Wybór książki do czytania


wybór

Zaczęłam pisać recenzję, ale myśli zbłądziły, popłynęły w innym kierunku. Zaczęłam wspominać czasy, kiedy czytałam tylko swoje książki. Potem zdałam sobie sprawę, że tych czasów praktycznie nie było, bo zawsze czytałam też książki wypożyczane z biblioteki. Gdy poznałam ludzi z Biblionetki, potem różnych blogerów piszących o książkach, to do własnych i bibliotecznych doszły też pożyczanki od znajomych. A do tego wszystkiego w pewnym momencie doszły jeszcze książki do recenzji.

Szybko okazało się, że muszę opracować coś, co często się ludziom źle kojarzy, a mianowicie – SYSTEM. Inaczej będzie bałagan i będę sie gubiła, pomijam już to, że pewnie byłyby duże dysproporcje między książkami z różnych grup. A ja lubię sprawiedliwość 😉

I tak oto powstał najpierw system rotacyjny. Dopóki książek miałam w miarę niewiele, to sprawdzał się bardzo dobrze. A jak on wyglądał? Wymiennie czytałam: 1 książkę własną nierecenzyjną – 1 książkę do recenzji – 1 książkę pożyczoną – 1 książkę z biblioteki. Taki system trwał dosyć długo, ale między innymi dzięki memu kompulsywnemu kupowaniu oraz zachłyśnięciu się współpracami z wydawnictwami, nagle narobiło się dookoła mnie bardzo dużo książek.

I wtedy powstał mityczny PLIK. A w pliku tym zaczęłam wpisywać książki, które miały dla mnie jakieś znaczenie pod względem zobowiązań. Czyli trafiły tam książki do recenzji, biblioteczne i pożyczone. Zrobił się porządek. Tym większy, że rozdzieliłam na dodatek książki od wydawnictw, z którymi współpracuję na stałe oraz te otrzymywane sporadycznie (od wydawnictw i autorów). Megaporządek, prawa? 😉

Rezultatem pliku, a także faktu, że przez moje nagromadzenie książek własnych i pożyczonych o wiele mniej wypożyczam książek z biblioteki, stworzyła się nowa odmiana systemu. I mniej lub bardziej konsekwentnie jest ona ze mną do dziś. A wygląda tak:

1 książka od „stałego” wydawnictwa – 1 książka pożyczona/biblioteczna – 1 książka „sporadyczna” – 1 książka własna nierecenzyjna

Taka sytuacja*

A żeby ubiec tych wszystkich, którzy napiszą, że mam kiepsko, bo nie mogę czytać tego, na co mam ochotę: ludzie, ja mam tyle książek, że w każdej z tych kategorii zawsze jestem w stanie znaleźć akurat to, na co mam w tej chwili ochotę. Więc zawsze czytam to, co mnie ciągnie, nie zmuszam się do niczego. A dzięki tej rotacji czytam w miarę po równo książek ze wszystkich tych grup. Oczywiście, nie ma 100% balansu, z różnych przyczyn. Np. książka zabierana do tramwaju jest czytana o wiele wolniej, niż ta czytana w domu. Albo np. zgodziłam się w ramach wyjątku przeczytać jakąś książkę „na termin”. Ale generalnie system się sprawdza bardzo dobrze i jestem z niego niezmiernie zadowolona.

A jak Wy wybieracie książki do czytania? Rozumiem, że Ci, którzy czytają tylko własne, mają sprawę z głowy – stają przed półką i wyciągają to, co najbardziej ich pociąga. Chociaż może się mylę i w ramach swoich zbiorów również używacie jakiegoś systemu, np. geograficznego, tematycznego? A ci, którzy mają też u siebie książki z bibliotek, pożyczone i recenzyjne? Jak sobie radzicie?

