Wyklęte bękarty wojny („Legion” – Elżbieta Cherezińska)


partyzanci

Nie dam rady krótko. Nie i tyle.

Tym, którzy nie chcą czytać długiego tekstu z moimi wrażeniami z lektury, spotkania autorskiego itp. wynurzeniami postanowiłam zaserwować krótką piłkę: mało jest w Polsce tak utalentowanych pisarek, jak Elżbieta Cherezińska! A i historia opisana w „Legionie” jest porywająca i chyba żaden czytelnik nie pozostanie wobec niej obojętnym. Więc dajcie sie porwać tej niesamowitej opowieści, czytajcie, bo warto! Ach, jak bardzo warto!

Nooooo… To teraz do rzeczy!

Wyobraźcie sobie Polskę w początkowej fazie II wojny światowej. Chaos informacyjny, komunikacyjny, przepychanki polityczne, zawieszenie w oczekiwaniu na pomoc aliantów. Bo przecież wojna będzie błyskawiczna, po co się wysilać i tracić swe środki i ludzi? Ba, część polityków widzi możliwość ugrania czegoś dla siebie. Intrygi polityczne, każda partia, stronnictwo walczy o swoje, nie potrafiąc zjednoczyć sił i postawić dobra ojczyzny tak naprawdę na pierwszym miejscu. Wszyscy gadają o tym, jak ważne jest ocalenie narodu i kraju, ale już ich decyzje i czyny niekoniecznie to odzwierciedlają. Owszem, każde ze stronnictw stara się walczyć z najeźdzcą, ale bez sensu, na własną rękę. Do tego dochodzi kiepski przepływ informacji między centralą a regionalnymi czy też lokalnymi oddziałami. Jednym słowem – chaos.

W tym chaosie znajduje się grupa żołnierzy, którzy widzą, że zagrożenie dla Polski nadchodzi z dwóch stron. Naziści to nie jedyny wróg. Komuniści w ich oczach wydają się tak samo dużym zagrożeniem. Ich poglądy niestety nie pasują do poglądów większości. Tym bardziej, że nie starają się walczyć na łapu capu, bez pomyślunku, byleby walczyć. Mają cel – ocalić jak najwięcej młodych ludzi, bo bez nich ten kraj nie będzie się miał jak odrodzić.

Gros akcji książki dzieje się jednak w latach 1942-1945. Widzimy, jak miesiąc po miesiącu ich jednostki się rozrastają. Sława dowódców przyciąga coraz więcej chętnych, a ludzkie traktowanie jeńców również przysparza im popularności. Dla młodych zapaleńców, nie jest ważne, czy to siły AK, NSZ czy AL, ważne są osobowości, ważni są dowódcy – Żbik, Ząb, te postaci podrywają do walki!

A dla dowódców oznacza to coraz więcej ludzi, coraz więcej obowiązków, coraz więcej niebezpieczeństwa. Bo jak zarządzać setkami osób mieszkającymi zimą w lesie? Jak ich wyżywić? Jak ocalić od wyrżnięcia w pień przez którąś z wrogich armii? Na dodatek nie uznaje ich londyński rząd, więc nie mają oficjalnego wsparcia, nie otrzymują pieniędzy czy środków materialnych. Muszą sobie radzić sami.

LegionCzas płynie i coraz bardziej klaruje się, że jedyną możliwością przetrwania tak dużej brygady, jak Brygada Świętokrzyska, jest przedarcie się przez linię frontu i połączenie z jednostkami alianckimi. I tu zaczyna się ich największa przygoda! Przeprowadzenie ponad tysiąca żołnierzy lasami, przedarcie się przez niemieckie pozycje, a to wszystko z Armią Czerwoną depczącą po piętach…

Czytałam tę książkę i zdumiewałam się wieloma wyczytanymi rzeczami. Nie wiem, czy uczono mnie w szkole historii według lekko okrojonej wersji, czy też ja wtedy nie byłam w wieku, by zainteresować się czymś więcej niż gettem i powstaniem warszawskim, w każdym razie wiele z opisywanych tutaj rzeczy było dla mnie nowych.

