„Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy” – Wolf Kielich


PodróżniczkiWydawnictwo: W.A.B., 2013

Oprawa: twarda z obwolutą

Liczba stron: 304

Moja ocena: 5/6

Ocena wciągnięcia: 4,5/6

*****

XIX wiek był wiekiem zmian. Rewolucje, zmiany przemysłowe, wynalazki, powstania, epoka wiktoriańska, gorączka złota, pierwsze zdjęcia, silniki elektryczne i wiele innych rzeczy wpływających na zwiększenie tempa życia, rozwój gospodarczy, zmiany społeczne.

Jednakże kobiety ciągle postrzegane były jako słabsza płeć, która powinna uroczo i wdzięcznie spędzać czas w salonie, wychowując dzieci i ewentualnie podróżując do wód. Większość uczelni ciągle nie pozwalała kobietom na studiowanie (a te, które pozwalały, pełne były niechętnych paniom studentów), towarzystwa naukowe najczęściej nie dopuszczały ich do członkostwa. Pierwsze feministki traktowane były z podejrzliwością i zupełnym niezrozumieniem idei, która im przyświecała.  A jednak w tym właśnie czasie coraz częściej pojawiały się kobiety, które odważyły się postawić na szali cale swoje dotychczasowe życie, by tylko ruszyć w podróż, poznawać nieznane, dokonywać odkryć, nieść pomoc. I to właśnie o nich jest ta książka.

Kobiety, o których opowiada ta książka są bardzo rożne. Bogate arystokratki, córki rodzin z klasy średniej, ale także dziewczyny z przedmieść.  Mężatki, panny, wdowy. Wykształcone i te, które z biedą ukończyły podstawową edukację. Pochodzące z wielu różnych krajów. Jednak łączy je chęć podróżowania, niechęć do osiadłego życia, do bycia w tych samych trybach przez długie lata, ciekawość, odwaga. Najczęściej także są to osoby otwarte na inne kultury, jednakże nie jest to cecha, które łączyłaby je wszystkie. Niektóre z nich chcą dokonywać odkryć, zamazywać białe punkty na mapach, dostarczać światu wiedzy na temat kolejnych miejsc, zwierząt, roślin. Inne chcą nieść pomoc tubylcom w Afryce, Australii czy Azji. Jeszcze inne chcą się wspinać, wspinać, wspinać, byleby być bliżej nieba. Dla części napędem jest wiara, inne w religii i jej wpływie na lokalne ludy upatrują zagrożenia dla autochtonów. Część chodząc po dżunglach nosiła długie suknie i gorsety, a część zaczynała nosić się według mody lokalnej lub chodzić w męskich ubraniach.

Jednak wszystkie ich historie są niezmiernie interesujące. Mamy tu przykłady pań, które potrafiły przejechać 1400 km na rowerze, wspinać się na szczyty w Himalajach, przejechać 2000 km konno, a potem prawie dać się zabić i zjeść kanibalom, w przebraniu mniszki wkraść się do niedostępnego dla białych miasta w Tybecie, jeść mrówki, węże i najdziwniejsze stworzenia, uczestniczyć w rytualnych orgiach (by potem to opisać dla potomności), zamieszkać wśród Aborygenów lub plemion kanibali, by przez lata badać ich zwyczaje, leczyć choroby i edukować.

Marianne North

„Podróżniczki” to lektura nie dość, że ciekawa, to jeszcze pouczająca i pokazująca dwa ważne aspekty przeszłości. Pierwszym są relacje społeczne i postrzeganie kobiet w wieku XIX – zarówno w krajach tzw. rozwiniętych, jak i tych tzw. dzikich. A drugim jest przybliżenie nam idei odkrywania miejsc nieznanych białemu człowiekowi, wpływaniu na tubylców, relacjach z nimi, podbijaniu kolejnych terenów. Książka ta dotyka wielu innych tematów (życie różnych ras, plemion, religie, kultura, metody podróżowania etc.), jednakże siłą rzeczy są to tylko drobne wzmianki. Gdyby autor chciał pogłębić te tematy, to otrzymalibyśmy albo cykl, albo książkę o objętości kilku tomów cyklu „Pieśń Lodu i Ognia”.

Czytałam o losach tych kobiet z fascynacją i najczęściej wielkim podziwem. W marnych warunkach, brnąc często przez błoto, oblepione pijawkami, brudne, głodne, w zagrożeniu życia posuwały się o kolejne kroki do przodu. A to wszystko dla zrealizowania swojego celu. Cele miały różne, ale by je spełnić gotowe były poświęcić majątek, zdrowie, czasami życie. I za to należy im się szacunek.

