tak dosłownie podchodzić”. Prawdziwą perełką dającą pożywkę dla dyskutanctwa jest tu film „Prometeusz”, którego brak spójności wiedzie prym wśród ostatnich wysokonakładowych produkcji. Ale dla niektórych nawet kilkanaście argumentów uzasadniających, że film jest gniotem, to „niepotrzebne czepianie się”, bo przecież takie super były efekty, i Obcy był, i Charlize Theron też;)

  7. Nie jestem pewna, czy duża ilość przeczytanych książek ma cokolwiek wspólnego z poziomem inteligencji. Niedawno rozmawiałam z osobą, która przyznała, że już od dawna czyta w taki sposób, że po paru stronach książki nie pamięta już, co było wcześniej. Ot, czyta. by czytać i nie przykłada uwagi do treści. Tłumaczy to zmęczeniem po pracy etc. Wychodzi na to, że można czytać i Czytać.

    Dyskusji w Internecie od dłuższego czasu już unikam, bo często zaczynały się ciekawie, z argumentami, z wymianą opinii, własnym zdaniem. Chciałam dorzucić i swoje zdanie, ale im bardziej zagłębiałam się w rozmowę, tym bardziej dyskusja się rozjeżdżała, a rozpoczynał bal wzajemnych pretensji i krótkich form w stylu: „co Ty tam wiesz”. Zwłaszcza, gdy jeszcze można to zrobić w formie anonimowej. Mam wrażenie, że czasem do konkretnej dyskusji pewne osoby przyłączają się tylko po to, by ją rozsadzić i zakończyć tzw. dużą ilością „hejtu”. Dla rozrywki. Szkoda.

  8. Staram się nie unikać internetowych dyskusji i konfrontacji, bo zawsze, i to nie jest żart, ZAWSZE wychodzi z kogoś chamstwo, rasizm, antysemityzm, seksizm i dziesiątki innych izmów łącznie z idiotyzmem, o których nigdy wcześniej nie posądziłabym tych osób. Ekran komputera tworzy tarczę i pozwala pisać to, czego w życiu nigdy byśmy nikomu nie powiedzieli. Opadają bariery i zaraz potem opadają łapki.
    A co do czytania ze zrozumieniem – jeśli nie rozumie się samego tematu dyskusji, nie rozumie się tezy i argumentów osoby, która pisze codziennym, najzwyklejszym językiem, to nawet czytając 5000 książek miesięcznie cudów się nie wymyśli 🙂
    Trzymaj się ciepło Agnieszko i bez nerwów, bo szkoda ich na internetowe potyczki 🙂

  9. Bo to nie samo czytanie książek rozwija, ale to jak je czytamy i co czytamy – trudno uczyć się logiki, argumentacji z książek typu „lekka przyjemność”, bo one same zazwyczaj mają braki logiczne… choć w sumie można by się z nich uczyć jak nie wygląda logika 😉 I to nie samo czytanie tych lekkich rzeczy szkodzi, co ograniczanie się tylko do nich. Mnie wręcz zastanawia ten brak stawiania sobie poprzeczki (i nie przekonują mnie usprawiedliwienia typu brak czasu, sił itp. – można czytać choćby jedną wartościową i trudniejszą książkę rocznie, byle ją czytać). Wydaje mi się też, że ważne jest to, jak czytamy – czy uważnie, skupieni na słowach, czy na wyścigi, bo „tyle jest superastych nowości w kolejce”.
    Pewnie zawsze tak było, różnica jest jedna: kiedyś ludzie chyba bardziej wstydzili się głupoty, dzisiaj wypaczają hasło „jestem jaki jestem” i rozumieją je nie tylko jako akceptację siebie, ale jako pobłażanie własnych wad.

    1. Podpisuję się pod Twoim tekstem, Agnieszko! Podsumowałaś dokładnie to, co razie mnie w Internecie najbardziej w tematach okołoksiążkowych. A komentarz Amatorki K. zawiera to, co sama bym dopisała 🙂
      Odnoszę wrażenie, że osób piszących w Internecie o książkach (głównie na blogach) są tysiące, może kilkadziesiąt tysięcy(?). A blogów, na które zaglądam, bo warto (czytaj: ich autorzy sięgają po wartościowe lektury, czytają je ze zrozumieniem, piszą z zachowaniem zasad języka polskiego, potrafią dyskutować), znam może 30… Zachłannie szukam nowych miejsc w sieci, które mogłabym do tej swojej listy „do przeglądania” dołączyć, ale trudno nawet znaleźć takie „porządne” blogi w morzu tych poniżej krytyki… A wszystkie prowadzą osoby, które rzekomo „czytają”. Czytanie czytaniu nierówne.

