W okowach samotności („Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” Haruki Murakami)


murakamiJuż długo żadna z przeczytanych przeze mnie książek tego autora nie wywołała we mnie tak mieszanych uczuć. I dopiero dzisiaj dotarło dla mnie, dlaczego!

Tsukuru Tazaki niczym się nie wyróżnia – charakter, wygląd, zainteresowania, wszystko ma takie przeciętne, jak większość ludzi dookoła. Nawet nazwisko – w odróżnieniu od swoich przyjaciół – ma nudne, nie zawierające żadnej barwy. Kwintesencja bezbarwności. Mężczyzna w średnim wieku, wiodący uporządkowane, samotne życie. Praca – dom – praca. Nie ma bliskiej osoby, nie ma przyjaciół, rodzinę zostawił daleko. Jednakże powoli do jego życia wkracza pewna kobieta, której obecność motywuje Tsukuru do rozliczenia się z przeszłością.

A przeszłości nie miał bezbarwnej, o nie! Szesnaście lat wcześniej Tsukuru został odrzucony przez czwórkę przyjaciół, którzy byli mu najbliżsi, bliżsi od rodziny. Ot tak, pewnego dnia spotkał się z nim wysłannik grupy i zakomunikował, że od tego momentu nie chcą mieć z nim nic wspólnego. I odszedł, bez wyjaśnień.

Jakiś czas później, Tsukuru zaprzyjaźnił się z kolegą ze studiów. Pływali razem, czytali książki, słuchali muzyki. Spokojna, dobrze rozwijająca się przyjaźń dwóch podobnych młodych mężczyzn. Jednakże pewnego dnia i ten przyjaciel znika z życia Tsukuru. Również bez słowa wyjaśnienia.

Te wydarzenia wywarły na Tsukuru wielki wpływ. Przez następne kilkanaście lat miał problemy z uporządkowaniem przeszłości i prawdziwym zbliżeniem się do kogokolwiek. W końcu jednak odważył sie na rozliczenie z przeszłością. A wynik jest zaskakujący…

To kolejna powieść Murakamiego mająca wiele wspólnego z poprzednimi – samotność bohaterów, mężczyzna w średnim wieku, bez związku, podróż w przeszłość, misja rozliczania się z tym, co było, by uporządkować to, co jest, niepokojące sny. To wszystko już było. Jednakże to, co między innymi przyciąga mnie do jego książek to to, jak ciekawie buduje on swe opowieści dookoła jednego, kluczowego wydarzenia.

W trakcie lektury tej książki cały czas mnie coś uwierało, coś mi przeszkadzało w lekturze i nie dawało tak naprawdę pogrążyć się w tej opowieść, dać się uwieść. I dopiero po zakończeniu lektury przyszło mi na myśl, że to wszystko dlatego, że ja go po części rozumiem, wiem, co czuł. Sama kilka lat temu doświadczyłam odrzucenia, gdy (według mnie) bardzo dobra przyjaciółka nagle obwieściła mi, że nie pasuję do jej nowego pomysłu na życie. Teraz myślę sobie: trudno, takie życie, tacy ludzie. Wtedy jednak mocno mnie to trzepnęło i długo nie dawało o sobie zapomnieć. Całe szczęście, że okazałam się silniejsza od Tsukuru, może cios był mniejszy. W każdym razie, właśnie to wydarzenie pozwoliło mi bardzo mocno zidentyfikować się z Tsukuru, dzięki czemu ta książka zostanie ze mną na dłużej.

Cóż, najnowsza powieść Murakamiego to jego typowa książka. Więc wszystkich miłośników autora zapraszam serdecznie do lektury. A ci, którzy reagują na niego alergicznie niech idą do półek i poszukają czegoś innego do poczytania!

