Niedokończone książki


ksiazki

Ostatnio na GoodReads natrafiłam na ciekawą infografikę ukazują podsumowanie dotyczące porzucania lektury. Najpierw zaskoczyło mnie zestawienie książek, które najczęściej trafiają na półki z tagiem „niedokończone”. Należą do nich mianowicie te tytułu:

„Trafny wybór” J.K. Rowling;

„50 twarzy Greya” E. L. James;

„Jedz, módl się, kochaj” Elizabeth Gilbert;

„Dziewczyna z tatuażem” Stieg Larsson;

„Wicked. Życie i czasy Złej Czarownicy z Zachodu” Gregory Maguire.

A dodatkowo pięć najczęściej porzucanych książek zaliczanych do klasyki, to:

„Paragraf 22” Joseph Heller;

„Władca pierścieni” J.R.R. Tolkien;

„Ulisses” James Joyce;

„Moby Dick” Herman Melville;

„Atlas Zbuntowany” Ayn Rand.

I co Wy na to? Słusznie, niesłusznie? Dlaczego?

Spójrzcie sobie na infografikę, bo jest na niej sporo ciekawych informacji z „psychologii porzucania” 😉 Dla powiększenia kliknijcie w infografikę i jak się załaduje, to kliknięciem robicie zoom i czytacie 🙂

infografika

Po jej przejrzeniu postanowiłam sprawdzić, jak to u mnie wygląda. Pomaga mi w tym to, że od 2011 roku prowadzę listę książek przeczytanych i porzuconych. I wygląda to u mnie tak:

Rok 2013

1. „Hatszepsut” Christiane Desroches Noblecourt. Porzucona po przeczytaniu 211 na 530. I nie dlatego, że była książką złą, ale nie przyciągała mej uwagi na tyle, by chciało mi się skupiać na przedstawianych faktach i kontynuować lekturę.

Rok 2012

1. „Matki” Teodora Dimowa. Porzucona po 20 stronach ze 184. Kompletnie nie mój typ literatury, męczyłam się tylko i nic poza tym.

2. „Ballada o kapciach” Aleksander Kaczorowski. Porzuciłam ją po 59 stronach na 160. Chyba miałam zbyt wysokie oczekiwania, wyczekiwałam jej jak szalona, a jak zaczęłam czytać, to… nie wiem sama, kompletnie mnie nie zachwyciła, nie przekonała do siebie.

Rok 2011

1. „Cena wody w Finistere” Bodil Malmsten – bylejakość tego czytadła mnie zmogła na 62 stronie na 234.

2. „O aniołach” Plesu Andrei – to moja wina, bo zabrałam się za książkę popularnonaukową myśląc, że to będzie beletrystyka. Nie zmogłam – odłożyłam po 51 stronach na 214.

3. „Badania terenowe nad ukraińskim seksem” Oksana Zabużko – nie dla mnie i tyle. Odłożyłam po 70 stronach na 203.

4. „Miłość pod niebem Iranu” James Buchan – odłożona po 51 stronach na 336. Kompletnie nie pamiętam ani książki, ani powodów odłożenia 😉

5. „Zniewolone dzieciństwo” Alice Miller – tu dotarłam najdalej, bo prawie do połowy – odłożyłam na stronie 132 na 282. Tak, jak wyżej – nic nie pamiętam.

6. „Droga ślepców” Marek Dryjer – odłożona na stronie 44 na 116. O raju, jakie to barachło! Chyba gniot dziesięciolecia, tak tragicznie napisanej książki nie czytałam od wieków (a na dodatek opartej na kradzeniu pomysłu). TUTAJ macie przykłady tej „rozkoszy”, normalnie nie jest jasne, czy śmiać się, czy płakać.

Jak widać – zdecydowanie zmniejszyła mi się liczba książek, których nie daję rady skończyć (no dobrze, przynajmniej na to wygląda, dopiero jest połowa roku, zobaczymy). Ciekawe, czy ta tendencja się utrzyma na tak niskim poziomie. Chociaż i w 2011 roku był on niewielki – 6 książek na 201 przeczytanych w tamtym roku książek 😉 Jakie były powody i kiedy je porzucałam – widzicie sami.

A jak to wygląda u Was? Jak często porzucacie książki? Z jakich przyczyn? Macie ustaloną granicę, do której dajecie książce szansę?  A jeżeli czytacie zawsze do końca – dlaczego? Bardzo jestem ciekawa Waszych wypowiedzi! Ostatnio podzieliliście się ze mną Waszymi systemami czytelniczymi, dzisiaj więc liczę ponownie na Waszą aktywność 🙂

PS. I zapraszam do udziału w konkursie!

Advertisements

18 thoughts on “Niedokończone książki

  1. Uff… Jak dobrze, że nie prowadzę statystyk odnoszących się do porzucanych książek 😉 Zresztą tych naprawdę porzuconych jest niewiele, całą resztę odkładam z nadzieją powrotu w bardziej sprzyjających okolicznościach.

  2. U mnie ta magiczna granica to 50 albo 100 strona, w zależności od objętości książki. Ale bardzo rzadko zdarza mi się coś porzucić, muszę się naprawdę strasznie męczyć czytaniem (a to wynika albo z tego, że jestem totalnie znudzona, albo z tego, że styl autora jest taki, że ja nic nie rozumiem z tego, co czytam, więc nie widzę w tym większego sensu), żebym się na to zdecydowała :))

  3. Staram się nie porzucać książek i dawać im szanse do ostatniej kartki. Często książka czeka w niekończącym się zawieszeniu, ale prędzej czy później udaje mi się z nią uporać. Wyjątkiem była szkoła średnia, kiedy byłam uczennicą profilu matematyczno – informatycznego i zdecydowałam się na rozszerzony polski na maturze. Było dość mało godzin, a materiału, który musiałam w swoim zakresie przyswoić sporo.Wtedy często zarzucałam jedną lekturę na rzecz innej i nigdy już do niej nie wracałam.

