O byciu sobą („Być Esther” – Miriam Karmel)


stara kobieta

Piękna, błękitna sukienka. Od lat noszona tylko na specjalne okazje. Na te same, na które Esther zdołała stracić kilka kilogramów, by sie w to cudeńko zmieścić. A teraz pasuje znowu! Wprawdzie wydaje się dłuższa, leży jakoś nieforemnie, ale pasuje. To dobrze, bo Esther wymarzyła sobie, że założy ją ten ostatni raz. Na swój własny pogrzeb…

Esther to urocza staruszka. Ponad osiemdziesiąt lat na karku, duże poczucie humoru, artretyzm, chęć podsumowania życia i rozliczenia spraw niezakończonych. Do tego zmarły mąż (który ciągle gości w jej sercu) i dwójka dzieci, które widzą w matce raczej przeszkodę w korzystaniu z pełni życia, niż tak naprawdę bliską osobę.

Esther ma swoje rytuały i pragnienia. Dzień zaczyna się od telefonu do/od przyjaciółki, ot tak, by zapytać, jak się czuje, a przy okazji sprawdzić, czy obydwie ciągle żyją. Nie chce też oddać kluczyków do auta, uważa, że ciągle jej się należy możliwość pojechania do supermarketu, bez zdawania się na czyjąś łaskę. Chce być samodzielna najdłużej, jak to będzie możliwe. I z tego też powodu niezmiennie protestuje przeciwko oddaniu jej do domu starców, na co regularnie nalega jej córka.

Kobieta przeczuwa, że zostało jej już niewiele czasu. Chce go przeżyć godnie, bez zawracania innym głowy sobą i swoim stanem, bez wielkich słów, a za to z poczuciem humoru. Wspomina przeszłość, rozmyśla nad podjętymi decyzjami, a czasami nawet stara się ciągle działać. Dyskomfort sprawia jej fakt, że ma wrażenie, że zbyt lekko przeżyła życie, tak łatwo i generalnie bezproblemowo. Właściwie tylko z dziećmi sobie nie potrafiła poradzić, szczególnie z córką. Czy wspólny wyjazd do Meksyku pomoże im zbliżyć się do siebie chociaż na chwilę?

Starość to aktualnie temat drażliwy, nie jest modny, przypomina nam o końcu życia, chorobie, samotności, a to wszystko w czasie, gdy większość ludzi chce tylko żyć przyjemnie i bez głębszej refleksji. A jednak to właśnie starość wybrała Miriam Karmel na temat przewodni swej debiutanckiej powieści. I poradziła sobie z nim wyśmienicie! Zaraz po skończeniu książki pobiegłam do komputera sprawdzić, ile też może mieć lat autorka „Być Esther”. Ciągle mam wrażenie, że znakomicie oddała tok myślenia starszej osoby, jej zachowania, obawy, radości, nawyki. Cały czas czułam, jakbym to ja była Esther.

Może moje zaangażowanie wynika z faktu, że książka ta dotknęła trzech z niewielu tematów, które przerażają mnie najbardziej – samotności, starości i śmierci. Często obserwuję starsze osoby, widzę, jak borykają się z rzeczywistością, która tak bardzo szybko się zmienia i za którą – choćby nie wiem, jak bardzo chcieli – nie są już w stanie nadążyć. Widzę, jak często są zbywani, olewani czy też obrażani. Traktowani jak zawalidroga, gdy próbują wyłuskać drobne z portfela trzęsącymi się rękoma czy też, gdy powoli i ostrożnie próbują przejść wśród tłumu. Z politowaniem obserwowani, gdy nie radzą sobie z regulaminami, obsługą urządzeń czy też ze zrozumieniem procedur. Mogłabym na ten temat pisać i pisać, w każdym razie starość (a już szczególnie samotna!) to coś strasznego; być najgorzej postrzeganym członkiem społeczeństwa, to takie smutne…

Te moje strachy spowodowały, że Esther stała mi się jeszcze bardziej bliska. Jednak jest ją generalnie łatwo polubić. Jest rozważną, prostą kobietą, przeciętną do bólu, ale jednocześnie cechuje ją dar obserwacji, dystans do życia i siebie samej i poczucie humoru. Przypominała mi trochę bohaterki moich ukochanych „Smażonych zielonych pomidorów”.

