Za dużo książek, za dużo myślenia


Wieczór w domu. Los miał dla mnie niespodziankę, którą pokrzyżował mi me plany wyjazdowe. Bywa i tak, dzięki temu zyskałam możliwość napisania recenzji. Jednak po otwarciu edytora tekstu i chyba godzinnym wpatrywaniu się w migający kursor stwierdziłam, że nie chcę. Nie mam ochoty opisywać tej książki, nie czuję, bym mogła o niej napisać coś więcej, niż „fajne czytadło, można przeczytać, jak się lubi gatunek”, a nie chcę tego robić. Wolę dać się ponieść klawiaturze, zobaczyć, gdzie mnie zaprowadzi.

Ufam, że każdy z czytelników tego bloga ma swą prywatną biblioteczkę. Mniejszą lub większą, ale ma. Pewnie macie tam same cacuszka, wyczekane, zadbane, cieszące oko i serce. Czy są to same regały i półki? A może upychacie książki, gdzie popadnie? A jaki macie system układania? Alfabetycznie, autorami, tytułami, wydawnictwami, kolorami, gatunkami…? Jesteście w stanie znaleźć poszukiwaną ksiażkę z zamkniętymi oczami, czy raczej panuje u Was delikatny nieład? Jaką macie przyjętą strategię utrzymywania jako takiego porządku w audiobookach? A jak segregujecie e-booki na Waszych czytnikach? Utrzymujecie ten sam system przez lata? A może spontanicznie co chwilę zmieniacie to i owo?

fotel

Jakoś kompletnie wyparłam z pamięci to, jak wyglądała ta sprawa w przeszłości. Faktem jest, że wtedy trudniej zdobywało się książki, więc i systemów wielkich nie trzeba było mieć, bo nie miało się ich najczęściej jakiejś obłędnej ilości. Rodzice wprawdzie dysponowali regałem pełnym książek, ale nie pamiętam jaki był ich system utrzymywania porządku na półkach. Teraz książki mają porozrzucane po półkach po całym domu i pewnie w ogóle już do nich nie zaglądają, bo Tatę pochłonęły krzyżówki, a Mama nie lubi wracać do już przeczytanych książek, więc przynosi kolejne stosy z bibliotek. Też dobrze, problem z glowy 😉

Ja miałam przez dosyć długi czas pewnie ze dwie czy trzy półki książek, nie było więc problemu niepanowania nad księgozbiorem. Problem zaczął sie kilka lat temu. Najpierw blogi książkowe spowodowały we mnie wzrost zainteresowania kolejnymi książkami. Potem znalazłam Biblionetkę, spotkania z jej użytkownikami zaowocowały pożyczkami i podarunkami. W międzyczasie pojawił się Podaj i opcja wymiany książek na punkty i punktów na książki. Zaczęło się szaleństwo. Teraz Podaj praktycznie nie żyje, a żadna jego alternatywa nie wzbudza we mnie cieplejszych uczuć (co bardzo mnie aktualnie cieszy!). A gdy do tego wszystkiego doszła moda na tzw. tanią książkę i Allegro, to ilość książek zaczęła zwiększać się z każdym miesiącem. A gdy jeszcze sama zaczęłam prowadzić bloga, a po jakimś czasie pojawiły się pierwsze współprace z wydawnictwami, to już ilość napływających każdego dnia książek przekroczyła normalne granice. Efekt? W ciągu mniej więcej 5 lat uzbierałam grubo ponad 1000 książek do przeczytania. Książek ogółem sporo więcej. I przestałam panować nad tym, co już mam i jak to znaleźć.

Kombinuję w tej kwestii jak koń pod górkę 😉 Najpierw przyjęłam zasadę: rozdział przeczytanych od tych, które na przeczytanie czytają. I właściwie ciągle go się trzymam, bo inaczej już kompletnie bym sprawy nie opanowała. W kwestii tych przeczytanych próbowałam sie trzymać gatunków, ale nie wyszło mi to do końca, mam misz-masz gatunków-tematyki-pochodzenia. I nie do końca mi to pasuje, więc muszę sobie wyrobić nowy system.

A co z nieprzeczytanymi? Tutaj właściwie jest jedna zasada: nie ma zasady. Ok, te do recenzji trzymam w jednym miejscu, by mieć jasną wizję tego, co jeszcze na mnie czeka i zapanować nad nimi w sensowny sposób. Reszta to wolna amerykanka, książki poupychane wszędzie, gdzie można. I nie mam pomysłu na to, jak nad nimi zapanować.