* Dla tych, którzy nie wiedzą jeszcze skąd się wzięło powiedzenie „taka sytuacja”: polecam obejrzeć ten film:

Reklamy

41 thoughts on “Wybór książki do czytania

  1. Jejciu, mnie się od czasu porodu wszystko „pokićkało”. Nie mam ani chwili czasu na czytanie książek własnych, a w bibliotece nie byłam od lutego. Jedynymi, które czytam aktualnie, są recenzyjne (jedyny system aktualnie to recenzyjna za recenzyjną…). Mam nadzieję się z nimi uporać jak najszybciej, bo mam trochę zaległości… Okazuje się, że niemowlę w domu skutecznie ogranicza tzw. „czas na czytanie”… :PPP Szkoda, że nikt mi wcześniej nie powiedział, bo w ciąży czytałabym „na zapas” 😀

    1. Limonka – o proszę, a ostatnia świeża mamuśka opowiadała, że teraz tyle czyta, bo jej niemowlak ciągle śpi. Ale jak widać – sprawa mocno indywidualna. To życzę w miarę szybkiego powrotu do normy, aczkolwiek obawiam się, że jako taki zacznie postępować dopiero przy pójściu dziecka do przedszkola 😀 Ale i tak jeszcze raz gratuluje 😀
      Chociaż nie mam dziecka, ale też miałam okresy, gdy – z różnych powodów – czytałam tylko ksiażki recenzyjne. I zdecydowanie wolę czas, gdy mogę czytać różne książki, tak mi lepiej.

  2. Na moich półkach stale rośnie stos pozycji do przeczytania, przypuszczam, że jego zawartość przekroczyła już liczbę dwustu książek. Nie wspominając o tych, które czekają na mnie w bibliotece i wzywają wielkim głosem moje czułe na ich wołanie nerwy. A ja jeszcze ciągle coś z wydawnictw zamawiam. Czasu mam niewiele, bo praca, rodzina, wiadomo… Niemniej jednak radzę sobie tak, że jestem zadowolona, choć chciałoby się móc czytać więcej i więcej. Nie mam systemu. Biorę do czytania te książki, na które mam ochotę. Do recenzji dostaję tylko to, co obłędnie właśnie chcę przeczytać, a kiedy nie mam nic recenzyjnego na tapecie to staję przed półkami i wybieram coś sobie albo lecę do biblioteki, bo akurat coś stamtąd mi się zamarzyło. Czasem lubię czytać tematycznie – np. jak zacznę o impresjonistach, to kontynuuję temat dopóki znajduję odpowiednie książki. W chwili obecnej w moich myślach króluje historia Anglii – Wojna Dwóch Róż, Tudorowie… Czytam o tym wszystko, co możliwe (a na moich półkach więcej niż 20 pozycji w tym temacie), a międzyczasie to, co dostanę do recenzji. Może i można nazwać to systemem, ale jak tylko nawiedzi mnie myśl, by skoczyć do starożytnej Grecji, to tam skoczę, choćby nie wiem co.

    1. Zielono w głowie – ja na półkach mam jakieś 2000 książek i jest to już poziom, który przyprawia mnie o przygnębienie 😉 Bo w moim tempie, to przeczytam je może do końca emerytury 😉
      A biblioteka też wzywa wielkim głosem. Tym bardziej, że w dzielnicy mam ich z 10, a na dodatek są bardzo dobrze wyposażone, ech… 😉
      Co do recenzenckich – tu leży mój problem. Bo gdybym tylko brała to, co obłędnie chcę przeczytać, to byłoby dużo lepiej. Ale ja biorę też to, co chcę przeczytać, niekoniecznie obłędnie. No i potem niestety mam ich tak dużo, że potrzebuję systemów. I wprawdzie tylko z jednym wydawnictwem mam umowę „terminową” (ale i te ich terminy są płynne), ale mimo wszystko, ostatnio zbytnio sobie pozwoliłam na rozpustę :/ Chyba powinnam zacząć maile od wydawnictw wyrzucać bez czytania 😉
      O, czytaj o tej wojnie i o Tudorach, to potem zrobisz mi listę najfajniejszych książek w tym temacie i będę miała z górki 😀

