„Lśnienie” – Stephen King


lśnienie

Klasyka horroru, mówili. Horror wszech czasów, czytaj, bo wstyd nie znać, mówili. A ja opierałam się przez długie lata. W końcu jednak otrzymanie drugiego tomu zmotywowało mnie do przeczytania pierwszego. Przeżyłam.

„Lśnienie” to dla mnie historia szaleństwa, opętania, nieufności i miłości. Opowieść o walce z demonami, zarówno wewnątrz siebie, jak i tymi spoza własnej głowy.

Jack to mężczyzna niespełniony. Wydawało się, że jego talent pisarski zawiedzie go ku wielkiej przyszłości, a ukochana kobieta u boku oraz wspaniały synek będą dla niego motywacją, by dążyć ku takiej właśnie przyszłości. A jednak demony, które od dzieciństwa tkwią w jego duszy, nie dają mu spokoju. Jack coraz częściej zagląda do butelki i w ten właśnie sposób decyduje o losie swoim i swoich bliskich. To takie typowe – najpierw impreza od czasu do czasu, potem coraz częstsze popijanie, pierwsze odwołane lekcje, przychodzenie do szkoły ciągle jeszcze pod wpływem alkoholu, a na końcu wydarzenia, które spowodowały, że Jack postanowił zostać abstynentem. Szło mi nawet dobrze, szkoda tylko, że na jego drodze stanęła w pewnym momencie „Panorama”.

W wyniku splotu okoliczności (które post factum wyglądają ja zaplanowane działanie sił, które stoją za wszystkim, co spotkało rodzinę w hotelu) Jack otrzymuje propozycję nie do odrzucenia – razem z rodziną mają przezimować w hotelu „Panorama”, najwyżej położonej ostoi luksusu w Stanach. Ma on być zimowym dozorcą, nadzorującym prace porządkowe, utrzymanie hotelu w stanie używalności, palenie w piecu etc. Dla postanowionego na krawędzi mężczyzny jest to ostatnia szansa na utrzymanie aktualnego życia i rodziny. Jeden krok, a zmiecie wszystko. Tylko czy aby przyjęcie tej posady to nie właśnie taki krok?

Na początku wszystko jest wręcz sielankowo, przynajmniej z punktu widzenia dorosłych. Jack z zapałem porządkuje hotel i jego otoczenie, a wieczorami kończy sztukę, której skończyć nie mógł przez długie miesiące. Wendy krząta się po hotelu, ciesząc się tym, że jej mąż nie pije i że wrócił do pisania. Jedynym, który nie odnalazł w „Panoramie” szczęścia jest ich mały synek – Danny. Mały już przed przeprowadzką zaczął mieć wizje, które tylko narastały po przeprowadzce. Tu widzi atakującego węża zamiast węża strażackiego, tam krew i kawałki mózgu, a w pokoju 217… Ale cicho-sza! Nie będę zdradzać szczegółów. W każdym razie czeka na niego mnóstwo straszliwych chwil, które mogłyby doprowadzić do szaleństwa dorosłego, a co dopiero takiego malucha.

Danny ma szczególny dar, potrafi m.in. widzieć rzeczy, które dopiero się wydarzą. Jego dar jest silny, bardzo rzadko spotykany. I to właśnie on przyciąga uwagę tego czegoś, co włada „Panoramą”. Tylko co to tak naprawdę jest? Jaka to siła czy siły? Skumulowane emocje setek ludzi? A może coś innego? W każdym razie Danny jest na celowniku tego złego, a ono nie zawaha się, użyje wszystkiego, co może by chłopca dorwać. Również jego własnego ojca.