Próbowałam chociaż okiełznąć to co mam poprzez wpisywanie nowych nabytków do swojego schowka na Biblionetce. Niestety, nie udało mi się to do końca, a efektem jest to, że nadal zdarzają mi się sytuacje, że nie jestem pewna, czy jakąś książkę już mam, czy nie. Nadmiar książek oznacza także konweracje, jakie mi się czasem zdarzają:

– Czytałaś XYZ?

– Nie, ale muszę zdobyć.

– Hm… ale przecież pisałaś, że już masz.

Kurtyna.

Nawet w Warszawie, w mieszkanku, w którym nie mam miejsca na regał, nie jestem w stanie nad tą kwestią zapanować. Mam książki: na półce pod ławą, w szafce wnękowej na korytarzu, w szufladzie komody i na stole. I nadal nie wiem, co tu mam. Ponownie kurtyna.

Jak panujecie nad swoimi księgozbiorami?

Rozpisalam się. Wyszła mi spowiedź nieanonimowego książkoholika. Ale przynajmniej chyba teraz już wszyscy dokładnie zrozumieli dlaczego od roku nie kupuję książek?

Książki

Advertisements

51 thoughts on “Za dużo książek, za dużo myślenia

  1. Moje książki rozlały się po całym mieszkaniu. Kiedy przestały się mieścić w moich dwóch witrynkach, zaczęłam je „upychać” na półkach rodziców.Kiedy i tam zabrakło miejsca, niepostrzeżenie urosło mi kilka stosików, które przeobraziły się w wieże, grożące katastrofą budowlaną. Część tomów oddałam lub sprzedałam, ale ich miejsce szybko zajęły prezenty. Na szczęście, jak na bałaganiarę przystało, dopóki nie dam się zapędzić do porządków, doskonale wiem gdzie co mam. Poza tym wierzę, że w końcu będę miała odpowiednią zdolność kredytową, żeby wyprowadzić się od rodziców i zainwestować w odpowiednio pojemne regały.

  2. A wiesz, że jak długo (czyli 2 lata?) nie kupujesz książek to potem myśl kupienia jakieś książki (wykluczam sytuację, kiedy potrzebujesz na zajęcia/czy do jakiegoś projektu itp. lub okazjonalnie dla kogoś) jest odpychająca. Już zauważyłam u siebie, że widzę mnóstwo interesujących książek w atrakcyjnych cenach, ale na myśl o jej kupieniu czujesz niechęć. Może świadomość stosów książek, które czekają na półkach sprawia, że nie chcesz więcej. (kupować, bo z pożyczkami to inna sprawa :))

    Trochę dziwnie się z tym czuję, kiedy ostatnio byłam księgarni ze znajomym, który też jest bibliofilem i zachęca do kupienia pewnych tytułów, a ja nie chcę kupować żadnej książki, której nie potrzebuję w wyższych celach niż czytanie. Wyszłam na mało wiarygodnego bibliofila 😛

    1. Wygodna – podziwiam, że ogarniasz co gdzie masz i to bez katalogowania. Ja kompletnie już nie jestem w stanie. A co do zdolności kredytowej i regałów, to muszę Cię mocno zmartwić – u większości moli książkowych kolejne regały oznaczają tylko więcej i więcej książek, problem z miejscem rozwiązuje się tylko chwilowo. Bardzo chwilowo 😉

      Ktrya – wierzę w to bez problemu, gdyż juz od kilku miesięcy nie czuję pociągu do kupowania książek. Nawet teraz – jutro mija umowna rocznica niekupowania, a ja ciągle nie wiem, czy z tej okazji coś kupię, nawet w sytuacji, gdy mam bon do wykorzystania. W życiu bym sobie sama w taką sytuację nie uwierzyła jeszcze rok temu 😉 A i lista „must-have” jakoś cudem się całkiem nieźle zmniejszyła, coraz mniej książek ciągnie nieodparcie. Aktualnie mam może ze 3, dla których złamałabym się i coś kupiła. Zobaczymy.
      Bibliofil to ktoś, kto książki kocha. A, żeby je kochać, nie trzeba być uzależnionym od ich kupowania. Znam całe tłumy bibliofilii, którzy bardzo rzadko kupują książki, z różnych powodów. Nie oznacza to wcale, że kochają je mniej od tych, którzy co tydzień mają x kupionych książek :>

  3. Nie można mieć za dużo książek:P No może trochę… Nie zapominam co i gdzie mam, jedyny wyjątek to rozbudowane cykle, w których brakuje mi pojedynczych części, ale od tego mam magiczną karteczkę w portfelu:)