Podziwiałam też osoby, które przybliżyła czytelnikom autorka. Mimo tego, że widać było, po czyjej stronie jest jej sympatia, to żadna z tych osób nie była kryształowa. Każdy miał coś na sumieniu, czytelnik wie, co się z daną osobą działo, na jakiej podstawie podejmował decyzje, co stało za tym, czy innym czynem. Widzimy, jak wpływa na nich polityka, wojna, porachunki między zgrupowaniami, miłość…  Zapewne podobną historię można byłoby stworzyć na podstawie dziejów innych jednoset, tych, które tutaj przedstawione są jako wrogie. Bo w końcu opowieść tworzą ludzie i ich osobiste historie. Ale Elżbieta Cherezińska przybliżyła nam losy tej właśnie brygady i zrobiła to wyśmienicie!

Już przed lekturą wiedziałam, że autorka należy do grona tych bardzo utalentowanych. Pokazała to już w cyklu Północna droga. Tu zabrała się za zupełnie inny temat, ale z równie kapitalnym efektem! Solidnie przygotowana książka, bardzo dobrze skonstruowani bohaterowie, wiarygodni tak, że bez trudu mogłabym uwierzyć w to, że pisząc tę książkę przebywała obok nich w trakcie tych wydarzeń.

A jak to wszystko jest opisane! Od pierwszych stron czułam się tak, jakbym oglądała na ekranie fascynujący serial wojenny. I w tym momencie jest to duży komplement, oznaczający tylko tyle, że całość jest bardzo obrazowa, autorka potrafi malować słowami tak, że wręcz widzi się każde miejsce, osobę i akcję. Potrafi też umieścić w akcji odrobinę humoru, serwując go w taki sposób, że nie razi, wychodzi naturalnie.

– Cholera by ich wzięła – pociąga nosem Wacek – Za każdym razem, jak oddajemy Niemcom kontyngent, to widzę, jak nasze świnie na nas patrzą. Dzisiaj ta łaciata, pan widział, co? Normalnie miała w oczach łzy. Jakby chciała powiedzieć: „Nie pójdę za Niemca, nie pójdę za Niemca, Wacuś tyś mnie od warchlaka odchował i ty mnie do Niemca oddajesz?”.

To samo zresztą z momentami przerażającymi czy wzruszającymi. Są serwowane czytelnikom umiejętnie, bez patosu, zadęcia śmieszności. A i tak sceny Wigilii z harcerskimi lilijkami wiszącymi na drzewach czy czeska maminka płacząca, gdy dwóch polskich żołnierzy odmawia wieczorną modlitwę, wzruszyły mnie do łez.

W każdym razie przez całą książkę miałam wrażenie, że „Legion” z wielką łatwością można byłoby adaptować na kilkuodcinkowy serial i byłby to sukces. Tylko niech się za to nie zabiera żaden partacz!

*****

To, że ta książka zrobiła na mnie tak wielkie wrażenie, że nie wiem, jak pisać, by nie napisać opowiadania na jej temat i nie popaść w śmieszność, to jedna sprawa. Inną jest to, że zapewne do sukcesu tej książki przyłożyło się także spotkanie z autorką.

Kilka dni przed rozpoczęciem lektury miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu organizowanym przez Białołęcki Klub Książki. Było to pierwsze w moim życiu spotkanie, na którym autorka, po jej przedstawieniu przez organizatorów, wyszła na środek pomieszczenia i zaczęła mówić i mówić… Przez dwie godziny opowiadała historie związane z „Legionem”, powstaniem tej książki, jej bohaterami, opisywanymi wydarzeniami, tłem historycznym etc. Do tego jeszcze ciekawostki związane z innymi jej książkami, planami na przyszłość, odpowiadała na pytania czytelników. Była niesamowita! Nie potrzebowała żadnego prowadzącego, pytań pomocniczych, nic! Wszystko miała w głowie i tylko snuła opowieść. Erudycja, wdzięk, wiedza i poczucie humoru. Te cztery słowa najlepiej oddają me wrażenia z tego spotkania. A na koniec kupiła mnie totalnie, gdy poszłam się przedstawić, a ona rzuciła mi się na szyję, tak ucieszyła się z odwiedziń psychofanki 😉  Ech…

PS. Mam tylko olbrzymią pretensją do Wydanictwa Zysk i S-ka! Dlaczego, do diaska, tak słabo promujecie tak zdolną autorkę?!