  10. Trudno mi dyskutować z tym, co piszesz, bo właściwie się zgadzam. O ile czytanie MOŻE pomagać nam się rozwijać, to wcale nie musi. Bo do rozwoju nie wystarcza czytanie, potrzebna jest autorefleksja. A kto ma czas na autorefleksję, skoro musi wyrobić jakąś narzuconą sobie normę w czytaniu? Żartuję trochę, oczywiście. Uwielbiam natomiast ten obrazek, pokazujące „legitimate argument” i będę go pokazywać swoim uczniom i studentom w tym roku. Naprawdę sporo czasu zajmuje mi przekonanie ludzi, że powiedzenie „jest tak, bo ja tak uważam i koniec kropka” nie jest argumentem. Frustruje mnie, że tak dużo czasu mi to zabiera i nie zawsze przynosi rezultaty. Ale czasami sobie myślę, że jeśli już w końcu kogoś do tego przekonam, to może jest to ważniejsza wiedza niż chronologiczny podział utworów Szekspira na etapy 😉 Jak sądzisz?

  11. Przede wszystkim odnoszę wrażenie, że niektórzy zapomnieli, że nie tylko moja racja jest jedyną racją. Inni też mają prawo do własnego zdania – pod warunkiem, że potrafią je logicznie uzasadnić (a tego najczęściej brakuje). Nie mam nic przeciwko wymianie argumentów, szkoda, że inni odbierają to jako atak, a nie powód do rozmowy.

  12. Ech, czytanie ze zrozumieniem. Na studiach mnie uczono, że tylko 7% ludzi – 7%! – w pełni rozumie to, co czyta. A rozwój komunikacji obrazkowej nie poprawia sytuacji. Pokolenie ajfona nie zrozumie ironii, jeśli nie umieścisz w wypowiedzi uśmiechniętej buźki. Chyba pora się z tym godzić…
    Kiedyś jeszcze mi się chciało dyskutować w internecie – teraz właściwie tego nie robię, bo jestem dziwnie przekonana, że w ciągu kwadransa oberwę argumentem ad personam. Szkoda; lubię dyskusje, ale jestem zdania, że wolność słowa to też odpowiedzialność za to słowo. Nie chce mi się już szarpać z ludźmi, którzy myślą, że są złośliwi (bo to ponoć cecha inteligentnych), a są zwyczajnie agresywni. Ale – jest i inne oblicze tego zjawiska, taka pasywna agresja. Niedawno czytałam o czymś, co jest moim wielkim konikiem i o czym dużo wiem. Zauważyłam, że autor powtarza nieprawdziwą informację, więc uprzejmie zwróciłam na to uwagę, podając wersję faktyczną. Efekt? Zostałam zablokowana 🙂 A byk nadal w tekście wisi.

  13. Rodzice mają problem- coraz częściej uważają (ba! nawet mówią o tym głośno), że to szkoła ma wychowywać ich dzieci. Szkoła ma problem- dzieci niewychowywane w domu, bez kontroli i zachęty ze strony rodziców są ciężkim materiałem do pracy. Dzieci mają problem- wyrastają na niepotrafiących myśleć logicznie i samodzielnie dorosłych, którzy potrafią robić tylko to co im się każe nie wykazując ŻADNEJ inicjatywy.

    Przerażające jest to, że odsetek takich osób jest coraz więcej. Co z tego czy czytają czy nie? To tylko rozrywka dla umysłu. Kiedyś były dla niego pożywką, dziś coraz mniej osób traktuje je w taki sposób…

  14. Jak uczy nie tylko wspomniana przez Ciebie dyskusja, nie tylko czytanie nie rozwija. Nie rozwija nawet pisanie o książkach, co widać nie raz nie dwa. I zgadzam się, że zawsze tak było, dziś tylko coraz trudniej o tym zapomnieć, tym bardziej że każdy chce wypowiedzieć jedynie swoje zdanie. nie przejmując się zupełnie czyimś głosem, nawet jeśli jest on zbieżny czy wręcz identyczny. Pozostaje mieć nadzieję, że to minie, że przetrwają jakieś oazy, jakieś osoby w tym nowym średniowieczu, gdzie liczą się plemienne związki oparte o doraźne interesy lub wręcz mody.

