Idzie wiosna, więc teraz czytam…


pory roku

Ostatnio, gdy tylko coś zaplanuję, to szlag to trafia, więc chyba pora przestać planować. Chciałam wczoraj wykorzystać jedyny wieczór „wolny”, by zrobić kilka rzeczy, przyszykować się na czwartkową galę oraz oczywiście napisać na bloga tekst o kolejnej książce. I co? Dopadł mnie taki ból żołądka, że wysiadłam i nic nie zrobiłam.

Zanim wrócę do formy, to chociaż wykorzystam ten czas i zaspokoję swoją ciekawość: czy zmiany pór roku (lub w wersji hardcorowej: pogody za oknem) wpływa na to, po co sięgacie do czytania? Jeżeli tak, w jaki sposób? Macie jakiś roczny rytm czytelniczy? Czy są momenty, gdy czytacie to, albo inne, gdy czytacie tamto?

Ja się zastanawiam, ale chyba nie widzę zmian w zależności od pór roku. Bardziej pogodowe. Gdy mi ciemno, zimno, źle, to – czasami, to też nie reguła – sięgam po coś lekkiego. Zdarza się, że przed Bożym Narodzeniem czytam coś „zimowego”. Ale to chyba tyle, chociaż jeszcze o tym pomyślę. A jak to wygląda u Was?

Reklamy

25 thoughts on “Idzie wiosna, więc teraz czytam…

  1. Na to co czytam to raczej nie. Ale na miejsce w którym czytam jak najbardziej 😉 wiadomo zawsze przyjemniej wyjść do parku – niż dusić się w czterech ścianach.

  2. Ja mam napady – głód literek albo ich odstawienie. Jeśli jest brzydko i szaro – głód, piękna pogoda oznacza dla mnie odwyk 🙂

    1. Centryfuga – właśnie, jakoś odkąd mieszkam w mieście, to czytam jednak głównie w domu i komunikacji miejskiej. Pora zacząć wychodzić do kawiarń czy parków!

      Niezatrudniona – o, w ten deseń. U mnie tu nie ma reguły. Czasami jak jest gorąco, to właśnie leżę i czytam, a jak jest zimno, to np. nawijam ze znajomymi czy gram w grę. Ale fakt, że wtedy mniej się chce wychodzić z domu.

  3. A ja się przyznaję, że jednak pora roku jakiś wpływ na mnie ma. Późna jesień to jedyny okres w roku w którym najchętniej romansidła czytam. Nie wiem czy to przez widok za oknem i brak słońca, przez kiepskie samopoczucie czy przez połączenie tych czynników, ale z reguły romansów unikam a na jesień pod kocykiem najchętniej czas mi się właśnie z romansami spędza.

    1. Mocno Subiektywna – no, w końcu ktoś się przyznaje 🙂 Bo z rozmów wiem, że na część osób to ma wpływ, czytają różne książki w różnym czasie. A niektórzy mają nawet ustalone cykle dodatkowe, np. zawsze w wakacje powtarzam sobie HP. Ja za romansami „typowymi” też niezbyt przepadam, czytuję je raczej rzadko. Ale jednak od czasu do czasu sięgam po babskie czytadła. Troszkę się to wiąże z tym, co za oknem, ale chyba bardziej z poziomem zmęczenia i zestresowania. Taka kombinacja 🙂

      Refleksyjna – żadnych zwyczajów czytelniczych związanych z porami roku? 🙂 A gdzie czytujesz?

  4. Jesień to u mnie kryminały. Zima obowiązkowo książki obyczajowe, romanse, coś rodzinnego i optymistycznego. Wiosną i latem jakoś nie mam stałych preferencji 🙂

  5. U mnie to jest tak, że zimą nie umiem sięgnąć po opowieści o lecie, a latem ciężko czyta mi się historie ze śniegiem w tle. Chociaż bywa, że latem czuję, że muszę po nie sięgnąć z tęsknoty za zimą (nie przepadam za słońcem) 😉 A jak o tym pomyślę głębiej, to jesienią i zimą o wiele przyjemniej czyta mi się grubaśne powieści w stylu Dickensa, czy Tołstoja, za to letnią porą łatwiej pożeram chudziutkie historie na jeden chaps 🙂

    1. Jarka i Bombeletta – ha, czyli coś w tym jest, przynajmniej dla części osób 🙂 Ciekawie to u Was wygląda. Ja u siebie nie zauważyłam takich skłonności, aczkolwiek zwrócę większą uwagę na to w tym roku 🙂

      Jarka – interesujące jest to, że masz taki podział na gatunki czytane w różnym czasie!

