Internet, reklamy i bibliotekarze, czyli garść różności


Zebrała mi sie garść różności, o których bym chciała z Wami porozmawiać, lub które chciałabym Wam pokazać. Dzisiaj więc nie będzie recenzji, ale postaram się to nadrobić jutro.

Na początek Internet, a właściwie kwestia tego, co ludzie szukają i po czym trafiają na mego bloga. Dzisiaj nie będzie na wesoło, raczej ku przemyśleniom.

Typowe rzeczy nie są zaskakujące. Oczywiście, że ludzie trafiają do mnie w poszukiwaniu informacji o konkretnych ksiażkach. Chociaż czasami bardzo chciałabym sama też poznać odpowiedź, np. na pytania typu: kiedy będzie 3 tom „Księdza Rafała” lub też drugi tom „Brylantowego miecza, drewnianego miecza”. Obydwie książki bardzo chciałabym przeczytać, ale chyba nie ma na to szans 😦

Druga kategoria, to „odpały”. Kwestie typu: „speech z wszystkich z scherloka” (kto mi powie, o co chodzi?), „podsumowanie pogody w maju” czy też „ulice na kubie”.

Kolejna – bardzo obszerna – kategoria to recenzje i wydawnictwa. Tych zapytań, jest taka masa, że wierzyć się nie chce. Najświeższe cztery kwestie to: „współpraca z wydawnictwami efekty” (bardzo różne, zależy od osoby i wydawnictw 😉 ), „wydawnictwo wysyła książki do blogerów”, „komu wydawnictwa proponują współpracę” oraz „matras współpracuje z wydawnictwami” (chyba średnio im to idzie, czytałam ostatnio, że nie płacą wydawnictwom).

Ostatnia kategoria – chyba najobszerniejsza – to niesamodzielność ludzka. Trafiają tam wszystkie zapytania typu:

– napisz opowiadanie o psie jamnik

– napisać na polski podsumowanie swojej pracy przez caly rok

– jakie można zadac pytanie do autorki ksiazek dla dzieci

– instrukcja obsługi jak napisać jak napisać dla dziecka

– uroczy wpis do książki.

I tak sobie teraz siedzę i dumam, co wyniki wyszukiwania świadczą o społeczeństwie. Jak sądzicie?

*****

Druga sprawa, to „urocza” kwestia reklam. Usłyszałam dzisiaj, że pod moimi postami części osób wyświetlają się reklamy. Wam też? Niestety nie mam na to wpływu, to WordPress samodzielnie je tam wstawia, ja nie mam z tym nic do czynienia i jest mi cholernie przykro, że nie zdawałam sobie z tego sprawy zakładając tutaj bloga.

A będąc przy reklamach, to wczoraj na Facebooku pojawiła się taka reklama:

reklama1

Musiałabym zostać ostro w głowę trzepnięta, by brać kredyt na kupowanie książek. Co za debil wymyślił taką reklamę?! No, chyba, że to ja jestem dziwna, dziwiąc się w ogóle takiej propozycji, bo może jest ona całkiem normalna? Dla mnie bezmyślna żenua.

*****

A teraz o promocji bibliotek, książek i bibliotekarskiego luzu. Znalazłam stary – bo trzyletni – filmik, który natchnął mnie do tego, by go tu wrzucić i spytać, co też sądzicie o takiej formie promocji.

Jak Wam się podoba? Chcielibyście takiego typu promocji dla bibliotek, w których pracujecie lub do których należycie? Jakie widzicie argumenty za i przeciw?

*****

Na koniec życzę Wam miłego weekendu. Ja zamierzam spędzić mój po części leniwie (czytając, pisząc, może spacerując), a po części roboczo (nadrabiając zaległości w zleceniu). Jakie są Wasze plany? A teraz wracam do czytania „Trafnego wyboru”.

Reklamy

17 thoughts on “Internet, reklamy i bibliotekarze, czyli garść różności

    1. E, nie taka garstka. Większość – jeżeli wierzyć statystykom – trafia jednak po to, czego szuka, czyli informacji na temat książek. Mnie raczej chodziło o to, jak można zanalizować Internautów patrząc na to, czego szukają 😉

  1. Tak sobie myślę, że fejsbukowa reklama może być personalizowanym wytworem jakiegoś generatora. Ot, programik sprawdza, jakie słowa z puli zadanych pojawiają się najczęściej we wpisach danego użytkownika i na to właśnie proponuje mu kredyt.;)

    A co do niesamodzielności ludzkiej, to aż sprawdziłam, co tam dzisiaj u mnie w zapytaniach: „jak dokładnie opisać idealną uczennicę?”. A najbardziej spektakularne były zapytania o kilka dni z życia małego deszczu i pamiętnik gołębia.;) Choć po prawdzie mnie częściej pytają, jak narysować niż jak napisać.

    1. Tak, bardzo możliwe, że to fejsbukowa personalizacja – mnie zarówno fb i google wyświetlają bardzo ale to bardzo spersonalizowane reklamy. A mojemu koledze… również, chociaż on nie chwali się otwarcie, że jest gejem, raczej nie wchodzi na tonę stron tego typu, a z boku na reklamowej szpalcie co druga reklama, która mu się wyświetla jest o tematyce LGBT albo zaprasza do powiększenia penisa :D:D:D Ja to się zaczynam bać, bo te reklamy naprawdę trafne są.

      A jeśli chodzi o niesamodzielność, to ona głównie raczej wynika z lenistwa i z braku kreatywności. Bo po co się wysilać i myśleć, jak ktoś może nam szybko coś podać na tacy?

