Spełnianie marzeń („Metro” – Janusz Józefowicz, Janusz Stokłosa)


musical metro

Uczucie, które towarzyszy spełnianiu marzeń, nawet tych malutkich, to coś niewarygodnego! To poczucie satysfakcji, gdy udaje się zrealizować coś, co przez lata pozostawało w sferze marzeń…  Przeżyłam właśnie wieczór sentymentalny!

„Metro” to pierwszy prywatnie zrealizowany spektakl teatralny w powojennej Polsce. Musical wzbudzał sensację od dnia premiery. Nie pamiętam, kiedy szał na niego dotarł do wsi, w której wtedy mieszkałam, pewnie z dużym opóźnieniem. Ale gdy już dotarł, to przepadłam. Pierwsza obsada, to obsada marzeń – Groniec, Górniak, Józefowicz, Janowski… Szał ciał!

metro 2

I ta fabuła, tak dobrze trafiająca do nastoletniego serca. Jest oto grono wyrzutków, dla których schronieniem są tunele metra. Mają marzenia, poszukują bliskości, przyjaźni, chcieliby realizować swoje cele. Jednakże świat jest dla nich bezlitosny, kolejny raz ich odrzuca. Wtedy postanawiają sami wziąć przyszłość w swoje ręce i wystawić w metrze spektakl. Tylko czy los im na to pozwoli?

Przez większość spektaklu jakby w tle toczy się historii miłości między Jankiem a Anką, dwojgiem najbardziej utalentowanych młodych ludzi. Pięknie zapowiadające się uczucie rozkwita, rozkwita, aż dociera do momentu, w którym muszą oni wybrać między miłością a karierą. Jak to się skończy?

„Metro” to polski fenomen. Ponad 20 lat na afiszu, a sala ciągle pełna, wycieczki przyjeżdżają z przeróżnych miejscowości. Ja się nie dziwię, bo jego czar i przesłanie nie traci nic na aktualności. Pytania, które wzbudza ten musical są ciągle aktualne. I chyba zawsze będą.

Dla mnie był to wieczór szczególny. Przed laty oglądałam ten musical w TV czy też z płyty, kiedy to tylko było możliwe. Soundtracku nauczyłam się na pamięć. Uwielbiałam go całym sercem, więc dla mnie była to swoista podróż w czasie do dni wczesnej młodości. Fascynacja zapadła mi tak głęboko w jestestwo, że piosenki ciągle mogłabym śpiewać z artystami!

Spektakl spektaklem, ale Teatr Buffo – mnie osobie oryginalnie z głębokiej prowincji – przez lata wydawał się swoistym teatrem marzeń. Tutaj widać, jak ważny jest dobry PR. Bo sam teatr szału nie wzbudza. Mały, zapyziały, sala niewielka i wyglądająca jak Miejski Dom Kultury z powiatowego miasta. Scena niewielka, cały czas obawiałam się, że tancerze albo z niej spadną, albo na coś wpadną i rozbiją sobie głowę! Sala nie była budowana z przeznaczeniem na tego typu działalność. A dźwiękowcy chyba byli trochę przygłusi, bo zafundowali nam dźwięk na takim poziomie, że aż momentami drżały fotele.

Jan Traczyk

Obsada była całkiem fajna. Przede wszystkim w roli Janka trafił nam się Janek Traczyk, co samo w sobie było czystą przyjemnością, bo od czasu koncertu w Przestrzeni Prywatnej (jako osoba nietelewizyjna nie oglądałam go w żadnym show 😉 ) bardzo go lubię. A to był pierwszy raz, gdy miałam okazję obejrzeć go na scenie. Kilka bardzo dobrych głosów, całość nieźle zgrana i zaśpiewana.

Scenografia, choreografia, reżyseria, kostiumy – wszystko mniej więcej takie, jaki pamiętałam sprzed lat. Zauważyłam jednak kilka różnic, zaadaptowania fabuły do upływu czasu. Przewija się tu np. breakdance, hiphop, Gangnam Style, widać, że reżyser dostrzega upływ czasu (i zmiany w widowni) i stara się chociaż trochę za nimi podążać.

Szkoda, że ta siedziba narzuca różnorakie ograniczenia, oczami wyobraźni widzę już ich możliwości wykorzystane do maksimum w jakimś bardziej odpowiednim miejscu. Ale i tutaj dali z siebie wiele, za co należą im się wielkie brawa!