Wydawnictwo: Zysk i S-ka, 2013

Oprawa: twarda z obwolutą

Liczba stron: 800

Moja ocena: 6/6

Ocena wciągnięcia: 6/6

© 

Reklamy

26 thoughts on “Wyklęte bękarty wojny („Legion” – Elżbieta Cherezińska)

  1. Ja mam zamiar do Cherezińskiej siąść w najbliższym czasie (często u mnie spotykane wyrażenie jeśli chodzi o chęć przeczytania czegoś) tym bardziej, że mam dostęp do większości książek autorki, a słyszałem o niej dużo dobrego.. tym bardziej cieszą Twoje dobre słowa o tej książce..

  2. Ale mi zrobiłaś chrapkę na „Legion” tą recenzją! Nie spodziewałam się, że powieść jest taka świetna… Sama nie wiem, bo niby nie jestem miłośniczką literatury historycznej, ale tutaj przeczuwam fajność i że się nie zawiodę 🙂 Dopisuję do listy – to-read obowiązkowo 🙂

    1. Takitutaki – hehehehe, to wyrażenie (w różnych wariacjach) to typowe wyrażenie moli książkowych 😉 Przeczytam niedługo, sięgnę w najbliższym czasie, jak tylko skończę 2 aktualnie czytane… Do wyboru, do koloru 😉
      A co do Elżbiety Cherezińskiej, to z książki na książkę utwierdzam się w tym moim przekonaniu, że warto jej książki czytać! Dobrze przygotowane, pisane w świetnym stylu, z „nerwem” i oddając realia, ja nie mogę się oderwać! Nawet dobrze jeżeli nie zaczniesz od „Północnej drogi”, bo pierwsza w cyklu „Saga Sigrun” jest mocno nietypowa, bo taka słodka, pełna seksu i bardzo kobieca. Ale też taka jest też bohaterka, kolejne tomy (z innymi bohaterami głównymi) są już zdecydowanie bardziej hm…, ech, mniej „sigrunowate” 😀 Ale kocham wszystkie jej książki (na razie!) tak samo 🙂

      Bombeletta – no to możesz mieć zagwozdkę na początku, bo tam się sporo dzieje, dużo bohaterów, sporo realiów wojennych. Ale żadnych powieści historycznych nie lubisz? Bo może właśnie akurat Ty powinnaś zacząć delikatniej, od „Sagi Sigrun” właśnie? Ten cykl dzieje się w czasach Wikingów, więc zamierzchła historia, ale to po części cykl obyczajowy, szczególnie pierwszy tom właśnie.

  3. Z tym że nie zgadzam się z oceną, że taką powieść można by napisać o każdym oddziale partyzanckim. Trudno mi wyobrazić sobie coś takiego napisane o AL. Bohaterów „Legionu” Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych prowadzi przez życie honor i godność. Oczywiście w warunkach okupacyjnych czasem bywa on stargany, ale nigdy zbrukany.

    1. Prawnik na macierzyńskim – 🙂 O tej trylogii słyszałam, chociaż to chyba ciut inna bajka, bo to właśnie historia o miłości w czasie wojny, a ta książka, to historia jednostki opowiada poprzez historie jej dowódców i członków. Ale obydwie są zapewne pasjonujące, tylko w inny sposób.

      Mariusz Grzyb – zapewne są niechlubne wyjątki, o których nic dobrego nie dałoby się napisać. Jednakże czytając o tym, jak ludzie (na niższych poziomach, zwykli członkowie grup) trafiali do jednostek, jak często na dobrą sprawę nie znali „programu” i ideologii stojącej za danym zgrupowaniem i do tego znając trochę ludzi en masse – jestem daleka od widzenia świata na czarno-biało. Że jeżeli NSZ to wszyscy z automatu super, a jeżeli AL to wszyscy z automatu mordercy i gwałciciele. Ale ja generalnie daleka jestem od wszelakich radykalnych osądów, wierzę w sto odcieni szarości 😉

  4. Zależało mi na opinii właśnei takiego lekko ahistorycznego czytelnika, bo takowym miałam w planach Legion sprezentować:).
    A co do nauki historii (w naszych czasach licealnych) -dobrze było mieć anuczyciela, który jakoś to logicznei poukładał. U mnie ksiażki były już nowe, ale lektury uzupelniające – jeszcze z głębokiego PRL.

  5. Uwielbiam takie historie, choć jakoś lista moich lektur jest bardzo długa, że nie wiem, czy w końcu dokopię się do Cherezińskiej… Ale widzę, że warto.

