„Młodszy księgowy. O książkach, czytaniu i pisaniu” – Jacek Dehnel


ksiazki

„Młodszy księgowy. O książkach, czytaniu i pisaniu” to zbiór felietonów, które przez lata autor publikował w swojej rubryce na portalu wp.pl. Czyli można powiedzieć, że nic nowego. Jak dla kogo, ja do niedawna w ogóle nie wiedziałam, że autor regularnie pisze dla tego portalu. Więc ja najpierw poznałam te felietony, które znalazły się w książce, a teraz mam zamiar poszukać internetowego zakątka autora.

Na samym wstępie dowiadujemy się, że autor zamierza pisać jako czytelnik, nie jako krytyk literacki. Dlaczego? Wypływa to z prostego przekonania autora, że…

Choćby dlatego, że środowisko artystów, bez względu na uprawianą sztukę, składa się w sporej części z ludzi niebywale ambitnych, łaknących sławy, nadwrażliwych, obrażających się łatwo o każdą recenzję, która nie jest hymnem pochwalnym, a do tego połączonych w rozmaite jawne i niejawne związki, koterie, stronnictwa, grupy wsparcia. Dlatego artysta-krytyk w ciągu dwóch sezonów straci prawie wszystkich znajomych, narobi sobie zaciekłych wrogów i zaprzepaści wszelkie szanse na serdeczny odbiór dzieł własnych przez środowisko w następnych dwóch czy trzech dziesięcioleciach. (str. 7/8)

Przykładów podanych tam jest więcej, wszystkie wydają mi się – jako obserwatorowi różnorakich walk na słowa między autorami, między autorami a czytelnikami, między autorami a krytykami – bardzo prawdziwe, więc się Panu Jackowi nie dziwię. Chociaż wielka infamia autorowi nie grozi, bo skupił się na mocno specyficznych książkach.

Można ten zbiór zapewne przyrównywać do podobnych wydanych wcześniej przez innych autorów. Ale nie ukrywajmy – książek mocno nietypowych, czy wręcz słabych, czasami żenujących jest wydawanych corocznie tyle, że właściwie każdego roku mógłby wychodzić wręcz almanach kuriozów literackich.

Społeczeństwo bowiem z czytaniem jest nieco na bakier, ale z pisaniem jest za pan brat i czerni papier aż miło. (str. 27)

Autor w swych tekstach przedstawia historie niezmiernie zróżnicowane. Jest o domorosłych autorach, unikatowych książkach, manii zbieractwa, lekturach chorobowych, przeprowadzkach, poglądach politycznych, pisaniu o II Wojnie Światowej, regałach bibliofila, spotkaniach pisarzy, pisaniu w sieci, kanapowych powstańcach, dawnych czasach i wielu innych tematach. A to wszystko okraszone opowieściami o niecodziennych książkach, takich, jak np. poradnik hodowcy drobiu; spisie osób, na których wykonano karę śmierci; katalogu wysyłkowym starej amerykańskiej firmy czy literaturze posmoleńskiej.

W felietonach przebijają nie tylko poglądy autora na różne tematy, ale jasno widoczne są dwie jego cechy – zmysł obserwacji i cudownie cięte, sarkastyczne poczucie humoru. Obydwie zachwyciły mnie po równi. Pan Jacek jest bardzo bystrym obserwatorem życia, potrafi wysnuć opowieść z najmniejszych detali, z – mało by się wydawało ważnych – zdjęć, spisu rzeczy, pudeł do pakowania. Równie uważnie – jeżeli nie uważniej – obserwuje ludzi dookoła siebie, a oni dostarczają mu stale materiału do kolejnych tekstów. Są też kombinacje jednego z drugim, teksty o ludziach, ale wynikające z rzeczy, głównie książek. Te przecudowne opowiastki o rodzinie Grzeszczyków czy też o Sobieraju, lordzie Byronie współczesności!

A poczucie humoru autor ma wielce zacne! Zdarzało mi się chichotać nieumiarkowanie czytając docinki, którymi okrasił wiele ze swych tekstów. Zaserwowane inteligentnie, często w taki sposób, że pewnie nie każdy uznałby je za sarkazm, niektórzy pewnie pomyślą, że autor na serio wygłasza te poglądy. Smakowitości!

Ponoć twórcy gry Wiedźmin 2 kończą powoli pracę – stąd moja wielka osobista prośba do nich. Czy mogliby panowie stworzyć tym wszystkim kanapowym powstańcom grę, w której mogliby przeżywać wszystkie cierpienia narodu polskiego, gdzie mogliby ginąć pod Cecorą, wstawać, ginąć pod Stoczkiem, iść kanałami, znowu ginąć, znowu wstawać, żeglować na morzu, na dnie morza lec, z honorem lec, wypłynąć na powierzchnię, znowu zginąć, obronić powstańczą redutę, zginąć, dać się zrzucić nad Polską jako cichociemni, zginąć i tak dalej, aż sobie przepracują traumę braku traumy i przestaną bredzić w całkowicie realnych, nie wirtualnych felietonach o tym, jak to stoją na granicy życia i śmierci, siedząc na kanapie? (str. 82/83)

Dla wielbicieli tego, co Pan Jacek tworzy jest to zbiór, który przysporzy im wielu pięknych chwil – zachwytów, zadumy, czasami wzruszenia. Tym, którzy jeszcze tego autora nie znają, zarekomenduję jednak rozpoczęcie z nim znajomości od którejś z innych książek – może od „Lali”, może od „Balzakiany”. A, gdy już zachwyci Was swym kunsztem literackim, wtedy sięgnijcie po te perełki.