PS. A niedługo będzie tutaj konkurs, w którym będzie do wygrania właśnie ta książka!

bezbarwny tsukuruWydawnictwo: Muza, 2013

Oprawa: miękka

Liczba stron: 352

Moja ocena: 5/6

Ocena wciągnięcia: 4,5/6

© 

Advertisements

19 thoughts on “W okowach samotności („Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” Haruki Murakami)

  1. Za Murakamiego już od lat planuję „się zabrać” – inaczej nie mogę tego wyrazić, bo chociaż mam kilka jego powieści i czekają na mnie cierpliwie, udało mi się jedynie przeczytać kiedyś, dawno temu „Norwegian Wood”. Hm… Sama nie wiem czemu, chyba to jeden z tych pisarzy, którzy pomimo doskonałego stylu, ciekawych historii i wciągających fabuł nie mają u mnie szczęścia 🙂

    1. Bombeletta – o widzisz! Dla mnie „Norwegian Wood” to też była pierwsza jego książka i tak mnie zachwyciła, że stopniowo zdobywałam i czytałam kolejne. Mam większość, sporo przeczytałam, ale jeszcze nie wszystkie. Nawet dobrze, na dłużej starczy 😉 Pokochałam tę jego „rzeczywistość-nierzeczywistość”, styl, samotność bohaterów i muzykę w tle. Ciekawe, jak to będzie u Ciebie 🙂

      Inwentaryzacja krotochwil – faktycznie, ten motyw jest chyba we wszystkich lub w większości jego książek, które czytałam. Ale styl ma specyficzny, dlatego przeważnie albo się go kocha, albo nie cierpi 😉 Wszystkie okładki moim zdaniem są super, tworzą piękny komplet, barwną tęczę na półce 🙂 Konkurs już niebawem!

  2. Typowa książka Murakamiego? Muszę tego autora nadrobić, bo kiedyś postanowiłam sobie, że przeczytam wszystkie. Zastanawiam się tylko, czy bardziej typowa jest – jak Ci się, Agnieszko, wydaje – np. „Nowegian wood” lub „Na południe od granicy…” czy raczej „Kafka nad morzem”? Ta ostatnia urzekła mnie totalnie i na pewno przeczytam po raz kolejny, za to inne, które nie mają takiej dawki zjawisk nadprzyrodzonych i tego typu absurdu, muszę sobie jednak dawkować w mniejszych ilościach. Stąd pytam, które bardziej najnowsza przypomina, by ustawić ją sobie na liście książkowych priorytetów na odpowiednim miejscu 🙂

    1. Pani od Kotów (jaki ładny nick! :)) – mamy takie samo postanowienie, ja też chcę przeczytać wszystkie jego książki. Gdy piszę typowa, to chodzi mi o powracające tematy i motywy, nie o to, że wszystkie ma „na jedno kopyto” (chociaż pewnie część osób może mu to zarzucić). Ta będzie dla mnie bardziej podobna do „Na południe…”, bo jest w niej mało zjawisk nadprzyrodzonych i przedziwnych sytuacji. Nie mogę się odnieść do „Kafki nad morzem”, bo tej jeszcze nie czytałam”. Ale porównując np. do „1Q84”, to w tej zdecydowanie jest o wiele mniej tego typu sytuacji, bohaterów i zjawisk nadprzyrodzonych. „Norwegian Wood” była moją pierwszą jego książką i miała dla mnie w sam raz wszystkiego, na tyle, by mnie uwieść i pozyskać wierną fankę 😉 Ale jeżeli lubisz dużo nierzeczywistej rzeczywistości Murakamiego, to ta pewnie będzie ciut niżej na liście priorytetów 🙂

      Aktivist – hm… no to zdania mamy rozbieżne. Nie widzę tu ani lukrowanych aforyzmów (ciekawe stwierdzenie, nie jestem pewna, czy rozumiem pod nim to samo, co Wy), ani mądrości Coelho (chociaż tutaj nie mogę zabłysnąć, bo czytałam chyba jedną czy dwie jego książki jakieś wieki temu, gdy dopiero zaczynał się robić popularny). No ale ponoć de gustibus… 😀

      1. Dzięki 🙂 „Kafka nad morzem” to książka moim zdaniem z jednej strony trudniejsza w odbiorze, bo sporo pomysłów wydaje się absurdalnych, z drugiej przyswaja się dobrze, bo nie ma dłużyzn i powtórzeń. Polecam, jedna z moich ulubionych 🙂

  3. „Całe szczęście, że okazałam się silniejsza od Tsukuru, może cios był mniejszy” – cyli koniec opowiedziany…

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s