Dla mnie był to mocno sentymentalny wieczór, pełen wspomnień i czaru przeszłości. I nie zepsuły mi go nawet hordy dzieciaków, które przyjechały na wycieczkę. Kto w ogóle zabiera na „Metro” ośmio- czy dziewięciolatków?! Tak czy siak, realizujcie marzenia, bo warto. Tylko zastanówcie się też nad ich ceną…

PS. Marzenie spełniłam dzięki temu, że wyciągnęła mnie do teatru Miss Jacobs, za co należą się jej podziękowania! Chociaż zaczynam mieć podejrzenia, że wyciąga mnie tylko tam, gdzie może obejrzeć/posłuchać Janka T. 😉

© 


Advertisements

11 thoughts on “Spełnianie marzeń („Metro” – Janusz Józefowicz, Janusz Stokłosa)

  1. Po pierwsze, czuję się urażona, że nie wspomniałaś o tym, że to właśnie ze mną spełniłaś marzenie. Tak samo jak o tym, że to ze mną byłaś na koncercie pana T.
    Po drugie, żałuję, że nie wzbogaciłaś notki o efekty wizualne – znaczy się przynajmniej jedno zdjęcie pana T. jako Janka lub kontrabasisty. Albo jako jego samego 🙂
    Lista żali zakończona.

    Samo przedstawienie bardzo przyjemne dla ucha i oka też. Mimo ograniczeń sali artyści dawali z siebie wszystko. Dobrzy tancerze, którzy przyprawiali mnie o dreszcze i strach, kiedy patrzyłam jak blisko publiczności robią swoje akrobacje.
    Największym minusem zdecydowanie było nagłośnienie, niedostrojone do sali. Głowa bolała mnie jeszcze długo po wyjściu. Ceny biletów (chwała Panu za wejściówki) lekko zawyżone. Choć z drugiej strony tylu ludzi na tak małej jednak scenie – to musi kosztować.
    Po namyśle stwierdzam, że jednak daruję sobie komentarz pasujący do przedziału wiekowego na sali. Chociaż to, co pisałam w smsie nadal jest aktualne. Po powrocie do domu nawet zafundowałam sobie drugą „dawkę” w postaci youtube’a. 😉
    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Miss Jacobs – mea culpa! Już się poprawiłam 😀 Dopisek jest, a i efekty wizualne dodane 😉 Zadowolona? 😉

      Nooo, te akrobacje były niesamowite na tak małej scenie. Chociaż tak sobie potem myślałam, że to miało ten urok bliskości, jeszcze chyba nigdy nie miałam poczucia, że aktorzy „latają” mi prawie nad głową. No, raz, we Współczesnym, gdy Szyc wybiegał na „molo” ze sceny i potem z sali i zwalił się nam prawie na głowy, bo źle wycelował 😀
      O tak, nagłośnienie to największy minus, można było ogłuchnąć momentami :> Za to ceny wejściówek bardzo przyjemne.
      Ha, ja też słuchałam piosenek na YT. A nawet jeszcze dzisiaj nuciłam od samego rana! 🙂
      Również pozdrawiam!

      1. Teraz to dopiero jest post. 🙂
        I nie tylko tam… Bo przypominam, że umówienie się z Tobą bez przekładania terminu (i żebyś jeszcze o nim pamiętała lub pamiętała wcześniej, że nie możesz) jest czasem równe z cudem. 🙂 Wybrałyśmy termin możliwy do zrealizowania, a pan T. to tylko miły dodatek. A żeby Cię przekonać, że chodzi przede wszystkim o Kulturę i Twoje towarzystwo… Następne miejsce i czas wybierasz sama. Czekam na zaproszenie. 🙂

        1. Hahahaha, focha widzę, focha! 😀 Cóż ja na to poradzę, że taka jestem popularna, że nie ogarniam, co, gdzie i z kim 😉 Pan T. to zdecydowanie miły dodatek :> Mówisz, że następne ja… Może jakiś koncert? 😉

  2. Foch, bo jak można mi takie rzeczy zarzucać, kiedy ja tu z czystą intencją i sercem.
    Koncert powiadasz… Nie napiszę, co pojawiło się w mojej głowie. Ale na pewno wiesz i też spuścisz na to kurtynę milczenia. 😀
    Może być koncert, może być teatr, a może być zwykłe piwo. 🙂

  3. Widziałam Metro w pierwszej obsadzie :)))) W PKiN-ie też głośno było 😉
    Ośmiolatków nie przypominam sobie wtedy, widownia ździebko starsza była 😉

    1. Miss Jacobs – :p Wiem, co pojawiło się w Twojej głowie, ale na razie chyba nie ma jakiejś opcji w tym temacie 😉 Niestety, wszystko to juz raczej w marcu 😦

      Aine – ooo, ekstra 🙂 Zazdrość zostanie mi na wieki, ale taka niewinna 🙂 Wtedy to raczej chodzili minimum licealiści, tak podejrzewam 😀

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s