PS. Książkę czytałam w wersji elektronicznej. Muszę pochwalić – jest dobrze przygotowana, nic się nie rozjeżdża, fotografie są dobrej jakości (oczywiście na tyle, na ile tak wiekowe zdjęcia mogą być dobrej jakości), wszystko gra.

© 

Reklamy

23 thoughts on “„Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy” – Wolf Kielich

  1. A jaki jest układ książki? Kolejne biografie, czy jest podział np. terytorialny: podróżniczki po Afryce, Azji itd.? Trafiły się wśród nich np. jakieś zbrodniarki deportowane do Australii?

    1. Jest krótki wstęp, a potem kilkanaście biografii, bez wyraźnego podziału terytorialnego. Nie, niestety nie ma historii zbrodniarek. Generalnie są tylko opisy życia kobiet, które same wybrały sobie taką właśnie drogę, często na przekór bliskim i całemu światu.
      PS. Na końcu jest także bibliografia, jeżeli w kimś się obudzi żądza dalszej wiedzy 🙂

  2. Marzę o tej książce, odkąd zobaczyłam ją w zapowiedziach. Bardzo lubię historie życia odważnych, nietuzinkowych kobiet, które w pogoni za marzeniami przekraczają role narzucone im przez społeczeństwo. Ze swojej strony mogę polecić „Żony polarników. Siedem niezwykłych historii” Kari Hernert – książka podobna w wymowie, tyle że rejony jakby inne 😀
    Pozdrawiam serdecznie!

  3. Bardzo byłam ciekawa recenzji tej książki. Mam na nią ogromną ochotę, więc cieszę się, że dobrze ją oceniasz. Planuję wersję e-bookową, fajnie że jest dobrze zrobiona.

    1. Isadora – 🙂 Bo to są fascynujące historie, szczególnie te z dawnych lat, gdy, by przekraczać te granice, musiały często poświęcić wiele. O „Żonach…” słyszałam tylko i czytałam sporo recenzji, ale na razie ich nie mam w swym posiadaniu. Ale sprawdzę katalogi biblioteczne. Pozdrawiam!

      Magda K-ska – tak, moim zdaniem jest to dobrze napisana, solidnie przygotowana opowieść o interesujących kobietach 🙂

  4. Zawsze chciałam żyć w końcu XIX wieku i na własne oczy podziwiać te wszystkie zmiany. Z pewnością byłabym wtedy archeologiem, poszukiwaczką śladów dawnych cywilizacji, może prowadziłabym wykopaliska w Egipcie albo buszowała po amazońskiej dżungli w poszukiwaniu śladów Inków lub Majów. Niewiele wówczas trzeba było by spełniać swoje marzenia – jedynie determinacja i wystawny posag lub bogaty mąż. Niepotrzebne były żadne dyplomy, doświadczenie, żadni sponsorzy, ani wielbiciele Twojego wydarzenia na fejsbuku.

    To były czasy 🙂

    P.S. Robali żadnych bym jednak nie zjadła. Przygoda ma jakieś granice 😛

  5. Super, że wyszła taka książka. Zawsze fascynowały mnie te damy 🙂 Czytałam dzienniki z podróży Freyi Stark po Bliskim Wschodzie – niesamowite. Bardzo lubię też wspomnienia Ady Wińczy – to chyba pierwsza Polka, która trudniła sie polowaniami i organizowaniem safari w Afryce. w tamtych czasach było bardzo niewiele takich kobiet. Wspaniałe, odważne i przebojowe.

    1. Claudette – ja przez długie lata chciałam wtedy żyć, ale z innych powodów 🙂 Jakoś wydawał mi się to wiek odpowiedni dla mnie. Teraz już mniej mnie tam ciągnie, ale i tak uważam, że to były fascynujące czasy. A archeologiem chciałam być przez lata, zanim uświadomiłam sobie, że tam jest całkiem sporo wspólnego z przedmiotami, których w szkole mocno nie lubiłam, z godzinami żmudnej pracy często bez efektów oraz z tym, że tak naprawdę rzadko który archeolog ma okazję do fascynujących wyjazdów i odkryć 😉
      A co do robali – oj, mogłabyś nie mieć wyboru. Część z tych historii dobitnie pokazały, że robak może być delicją w momencie, gdy umierasz głodu 😉

      Angua – o, to zdecydowanie w takim razie książka dla Ciebie 🙂 O Adzie w ogóle nie słyszałam, gdzie można o niej poczytać?

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s