Wpis mocno sentymentalny, ale ciągle o książkach


Jak dobrze pamiętacie to, co czytaliście jako dziecko? A kilka lat później? Jakie były Wasze ulubione książki? A których nie mogliście strawić? Jakie są Wasze książkowe wspomnienia dzieciństwa?

Ja właściwie z najwcześniejszego dzieciństwa pamiętam bardzo niewiele. Wiem, że najpierw godzinami czytała mi Mama, a potem – niepostrzeżenie – uwolniłam ją od tego obowiązku. Ale nie pamiętam ani pierwszej przeczytanej samodzielnie książki, ani ukochanych lektur z pierwszych lat życia. Trudno, muszę wypytać Mamę, a jeżeli to nie poskutkuje – żyć z tym 😉

Ale pamiętam, że kochałam książki całym swoim sercem i nawet w tych ciężkich zaopatrzeniowo latach miałam ich całkiem sporo (chociaż oczywiście wtedy uważałam, że jest ich stanowczo za mało!). Były moimi przyjaciółmi i zapewniały dziewczynce z małej wsi podróż w nieznane, odkrywanie nowych światów, niezwykłych bohaterów, którymi mogłam się inspirować w zabawach. To były piękne chwile. Ale cieszę się jednocześnie, że nie utknęłam tylko z nosem w książce, ale też żyłam, żyłam intensywnie, czerpiąc z każdej chwili o wiele więcej nawet niż teraz. Ale to już temat na inny wpis.

Pamiętam oczywiście „standard”, czyli zaczytywanie się kolejnymi tomami Jeżycjady, odkrywanie książek o Ani z Zielonego Wzgórza (i oczywiście podkochiwanie się w Gilbercie, szczególnie, że krótko po lekturze zaczął lecieć serial i weekendowe poranki spędzałam wpatrzona w telewizor ;)), serie książek Joanny Chmielewskiej – o Janeczce, Pawełku i Chabrze oraz Teresce i Okrętce, no i oczywiście Pan Samochodzik i S-ka. A jakie inne książki pamiętam?

Pochłaniałam masowo książkach o zwierzętach. Ukochana „Burka i Bryś”, przecudowne, ciepłe i wzruszające opowieści psach. Poza tym naturalnie „Przygody Filonka Bezogonka”, „Puc, Bursztyn i goście” czy „Kochany zwierzyniec”. Co ciekawe – kompletnie nie pamiętam wrażeń z lektury książki „O psie, który jeździł koleją”. Może wyparłam ją ze świadomości? 😉 Za to do dzisiaj pamiętam jak bardzo uwielbiałam książkę „Dziewczyna i Carino”, jak się zapłakiwałam w momencie, gdy Carino działa się krzywda i jak kibicowałam późniejszym próbom powrotu do normy! A jak wielbiłam film…

Była też cała kategoria różnorakich baśni, legend, opowieści. Jednakże najukochańszą książką była „Bajarka opowiada. Zbiór baśni z całego świata”. Tam mogłam znaleźć coś dla siebie przy każdej potrzebie, nastroju, pogodzie 😉

Bajarka opowiada

Jednakże byli faworyci, zaczytani na śmierć, co przy tak słabo wykonywanych wydaniach oznaczało pozaginane grzbiety, kartki luzem i w ogóle nieszczęście. Ale za to treść zawsze wzbudzała wypieki na policzkach!

Najpierw były „Dzieci z Bullerbyn”, ukochane przeze mnie pewnie dlatego, że chciałam widzieć siebie samą w tej szalonej, nieustraszonej, ale dobrej i ciepłej Lisie. A miała na dodatek takie piękne, wolne i pełne przygód dzieciństwo! Była moja najukochańsza „Mała księżniczka”, która zachwycała mnie raz za razem, a przy której zawsze płakałam. To nic, że to był właściwie ideał bez skazy, uciemiężona idealna dziewczynka, zachwyt był niezmienny! Potem do kompletu doszedł jeszcze „Mały lord”, ale już tej książki nie przeżywałam tak bardzo. No i nie mogę zapomnieć o „Tajemniczym opiekunie”, którego też zaczytałam na amen.

Później doszło kilka innych. Najpierw Ewa Lach z jej cyklem „Zemsta rodu Sawanów”, potem „Awantura o Basię” i przecudowna „Panna z mokrą głową” (ach, ten serial!) i „Szaleństwa panny Ewy” (ach, ten film!!). A dzięki książce „Opowieści gęsiego pióra” pokochałam jeszcze bardziej opowieści historyczne (i do dzisiaj marzy mi się odwiedzenie zamku Krzyżtopór!).