      Bombeletta – Ja lato kocham! Dłuuuuuuugo jasno, można spędzać wieczory na zewnątrz i nie jest zimno, ogródki kawiarniano-restauracyjne uwielbiam, słońce, zieleń, ptaki śpiewają, świat kwitnie i jest pełen kolorów ❤

        1. Hahahaha, no nieźle 😀 Ja tam lubię, gdy słońce świeci. Wtedy mam dużo energii, pozytywniej myślę i w ogóle mi dobrze. No, może nie w temperaturach powyżej 35 stopni 😉 Ale generalnie ciepło i słonko to jest to 😀

  6. Powieści o zimie najchętniej czytam w okolicach Bożego Narodzenia, za to na wiosnę, gdy zaczynam wierzyć znowu w smoki i trolle, sięgam po chamskie, klasyczne fantasy ;). Tak, zdecydowanie świeża trawa i niezbyt gorące słońce to to, co sprawia, że chce mi się podróży, mieczy i łopotu smoczych skrzydeł.

  7. U mnie wygląda to tak, że czytam to na co aktualnie mam ochotę, niezależnie od pogody, czy pory roku. Owszem mam faze na czytanie podczas deszczu, ale zazwyczaj kończy się na tym, że odpalam komputer i tyle z czytania wychodzi 😀 zazwyczaj czytam przed snem w łóżku do czasu aż oczy mi się nie zamykają lub stwierdzam, że jest na prawdę grubo po północy i bliżej ku rankowi 😀

    1. Merenwen – o ile z tymi powieściami o zimie mam czasami podobnie, to już z tą wiosenną fantastyką, to mnie zaskoczyłaś 😀 Całkiem fajne zależności 😀 Nawet to już widzę oczyma wyobraźni!

      Literacka Fantazja – czyli należysz do grupy, która głównie kieruje się „chcicą momentową”, niezależną od pór roku 😉 Tiaaaa… Z tym komputerem, to ja bardzo dobrze wiem, o co chodzi 😉 Ja w łóżku nie czytam od dawna i całkiem mnie to cieszy, bo lepiej sypiam. W moim przypadku sprawdziła się zasada „niech łóżko będzie tylko do spania” 😉

  8. Pora roku nie gra roli, potrzebny tylko czas na książkę. Tematyka zależy jedynie od tego, co akurat zaprząta moją głowę. Jako, że lubię różnorodność, to pewnie podświadomie lektury dopasowują się do mojego nastroju…

  9. Zazwyczaj pora roku wpływa na mój odbiór danej książki. Jest to pewnie związane z nastrojem, bo na jesień zawsze ogarnia mnie nostalgia i strach przed przemijaniem, w zimie tęsknię za latem, na wiosnę jestem pełna energii i tysiąca pomysłów, a latem cieszę się każdą chwilą, bo wiem, że niedługo ten czas minie.
    I tak „Zbrodnia i kara”, którą czytałam trzy razy w trzech różnych porach roku inaczej została przeze mnie odebrana w pełni chorwackiego lata, inaczej w październiku, a inaczej w zimie.

    Wydaje mi się też, iż wiele książek nie spodobałoby mi się, gdyby nie pory roku, w których je czytałam. Zachwyt „Cieniem wiatru” czytanym w gorącym czerwcu, gdy noce były upalne, a dni mocno słoneczne był zatem w pełni uzasadniony.

    Nie wiem natomiast, czy w różnych porach roku sięgam po jakieś specyficzne lektury. Na pewno nie dobieram ich specjalnie w tym kontekście. Opieram się bardziej na moim pragnieniu przeczytania danej książki, ciekawości z nią związanej, czy czasie, który minął od jej zakupu 🙂

    1. Dofi – to masz właściwie tak, jak ja. U mnie też głównie ochota ma wpływ na to, po co sięgam. Chociaż nie tylko, bo to, co się dzieje u mnie w życiu też na to wpływa. No i trochę różne czynniki zewnętrzne, typu obiecany termin przeczytania 😉

      Claudette – o proszę, tu poruszyłaś ciekawy aspekt naszego czytania. Pytanie, czy na odbiór danej książki wpłynęła głównie pogoda, czy też fakt, ze upłynęło X czasu, trochę się zmieniłaś Ty, Twoje upodobania, doświadczenia etc. Jak myślisz?

      Fakt, że niektóre książki odbieramy lepiej w danej pogodzie. Przynajmniej ja też miewam tak, jak Ty z Zafonem 🙂 Ja też raczej nie opieram się na porze roku, tylko na ochocie, przynajmniej w głównym stopniu.

  10. Mi się najgorzej czyta w lecie, jak są upały. Litery skaczą mi przed oczyma, nie mogę się skupić, po prostu masakra. Ale mam tak tylko wtedy, kiedy temperatura jest nieznośnie wysoka.