    1. Filety z Izydora – czy ja jestem ahistorycznym czytelnikiem, hm… Od jakiegoś czasu czytam rzadziej książki związane z historią, ale swego czasu mocno się zaczytywałam chociażby w książkach dotyczących losów Żydów w czasie II wojny światowej. Ale faktem jest, daleka jestem od głębokiej wiedzy 🙂 Może mam jej ociupinkę więcej niż statystyczny Polak i to wsio 😉
      Co do nauki historii, to do podstawówki chodziłam pod koniec PRL-u i krótko po granicznej dacie, więc było, jak było. A do liceum chodziłam w drugiej połowie lat 90-tych, więc teoretycznie już wszystko powinno być cacy, ale mieliśmy baaaardzo chaotycznego historyka. Świetnie opowiadał, ale strasznie skakał po tematach, nie podążał za swoją myślą przewodnią, generalnie – robił, co mu tam się w danej minucie w głowie urodziło 😉

      Dofi – oj, dokop się, dokop! Nie pożałujesz, jakoś dziwnie mocno jestem o tym przekonana! :>

      1. Aga,
        nadinpretowałam notkę trochę. No i nie pamiętam u Ciebie wielu opisanych książek z tej dziedziny, no ale przeciez nie piszesz o wszystk
        U ściślając- chodziło mi o wrażenia czytelnika, który nie jest ani historykiem, ani Wielkim Pasjonatem Historii, który np podda książkę wiwisekcji i będzie pod lupa oglądał każdą nieścisłość.

  6. Mimo że ta książka już jest na mojej liście „do przeczytania”, tą recenzją dodatkowo mnie na nią „nakręciłaś” 🙂 Do tej pory Cherezińskiej przeczytałam „Grę w kości”, niezła ale jakoś wyjątkowo mnie nie porwała, zdecydowanie ciekawsze wydawały mi się fragmenty dotyczące Bolesława Chrobrego niż uduchowionego Otto. Czytałam również „Północną drogę” i już pierwszy tom zauroczył mnie całkowicie, dosłownie nie mogłam się od niego oderwać, drugi tom natomiast zaskoczył, fantastyczne jak autorka stworzyła tak bardzo różne bohaterki i przez nie różne w klimacie powieści, opisujące właściwie te same wydarzenia. Nadal jednak nie wiem co myśleć o zakończeniu całości 🙂

    1. Lena – cieszę się, że mój tekst był „wspomagaczem” 🙂 „Gra w kości” to jedyna oprócz „Korony…” książka tej autorki, której nie znam. Ale obydwie mam, tylko czekają na swoją kolej, nawet dobrze, że jeszcze nie jestem na bieżąco, umilę sobie którąś z nich czekanie na najnowszą 😀
      Północna Droga jest świetna! Jej wielkim atutem jest właśnie rozbicie na głosy, gdzie każdy tom ma inną osobę „przewodzącą”, a wszystkie właściwie opowiadają tę samą historię. Mnie się to baaaardzo podobało. A zakończenie… daje do myślenia 😀

  7. Mnie bardzo interesuje historia strzelca,który zestrzelił samolot z pistoletu.W 2006 roku miałem zaszczyt spotkać tego Pana i wtedy on mi o tym zestrzeleniu opowiedział.Czy autorka może mi przybliżyć tę postać?Skąd zaczerpnęła wiedzę o tym zdarzeniu i czy zna może personalia tego Pana?Ten Pan wspomniał że to zdarzenie zostało opisane w książce,Tylko nie powiedział jakiej i kiedy.Działo się to po zawodach strzeleckich LOK w lecie 2006.Po zawodach w których obaj z tym Panem należeliśmy do tego samego zespołu i zdobyliśmy I miesce drużynowo było wręczenie medali i mały poczęstunek z kieliszeczkiem i prosiaczkiem z rożna.Wtedy ten przesympatyczny i wykształcony człowiek opowiedział nam tę historię.Miałem nadzieję go jeszcze kiedyś spotkać i porozmawiać więcej o jego przeżyciach wojennych.Niestety wyemigrowałem za chlebem i straciłem kontakt.Był bym wdzięczny za każdą wiadomość.Ten pan zasługuje na pamięć.

    1. O to trzeba byłoby zapytać bezpośrednio autorkę książki. Ja tylko napisałam tekst o swoich wrażeniach z lektury 🙂 Elżbieta Cherezińska ma swoją stronę, tam znaleźć można kontakt do niej. Lub poszukać jej na Facebooku. Pozdrawiam!

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s