Na koniec książka, która robiła na mnie zawsze piorunujące wrażenie – „Pokolenie Teresy”. Całe szczęście odkryłam ją już jako ciut starsza dziewczynka, nie totalny dzieciak. Przejmująca do bólu, zawsze wydawała mi się taka prawdziwa… Muszę ją przeczytać po latach i sprawdzić, jakie teraz będzie wrażenie z lektury.

pokolenie teresy

Na tym skończę. Jestem przekonana, że zapomniałam o wielu, wielu książkach. Jutro mogłabym pewnie napisać kolejną notkę, z jeszcze innymi książkami. Ale trudno, taki czar pamięci…

© 

Reklamy

26 thoughts on “Wpis mocno sentymentalny, ale ciągle o książkach

  1. Piękne książkowe wspomnienia 🙂 Z najwcześniejszych lat pamiętam serię „Poczytaj mi mamo”, ale tak naprawdę to u mnie zaczęło się od baśni – pamiętam szczęście, gdy mogłam w końcu przeczytać „Świniopasa” i „Słowika” samodzielnie 😀 Potem szaleni Bracia Grimm i Oscar Wilde. Ukochane na zawsze pozostaną „Dzieci z Bullerbyn” i wszystkie Muminki, chociaż największy sentyment mam do „Zimy Muminków”. Potem przyszła fascynacja Pippi i Madiką z Czerwcowego Wzgórza, a zaraz później seria o Ani z Zielonego Wzgórza (o tak! Gilbert!). Uwielbiałam również „Pięcioro dzieci i coś” Nesbit, „Tajemniczy Ogród” i „Małą Księżniczkę”. A potem już wczesna młodość 😉

    1. Bombeletta – ano, piękne 🙂 Ja baśnie też miałam „na tapecie”, ale niestety, nie pamiętam, czy któreś szczególnie mi się wtedy podobały, pewnie tak! Oscar Wilde? W dzieciństwie? Ja „Muminków” za bardzo nie lubiłam czytać i tak mam zresztą do dzisiaj (czym niezmiennie podpadam jednemu z moich przyjaciół ;p), Pippi lubiłam filmową 😀 „Tajemniczy ogród” również bardzo lubiłam, czytałam sama nie wiem ile razy. Ale „Pięcioro dzieci i coś” znam tylko w teorii do dzisiaj! Wstyd 😦

      Ślubna Herbata – 🙂 Nie dziwię się, bo „Dzieci z Bullerbyn” to przecudowna książka 😀

      1. ” Oscar Wilde? W dzieciństwie? ”
        Przepraszam, że się wtrącę ^^; Oscar Wilde ma na koncie ok. 6 baśni dla dzieci (jedna z nich – „Samolubny olbrzym” – była nawet w moim podręczniku do polskiego do czwartej klasy), więc pewnie je ma na myśli Bombeletta (tym bardziej, że wymienia Wilde’a obok Grimmów).

  2. Uwielbiam wspomnienia z lektur z okresu dzieciństwa! i ach przywołałaś sporo znajomych tytułów. „Opowieści gęsiego pióra” należała również do moich ulubieńców, podobnie jak „Bajarka..”. Oprócz tego uwielbiałam „Opowieści z ulicy Broca”, „Taję z Jaśminowej”, książki o Muminkach i wiele, wiele innych 😉 pewnie też by się złożyło na dłuższy wpis 🙂

    1. Kasia Sawicka – o, cieszę się bardzo, że znalazła się jeszcze jedna wielbicielka „Opowieści…”, bo przez lata byłam osamotniona, myślałam już, że tylko ja kochałam tę książkę 🙂 Pamiętam, jak kiedyś – ponoć bardzo udanie – skopiowałam tego konia z okładki, takiego miałam fioła 😉 A jeszcze bardziej mnie zadziwiłaś „Opowieściami z ulicy Broca”! Byłam na bank przekonana, że tylko ja znam tę książkę 😉 Pamiętam, że na początku chyba byłam do niej za mała, bałam się jej, ale potem mnie zaciekawiła i poszłooo. „Taja z Jaśminowej” jest mi kompletnie nieznana, zaraz obadam, cóż to.