  11. Pory roku na mnie działają. Wiosna – romanse, lato – fantasy, jesień – kryminał, zima – literatura faktu. Sama nie wiem dlaczego tak jest. Na wiosne jakoś tak się dzieje, że czytam coś lekkiego, łatwego, a co jest bardziej łatwe do czytania niż romans? Gdy zaczyna się lato, dużo w moim życiu się dzieje, dlatego lubię być zatracona w nie realnym świecie. Jesień, za oknem deszcz więc kryminały nadają się w sam raz, bo sceneria dopisuje. Zimą dzieje się to, iż jestem spragniona prawdy o naszym świecie. I tak to jest ze mną. Przesyłam pozdrowienia wszystkim czytającym blog jak i również jego twórcę.

    1. Czechozydek – oj, to nie jest fajne. Dobrze więc dla Ciebie, że tych naprawdę upalnych dni mamy bardzo niewiele. Dla mnie gorzej, bo ja dobrą pogodę lubię 😀 No i nie wpływa na mój fizyczny odbiór książki, więc jest mi łatwiej.

      Zamknięta – o proszę, jaki ciekawy podział! Ale wtedy czytujesz tylko dane gatunki? Czy też raczej po nie chętniej sięgasz? Bardzo interesujące jest to, co piszesz 🙂 Zawsze tak miałaś? A jeżeli nie, to od kiedy Ci się tak odmieniło?
      Również pozdrawiam!

  12. Agnieszko, wtedy nie czytam tylko tych gatunków, a chętniej po nie sięgam. Jeżeli chodzi o to czy zawsze tak miałam to odpowiedz brzmi: tak. Sama nie wiem czemu, po prostu taki właśnie jest mój gust. I bardzo dziękuje za takie miłe słowa.

  13. Zastanawiam się i zastanawiam nad Twoimi pytaniem, i nie wiem 😉 Lubię wiosną pozytywne książki, ale też nie stronię od cięższych. Latem czytam wszystko co znajdę, ale chętnie sięgam po te lżejsze, chociaż grubasów też nie unikam. Jesienią… jesienią chyba najbardziej lubię książki nostalgiczne, spokojniejsze, bardziej metafizyczne, zostające na dłużej w duszy. Zimą lubię wszystko, chociaż może trochę bardziej te grubaski, wydaje mi się wtedy, że dłuższy wieczór sprzyja grubaskowym lekturom 🙂 W ogóle mam jakieś skłonności do sięgania po grubaskowe książki, a potem trochę się złoszczę, że tak długo trwa czytanie 😉 Poza tym mój wybór determinuje też stan zaopatrzenia biblioteki, moje samopoczucie i nastrój, oraz sytuacje, na które mam mały wpływ (np to co się dzieje w domu), suma takich czynników sprawia, że czytam bardzo różne książki. Nie lubię tylko czytać w upały, jest to zbyt trudne, nie mogę się skupić i wszystkie książki są ‚be’, a tegoroczne lato pod tym względem było okropne 😦
    Ściskam ciepło 🙂
    Lina

    1. Zamknięta – czyli masz predyspozycje do zagłębiania różnych gatunków w różnych porach roku. Ciekawa sprawa! 🙂

      Lina – ha, czyli jesteś „mieszańcem”, właściwie tak, jak ja 🙂 Różne rzeczy wpływają na to, po co sięgam w danym momencie. Grubaski też bardzo lubię, ale jednak sięgam po nie częściej wtedy, gdy zapowiada się więcej wolnego, bo jeżeli czytam je w trakcie normalnych dni roboczo-życiowych, to wściekam się potem, że czytam jedną książkę miesiąc 😉 I czasami przez to tracę do niej entuzjazm.
      Na mnie żadna pogoda nie wpływa tak, by mi się nie chciało czytać. Tzn. może tylko wpłynąć tak, że chce mi się więcej aktywności na zewnątrz, co może wiązać się z mniejszą ilością czasu na czytanie.
      Mówisz, że lato było okropne pod względem upałów? A gdzie mieszkasz? Bo wg mnie ostatnie lato było słabe pod względem naprawdę letniej pogody, dużo było takiej niezdecydowanej, generalnie pamiętam lepsze 🙂

      1. Też tak mam z grubaskami, żeby wolę je czytać kiedy mam więcej czasu, bo inaczej mnie złoszczą, że czytanie trwa i trwa, a ja bym chciała coś innego poczytać 🙂
        U mnie też czasem wychodzi, że ładna pogoda, sprawia, że więcej czasu spędzam na zewnątrz np w ogródku czy na rowerze zamiast czytać książki 🙂
        Okropne, okropne! Cały sierpień i lipiec prawie codziennie powyżej 30 stopni, a deszczu ani kropelka nie spadła. Dla mnie to było najgorsze lato jakie przeżyłam, bo strasznie nie cierpię upałów 😦 Mieszkam na Lubelszczyźnie, miejscowość Puławy 🙂

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s