Król blogerów radzi!


Premiera dzisiaj, 23 października 2013!

Och, już widzę kilka fukających osób! Że co, że niby nie ma kogoś takiego, jak król blogerów? Według jednych nie ma, według innych jest. A jak on sam pisze:

Pod koniec 2011 roku „Newsweek” określił mnie mianem króla blogerów. A czemu nie? Powieliłem informację, wciąż ją powielam, nigdy nie zaprzeczam, ku rozpaczy moich hejterów oraz tych spod znaku „nigdy nie słyszałem o żadnym kominku”. Jestem królem blogerów i doprawdy nie ma żadnego znaczenie, że królem się nie czuję. Takie zasady panują w blogosferze.

I muszę się z nim zgodzić. W blogosferze bardzo dużo zależy zarówno od tego, jak inni ciebie postrzegają, jak i od tego, jak Ty sam siebie postrzegasz i jak siebie przedstawiasz. Tutaj bardzo mocno sprawdza się powiedzenie „jak cię widzą, tak cię piszą”. Jedno zdanie rzucone ot tak potrafi wpłynąć na Twój wizerunek. Ale równie dobrze to ty możesz być tym, kto to zdanie rozpowszechni…

Statystycznie rzecz biorąc, tylko dwóch blogerów na sto ma szansę w ogóle zostać blogerami. Jakimikolwiek.

W swojej najnowszej książce – „Blog. Pisz, kreuj, zarabiaj” – Tomek Tomczyk w dużej mierze skupia się na mentalności blogerów, na tym, co rozróżnia dobrego twórcę od przeciętnego, czym charakteryzują się ci, którym udaje się wybić do szerszego grona odbiorców. Część dotycząca osobowości i predyspozycji autorów blogów, która zajmuje sporą część książki dla mnie była arcyciekawym materiałem, który tylko potwierdza mą opinię: możesz być świetnie piszącym blogerem, a bez pewnych predyspozycji nigdy nie zagości na twym blogu więcej niż garstka osób. Oczywiście, część z nas pisze tylko dla pisania i twierdzi, że to, czy ktoś ich odwiedza, czy nie, nie jest istotne, jednakże większość – chociaż przed lustrem – przynaje, że to, czy ktoś czyta ich teksty, czy nie, jest dla nich istotne. Pewnie, że niektórym do osiągnięcia sukcesu wystarczy talent i skromne siedzenie w kącie. Ale nie owijajmy w bawełnę, będzie to jeden szczęściarz na tysiące. Reszta sama musi popracować na swój sukces.

W trakcie lektury można wiele razy oddać się przemyśleniom a propos tego, na ile my sami potrafimy się odnaleźć w świecie blogosfery, czego chcemy od naszego blogowania, jakie mamy predyspozycje, czy odpowiada nam ciche siedzenie w kąciku czy też chcemy czegoś innego. A jeżeli tak, to czego? A przede wszystkim: kim jesteśmy jako bloger?

Nieprzypadkowo w pierwszej części książki skupiałem się na mentalności blogera, bo to nie talent, dobra tematyka czy kasa utopiona w reklamach kształtują popularnego i poczytnego blogera, ale jego mózg.

Dalsza treść dotyczy wielu różnych tematów związanych kreaowaniem wizerunku blogera, używania do tego social mediów, a rzadziej mediów tradycyjnych oraz z komercjalizacją bloga. Cały czas podkreślany jest fakt, że to, co z blogiem zrobimy zależy tak naprawdę od nas, naszych decyzji, szacunku do samych siebie.

Dwa rozdziały dotyczą współpracy blogerów z firmami – jeden z punktu widzenia blogera, a drugi z punktu widzenia firmy. Tomek przeszedł krok po kroku przez wiele aspektów dotyczących tej współpracy – poczynając od samego faktu zarabiania, przez jego formy, szczegóły negocjowania, kontaktu, dobierania kontahentów, aż do potencjalnych zagrożeń dla obu stron. Bardzo ciekawy materiał!

A na końcu jest flybook, czyli garść praktycznych porad, które nie zmieściły się w żadnym z powyższych rozdziałów.

Całość jest spójna i interesująca dla każdego, kto snuje rozważania na temat swej roli, blogowania i potencjalnych (lub aktualnych) współprac z firmami.  Fajne jest to, że Tomek nie pisał tej książki sam, tylko konsultował jej treść z innymi blogerami. I tymi, którzy są już znani od dobrych kilku lat, i tymi, którym udało się dopiero niedawno wejść na wyższy poziom blogowania.