  15. Właściwie wszyscy wypowiadający się już przede mną mają wiele racji, ale clou problemu wskazała, według mnie, grendella – całkowity brak lub szczątkowo i wybiórczo praktykowana autorefleksja, a nawet w ogóle – refleksja.

    Przerażają mnie, prawdę mówiąc, osoby, czytające masowo, deklarujące przeczytanie jakichś kosmicznych ilości książek rocznie. Już nawet nie chodzi o to, ile z takiego czytania naprawdę w człowieku zostaje, stając się pożywką do jakichś rozważań, do autentycznego rozwoju. Intryguje mnie szczerze, czy ludzie „zaliczający” książki w takim taśmowym cyklu dysponują umiejętnościami – duchowymi, intelektualnymi – „przerobienia” tych wszystkich lektur, a jeżeli tak, to jak z nich korzystają.
    Przyznaję, że rzadko mam do czynienia w Internecie z rozmową o książce, którą chce mi się śledzić – także na blogach książkowych (nie chcę, od razu zastrzegam, kolejnej dyskusji na ich temat, odwołałam się do blogów tylko w ramach przykładu ilustrującego głos ludzi czytających w sieci). Niby się czyta, ale tak naprawdę niewiele się z tej lektury wynosi, a przecież każdy dobiera sobie takie książki, które, teoretycznie, znajdują się w kręgu jego czytelniczych zainteresowań. Tymczasem, po miesiącu od lektury niewiele już na jej temat można powiedzieć, po kilku – prawie nic, po roku – zostaje gdzieś w tyle głowy jakieś mgliste wspomnienie. Te książki gdzieś giną, niby przeczytane. Korelacja z innymi lekturami prawie nie istnieje. Refleksja jest ulotna, krótkotrwała, powierzchowna. Autorefleksja przybiera najczęściej formę ustosunkowania się, czy autor wyraził moje spojrzenie na świat, czy się z nim rozminął. A przecież dyskusja o książce powinna być – tak ja o tym myślę – wywracaniem tejże na nice i babraniem się w jej trzewiach do upadłego (tak, jak o tym pisze wyżej „kasia” w odniesieniu do filmów), bo im się chętniej i głębiej dłubie, tym lepiej 🙂 Co natomiast mamy z reguły? Streszczenia, ślizganie się po powierzchni, jakieś nawiązania do prywatnych przeżyć czytelników, mających z reguły wprowadzić w „nastrój” lektury, no i nieśmiertelne docinki własne, zaraz obok niekończących się przytakiwań. A już nie daj Boże, mieć to „swoje zdanie”! Zagryzą raz dwa. Fakt, rzadko kto ma również taką odwagę cywilną i siłę wewnętrzną, żeby w obliczu ujadającego tłumu wytrzymać, nie wycofywać się, nie usuwać, bronić swoich racji, wciąż i wciąż argumentować, ale też nie zamykać się na argumenty innych.

  16. dajcie spokój, jakiś małolat napisał durny tekst, a ponad dwa razy starsze koleżanki niepotrzebnie zaczęły z nim dyskusję, która niczemu nie służy. jest młody, naiwny i z wielu rzeczy wyrośnie. cała ta dyskusja była totalnie niepotrzebna i nic nie wniosła.

  17. Bylabym ostrozna z tym wyciaganiem wnioskow z tego, co się przeczytało w wypowiedziach innych. Jesli pisze, ze pada deszcz i nie chce mi sie wstac z lozka to znaczy to, ze pada deszcz i nie chce mi sie wstac z lozka. To nie znaczy, ze wezme parasol, to nie znaczy, ze zostane w lozku, to nie znaczy miliona innych rzeczy. Prosze nie dorabiac sobie ideologii i nie wyciagac wnioskow, ktorych nie ma. Brac to co najprostsze bez doszukiwania sie.

  18. Po pierwsze uważam, że jednak na każdy z pkt, które wymieniłaś, ma wpływ nie tylko, ILE się czyta, ale również CO. Bo statystyki można niestety niezłym chłamem podbijać.
    Dwa: świat niestety jest coraz bardziej konsumpcyjny, obrazkowy i rozleniwiający. Po co się wysilać, żeby myśleć?Żeby kogoś zrozumieć?
    A trzy: emocje. Dajemy sobie prawo do bezgranicznego wyrażania emocji i górowania nad wszystkim. A jak emocje wezmą górę, to niestety myślenie zostaje daleko w tyle:/

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s