„Być Esther” to książka tak samo przeniknięta melancholią, delikatnym smutkiem, jak i dobrymi wspomnieniami z przeszłości, docenianiem teraźniejszości i uśmiechem. Chociaż Esther stara się uchronić od losu przyjaciółki (która straciła władze umysłowe i wegetuje w domu opieki), pragnie umrzeć we śnie, nie sprawiając nikomu kłopotu, czasami czuje się wyobcowana (np. w momencie, gdy wrzeszczy na nią jakieś babsztydło w supermarkecie), to jednak ciągle potrafi zauważać drobne uroki życia. I to jest piękne!

To książka prosta i bez pretensji do bycia arcydziełem. Ale jest tak prawdziwa, mądra, urocza i pełna ciepła, że wiem, że zostanie na mej półce na zawsze, będzie kolejną książką-plastrem, książką-przyjacielem. Bardzo polecam!

byc estherWydawnictwo: Świat Książki, 2014

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 208

© 

Advertisements

7 thoughts on “O byciu sobą („Być Esther” – Miriam Karmel)

  1. Starość to faktycznie mało popularny temat książek, właściwie mogę sobie przypomnieć „Starsza pani wnika”, która przecież była w sumie bardzo smutną powieścią o życiu starszych ludzi w Polsce. Bo nie czarujmy się, życie emeryta W Anglii, Francji czy Japonii różni się znacznie od tego, które jest udziałem naszych dziadków i rodziców. Starość sama w sobie jest trochę przerażająca, wyobcowanie, osamotnienie, niemożność liczenia na swoje ciało, a gdy do tego dochodzą jeszcze problemy finansowe, to robi się naprawdę szaro.

    Dlatego fajnie, że są takie książki jak ta, o której piszesz – które o trudnych tematach traktują z ciepłem, piszą o człowieku, a nie o staruszce. Będę miała tytuł w pamięci. 🙂

  2. Pięknie piszesz o swoich wrażeniach, emocjach. Tak pięknie, że będę szukać tej książki w bibliotece, bardzo potrzebuję takiego plasterka na duszę 🙂

    1. Viv – ja też znam mało książek z przewodnim tematem starości. Gdzieś tu i tam przewijają się – najczęściej słodkie lub upiorne – staruszki, ale bohaterkami głównymi bywają rzadko.

      Myślę, że nasi emeryci są i tak w sytuacji lepszej, niż wiele, wiele osób. Tak samo, jak generalnie my tutaj jesteśmy w sytuacji lepszej pewnie niż 2/3 świata. No, ale to już inna bajka.
      Wesoło w każdym razie nie mają, a ja z wielkim strachem patrzę w przyszłość, bo – ze względu na różne sprawy – obawiam się, że moja może być jeszcze gorsza. I to mnie przeraża.

      Bardzo ładne sformułowanie, to że „piszą o człowieku, a nie o staruszce”. Tak właśnie jest. A książkę mogę pożyczyć, jak masz ochotę 🙂

      Lina – dzięki! :))) Bardzo się cieszę, że udało mi się włożyć te emocje w tekst, bo to zawsze wyzwanie! Jestem bardzo ciekawa, czy książkę już znajdziesz, bo to w miarę nowa pozycja, więc może być – niestety – problem. Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko o niej nie zapomnisz i uda Ci się ją kiedyś przeczytać 🙂

