Zatrzymane chwile #5


Naprawdę polubiłam ten cykl! Zdecydowanie wpasował się w chęć „płodozmianu” i mój fotograficzny fioł 😉 Chociaż może powinnam nazwać to raczej „fiołem uwieczniania wspomnień”, bo nie pretenduję do tytułu fotografa roku. Ale to akurat jest mało ważne.

Znowu pobiłam rekord – 41 zdjęć! O dziwo, jest zdecydowanie mniej książkowo, co zresztą sami zobaczycie. Większość tych zdjęć to efekt mojego udziału w wyzwaniu „100 happy days”. Zwracam uwagę na to, co danego dnia poprawia mi nastrój, uszczęśliwia, wywołuje uśmiech na twarzy. Pozwala mi doceniać bardziej te małe szczęścia, jest to bardzo fajna sprawa!

I jakby co – pamiętajcie, że po kliknięciu zobaczycie większą wersję danego zdjęcia.

Długi weekend majowy wiązał się z pobytem u mnie mojej Mamuśki 🙂

U góry po lewej główna bohaterka, czyli moja rodzicielka. Obok wynik łowów „galeryjnych”, moje były bardzo udane, Mamy też niezłe. Oprócz szaleńst zakupowych były też inne, np. teatr. „Oniegin” w tej wersji był świetną rozrywką, polecam! A wieczorem przed wyjazdem otrzymałam prezent pożegnalny – budyń z domowej roboty dżemem. Mniam!

Przekąska, która wzbudziła mój lekki stupor – „Party mix” dla kotów… No nie wiem, może ze mnie schizol, że nie robię naszej kotce imprez? Cytat z tej recenzji, czyli mój kolejny powód do dumy. Na dolnym lewym zdjęciu kreatywna przesyłka od Muzy, czyli skrzyneczka słodkich pomarańczy (pomarańcze pożarliśmy razem ze współpracownikami, ale skrzynkę udało mi się przywieźć do domu, fajna jest) przysłana razem z książką o Italii. A po prawej stronie symbol wieczoru spędzanego z przyjaciółkami, czyli porcja frytek jedzona w pięć osób tuż przed wyjściem na tramwaj/metro/autobus i powrotem do domów. Super było!

Dzień wśród książek, czyli na czytniku tekst przedwydawniczy, a obok dopiero co odebrana książka „Troje” (właśnie kończę jej lekturę). W majowym zabieganiu znalazła się jednak chwila na 10 minut na słonku. Miło było przy tej fontannie, szczególnie, że obok odbywał się uroczy, nieporadny, nastoletni podryw 😉 Na dole bardziej kulinarnie – jeden z pysznych wiosennych obiadów, czyli domowej roboty ogórki małosolne, młode ziemniaki z koperkiem i sadzone jajka, mniam! A ostatnie zdjęcie prezentuje patio jednej z restauracji, w której lubię jadać od czasu do czasu weekendowe śniadania. Generalnie jest przydrogo, ale śniadania mają w cenach do przyjęcia i bardzo różnorodne. A na dodatek mają tak cudnie kolorowo – polecam „Blue Cactus”.

Jak na złość – w trakcie tak zajętego miesiąca – dopadło mnie potężne przeziębienie. Na początku próbowałam je kurować naturalnie – piwem wiśniowym 😉 Oraz oglądaniem kanału Klaudii Klary. Potem pocieszałam się przepysznymi kruchymi rurkami z kremem i tofii (uwielbiam budkę ze słodyczami niedaleko mego mieszkania, mają tam cudeńka!). Przyszło mi jednak wyposażyć się w „chusteczki”, przeziębienie przejęło władzę nad mym ciałem :/ Jednak pod koniec trafił się miły „uprzyjemniacz” w postaci wieczoru w babskim gronie – sałatka, alkohol i dużo rozmów 😉

Po spotkaniu z dziewczynami było kilka innych spotkań – maj był intensywny nie tylko roboczo, ale też towarzysko. Najpierw było czczenie odwiedzin koleżanki, a potem piwo kokosowe z blogerami 🙂 Storczyk, którego uratowałam od śmierci postanowił się odwdzięczyć i po raz drugi od reanimacji wypuszcza liść i łodygę – bazę pod kwiaty. No i w końcu trochę książek, czyli dzielenie się szczęściem z okazji odebrania takich fajnych przesyłek.

Nastał czas pyszności i coraz częściej na mym Instagramie pojawiają się właśnie foty z zakupów, ewentualnie gotowania. Ale oprócz zdrowych przekąsek czasami skuszę się na coś mniej zdrowego – te chipsy jednak szału nie robią, są ok i tyle. Książka, którą dostałam nagle, w trakcie picia piwka ze znajomymi, wszędzie dorwą blogerów 😉 A ostatnie foto to testowanie nowego smaku Somersby przy lekturze drugiej części „Golem i dżin”. Lemoniada (bo piwem jednak tego nie nazwę) jest pyszna, tak samo, jak wersja jabłkowa, luuuuubię!