Nie jest to książka dla każdego. Jeżeli chce się pisać tylko dla siebie, to pewnie nie ma sensu jej czytać. Ale rozglądając się dookoła (nawet w tym naszym niszowym zakątku książkowym, troszkę – przynajmniej częściowo – snobującym się na lepszy od innych) widzę, że od jakiegoś czasu sporo osób pisze na blogach i forach, że chciałaby się rozwinąć, że pragnie tego i owego. I dla tych osób to będzie przydatna lektura, to na bank! Że kwestie te są interesujące, widać chociażby po rozmowach pod notką „Wino, kobiety i śpiew”.

Ja polecam! A i tak – po cichutku i grzecznie – będę czekała w końcu na jakąś powieść Tomka! Mam nieodparte wrażenie, że byłaby to całkiem udana lektura.

*****

Dobry bloger nie pyta czytelnika o opinię. Przywilejem i obowiązkiem dobrego blogera jest powiedzieć czytelnikowi, jakie ma być jego zdanie na dany temat.

*****

Słabi i przeciętni nie lubią nieskromnych. Zirytują ich twoje przechwałki, zarzucą ci zarozumialstwo, nazwą bufonem albo bucem. Reagują tak, bo znają swoje miejsce w szeregu. Są konsumentami rzeczywistości, nie jej kreatorami. Podążają za kimś, bo nie potrafią nikomu dać powodu, aby podążano za nimi.

© 

blog pisz kreuj zarabiajWydawnictwo: Zielona Sowa, 2013

Oprawa: twarda

Liczba stron: 376

Moja ocena: 5/6

Ocena wciągnięcia: 5/6

Inna książka tego autora: „Bloger – poradnik dla blogerów”


Reklamy

21 thoughts on “Król blogerów radzi!

  1. „część z nas pisze tylko dla pisania i twierdzi, że to, czy ktoś ich odwiedza, czy nie, nie jest istotne,” – takie słowa, może i pojawiają się w blogerach… Kiedy zakłada się blog, i kiedy faktycznie tych czytelników nie. Blog nie istnieje bez ludzi. I tego się trzymam.

    I aż jestem ciekawa… co tam w trawie piszczy. 🙂

    Pozdrawiam słonecznie!

    1. Oczywiście, że bez ludzi nie ma bloga. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś prowadził bloga dla samego prowadzenia. Muszą być czytający i jeszcze komentujący, żeby prowadzić jakąś interakcję z użytkownikiem.

  2. Jestem w trakcie czytania jego pierwsze książki, więc chętnie sięgnęłabym i po tą. Tomek jest jednym z nielicznych z tej tzw. „elity blogowej”, którego bardzo lubię czytać. Do reszty zaglądam okazjonalnie, kiedy coś naprawdę mnie zainteresuje. Kominek nawet jeżeli pisze o tym, co mnie guzik obchodzi, wiem że mi się spodoba. Z tym tytułem będzie pewnie podobnie 🙂

    1. Recenzencki – to w tej kwestii się zgadzamy 🙂 Pewnie, niektórym zależy na odwiedzalności mniej, innym bardziej, ale nie wierzę, że są tacy, którym w ogóle nie zależy. A jeżeli są, to prowadzą „zakluczonego” bloga 😉 Albo piszą w Wordzie notki o kolejnych książkach.
      To sprawdź, co piszczy! 😀 Pozdrawiam!

      Paulaaaa – o, i jak wrażenia? Ja czytałam już jakiś czas temu i też mi się podobała. Chociaż jak tak sobie myślę, to ta bardziej mi przypadła do gustu, ciekawsze tematy (dla mnie teraz) porusza. Fakt, Tomek pisze ciekawie właściwie na każdy temat, wsio rybka o czym. Ja jednak wszystkich notek nie czytam, ostatnio na blogach niestety bywam tylko wtedy, kiedy mam sporo wolnego czasu, czego prawie nie ma u mnie ostatnio. Robię więc ostrą selekcję tego, co z RSSa czytam. Ale bywam u niego w miarę regularnie.

  3. Ale to zdjęcie na okładce… mujeju! To nie tak, w tym przypadku, że ‚słabi i przeciętni nie lubią nieskromnych’ – ono jest po prostu nieaktualne i merytorycznie bezsensowne. Czy okładka nie powinna aby jednak sygnalizować treści? Ja bym tam wierzyła w moc projektowania graficznego bardziej niż fotoszopa, przynajmniej na miejscu tak doświadczonego…kreatora, hm. Ale co ja tam wiem – w końcu na czym jak na czym ale na blogu to nie zarabiam 😉

  4. Z zamieszczonych na końcu wpisu cytatów wynika, że gość ma o sobie naprawdę wysokie mniemanie. Obowiązkiem blogera ma być narzucanie komuś swojego zdania?! Czyli bloger ma być kreatywny, żeby przyciągnąć na swoją stronę bezwolne ciemne masy konsumentów? O, zdecydowanie nie jest to książka dla każdego.