      PS. Zaczynam się czuć jak wyrzutek z tymi Muminkami 😉 O ile bajkę oglądałam często, to już książki do mnie jakoś nie docierały 😉

  3. Ja napisałam jakiś czas temu notkę o ukochanych książkach dzieciństwa – http://tanayahczyta.wordpress.com/2014/05/21/top-5-ukochane-ksiazki-z-dziecinstwa/ Ale że to TOP 5, musiałam się mocno ograniczać do takich szczególnie ulubionych.
    Kilka lektur nas łączy 🙂 Np. „Mała księżniczka”, tak samo odkryłam na którychś deszczowych wakacjach i mocno pokochałam przygody Pawełka, Janeczki i psa Chabra! Zapłakiwałam się ze śmiechu 😀 No i Jeżycjada! Nie przeczytałam całej, bo Musierowicz wciąż ją tworzy, ale myślę, że z 15-20 tomów pochłonęłam. Cały Bahdaj, jaki był w bibliotece, „Pinokio”, „Bajki” La Fontaine’a, Muminki (których, jak doczytałam, za bardzo nie lubisz; ja się tak kocham do dziś w Włóczykiju :D) i tyyyyle jeszcze innych 🙂 Piękne wspomnienia.

    1. Tanayah – z Twojej topki nie znam tylko „Wody żywej”, pierwsze słyszę! 2 nam się mocno pokrywają, ale i pozostałe 2 znam nieźle i lubiłam 😉 Oj, Janeczka, Pawełek i Chaber to było przecudowne trio, uwielbiałam książki o nich. A takiego Chabra to bym chciała mieć 😀 Włóczykij był spoko, jego lubiłam, chociaż tak jak pisałam – głównie w wersji telewizyjnej 😉
      A wspomnienia piękne, oj, piękne! 🙂

      1. „Woda żywa” jest fantastyczna, czytałam niedawno z synkiem. Obok zawsze stało „Królestwo bajek” Szelburg-Zarembiny.
        Przypomniało mi się, że ostatnio wygrzebałam jeszcze cudownego „Ciapka Włóczęgę” Broniewskiej – ile ja się nad tym nachlipałam 😉

  4. Większość książek, które wymieniłaś również pojawiły się w moim dziecięcym życiu.Jeden z pierwszych tytułów, które pamiętam to „Brzechwa dzieciom”. Jak już czytałam samodzielnie to wybierałam książki typu „W pustyni i w puszczy”, albo „Czterej pancerni i pies” (tak, tak – książka nie serial) 🙂

  5. „Kochany zwierzyniec” ! Te opowiadanka Grabowskiego, jego sposób pisania o zwierzętach, to było cudowne. Miałam taki zaczytany na śmierć egzemplarz :).

    1. Dofi – „Brzechwę dzieciom” też pamiętam, lubiłam 🙂 Z „W pustyni…” miałam problematyczny związek – czasami mnie nudziło, czasami porywało 😉 A o „Czterech…” w wersji książkowej usłyszałam dopiero jako osoba dorosła i nie miałam okazji nigdy spróbować lektury. Dobra była?

      Aga – co nie? 🙂 Cudowne, ja swój mam gdzieś na półce do dzisiaj, zaczytany na maksa, ale co tam 😉

  6. Szkoda, że moje dzieciaki już duże, nic z tych podpowiedzi nie mogę im zasugerować 😉

    Książkę, którą moja pamięć przywołuje jako pierwszą, jeszcze wtedy kiedy nie umiałam czytać i podczytywał mi ją zazwyczaj starszy brat (tak, to właśnie starszego o 10 lat brata, a nie mamę czy tatę, wspominam jako mojego nadwornego czytającego) jest „pamiętnik Czarnego Noska” Papuzińskiej. Targałam tą książkę po całym domu, łaziłam paluszkiem po obrazkach, no kochałam całym sercem. Potem był Elementarz, ale już nie Falskiego. I te głupie „Ala ma kota”, na których jednak nauczyłam się czytać. Chyba jedną z pierwszych samodzielnie przeczytanych był „Plastusiowy Pamiętnik”, do którego potem wiele razy wracałam. Potem najbardziej ukochane „Dzieci z Bullerbyn”. Szybko trafiłam na „Zapałkę na zakręcie” Siesickiej – bardzo mi się podobała, posiadałam całkowicie zaczytany egzemplarz, do dzisiaj pamiętam jedno z pierwszych zdań („Wiktor nie lubił kompromisów i połowiczych rozwiązań”). No a jak już weszła w moje ręce Jeżycjada, to nie puściłam aż do dzisiaj. De facto idę chyba sobie jakiś tom poczytać, bo mam sporego stresa a Jeżycjada tak super odstresowuje 🙂

  7. „Dziewczyna i Carino”! Szalałam za tą książką, nabawiłam się przez nią końskiej obsesji (trochę żałuję, że mi minęła…). Ale tak naprawdę książką mojego dzieciństwa, uwielbianą przeze mnie do tej pory, są wszystkie tomy o Mary Poppins. Przepadam za nią.