Wieczór w Teatrze Kamienica zaliczam generalnie do udanych. Sztuka ciekawa, chociaż nie porwała, to jednak zapewniła rozrywkę. Kolejnego dnia rozrywkę zapewniali barmani w trakcie Ballantine’s Bartender Challenge, spróbowałam wtedy wielu interesujących drinków. W ubiegłym miesiącu – jako ekipa, która miała okazję swego czasu wprowadzać tę książkę na rynek – miałam przyjemność obejrzeć jej filmową adaptację. Jaki to fajny film! I jak dobrze, że zrobili go Szwedzi, a nie Hollywood. Naprawdę bardzo mi się podobało, wyszłam zachwycona! Świetnie dobrani autorzy, piękne ujęcia, dużo specyficznego humoru, świetny poprawiacz nastroju. A na ostatniej fotce widać, że ta książka towarzyszyła mi dobrych kilka dni – tak mało miałam czasu na czytanie w ubiegłym miesiącu!

Górnej fotki pewnie nie trzeba nikomu tłumaczyć. Powstała pierwszego dnia Targów, w drodze na nasze stoisko. O matko, ileż się działo przez te 4 dni! Niesamowite! Pierwszego dnia znalazłam jednak chwilę na to, by pójść na przedpremierowy pokaz filmu „Yves Saint Laurent”. Obawiałam się tego filmu, ale niepotrzebnie. Wywarł na mnie spore wrażenie, szczególnie grą aktorów. W targową sobotę otrzymałam niespodziankę od ekipy magazynu „Książki” – już po raz drugi dotarła do mnie szczególna personalizacja. Świetna sprawa, pomysłowości Wam nie brakuje, gratuluję! A ostatnie foto to słodki relaks w niedzielę po zakończeniu targów. O raju, jaka ja byłam wtedy zmęczona…

Dalszy błogi odpoczynek potargowy. Ale już dzień później aktywny wieczór spędzony z przyjaciółmi i Kinectem. Jakie to fajne ustrojstwo, nie wiedziałam, że zapewni nam tyle ruchu, a jeszcze więcej śmiechu 😉 Kolejny wieczór to pyszna obiadokolacja (szpinak, feta, makaron i prażony słonecznik, mniam!), kończenie książki i soundtrack Amelie w tle. A ostatnie zdjęcie to moje zaskoczenie, gdy zobaczyłam, któż to tłumaczył tę cudną książkę. Potem się już nie dziwiłam tym, jak fajnie się ją czyta 😉

Pierwsze zdjęcie było unaocznieniem mej dumy z tego, że tak regularnie robię ćwiczenia na mój zmasakrowany kręgosłup szyjny. Niestety, duma ta krótką była, bo już wybiłam się z rytmu i robię je coraz rzadziej :/ Muszę się poprawić! Kolejne zaskoczenie „darami losu”, czyli słodka przesyłka od Wydawnictwa Prószyński. A ostatnie trzy zdjęcia zrobione zostały na Food Blogger Fest w Agorze, gdzie wybrałam się po to, by odkrywać nowe zakątki blogosfery, tym milsze, że chyba jasne jest to, że i kulinaria całkiem mocno lubię. Na pierwszym zdjęciu z dwójką blogerów książkowych, na drugim lunch z Meat Meet oraz prezentacja świetnego miejsca, stworzonego przez ludzi z wielką pasją, czyli Meat Love. A na ostatnim torby pełne prezentów, czyli „bardziej opłaca się być blogerem kulinarnym, niż książkowym” 😉

I to byłoby na tyle. Tak wyglądał mój miesiąc. Jak Wam się podoba taka wersja? Lepsza taka foto-gadulcowa, czy też bardziej „sterylna” wersja z poprzednich czterech miesięcy?

Reklamy

8 thoughts on “Zatrzymane chwile #5

    1. Katarzyna Mastalerczyk – hehehehe, dobrze, i o to chodzi, by były miłe dla oka, chętnie właśnie optymistyczne 🙂 A co do robienia się głodnym – znam to dobrze, też tak mam przy oglądaniu zdjęć u innych 😉
      Dzięki za komplement dla Mamy! Zgadzam się z Tobą w zupełności, zawsze mi jej zazdroszczono. A szczególnie, że gdy była młodsza, to była bardzo zgrabna i bardzo elegancko się ubierała, więc wszystkie babki z okolicy starały się ją naśladować, a my mieliśmy ubaw 😉

      Kaye – oj miłe, miłe! Dzięki!

        1. Hehehehe, ja w porównaniu z nią praktycznie nie mam klasy w ogóle 😉

          Dzięki! Czasami się udaje. Oczywiście części jedzenia w ogóle nie robię fot, bo albo mi się nie chce, albo jest niefotogeniczne, albo coś innego 😉 Ale czasami się staram i wychodzi 🙂

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s