      1. Widzisz, ja sobie założyłam, że na moim blogu będzie tylko o tym, co mi się podoba, co lubię, co mnie fascynuje. Wybieram do recenzji te książki, w przypadku których jestem raczej pewna, że będą mi odpowiadać. Wiadomo, 100% pewności nigdy się nie ma, ale w większości przypadków mi się udaje (ostatnio trochę za szybko połakomiłam się na Szmaragdową Tablicę i musiałam opisać ją raczej negatywnie, ale to odosobniony przypadek). W chwili, gdy chcę przeczytać jakąś nowość, a nie wiem o niej nic, nie jestem jej pewna, to idę po nią do biblioteki. Tym sposobem mam miejsce na książki nierecenzyjne. W sumie można chyba nazwać to systemem 🙂 Wszystko byłoby dobrze, gdybym co miesiąc nie kupowała stosów kolejnych pozycji, które leżą na półkach i czekają (a jak ładnie ktoś kiedyś powiedział – nieprzeczytana książka odłożona na półkę jest jak nierozpakowany prezent spod choinki).

        Czytam, czytam o tej Anglii, jeszcze trochę mi zejdzie, ale na pewno wszystko rzetelnie opiszę i podsunę tytuły. Już pokochałam „Portret nieznanej damy” – fantastyczna powieść!

        Pozdrówka,
        Ania

        1. O, to jest całkiem sensowny pomysł, by się motywować, by zamiast brać te „tylko podoba się”, to zapisywać je na listę i wypożyczać z biblioteki. Hm… Tylko żebym ja była pewna, że one do tych bibliotek trafią 😉
          Ale porównanie do prezentu trafne, tak trochę jest, jakbyśmy kolekcjonowali prezenty i nierozpakowane układali je na półkach. Utkwi mi to w głowie, to na bank. I może pomoże właśnie w ograniczeniu zamawiania nowych książek.
          Całe szczęście, przez ostatnie 1,5 roku wyleczyłam się z kupowania i wcale mnie praktycznie do niego nie ciągnie. Raz na kilka miesięcy mam ochotę kupić jakąś książkę, ale ją bez problemu przeczekuję i tyle 🙂
          To czekam na ostateczne podsumowanie akcji czytelniczej „angielskiej” 😀 Pozdrawiam!

          1. Na ostateczne posumowanie to Ty sobie możesz czekać do Bożego Narodzenia :):):) Przyszłego:) Ja jestem ciężkim przypadkiem – czytam o wojnie stuletniej? fajnie, ale zaczyna się nagle przewijać wątek Joanny d’Arc, więc ja dawaj, czytam co mam o Dziewicy Orleańskiej. Taki przykładzik. Kto wie, gdzie mnie to zaprowadzi? Może zamiast na dworze Elżbiety I wyląduję w komnatach Marii Antoniny:):):) Zamierzam trzymać się dzielnie i nie zbaczać z traktu, ale nie ręczę głową, że się uda, bo ze mnie takie Czerwony Kapturek trochę – nęcą mnie te kwiatki na poboczach:):) Pozdrówka!

  3. Jakbym czytała o sobie, minus książki recenzyjne, bo z szaloną liczbą 2 na szczęście nie ma problemów 😀

    Kilka miesięcy temu pisałam o zorganizowanym czytaniu i spotkałam się z bardzo negatywnym odzewem, właśnie, że nie można wtedy czytać tego, co się chce. Jakbym nagminnie sprowadzała wokół siebie książki, które mnie nie interesują. 😉

    U mnie są dopiero początki wprowadzania systemu, ale opiera się on głównie na wyzwaniach i na pożyczkach, co sprawia, że na moje własne nie starcza zwykle czasu. Ale często spontanicznie rezygnuję z tego planowania, bo woła mnie konkretna książka. Mimo to, przy takich ilościach tomiszcz z różnych źródeł czuję, że muszę bardziej trzymać się planu, nie tyle, żeby odebrać sobie przyjemność z czytania, co ją sobie podrasować, bo patrzące z wyrzutem na mnie pożyczone przed rokiem książki trochę psują frajdę. A już konieczność oddania nieprzeczytanej – masakra…