  8. Uroczy wpis, tyle wspomnień wywołał. Ja kojarzę, że jakoś tak już w drugiej klasie podstawówki siedziałam z nosem w książkach – i ledwo co go wyściubiałam, żeby pójść do szkoły czy obiad zjeść.

    Pisząc o moich lekturach z tamtych lat właściwie wymieniłabym to samo co Ty, może z wyjątkiem Musierowicz, którą owszem, czytałam, ale jakoś tak bez zachwytów. Za to Pan Samochodzik czy calutki Makuszyński 🙂 – ledwo się kartki okładek trzymają, tak je wykochałam na wszystkie strony. Pamiętam dwie książki, poza „Dziećmi z Bullerbyn”, które czytałam przynajmniej raz w miesiącu – „Nić Ariadny” Komornickiej i jakąś pozycję opowiadaniami i przepisami, której tytułu nie pamiętam, którą chyba właśnie Musierowicz napisała (ale zarzekać się nie będę), tyle że nie był to „Łasuch literacki”. Nie mogę jej znaleźć, a przypomnieć sobie tytułu już nie zdołam.

    Do książek o zwierzakach dokładam „Bellę i Sebastiana”, do baśni przede wszystkim rosyjskie, których miałam z pięć tomów. „Tajemniczy opiekun” – mój Boże, jaka to jest urocza, genialna książka! Ma jeszcze kontynuację, ale już nie była ona tak przeze mnie wielbiona jak pierwszy tom. Obok „Ani z Zielonego Wzgórza” była „Jana ze Wzgórza Latarni” i cykl o Emilce. „Opowieści gęsiego pióra” też mi się już rozlatują, więc synkowi muszę sprawić nowy egzemplarz. Z podobnych klimatów uwielbiałam „Bartka, tatarów i motorynkę”.

    Aha, i seria historyczna była, taka z płótno błękitne oprawna, w obwolucie – był tam Przyborowski przede wszystkim, ale i inni rewelacyjni twórcy powieści historycznych dla młodzieży, m.in. Domańska, Szalay-Groele, Przybylski, Morawska. To był mój hit nad hity, ale pewnie troszkę później, może od piątej klasy.

    Rety, mogłabym tak pisać o tym do jutra. A najchętniej to bym poszła do mamy i zaczęła to wszystko czytać po raz kolejny:) Dziękuję za miły przyczynek do wspomnień:)

  9. Ja do tej pory lubię książki dla dzieci i młodzieży, zresztą w pracy często po nie sięgam.
    Ze swoich lat dziecięcych i młodzieżowych najlepiej wspominam: „Dzieci z Bullerbyn”, „Babcia na jabłoni”, Nasza babcia”, „Jednorożec”, „Tajemniczy opiekun”. Później „Tajemnica Abigel”, seria „Portrety” (zarówno polskich autorów, jak i amerykańskich”, seria „Nie dla mamy nie dla taty, lecz dla każdej małolaty”. Moja ulubiona książka „Magda doc.” i „Paulina doc.” Ech pewnie jeszcze coś by się uzbierało… 🙂

  10. Piękne wspomnienia…Także uwielbiałam Anię, Dzieci z Bullerbyn, Pannę z mokrą głową czy Małą księżniczkę. Dodałabym jeszcze do mojej listy, Tajemniczy ogród, Konika Garbuska, Pollyannę. Dużo tego było…

  11. też mnie niedawno na sentymenty wzięło. Po przeczytaniu „Co czytali jak byli mali”. Też pisałam o swoich wspomnieniach lekturowych z dzieciństwa, ale, podobnie jak Ty, teraz pewnie inne książki bym podała. Na pewni zapomniałam o „Awanturze o Basię”, a przecież pamiętam, jak nie mogłam wytrzymać z ciekawości i musiałam w nocy ukrywać się z latarką pod kołdrą i doczytywać, żeby mama nie widziała,że jeszcze nie śpię. O Karolci też zapomniałam u siebie wspomnieć i o serii książek z Alfem, którymi się zaczytywałam.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s