
Filip Nadziany to policjant, który słynie z tego, że przydarzają mu się nietypowe wypadki, a na dodatek żaden sprzęt elektroniczny go nie lubi. Ot, taki pechowiec! A gdy pewnego dnia jego ekhm… szczególne zdjęcia zostają rozesłane po wszystkich mniej lub bardziej znajomych osobach, Filip decyduje się na zmianę przypisanej jednostki. Postanawia wykorzystać spadek, który otrzymał dawno temu i wyprowadzić się na wieś. W końcu przecież wiejski komisariat będzie oznaczał więcej spokoju, prawda?
Krystian Dziany to kolejny przypadek policjanta, który nie radzi sobie w pracy. Po serii pechowych przypadków dociera do momentu, w którym mówi: dosyć, nie chcę dłużej pracować w tym zawodzie! Jednak lubi taki typ pracy, więc decyduje sie na bycie prywatnym detektywem. W rozkręceniu interesu pomaga mu brat, który jednak nie wtajemnicza młodszego braciszka w szczegóły zleceń. A to wszystko dlatego, że…
Gianni to spec od spraw trudnych. Załatwi wszystko i wszystkich, wystarczy odpowiednio mu zapłacić. A na dodatek jest niezmiernie skuteczny, profesjonalny i dyskretny. Dzięki temu jest bardzo wysoko ceniony przez wszelkich mafiozów. Jedna ze spraw ściąga go do Polski i łączy losy tej trójki.
Chyba jasne już jest, że z takiego połączenia może wyjść tylko spektakularna katastrofa?
Całe szczęście jest to katastrofa w bardzo dobrym stylu! Do tej pory czytałam tylko jedną książkę autorki, kilka lat temu („Lilith”), podobała mi się, ale była to zupełnie inna bajka. Dlatego do tej pory nie mogłam pojąć tych zachwytów „o jaka fajna, śmieszna literatura!”. Teraz już wszystko rozumiem – autorka stylistycznie podchodzi pod Chmielewską, jednak w całkowicie nowoczesnym stylu. Lekkość stylu, poczucie humoru autorki i solidnie przez nią opanowana polszczyzna – to zdecydowanie zalety tej książki.

Do tego dochodzą bohaterowie i pomysł na fabułę. Nie jest on może nowatorski, ale w tej „branży” trudno być nowatorskim. A autorka dodała od siebie tyle smaczków, że czytało się naprawdę dobrze. Barwni bohaterowie, wartka akcja, delikatne wątki miłosne (tak samo od czapy, jak reszta fabuły ;p) – komedia kryminalna jak się patrzy! Dawno nie miałam okazji czytać takich książęk, więc jestem przeszczęśliwa, że w końcu ktoś zdecydował się pisać takie utwory!
Widać, że autorka wie, co robi (czy też raczej: co pisze) i robi to dobrze! Ja dołączyłam do fanów jej twórczości i serdcznie polecam tę książkę na lato – umili chyba każdy wakacyjny wyjazd!
PS. Znacie inne książki tego typu? Jakie?
Oprawa: miękka
Liczba stron: 304
Na pędzącym jeżu – hahaha, płaczę! Rudnickiej czytałam Natalii 5 i Drugi przekręt Natalii i pokochałam autorkę. Mam też jej pozostałe książki i czekają gdzieś tam na przeczytanie, a „Fartowny pech” na pewno do nich dołączy, i mam nadzieję, że szybko to nastąpi. Ale Natalie polecam, zwłaszcza pierwszą część i nie czytaj w tramwajach!
Teksty niesamowite. Jak będzie w promocji to może sobie zafunduję, bo śmiechu w wakacje nigdy zbyt wiele 🙂
Magda K-ska – co nie? 😀 Padłam, gdy to przeczytałam, wyobraźnię, to ona ma niezłą! 😀
Wszyscy mi polecają te Natalie, ja nawet pierwszy tom mam, tylko skąd brać czas, by to wszystko ogarnąć, chlip…
Zajeckicajec – oj tak, fajne teksty, zdecydowanie 😀 Pewnie prędzej czy później upolujesz, bo teraz promocji wiele 🙂
A poluję na wszystko jak się da (ciekawe czy mi na wakacje coś zostanie) 😉
😀 Oby! Powodzenia!
„Lilith” Rudnickiej jest czymś zupełnie odrębnym od reszty jej książek. Polecam bardzo jej „Natalii 5” oraz kontynuację – śmiech zagwarantowany:)
Koniecznie musisz poznać książki o Nataliach, są naprawdę przednie. Niby kryminały, a jednak w dobrym, luzackim stylu. Z tego co piszesz, „Fartowny pech” napisany został w podobnym klimacie 🙂
Burlesque i Klaudyna – kurczę, zmasowane przekonywanie do Natalii wszędzie, gdzie tylko wspomnę o Rudnickiej 😀 Pierwszy tom mam, spróbuję w tym roku jeszcze przeczytać! Żeby tylko ktoś mi dobę trochę wydłużył… 😉
Klaudyna – tak mi się wydaje (z opowiadań i recenzji sądząc), że są one faktycznie w podobnym klimacie 🙂
A mi jakoś nie podeszło…
Daftcount – a co konkretnie? Rodzaj humoru? Fabuła? Ciekawa jestem!
Ponieważ Chmielewską uwielbiam, muszę sprawdzić, kto zacz ta Rudnicka. Może ją też zacznę uwielbiać?
Agnes – tylko ostrzegam lojalnie – nie nastawiaj się dokładnie na to samo, bo może tak nie zachwycić. Upłynęło jednak XX lat, Olga Joanną nie jest, ale typ humoru ma niezły, sprawiła mi ta lektura przyjemność. Nie zaśmiewałam się tak, jak przy niektórych książkach Chmielewskiej, ale jednak uśmiechu i chichotania było sporo 🙂