    1. Viv – hahahaha, szczęściaro 😀 Dwie to ja miałam sto lat temu 😉
      A gdzie pisałaś, u siebie? Podrzuć ten link, coooo 🙂 Właśnie, zawsze mnie bawi takie podejście, jakbyśmy faktycznie kolekcjonowali książki, których za diabła nie chcemy przeczytać 😉 Plus – przy większej ich ilości, to już nie robi żadnej różnicy, każdy system gwarantuje, że znajdzie się coś fajnego do przeczytania 😉
      No właśnie, ten system pomaga mi uniknięcia tego wyrzutu ze strony książek pożyczonych czy własnych nierecenzenckich 🙂 I daje mi satysfakcję.

  4. Ja mam problem, bo sobie ostatnio właściwie nie radzę. Próbowałam sobie tworzyć jakiś system, ale z moim charakterem to nie ma sensu – męczę się już po miesiącu, a przecież to nie o to chodzi, prawda? Więc na razie po prostu ograniczam pożyczanie książek od znajomych i z biblioteki. Stosy się przez to nie zmniejszają co prawda, ale przynajmniej nie rosną niekontrolowanie.

    1. Moreni – ale męczysz się w jakim sensie? Co Ci doskwiera? Ja na poczatku musiałam się przyzwyczaić do tego systemu czytelniczego, ale potem tak wszedł mi w krew, że praktycznie go nie zauważam. Inna sprawa, że nie traktuję go jako coś granitowo niezmiennego, jeżeli jest mocna potrzeba, to czytam inaczej i tyle 😉
      Ja nie pożyczam prawie w ogóle, ale jakoś to wiele nie zmienia, bo powoli schodzę z pożyczek. Przyczynia się pewnie do tego biblioteka, ale jak tu nie brać, jak są one tak dobrze wyposażone? 😉

      1. Agnieszko, u mnie chyba główny problem jest taki, ze moje zbiory są o rząd wielkości mniejsze od Twoich (a nawet jeszcze bardziej) i choć książek do czytania z różnych źródeł zgromadziło mi się ponad sto, to nie w każdej grupie znajdzie się coś na co mam akurat teraz ochotę. Do tego dochodzi moja osobowość sroki, którą najbardziej ekscytuje to, co świeżutkie, błyszczące i akurat przyszło.;) Od lipca mam zamiar się tej ptasiej części osobowości poddać – to, co mi wpadnie w łapki będę czytała od razu (no, chyba że to moje własne zakupy, wtedy niektóre będą mogły poczekać), a resztę w międzyczasie (ostatnio do recenzji dostaję nie więcej niż 4 książki miesięcznie, więc plan ma szansę powodzenia). Zobaczymy, co mi z tego wyjdzie.

        1. Moreni – ach, no tak, jeżeli wybór jest ograniczony w jakiś tam sposób, to już nie jest takie atrakcyjne, to fakt. Ciągnie wtedy do innych rzeczy, tych, których się nie posiada 😉
          Hahahaha, książkowa osobowość sroki, śliczne 🙂 Też tak miałam długo, ale odkąd nie kupuję, to troszkę mi się odmieniło, chociaż nadal pociągają mnie mocno niektóre nowości. Ale wtedy po części udaje mi się je zdobyć do recenzji, a po części albo poczekam i przeczytam, albo zapomnę 😉
          Powodzenia w realizacji planu!