„Lśnienie” to genialne studium psychozy, szaleństwa w czystej postaci. Jack podaruje chyba każdemu czytelnikowi ostrą jazdę po emocjach. I tu wcale nie chodzi o krew, młotek czy duchy, ale o to, jak powolutku i na początku niezauważalnie pojawia się coś, co steruje naszymi myślami, pojawiają się przemyślenia, które w zdrowym umyśle nigdy by się nie pojawiły. Podszepty, namowy… Do tego kusi powrót do alkoholu, który zapewne – tak sobie to tłumaczy Jack – rozwiązałby wszystkie jego problemy. „Panorama” wyciąga na wierzch wszystkie jego złe doświadczenia, koszmary z dzieciństwa, używa każdej słabostki przeciwko Jackowi, a to wszystko po to, by dorwać jego syna. Czy ojciec zwróci się przeciwko własnemu dziecku?

Bałam się czytać tę książkę. Jestem strasznym tchórzem. Drugie wyjaśnienie – zbyt łatwo jestem w stanie wyobrazić sobie to, co czytam. Nie wiem, które jest prawdziwe, wiem tylko, że właściwie nie chciałam jej czytać, bo bałam się, że nie doczytam. Ale otrzymanie drugiego tomu – „Doktor Sen” – spowodowało, że postanowiłam się przełamać. A i tak czytałam tylko w komunikacji miejskiej, w domu bałabym się za bardzo 😉

Ale przezwyciężyłam własne lęki. Przed tym samym staje młody bohater tej książki. Tylko jego wyzwanie jest niewymiernie większe od mojego. Ten maluch wzbudzał we mnie szacunek ilością wewnętrznej siły, był też nad wiek dojrzały, ale to łatwo tłumaczy dar, który posiadał.

Jednak największe wrażenie zrobiła na mnie postać Jacka. Jak niesamowicie rzeczywisty był ten psychopata! Do tego doskonale opisana została jego droga do szaleństwa. Jedna z najlepiej dopracowanych, najbardziej realistycznych postaci literackich, z jakimi miałam do tej pory do czynienia.

„Lśnienie” – paradoksalnie! – było pierwszą książką Kinga, jaka zrobiła na mnie wrażenie przegadanej i trochę niedokończonej. Zastanawiałam się, o co chodziło z tymi wszystkimi mafiosami, którzy posiadali hotel na przestrzeni lat i czym tak naprawdę było to coś, które się tam zagnieździło. Mam więc nadzieję, że drugi tom zamknie całą historię!

Przegadana czy nie, ta książka i tak zasługuje na miano wyśmienitej lektury! Horror czy nie, ta książka to i tak genialny portret pewnego szaleńca. Polecam!

PS. Ekranizacji nie obejrzę, bo tego nie wytrzymam, ale uwielbiam Jacka i jestem pewna, że zrobił wyśmienitą robotę jako odtwórca głównej roli!

© 

lśnienieWydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2009

Oprawa: miękka

Liczba stron: 520

Moja ocena: 5/6

Ocena wciągnięcia: 5/6

Reklamy

18 thoughts on “„Lśnienie” – Stephen King

  1. UWAGA, CIUT SPOJLERY!
    Taaak, to co było w 217 było najbardziej mocarne. A najlepszym bohaterem jest bezwzględnie Dick 🙂 Danny bywał jakoś irytujący, jakby za mądry na pięciolatka. Jack jako psychopata też dobry, choć myślałam, że Tony jest jakoś i z nim związany (widmo kogoś, komu zrobił krzywdę po pijaku) – ale chyba jednak nie.

    “Lśnienie” można czytywać nocami i przeżyć 😉 Choć gdybym powiedziała, że ani razu się nie bałam – to kłamstwo by było!