      Jeśli chodzi o filmik, to mnie się podoba. No, czasami wokal trochę boli w uszy 😀 Jedyne argumenty „przeciw”, jakie widzę w tej chwili to hejtowanie wyglądu pracowników – bardzo stereotypowy (te klasyczne okulary xD), przez co ktoś niezachęcony już wcześniej tylko patrzy i kiwa głową z politowaniem (bo przecież jak czytasz książki, to na pewno wyglądasz podobnie!).

      1. Trochę szkoda, że ludzie korzystający z tych personalizacji nie pomyśleli, jakie babole im potencjalnie będą wychodzić 😉 Mnie to zdecydowanie odrzuca, a nie zachęca. Faktem jest, że FB, jak i „cały Internet” jest coraz bardziej spersonalizowany, więc mało co mnie generalnie dziwi, ale to mnie raczej wkurzyło. Nie dość, że są już kredyty na wakacje, na Święta, na „znicze”, to jeszcze automacik takie coś serwuje :/ Bleee…

        Co do niesamodzielności, to Nyx oczywiście masz rację, to są zapewne główne powody tych wyszukiwań. Moreni – nie dziwi mnie to „jak narysować” u Ciebie 😀 U mnie najczęściej dotyczy „jak napisać recenzję” i „jak współpracować z wydawnictwami”. Tych dwóch nic nie przebije.

        Nyx – no tak, to jest potencjał do hejtowania. Zresztą, jakby nie patrzeć, to to, co rzuca się w oczy jest najprostsze do hejtu. Albo w uszy, jak w przypadku śpiewania 😉 Ja mam mieszane uczucia, co do tego filmu, sama nie mogę się zdecydować, jaka jest moja ostateczna opinia :S

        1. Hejtowanie z natury jest płytkie, więc raczej nie dotyczy czegoś poza wyglądem, czy śpiewem 😉

          Filmik naprawdę nie jest zły, widać, że kobitki (i faceci!) mają do siebie dystans i dobrze się bawią 😉

          Kredyty to w ogóle oddzielna historia… Kogokolwiek nie spotkam, to ma jakieś problemy finansowe i siedzi w kredytach po pachy…

          1. No tak, hejt bazuje na pierdołach, których najłatwiej się uchwycić.

            O kredytach nie mów. Chociaż większość moich znajomych głównie tkwi w jednym z nich – na nieruchomości takie czy inne 😉

  2. Kredyt na książki? Czemu nie, wreszcie kupiłabym wszystkie powieści, które wynotowałam, wędrując po blogach. 😉
    A co do haseł z wyszukiwarki – do mnie co tydzień trafia mnóstwo osób pragnących się dowiedzieć, „czy czkawka może zabić”. 😉

  3. Z reklamy się śmiałam chyba z 5 minut, autentyczny rechot nie do powstrzymania, jak rzadko 😀 Nie wiem, czy to jest technicznie możliwe, ale może nikt tego hasła nie wymyślił, tylko na podstawie tego, co najczęściej w sieci wyszukujesz, albo jakie strony na FB masz zljakowane (typu: Biblionetka, Wącham książki) reklama sama się dostosowuje do Twoich „potrzeb”,tyle tylko, że większość ludzi pewnie wyszukuje samochód, wakacje, nową kuchnię, a ty masz książki 😀 Ale nie wiem, czy to nie jest zbytnie zaufanie do technologii…

    Co do filmiku mam mieszane uczucia – z jednej strony widać, że to amatorszczyzna, z drugiej tekst fajny, i widać, że ktoś to przemyślał i zadał sobie trud. Na pewno jest to lepsze, niż ten filmik studentów sprzed kilku miesięcy, ale jak już kiedyś mówiłam, nie wydaje mi się, żeby te akcje coś dawały, raczej tylko tworzą wokół książki mistyczną atmosferę. Raczej pomogłyby działania mające na celu pokazanie, że książka jest czymś tak normalnym, jak, nie przyrównując, papier toaletowy.

    Ja weekend spędzam leniwie, tak leniwie, że mi nawet czytanie nie idzie, ale czasem trzeba sobie wrzucić na totalny luz.

    1. Viv – jest możliwe, jest. Generalnie coraz więcej reklam, które nam się pojawiają, pojawia się po przenalizowaniu naszej aktywności w necie. Co do jej efektywności, to się nie będę wypowiadać, w moim przypadku okazała się marna, ale pewnie generalnie świetnie się sprawdza 😉

      Co do filmiku, to mam podobne zdanie. Fajnie, że komuś się chce. Ale jakoś nie sądzę, by miało to jakąkolwiek sensowną skuteczność w odniesieniu do nakładu pracy. Faktycznie, Twoja propozycja wydaje mi się rozsądniejsza, aczkolwiek dużo trudniejsza do zrealizowania. Trzeba byłoby wielu zmian społecznych, by to zrealizować.

      Mój weekend taki półleniwy. A może i więcej,niż pół. Ale czytam, bo miałam sporą przerwę, więc mnie ciągnie. Ale faktycznie, czasami trzeba dać na luz. I to też jest fajne 😀

      1. Coś ta właśnie czytałam o tych reklamach, że same wybierają, co nam pokażą, w związku z tym ja od października patrzę na mój pokój w hostelu w Sztokholmie i mnie coś bierze, bo bym pojechała raz jeszcze…

        Ja miałam wolny tydzień po oddaniu pracy, więc trochę odpoczynku intelektualnego było potrzebne, a teraz wracam do magisterskich znojów. 🙂

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s