  5. Ciekawy system. 🙂 I chyba wykorzystam Twój pomysł, bo sama mam czasem tak, że stoję sobie przy regale, maślanymi oczyma patrzy na mnie kilkanaście książek, a ja nie umiem się na żadną zdecydować, bo swój system, a raczej nędzną jego karykaturę mam, lecz z korzystaniem z niego bywa różnie…
    Ale generalnie u mnie wygląda to tak: w pierwszej kolejności książki od portali, potem te od wydawnictw, przeplatane pożyczonymi (które staram się trzymać maksymalnie miesiąc), biblioteczne ostatnio czytuję sporadycznie, ale jak już to robię, to na parę dni przed planowanym terminem zwrotu. Własne książki zaczynam czytać zazwyczaj wtedy, gdy czuję, że muszę sobie zrobić przerwę od recenzyjnych albo kiedy kolejka zmniejsza się ze standardowych ok. 10 pozycji do 2-3.
    Ech, tak sobie teraz na to patrzę i myślę: ładny mi system… No nic, czasami się sprawdza. 😉 Jednak bywa i tak, że mam tymczasowego książkowego kaca i nie potrafię sięgnąć ani po książki do recenzji, ani biblioteczne. Na taki wypadek mam przygotowanych kilka powieści – i moich ukochanych, które są sprawdzonymi lekarstwami, i polecanych przez zaufanych blogerów. I wczoraj, na przykład z takiej książkowej niemocy wyleczyła mnie „Klinika” Fitzka. 🙂 No a potem czytam znów według „systemu”, a przynajmniej się staram.

    1. Ja – tak, jak pisałam wyżej – do swojego musiałam się najpierw przyzwyczaić, ale potem wszedł mi w krew 🙂
      Hahaha, czyli masz tak, jak ja kiedyś – najrzadziej sięgasz po własne nierecenzenckie. I między innymi to spowodowało u mnie właśnie realizację mego systemu. Bo żal było mi tych książek, że tyle czekają na lekturę.
      Nie wiem, czy to samo rozumiemy przez „książkowy kac” (bo ja to bardziej nazywam literacką biegunką, więc może nie), ale ja nie mam na jego wypadek gotowych recept. Właściwie nie czytuję książek powtórnie, więc ta kwestia ukochanych raczej w grę nie wchodzi. A z innymi, to nigdy nie wiem, czy „zrobią mi dobrze” w danym wypadku, czy nie. Zdaję się więc na los 😉

  6. Mam sporo własnych książek. W związku z tym, że ostatnio stosuję system: „Jeden”, tzn. jedna rzecz do zrobienia w danym czasie, sięgam do półki po kolei. Literaturę mam ułożoną tematycznie, głównie reportażową, dzienniki, biografie. Na razie, moja zasada działa! Bo jak czytałam kilka na raz, to mętlik totalny i poczucie, że nic nie jest dobrze zrobione.

    1. Izabela Sikora – ja mam podobnie, ale nie do końca 😉 Od jakiegoś czasu, odkąd dojeżdżam, nie mogę się trzymać systemu jedynkowego, bo oznaczałby albo brak czytania w komunikacji miejskiej, albo – często – taszczenie ze sobą wszędzie tomisk. A to znowu średnio mi się podoba. Jest więc kolejny system 😉 Jedna książka do czytania w komunikacji miejskiej, jedna do czytania w domu.

  7. Ja ostatnio zaczęłam czytać serię klasyków wydaną kiedyś przez Gazetę Wyborczą. Uznałam, że jest tam sporo książek, które powinnam znać a przy okazji takich, które i tak chciałam kiedyś dołączyć do swojej kolekcji. W związku z czym łączę przyjemne z pożytecznym 🙂 Nie piszę recenzji, w związku z tym nie mam problemu systemu. Może jak skończę studia to spróbuję gdzieś się zakręcić, nawiązać kontakty bo czytać kocham od dziecka i choć studiuję matematykę, to nie jestem umysłem typowo ścisłym i pisać też lubię 🙂

    1. Sobka – też mam kilkanaście książek w tej serii. Kilka przeczytałam, ale reszta dalej czeka na lepsze czasy :/ Fajnie, że masz taką kombinację umysłu ścisłego z zamiłowaniem do literatury. Ja znow nie jestem mocna w rzeczach ścisłych, czego od czasu do czasu żałuję.