    1. (S)
      Agnieszka Kochańska – fakt, Dick był cudny! Uwielbiałam kolesia i kibicowałam mu z całych sił 😀 Danny też momentami wydawał mi się ciut za mądry, ale potem tłumaczyłam sobie, że jakbym miała taki dar i takich rodziców, to kto wie, jaka sama bym była. Może byłam zbyt łagodna? 😉 A co do Tony’ego, to ja obstawiałam jakąś personifikację „dobrego przyjaciela” i teraz bardzo mi się podoba rozwój jego idei w drugim tomie. Ciekawe to wszystko.
      Ja – czytając w autobusie – ciągle się momentami nieźle strachałam. Więc gdybym czytała w domu, to na bank bałabym się pójść do ciemnej łazienki 😉
      (/S)

      Minerwa – hehehehe, myślę, że udać się może większości z nas, szczególnie, jeżeli dobrze wybierami miejsce i czas tej lektury 😉 Ja na ekranizację jednak się raczej nie skuszę :> Mimo Nicholsona!

  2. filmu też bym nie przeżyła. Do dziś pamiętam jak się bałam, czytając. A czytałam tylko dlatego, że Casillasa to była ulubiona książka.
    A miałaś wolne miejsce w zamrażalce? Bo tylko tak czytał Lśnienie Joey z Friendsów.

    1. Kasiek – ło matko, musiałam sobie guglać, by Ci odpowiedzieć! Najpierw musiałam sprawdzić, kto zacz ten Casillas! 😉 Niezła jesteś! Mnie to jednak polecały osoby, które znam osobiście 😀 Albo chociaż wirtualnie, ale dosyć nieźle. A tu widzę czerpanie natchnienia od idola 🙂
      Yyyyy, boję się spytać, o co chodzi z tą zamrażarką. A nie sprawdzę teraz, bo mój net aktualnie tego nie pociągnie na 0,5 kreski na 5 kresek zasięgu :/

      Potravelblog – 😀 ciekawe w takim razie, czy też – jak ja – się kiedyś złamiesz!

  3. No, kilka przegadanych jeszcze się u Kinga znajdzie 😉 Też miałem wrażenie, że to jakieś rozwlekłe, gdy to czytałem (dawno już, wtedy nawet jeszcze za Kingiem zbytnio nie przepadałem). Ale po czasie stwierdziłem, że gdyby takie nie było, to bym przeskoczył po wydarzeniach i nie rozpływał się w tej mrocznej atmosferze pustego hotelu. Innymi słowy jak dla mnie rozwlekłość w pewien sposób pomogła książce.
    A film chyba wcale nie jest szczególnie straszny (zresztą różni się co nieco od książki).

  4. Dobrze, że przeczytałaś, bo „Lśnienie” to absolutny kingowski klasyk i okrutnie Ci zazdroszczę, że już czytasz kontynuację 🙂

    Nie sądzę jednak, żeby „Doctor Sleep” w jakikolwiek sposób wyjaśnił pochodzenie zła zalegającego w hotelu – to zło jest tutaj zupełnie bez konkretnej formy. To raczej energia, która zbierała się od lat (m.in. od ludzi, którzy tam przebywali. Mafia = mafijne porachunki, morderstwa i egzekucje), a jak mawiał Lovecraft „pewne miejsca mają duszę” i tą energię potrafią dość intensywnie spożytkować, kiedy nadarzy się okazja 🙂

    Film polecam – dużo zmian w fabule, pominięć i kubrickowskiego artyzmu 🙂 A do tego niesamowity Jack Nicholson.

    1. Dobry Jan – tak, ta jego gadatliwość, to chyba jedna z jego cech szczególnych. Do tej pory jednak nie złapałam się na tym, że ją jakoś odczułam w sensie „przegadania”, to był pierwszy raz. Np. w „Dallas ’63” miałam wręcz odwrotnie, z każdą stroną żałowałam coraz bardziej, że już zbliżam się do końca tego snucia opowieści 🙂 Fakt, jak teraz sobie tak wirtualnie gawędzimy, to – po chwili przemyślenia – muszę przyznać rację, że to gadulstwo pomaga po części w budowaniu tej atmosfery. Nawet to poznawanie szczegółów dotyczących historii „Panoramy” czy jej właścicieli. I wszelkie inne „smaczki”. Rozwój nastroju i osadzanie akcji coraz głębiej w mrokach zła.
      Co do filmu, to obawiam się, że każdy horror w wydaniu filmowym jest dla mnie zbyt straszny. Tu chodzi o to, że ja sobie najczęściej wszystko inaczej wyobrażam niż reżyser 😉

