Co by było, gdyby…? („Kilka przypadków szczęśliwych” – Magdalena Zimny-Louis)


motyl

Przypadek rządzi życiem? A może nic nie jest przypadkiem i wszystko jest przewidziane z góry? Na ile sami kształtujemy nasze życie, a na ile jest ono kształtowane przez innych i wydarzenia nas dotykające?

„Kilka przypadków szczęśliwych” opowiada o losach Emmy Dudy, którą poznajemy w momencie, w którym decyduje się opuścić Anglię i zamieszkać w Polsce, ojczyźnie ojca. Cała reszta to właściwie jedna wielka opowieść, co doprowadziło Emmę do tego momentu – w jednym wątku oraz opisywanie jej przygód w Polsce – w drugim wątku.

Generalnie przeszłość przeplata się tu z teraźniejszością. Poznajemy zarówno przeszłość rodziców Emmy, jak i jej samej. Widzimy, jak kolejne decyzje wpływały na to, gdzie aktualnie zmierza. Jednak jasno pokazane jest także, jak na jej losy wpłynęły działania innych, teoretycznie obcych osób, oddalonych od niej czasami o setki czy tysiące kilometrów. To wszystko przypominało mi trochę motyw „efektu motyla”, to wrażenie przewijało się przez cały czas czytania tej książki.

Ta powieść wydawała mi się na początku suchą analizą faktów i dotychczasowego życia. I dlatego sama się dziwię, jak mocno mnie zainteresowała. Wydawała mi się na początku taka „reporterska” w stylu, a jakoś odłożyć jej nie mogłam. Początkowo miałam problem z podążaniem wielością ścieżek, które się przede mną otworzyły, jednak z każdą kolejną stroną zyskiwałam pewność, że autorka to sobie przemyślała. I faktycznie, wątki bardzo ciekawie się połączyły, wszystkie istotne rzeczy zostały wyjaśnione, wydarzenia opisane, wszystko stało się jasne. A przynajmniej tak mi się wydawało, aż do zakończenia… Oj, jak ja lubię takie otwarte, niejednoznaczne zakończenia! Ale tylko wtedy, gdy wynikają z przemyślanej fabuły i są dobrze skonstruowane. I to takie jest. Po przeczytaniu ostatnich stron cofnęłam się, by przeczytać je jeszcze raz, bo nie mogłam w to uwierzyć. A potem chwilę siedziałam i rozmyślałam „ale jak to tak?”.

To była dla mnie pierwsza książka tej autorki. Zresztą sięgnęłam tę książkę tylko dlatego, że dużo dobrego słyszałam o „Poli”, a do tej książki nie mam aktualnie dostępu. A tymi zachwytami zaintrygowano mnie na tyle, że postanowiłam spróbować i zdecydowanie nie żałuję. Mam wręcz motywację do tego, by poszukać pozostałych dwóch książek Pani Magdaleny.

„Kilka przypadków szczęśliwych” to dobra, przemyślana i interesująca książka. Żadne tam rozlewiska, domki i korporacje, nie ma schematu w ogóle. To rozliczenie z życiem i opowieść o wpływie przypadków na nasze losy. Mnie podobało się szczególnie to, że miałam wrażenie, że wszystko było wcześniej przemyślane i spójne. Żadnego powierzchownego biegu przez akcję, tylko wiarygodna analiza wydarzeń i osób w nich uczestniczących. To miła odmiana, bo ostatnio trafiło mi się kilka mocno przeciętnych i – jak czułam – pisanych na łapu-capu książek polskich autorek.

To co, przypadek nami rządzi?

kilka przypadków szczęśliwychWydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2014

Oprawa: miękka

Liczba stron: 432

© 

Reklamy

3 thoughts on “Co by było, gdyby…? („Kilka przypadków szczęśliwych” – Magdalena Zimny-Louis)

    1. Nieśka – ja właśnie mam fale postrzegania – czasami mi do przypadkowości blisko, czasami wręcz uważam, że przypadki nie istnieją i wszystko jest „po coś”. Teraz jestem w tej drugiej fazie :>

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s