  8. Też miałam takie systemy 🙂 I wcale nie miałam tak źle, ale jednak mi to ciążyło. Teraz czytam kompulsywnie – co mi akurat wpadnie w ręce albo co akurat zobaczę w sklepie z audio. Mów mi Joanna Chaos. 🙂

    1. Hehehehe, Joanna Chaos brzmi fajnie 😀 Mnie ten system całe szczęście nie ciąży, bo inaczej byłoby mi źle, co by się przekładało na wszystko właściwie – i na czytanie, i na blogowanie. Książek mam tyle, że żaden system mi nie jest straszny 😀 Może powinnam być Agnieszka Zawalona? Chociaż to kurde za bardzo kojarzy się z nawalona 😉

  9. To ja jestem szczęściarą pozbawioną takich problemów. 😉 Głównie pożyczam książki z biblioteki. Kiedy uzbieram pieniądze, kupuję i zaraz zabieram się do czytania. Kilka razy recenzowałam powieści otrzymane od wydawnictwa (bez stałej współpracy) + raz wygrałam kryminał w konkursie blogowym. 😉 Nie mam zatem żadnych zaległości, żadnych nieprzeczytanych stosów, moje półki zapełniają się w ślimaczym tempie.

    1. Kasjeusz – ooo, to dla mnie jest wręcz idealna, wymarzona sytuacja! Zazdroszczę 🙂 Tak bym tego chciała, ale raczej – patrząc na ilość już posiadanych książek – nigdy to się nie wydarzy już 😦

  10. I ja Twój system podzielam. Zamierzam go wprowadzić w wakacje, choć myślę, czy system po jednej książki z danego źródła, czy może zrobić czytanie tematyczne na dany tydzień, aby w każdym znalazło się po jednej z danego źródła. Wiem, że czytanie tematyczne z takim krótkim okresem czasu jest możliwe tylko w okresie wolnym od zasadniczy zobowiązań.

    1. Ktrya – oj, u mnie chyba to tematyczne by się nie sprawdziło nawet w czasie wolnym. Bo bym się stresowała, czy zdążę i co zdążę w tym czasie przeczytać. Plus ja lubię jednak różnorodność, zmienność lektur.

  11. Mam takie marzenie, żeby czytac jak najwięcej – wtedy może stosy zrobiłyby się niższe. Chociaż jak jedną książkę przeczytam, to często w jej miejsce pojawiają się kolejne – bo to trzeba do czegoś nawiązać, rozwinąć temat, itd. Ale Twój system podziwiam i – przyznam – mocno mnie inspiruje, bo pozwala pamiętać, żeby trzymać się jakichś rozsądnych zasad 🙂

    1. Dofi – u mnie to niestety nie działa. Nawet w momencie, gdy czytałam po 20 książek miesięcznie, to i tak stosy nie malały, niestety :/ No, ale ja wtedy byłam kompulsywnym nabywaczem książek, teraz jestem tylko nabywaczem 😉 Ale też czasu i chęci na czytanie mam dużo mniej 😉 A bez systemu te biedne książki, szczególnie własne nierecenzyjne, czekały i czekały i czekały…

  12. Recenzyjne układam na jedną „kupkę”, własne i pożyczone na drugą. I w rezultacie nie patrzę, gdzie jest więcej a gdzie mniej. Sięgam po tą, która w danej chwili mnie przyciągnie do siebie. A ustawienie w stos pozwala mi zaplanować, jakie książki przeczytam np. w lipcu. Ostatnio więcej czytam własnych niż tych od wydawnictw.