    1. Inwentaryzacja krotochwil – dlaczego nieaktualne? Bo zarzut niemertoryczności kumam, ale ta nieaktualność mnie zastanowiła.
      Ano, generalnie okładka powinna odzwierciedlać treść. Ale też jest tak, że często okładki poradników napisanych przez jakoś tam znane osoby „składają” się ze zdjęcia autora. Nie on pierwszy, nie ostatni. Pewnie, można dyskutować, na ile jest to osoba znana. Ale sądzę, że większość „targetu” jeżeli się gdzieś tam natknęła na jego profil/wywiady z nim etc., wszędzie tam jest jego twarz, więc łatwa potem konotacja z okładką i nazwiskiem. Tak sobie dumam, bo jaka jest przyczyna tego, że na okładce jest Tomek, to wie tylko on i wydawnictwo 😀

      Elenoir – ma. Mnie to osobiście nie przeszkadza, wolę to i konkretne opinie, sprawdzone rady, niż kogoś, kto będzie dawał porady typu: z jednej strony…, ale może z drugiej… a właściwie… I akurat może bym tego tak nie sformułowała, ale zgadzam sie, że naszymi opiniami i emocjami wywieramy wpływ na innych. Jeżeli ktoś tu wchodzi, by poczytać np. o „Dożywociu”, to ja chcę, by wyszedł stąd przekonany o tym, że to jest fantastyczna książka, żeby poleciał ją zamówić i czytać. Może o tym nie myślę, gdy piszę kolejne notki, ale gdy zadumałam się nad wybranymi cytatami, to stwierdziłam, że właściwie tak, chcę, by ludzie (nie)rzucali się czytać to, o czym piszę 😀

      1. Agnieszko, o tym, czy książka jest fantastyczna, można się przekonać dopiero po jej przeczytaniu, a nie na podstawie czyjejś opinii, nawet jeśli jest to zdanie osoby, którą się ceni.

        1. Ja jednak pisałam o przekonaniu, że chce się coś lub kogoś poznać i w taki sposób ja to widzę.
          Ale swoją drogą, to mam mocne wrażenie, że wiele osób właśnie wręcz chciałoby, by ktoś im powiedział, czy to co przeczytali/obejrzeli/przeżyli/usłyszeli jest takie czy śmiakie 😉

        2. Niepotrzebnie się czepiasz i wyrywasz z kontekstu. Przecież Agnieszka napisała: „wyszedł stąd przekonany o tym, że to jest fantastyczna książka, żeby poleciał ją zamówić i czytać”. I oczywiście wyrobić swoje zdanie. To chyba oczywiste.

          Moim zdaniem pierwsza książka była hmmm… ciut lepsza, ale tak naprawdę dopiero z tą drugą tworzy całość.

          P.S. Jeśli ktoś nie jest, albo nie zamierza być blogerem – to niech nie czyta, bo mu się ta wiedza na wiele nie przyda :]

    1. Na litość boską, kto jak kto, ale Kominek miałby pięć tryliardów powodów dla tej sodówki, która – jak mam wrażenie – i tak wcale mnie nie uderzyła. Gość jest zwyczajnie wyśmienitym blogerem, ma całkowite prawo mieć gigantyczne poczucie własnej wartości, dlaczego więc oceniać go tak krzywdząco?

      1. Ten pan jest na pewno popularnym blogerem, natomiast czy świetnym – rzecz względna.
        Rozumiem, że ktoś, kto coś osiągnął (np. popularność w pewnych kręgach internetu), ma prawo być z tego dumny i może wysoko się cenić, ale opisywanie, jak to się sprawiło organizatorom jakichś warsztatów kłopot, bo nieco późno poinformowało się ich, że lubi się tylko praliny określonego koloru, świadczy jednak o megalomanii. Taki kaprys nie dziwiłby może u wybitnej diwy operowej, ale zaskakuje w przypadku osoby, która testuje golarki.