      Bombeletta – ja się teraz cieszę, że w końcu dostałam kopa w tyłek (w przenośni oczywiście :D) i zabrałam się za nadrobienie tego braku. A co do kontynuacji, to jestem w połowie i jest bardzo smakowicie 😀

      Ja tak sobie właśnie wytłumaczyłam pochodzenie tego zła, jako kumulację tego, co tam się działo. Ale jednak liczę na to, że ten wątek autor rozwinął w kontynuacji, wszystko, co zauważę i przeżyję opiszę już za kilka dni – w dzień premiery 🙂 Swoją drogą, bardzo mi się w „Lśnieniu” pomysł na „Panoramę” podobał, tylko zabrakło mi rozwinięcia. Szczególnie, że przy zakończeniu – uwaga, spojler! – ten motyw czegoś skaczącego z okna i rozmywającego się dali – daje zdecydowanie furtkę do poprowadzenia tego motywu dalej.

      Co do ekranizacji, to musiałabym odpisać to samo, co Janowi 😀 I to mimo mego uwielbienia do Nicholsona. Obawiam się, że przesiedzę 2/3 filmu z zamkniętymi oczami 😀

  5. Ja „Lśnienia” jeszcze nie miałam w dłoniach. U mnie czasem występuje nazwany przeze mnie „syndrom hitu”. Im więcej czytam opinii o danej książce, tym bardziej chcę ją przeczytać, a równocześnie zastanawiam się czy nie powinnam trochę odczekać z czytaniem, żeby emocje opadły. Choć od premiery tej pozycji minęło już trochę czasu, to chyba dopiero po Twoim tekście stwierdziłam, że jestem już gotowa sięgnąć po tę pozycję

  6. Książka jest genialna! Owszem, niekiedy przegadana, ale dzięki temu było to napięcie! Mi się bardzo podobała. Zwłaszcza, że czytałam ją w nocy w szpitalu, gdzie wylądowałam. I miałam taki swoisty klimat. Tu gdzieś trzasnęły drzwi, a tam za oknem gałąź uderzała o parapet… 😉 Jak się zna pierwowzór to ekranizacja nie jest straszna, a więc beznadziejna. Moim zdaniem, rzecz jasna. A główny bohater i tu i tu był wspaniały. Oczywiście jeśli chodzi o swoją rolę, bo postać do wspaniałych nie należy.

    1. Andra – wiesz, dla mnie „Lśnienie” to już klasyka tego gatunku, więc syndrom hitu przeminął dla mnie dobrych XX lat temu. Cieszę się więc, że i Tobie on teraz przeminął, bo książka ta zdecydowanie warta poznania 🙂

      Antyśka – ło matko, to faktycznie miałaś niezłe warunki do lektury! Ja obydwa tomy przeczytałam w komunikacji miejskiej 😉 Do ekranizacji nie zamierzam się raczej zabierać, mimo Nicholsona, nie mam ochoty. Ale główny bohater musiał być wspaniały, o ile oddano to, co w książce, bo w książce jest stworzony rewelacyjnie!

      1. Ogólnie jego szaleńczy wygląd był idealny. A także to, jak sam do siebie mówił, jego mimika twarzy. Po prostu lepszego aktora nie można było wybrać do tej roli 🙂
        Poczekam na premierę i kupię kontynuację, bo zapowiada się rewelacyjnie!

  7. „W końcu jednak otrzymanie drugiego tomu zmotywowało mnie do przeczytania pierwszego” – dobijające. Ciągle czekam na premierę. A „Lśnienie” jako takie wspominam dobrze.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s