      1. Ha, a ja zapomniałam dodać jeszcze, że w ramach wydawnictw jadę też wymiennie, żeby było sprawiedliwie :> Czyli nie sięgam 2 razy pod rząd po 1 wydawnictwo, tylko robię rundkę. A w przypadku tych „niestałych” wydawnictw, to jadę tak, by było jak największe zróżnicowanie. Wiem, szalona jestem 😀 W stosy ustawiam, ale tylko dlatego, że w W-wie nie mam miejsca, tam nie ma u mnie porządku, leżą tak, jak dotarły.

  13. Cóż moja biblioteczka jest dosyć mała. Zwykle czytam równocześnie kilka książek. Zwykle każda jest na innym nośniku (1 książka papierowa, 1 ebook, 1 audiobook) Czasem wybieram lektury losowo. Priorytet mają książki recenzyjne od wydawnictw. Potem książki z biblioteki.Ebooków mam nieco więcej i je wybieram stosując własną metodę zegarowo-matematyczną.

    1. Andra – ja na formę nie zwracam tak bardzo uwagi, chociaż może i powinnam zwiększyć czytanie e-booków, bo mam ich wiele, a czytam niewiele. Ale „fizycznie” istniejące książki przyprawiają mnie o większe wyrzuty sumienia 😉
      A jaka to jest metoda zegarowo-matematyczna? Jestem bardzo ciekawa!

      1. To, że rozróżniam formy książek wynika też trochę z mojego wygodnictwa. W domu mam papierową książkę.W komputerze mam ebooki (jeszcze nie jestem posiadaczką czytnika), a w komórce mam audiobooka, którego słucham przed snem. W ten sposób mogę mieć książkę w jakiejś formie formie zawsze pod ręką 🙂
        Co do samej metody to szukałam jakiegoś sposobu, by móc wybrać pozycję, którą będę czytać. Staram się rozważnie dobierać lektury, stąd wszystkie tak samo mnie interesują. Nie chciało mi się ich wprowadzać do bazy danych, bo mam ich sporo i wprowadzanie tytułów zajęło by mi sporo czasu, który mogę poświęcić na czytanie. Gdy kończę czytać jakąś pozycję patrzę na zegarek i dodaję liczy aktualnej godziny. W ten sposób otrzymuję numer książki w stosie, po którą mam sięgnąć (przykładowo 16:09 oznacza sumę liczb 16 i 9, a więc 25 książkę w moim stosie). Nigdy nie wiem, na co trafię i to zawsze jest dla mnie niespodzianka. Wiem też, że nikt inny nie ma tak dziwacznego sposobu wyboru jak ja 🙂

  14. Muszę jeszcze popracować nad moim blogiem, zanim ewentualnie pojawi się u mnie problem zbyt wielu książek do zrecenzowania od wydawnictw, ale i tak książki do mnie ciągną szeroką rzeką. Tak mamy, ja i książki, lgniemy jakoś do siebie. Więc stosików u mnie dostatek. W tym momecie mam ten komform, że wybieram te pozycje, które najbardziej odpowiadają profilowi mojego bloga. Dużo rzeczy mam z biblioteki, ale umówiłam się, że mogę trzymać, ile chcieć. „Na czas” czytam tylko książki DKK-owe.

    1. Lotta – ale mi nie chodzi o samo zbyt wiele książek do zrecenzowania od wydawnictw. Mi chodzi o zbyt wiele książek generalnie. Wydawnictwa to tylko procent całości i to wcale nie taki duży. Swoich nierecenzyjnych mam x razy więcej 😉 Mój blog ma z założenia być o tym, co mi w duszy gra w trakcie czytania książek, więc jest to raczej szeroki profil 😉 I to nie książki dostosowują się do bloga, a blog do książek, które czytam 🙂
      Co do biblioteki, to też tak kiedyś miałam – w wiejskiej bibliotece we wsi, w której mieszkałam. W Warszawie jest zbyt wiele użytkujących biblioteki osób, bym mogła sobie na to pozwolić. Owszem, mogę przedłużyć termin, ale tylko wtedy, jeżeli nie ma nikogo w kolejce do danej książki.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s