  3. Wielu młodych powtarza jak mantre, że ma ciężko. Na przykład: „wiesz jaki trudno, bo na rynku pracy jest źle i krucho z kasą” lub „od niedawna spotyka się z taką jedną/takim jednym i nie układa nam się, pewnie to nic na dłuższą metę”. Taki młody człowiek jest sprawny i szybko może znaleść prace. Jeżeli chodzi o związki, to jeszcze ma na to dużo czasu. A co z taką starszą osobą? Nie ma zbyt wielu pracy dla starszych ludzi. A po śmierci mąża/żony jest jeszcze gorzej. Niestety zdarzają się też takie osoby które nazywam „rodzinnymi sępami”. Czyhają na to, aż babcia/dziadek napiszą testament i wtedy do domu spokojnej starości. Czuję wstręt do takich osób. Staruszek/staruszka odchodzi z tego świata, a oni mają po nich pieniądze. Krew mnie po prostu zalewa. Czy nie można dać im godnie odejść? To takie trudne? Agnieszko, jeszcze raz pięknie i bez ogródek opisałaś książkę. Przelałaś w każde słowo swe szczere uczucia i teraz będe szukać tej pozycji, ponieważ każdy potrzebuje czasem książki-plasterka, książki-przyjaciela. Pozdrawiam! Zamknięta.

    1. Zamknięta – pewnie, niektórzy mają na serio ciężko, ale w wielu przypadkach to tylko zwykłe marudzenie, niemożność spojrzenia szerzej, a w innych – niechęć do wyjścia poza tzw. strefę komfortu i spróbowania innych, nowych, nieznanych i niepewnych opcji.
      Te wypadki, o których wspominasz, to coś bardzo smutnego i obrzydliwego. Całe szczęście, aż takie nastawienie, to skrajność. Jednak o wiele częściej spotykam nastawienie, że starsza osoba to problem i zawalidroga. A oni o tym wiedzą i raczej nie są z tego powodu szczęśliwi… Młodość jest egoistyczna, to się pewnie nie zmieni.
      Dziękuję za dobre słowo, cieszę się, że udało mi się tak opisać tę książkę, bo bardzo chciałabym, by przeczytało ją jak najwięcej osób. Mam więc nadzieję, że i Tobie uda się ją zdobyć i przeczytać! Pozdrawiam!

  4. Agnieszko, zachęciłaś mnie do przeczytania różnych pozycji i zawsze mi się podobały. Jeśli lubisz historie które chwytają za serce, to ta książka będzie dla ciebie w sam raz:

    Jest to książka autorstwa Cathy Glass „kobieta bez przeszłości”.

    Opowiada o 23-letniej Mandy. Niby normalna dziewczyna, ma świetnego chłopaka, dobre mieszkanie, niby nic szczególnego. Ale gdy z samego rana, ojciec z którym niewidziała się od ponad roku rzuca żwirem w jej okno i informuje ją, że jej dziadek jest w ciężkim. Dziewczyna od razu pojechała w raz z tatą do domu jej ciotki Evelyn w którym obecnie przebywa emeryt. Mandy doznaje szoku po tym jak uświadomiła sobie, iż wogóle nie pamięta domu ani rodziny Evlyn. Postanawia zostać i opiekować się staruszkiem do końca i w tedy sekrety powoli wychodzą na jaw.

    Co może stać za amnezją kobiety i jaką mroczną tajemnicę zkrywa jej rodzina?

    Osobiście ta pozycja była przezemnie czytana jednym tchem. Porwała mnie bez reszty i puściła, gdy przeczytałam ostatnią strone. Czytało się ją łatwo, lecz do łatwych lektur nie należy. Ta historia pokazuje, że nawet i w najlepszej rodzinie są tajemnice. Lecz zdarzają się sprawy tak bolesne, iż stają się „zapomniane”.

    Mam szczerą nadzieję, że spodoba ci się książka, oczywiście jeżeli bedziesz chciała ją przeczytać:-)

    Pozdrawiam! Zamknięta.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s