© 

młodszy księgowyWydawnictwo: W.A.B., 2013

Oprawa: twarda

Liczba stron: 288

Moja ocena: 5/6

Ocena wciągnięcia: 5,5/6

Advertisements

20 thoughts on “„Młodszy księgowy. O książkach, czytaniu i pisaniu” – Jacek Dehnel

  1. Nie ujmując nic „Lali” i „Balzakianom”, znajomość z twórczością Dehnela można bez ryzyka zacząć także i od „Saturna”.

    1. „Saturn” to wyśmienita książka. Jednocześnie jest bardzo hm… mroczna, pełna obsesji, nienawiści, wstrętu i pożądania. Dlatego pomyślałam, że te dwie – jako jednak inne tematycznie i lżejszego kalibru – bardziej się nadają na pierwszą przygodę. Ale to oczywiście wszystko kwestia potencjalnego czytelnika i jego gustu literackiego.

      1. Aż tak?! 🙂 Odniosłem wrażenie, że ani „Saturn” nie jest tak drastyczny ani też „Lali” i „Balzakianów” do sielanek raczej nie można zaliczyć. Ale oczywiście masz rację to zawsze w ostateczności kwestia gustu :-).

        1. Na mnie „Saturn” zrobił mocne wrażenie, ale jednocześnie również zdecydowanie przygnębił natłokiem negatywnych uczuć, które odczuwałam w trakcie lektury. I faktycznie „Lali” i „Balzakiany” do sielanek zaliczyć nie można, ale zdecydowanie nie były dla mnie tak przygnębiające, jak „Saturn”. Owszem, ukazywały również ludzkie małostki czy podłości, ale to wszystko podane były w bardziej lekkostrawnym sosie. A przynajmniej takie zostało we mnie wrażenie do dzisiaj (bo obydwie czytałam dawno temu 🙂 ).

    1. Dofi – nie czuj się tak, nie sposób znać wszystkich książek i wszystkich pisarzy. Chociaż akurat wg mnie książki Pana Jacka znać warto! Wyśmienite lektury, do tego napisane przepiękną polszczyzną. Polecam z całego serca!

  2. To ja dorzucę od siebie (kontynuując nasze wątki fejsbukowo-priwowe), że mi Dehnela odradzano. But on the other side – jego „Lala” pojawiała się u nas na liście lektur do egzaminu ze współczesnej (to chyba, mimo wszystko, jakaś forma nobilitacji ;)).

    1. Agnieszko, heh, ja może przemilczę, co sądzę na ten temat 😉 Moim zdaniem mało jest tak utalentowanych młodych polskich autorów, jakim jest Pan Jacek. I mało mnie obchodzi, co na jego temat sądzą różnoracy znawcy czy krytycy. Podbił me serce i od lat wiernie zdobywam każdą kolejną jego książkę. I jeszcze się nie rozczarowałam 🙂
      Weź Ty tę „Lalę” przeczytaj, co? 😀

      1. Większa szansa jest na „Balzakiana” najpierw, ale dam znać jak coś 😉
        Dziś widziałam papierową wersję „Młodszego księgowego”. Oprawa OK, ale papier mogli lepszej jakości dać. Ten najcieńszy, szeleszczący, przebijający.

        1. Może być i „Balzakiana”. Sama nie mogę się zdecydować, czy wg mnie lepsza jest ta, czy ta książka. Są wyśmienite, każda inaczej 🙂
          Ja właśnie ciągle nie widziałam papierowej wersji, muszę się wybrać – pierwszy raz od XX miesięcy – do księgarni i sprawdzić. Mam ciągle bon do zrealizowania w Empiku. Na niedużą sumę, ale coś może uda mi się za to kupić :>

        1. Oj, ja bym nie miała nic przeciwko temu, by Nobla dostał Pan Jacek. Nie teraz, niech dalej pisze i pisze, ale faktycznie, tak za jakiś czas, to byłoby świetne! 🙂
          A Dukaja – wstyd może przyznać, hm… – ciągle nie znam, jakoś mi z nim nie po drodze.

  3. Skoro nie jestem pierwsza, to też się przyznam, że pierwszy raz słyszę o tym autorze, ale bazując na recenzji myślę, że jego twórczość mogłaby mi się spodobać, lubię takie klimaty. Pozdrawiam

  4. Usmialam sie serdecznie, musze przeczytac! :-)))))) Btw. „Balzakiana” jest genialna, „Lala” podobala mi sie juz troche mniej, chociaz wszyscy chwala „Lale” wlasnie, a uroki „Balzakiany” sa przewaznie niedoceniane ;-)).

    1. 🙂

      Ja obydwie bardzo cenię! „Lala” mnie oczarowała totalnie, czytałam z wypiekami na twarzy i bez tchu 😉 A „Balzakiana” wprawiła w osłupienie tym, jak jest dobra, cudownie napisana i jakże trafnie odzwierciedlająca ludzkość. Ja w ogóle jestem w tym autorze zakochana 🙂

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s