Nie mogę bez Ciebie żyć! („Miłość bez końca” – Scott Spencer)


miloscGdy ma się szesnaście czy siedemnaście lat, to wszystko wydaje się być najważniejsze, największe, jedyne, stworzone tylko dla nas, byśmy to odkryli jako pierwsi na ziemi. Również miłość.

Dlatego na początku David, Jade i jej rodzice nie są zaniepokojeni siłą uczuć, które wybuchnęły między młodymi. Jednakże są one tak mocne, że w pewnym momencie sama Jade nie potrafi sobie z nimi poradzić i prosić ojca, by zabronił Davidowi widywania się z nią. Tylko na miesiąc. Jednakże nikt nie zadaje sobie trudu, by to dokładnie chłopakowi wyjaśnić, przez co on nie potrafi sobie z tą decyzją poradzić, czuje się odrzucony, nie wie, co zrobić.

Wymyśla wyjście z sytuacji – spowoduje niewielki pożar w domu Jade, a potem „przypadkiem” uratuje całą rodzinę i zyska ich dozgonną wdzięczność. Nie wziął jednak pod uwagę, że ogień to żywioł, tu nie ma działania według planu. Szczególnie w momencie, gdy rodzina nie jest, hm… w pełni władz umysłowych. Nic nie idzie według planu, a sprawa kończy się dla niego w sposób, który wcześniej nawet mu na myśl nie przyszedł.

Chłopak, przerażony swoim uczynkiem, przyznaje się do podpalenia, co – oczywiście – ściąga na niego karę. I to nie sama kara jest problemem, ale fakt, że musi przebywać z daleka od Jade, nie może się z nią kontaktować, zabroniono mu zbliżać się do jakiegokolwiek członka rodziny. Czas upływa, uczucia Davida się nie zmieniły, ale potrafi to całkiem umiejętnie ukrywać przed resztą świata. Jak zachowa się, gdy w końcu świat stanie przed nim otworem?

Opis okładkowy zapowiadał ciekawą lekturę. Pierwsze strony również. Potem jednak zaciekawienie powoli przekształcało się w znużenie. Była to dla mnie bardzo sinusoidalna lektura – chwile zainteresowania przeplatane z chwilami znudzenia. O ile sam pomysł na fabułę był ciekawy, krył w sobie spory potencjał, to niestety styl autora te plusy znacznie zmniejszył.

Scott Spencer przegadał tę książkę o dobre 100 stron, jak nie więcej. Zdecydowanie nie zaszkodziłoby jej wywalenie części rozważań i opisów. I nie, nie jestem przeciwniczką ani jednego, ani drugiego, ich tu było zwyczajnie zbyt wiele. Książka, ze względu na przyjęty pomysł na fabułę, jest w stylu melancholijnym, wspomnieniowym, takie „patrzę wstecz, widzę, co się stało, co było złe, a co mogło się zdarzyć inaczej”. I to byłoby ok, gdyby nie właśnie gadulstwo oraz tendencje do refleksji w stylu „Coelho piszący zdaniami wielokrotnie złożonymi”. Nużyło mnie to ze strony na stronę bardziej.

Plusem są opisy życia w Ameryce lat 60-tych i 70-tych. To bardzo barwny okres w historii tego kraju, czas, o którym bardzo lubię czytać. Starcia ideologiczne, koniec cenzury, początki eksperymentowania z narkotykami, liberalniejsze podejście do seksu. Tą całą otoczkę udało się autorowi pokazać w interesujący sposób. Tak samo, jak obsesję Davida na punkcie Jade. Chociaż przesadził z ilością opisywanych stosunków oraz ze szczegółowością tego, co się w ich trakcie działo. Momentami czułam się, jakbym czytała książkę w stylu Greya (gdyby nie fakt, że „Miłość bez końca” powstała w 1979 roku, więc jakby troszkę wcześniej 😉 Siła skojarzeń – jak widać – wielką jest!).

„Miłość bez końca” została u mnie na półeczce pod hasłem „przeciętne”. Miała zachwycić, jednak niestety, nie zdołała. Jest poprawną lekturą, może zachwyci kogoś bardziej romantycznego, w każdej chwili skłonnego do wielkich uniesień. Ja niestety okazałam się odporna na jej czar, nie uwiodła mnie historia tej obsesyjnej miłości. A miała, tak tego chciałam!

milosc bez koncaWydawnictwo: Muza, 2014

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 512

© 

Reklamy

9 thoughts on “Nie mogę bez Ciebie żyć! („Miłość bez końca” – Scott Spencer)

  1. Miałam się właśnie za nią zabrać, ale czuję się teraz lekko zniechęcona. Przegadanie przy pięciuset stronicowej powieści to poważna wada. No i te porównanie do Greya też mnie nie zachęciło…

  2. I popatrz co narobiłaś. Książka zakupiona, czeka w kolejce na półce, tylko Basia jakaś już zniechęcona. Dzięki Twoim pozytywnym opiniom, poznałam kilka fantastycznych książek, więc sądzę, że z negatywnymi będzie podobnie – wiem, czego się wystrzegać. Odrzucił mnie ten Coelho i Grey… Zobaczę, może wrócę do niej, gdy nie będę miała co czytać.

    1. Agata P. – czytaj, bo z tego, co widzę w innych recenzjach, to raczej panuje zachwyt, więc wychodzi na to, że ja jestem wyjątkiem 😛 Zobaczymy, jakie wrażenie zrobi na Tobie.
      Całe szczęście „greyowato” jest tylko momentami, inaczej bym za żadne skarby nie dokończyła czytania 😉

      Barbara – fakt, do tej pory często miałyśmy zbieżny gust, zobaczymy tym razem. Na razie u innych widzę raczej zachwyt, więc ciekawa jestem, czy to ja jestem dziwna, czy co? 😉 Jak wyżej – czytaj i się przekonamy. Greyem zalatują tylko fragmenty i całe szczęście. Coelho też tylko fragmenty. Gdyby nie to, to jednak nie byłabym w stanie jej skończyć.

    1. Alenda – mnie zachęcił opis, ale cóż, to tylko ponownie pokazuje, że blurb to jedno, a sama książka drugie. Jak trailer i film 😉

      Literacka Fantazja – wiesz co, ten romantyzm niby tam jest, oni żyć bez siebie nie mogą. Ale to taki romantyzm obsesji, nie normalnej relacji. Jeżeli takiego poszukujesz, to faktycznie nie będzie to książka dla Ciebie.

  3. Nie lubię romansideł, ale tu mógłby być potencjał ze względu na opis obsesyjnej miłości i lat 60 i 70… Szkoda, że autor przegadał temat.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s