  4. ostatnią porzuconą przeze mnie książką jest „trafny wybór”, dlatego nie dziwi mnie jej obecność na tej liście 😉 ale kiedyś jak będę miała więcej czasu i zapału mam zamiar do niej wrócić i dać jej drugą szansę, bo tak generalnie to nie lubię porzucać książek ;). uważam, że dobrze jest czytać literaturę i dobrą i kiepską (chociaż słyszałam że w II połowie TW się rozkręca), wtedy można sobie wyrobić swój własny gust!

  5. Pamiętam dwie porzucone książki: „Klub Pickwicka”, który tak mnie znudził, że nie pamiętałam, co było w każdym poprzednim zdaniu i „Ulissesa”, którego nie rozumiałam ni w ząb. Byłam bliska zrezygnowania z lektury „Kalkwerku”, ale dałam radę i nawet chyba do mnie dotarła. Generalnie staram się dokańczać rozpoczęte lektury i dobierać je sobie tak, by nie musieć z nich rezygnować:)
    Pozdrawiam serdecznie!

  6. Z powyższych porzuciłam tylko „Władcę Pierścieni”. Przy „Trafnym wyborze” byłam bliska tego, ale książka recenzyjna i zapewnienia ze strony innych, że im bliżej końca tym lepiej sprawiły, że dotrwałam. „Ulissesa” zrozumiałabym, bo to nie jest literatura dla każdego, też lękałam się, że się poddam, a ku mojemu zaskoczeniu przeczytałam z przyjemnością. Dziwi mnie natomiast obecność „Jedz, módl się, kochaj” na liście, ale ja tę książkę słuchałam i dzięki interpretacji Anny Dereszowskiej była to jedna z przyjemniej słuchanych książek, czego nie mogę powiedzieć o kontynuacji…

    Ja ostatnio odłożyłam „Lód” Dukaja, ale po „Królu bólu” wiedziałam, że tak postąpię, spróbowałam tylko dlatego, żeby nie oddawać nietkniętej książki. No i z własnej woli nie chciałam przeczytać w całości „Eneidy”. Tyle z ostatniego roku pamiętam.

  7. Najczęściej odchodzę od książek, które męczą mnie treścią – szkoda mi zwyczajnie na nie czasu, bo tyle innych czeka w kolejce. Nie mam więc zamiaru czytać, byle przeczytać. Zwyczajnie odkładam. Nie zdarza mi się to zbyt często, ale zdarza – i z reguły dotyczy to książek, którymi inni się zachwycają, takich bestsellerów.
    Jednak to, że mam tak mało czasu jest główną przyczyną „dawania sobie spokoju”. 😉

  8. O Aniołach to pozycja dosyć trudna i raczej jako publikacja dla publikacji, niż dla normalnego czytelnika. Bogata w wiele ciekawych informacji, ale napisana raczej przez nie-pisarza.
    Odnośnie Drogi ślepców mam podobne odczucia. Takie to marne, że nawet nie zawitało na dłużej w mojej biblioteczce 🙂

  9. Nie mam ustalonej granicy, kiedy porzucam jakąś książkę. Zdarza mi się to dość rzadko i najczęściej wynika z tego, że mnie zbyt nie zaciekawi, bądź dochodzę do wniosku, że nie jest to książka na teraz.

  10. Nie porzucam, nigdy. Bo inaczej nie będę mogła spać. Ciekawe, jak się nazywa takie zaburzenie. Nawet „Cenę wody w Finistere” dałam radę przeczytać.

  11. Biedny Tolkien, a ja go tak lubię 😉
    A co do mnie, Hm… nie pamiętam za dobrze. Zakodowałam jedynie informację, że nigdy nie przeczytałam do końca żadnej książki Sienkiewicza. 🙂 Na początku – w podstawówce – było „W pustyni i w puszczy”, potem (też lektura – gimnazjum) „Quo vadis” oraz (liceum) „Krzyżacy”. Z własnej woli sięgnęłam (bo wypada), trochę później, „Ogniem i mieczem”, ale też utknęłam gdzieś w połowie. Ale za każdym razem bardzo się starałam 😉

  12. O porzucone książki to ja dobrze znam, nawet mam taką półkę na nakanpie. Nawet sama nie wiem, kiedy przestaję czytać daną pozycję i od czego to zależy. Ale zakładam, że w większości jest to ciężki styl, albo za bardzo chaotyczny albo nadedokładny. Ale jak widzę można też porzucić książki słabe. Znam też osoby, które nigdy nie zostawią nieskończonej książki, podziwiam je, ja tak nie potrafię. Pozdrawiam!

  13. Porzucanie bardzo dobrej książki, jaką jest Trafny wybór może tłumaczyć rzeczywiście to, że jest ona w niczym niepodobna do Harry Pottera, więc jeśli ktoś spodziewał się bajki, to…wiadomo. Za to nie mogę zrozumieć porzucania Władcy Pierścieni. Ale bardzo ciekawe! Ja porzucam książkę, kiedy czuję, że kompletnie mnie nie obchodzi, co się w niej wydarzy lub kiedy jak na mój gust książka jest słabo napisana (jest głupia, nudna, nieciekawa, itp.)

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s