  5. I ja nie jestem „targetem” tej książki 😉

    A co do rozwoju bloga – z tym rozwijaniem się i szukaniem współprac i kontaktów (bo właściwie do tego się to sprowadza – żeby zrobić z bloga narzędzie do zarabiania), to trzeba jednak bardzo uważać. I tu podam przykład – bardzo podobał mi się blog Pauliny – „From movie to the kitchen” – fajne połączenie kina z kulinariami, przepisy na potrawy, które jedli lub mogliby jeść bohaterowie; do tego stopnia mi się podobał, że kupiłam sobie nawet książkę Pauliny „Kuchnia filmowa”. Ale … weszłam teraz niedawno po przerwie i mnie odrzuciło, nie będę z pewnością zaglądać tak często jak kiedyś. Rozumiem, że po zdobyciu tytułu „Bloga roku”, posypały się propozycje. Rozumiem niektóre działania, np. reklamę Multikinowego cyklu wieczorów „Kino od kuchni” (jak najbardziej związane z tematyką bloga, fajnie o tym wiedzieć, w sumie takie informacje są przydatne). Z przysłowiowym bólem zębów zniosłam akcję biegu – wyzwanie z Florą (margaryną). Ale testowania aplikacji mobilnej Eurobanku – sprawdzania, jak łatwo zrobić przelew w czasie, gdy ciasto jest w piekarniku – wybaczcie, nie zniosłam – to była ta kropla, która przelała czarę – długo tam nie zajrzę niestety. Wiem, że jestem pewnie jedną małą kropeczką w statystykach – ale straconą wierną czytelniczką.
    I to jest moim zdaniem największy dylemat, który muszą sobie rozważyć blogerzy chcący się ‚rozwijać’ w kierunku ‚kominkowym’ – brać ‚wszystko jak leci” czy raczej profilować bloga i ewentualne współprace czy akcje promocyjne. Na takim ‚lajfstajlowym’ uchodzi właściwie reklamować wszystko, na profilowanych ‚węziej’ już dużo dużo trudniej. Pytanie, czego się chce? I co warto zaryzykować.

    1. Maniaczytania – pewnie, nie każdy jest jej grupą docelową 🙂
      Co do Pauliny i jej bloga, to wypowiedzieć się nie mogę, bo praktycznie u niej nie bywam, od przypadku do przypadku. Więc nawet nie mogę się odnieść do tej części komentarza.
      Ale faktem jest, że warto rozpatrzyć kierunek, w którym chce się zmierzać + decyzje a propos profilowania bloga i działań na nim uskutecznianych. Czy szeroko działamy czy też wąsko i stosujemy mocne dostosowanie.
      Co do tego, co warto ryzykować, to pewnie czasami jest trudne do przewidzenia. Bo czasami nie wiemy tak naprawdę, jakie będą konsekwencje naszych działań. A czasami liczymy na skuteczność teorii: jeżeli bloger jest dobrym liderem, to ludzie będą go odwiedzać dla niego i nie odejdą tak łatwo. I znowu kwestia, czy jest się dobrym liderem w swojej społeczności…

      Limonka – 😀 To czekam na relację na blogu! Będziech chyba drugą „książkówką”, która ją opisze, więc tym niecierpliwiej czekam 🙂 A co do zdjęcia – to muszę się zgodzić, ten dołeczek jest mrau :>

  6. Nie dla mnie. Mam swoje zdanie i nie potrzebuję blogera by wmawiał mi co innego. Ponad to nie toleruję prostactwa i wulgarności.
    Blogi gdzie umieszczane są tylko peany na cześć omijam szerokim łukiem. Podobnie jak i produkty reklamowane tam. Musza być wyjątkowo kiepskiej jakości skoro decydują się na promocję tam, gdzie nie będą oceniani a wychwalani.

    1. Cóż, i tak bywa 😉

      Ja też mam swoje zdanie, a Tomek nic mi nie wmawia, tylko w tej książce przedstawia swoje zdanie. Można się zgadzać, można się nie zgadzać, można zgadzać się z niektórymi aspektami, do wyboru, do koloru. Trudno jednak zaliczyć tu coś do wmawiania.
      Co do prostactwa i wulgarności, to pozwolę sobie na brak wypowiedzi, trochę rykoszetem, bo nadyskutowałam się na ten właśnie temat w ciągu ostatnich kilku dni do wypęku. Nawet teraz na FB toczy się podobna dyskusja 🙂
      Ja tam nie mam nic przeciwko temu, gdy na blogach są testy, reklamy etc. Tylko muszę wyczuć, czy dana osoba jest uczciwa, czy faktycznie wystawia laurki. Mam sporą garść osób, które mogłyby reklamować hm… smołę do smołowania dachów, a co najwyżej stwierdziłabym, że ten akurat wpis mnie nie interesuje i tyle. Akurat w tej kwestii zgadzam się z Tomkiem – dla mnie liczy się bloger i jego osobowość, jego opinie. Jeżeli uważam, że to osoba, którą warto śledzić, to będę ją śledzić. I tyle.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s