  4. Baaaardzo rzadko się zdarza, żebym nie wiedziała, czy mam daną książkę – mało tego, zwykle wiem, skąd mam każdą jedną 🙂 Poza poezją wszystkie stoją na wielkim regale w sypialni – zajmuje całą ścianę. Beletrystyka alfabetycznie, to jedyny sposób, żeby coś znaleźć. Osobno literatura faktu, książki humanistyczne i religijne. No i poezja. Poezja kolorystycznie, bo jest jej na tyle mało, że nie przeszkadza to w szukaniu 🙂
    Książki, które chcę przeczytać w pierwszej kolejności, są na półce bardziej wysunięte, żebym cały czas o nich pamiętała. Chociaż ostatnio zauważyłam, że synek czasem wchodzi do sypialni i wyrównuje grzbiety 😉 Ale rozdzielenie przeczytanych i nieprzeczytanych to też jest ciekawy pomysł.
    W sumie i tak kupuję mało, ale odkąd mam blog jakoś gorzej nad sobą panuję. I książek przybywa, zwłaszcza z finty czy innych takich. Albo z promocji. Bo jak mam kupić książkę w normalnej cenie to musi być przeze mnie baaardzo upragniona – inaczej wolę coś z literatury dziecięcej dla synka, to moja wielka słabość i jego książki też już powoli przestają się mieścić na regale (dużym!).

    1. ZWL – i tutaj się kompletnie nie zgadzamy. Ja uważam, że można. I wcale nie jest to wg mnie tak rzadkie, jak mogłoby się wydawać. Można oczywiście łudzić sie „czytaniem na emeryturze” (niezłe założenie, skąd wiemy, czy wtedy będzie nas interesowało to samo i czy – bardzo prozaicznie – zdrowie nam pozwoli) czy „zostawieniem potomności” (tak, jakby posiadanie dzieci gwarantowało, że będą one lubiły czytanie, a na dodatek będą chciały czytać, to co my lubiliśmy) oraz „zostawieniem bibliotece” (optymistycznie przyjmujemy, że za 20-30-40 lat biblioteki będą zainteresowane naszymi książkami…). To tylko wymówki, którymi się zasłaniamy :>

      Książkozaur – czyli macie z synkiem małą grę 🙂 Ty wysuwasz, on wsuwa 😀 Fajnie, że masz taki porządek, ja już nie ogarniam :/
      Widzę, że synka rośnie też molik książkowy, ciekawe, jak to będzie wyglądało za kilka czy kilkanaście lat, będzie miał biblioteczkę większą od Was 😀

  5. hm…pamiętam jak wprowadziliśmy się z mężem (hm…wtedy nawet jeszcze nie mężem) do takiej uroczej kawalerki i były tam takie trzy półeczki, które marzyło mi się zapełnić SWOIMI książkami…w związku z tym obiecaliśmy sobie, że raz w miesiącu będziemy sobie kupować po książce…
    kupowaliśmy…
    wyprowadziliśmy się do kolejnego mieszkania.., tam z kolei było już więcej półek…i książek stanowczo więcej…kupowaliśmy
    a gdy w końcu wprowadziliśmy się na SWOJE to pierwszym meblem zakupionym był ogromny regał na książki.
    Stoi, pełny, sterylnie poukładany, bo na punkcie porządku w książkach mam fioła…i kocham na niego patrzeć, wybierać książki z niego, odkładać te przeczytane na półkę specjalną ” do wymiany, sprzedania,oddania” …
    cóż ja zrobię, że tak bardzo kocham te książki mieć? bo o czytaniu ich to, że kocham już chyba pisać nie muszę?:P
    niemniej faktycznie ograniczyłam znoszenie książek do domu, uspokoiłam się zakupowo/recenzyjnie…wybieram to na co NAPRAWDĘ mam ochotę i też mi z tym dobrze
    a tak poza tym pozdrawiam:)

    1. Kasiu – o widzisz, a u mnie to posiadanie chyba w pewnym momencie przesłoniło wszystko inne. I teraz mam problem, że może mi życia nie starczyć na ich przeczytanie. No i nie mam już przyjemności kupienia książki „bo nie mam co czytać”. Ech, ech… Pozdrawiam!

      Agnes – może potrzebujemy jakiejś terapii? Albo stratega do pomocy? 😀

  6. Normalnie jestem straszną bałaganiarą, ale w książkach mam porządeczek. Stoją tematycznie (jedna półka na literaturę czeską i okołoczeską, jedna na normalną, jedna na kobiecą etc.) i według wzrostu – doszłam do wniosku, że tak będzie przejrzyście i będę mogła coś łatwo znaleźć w razie potrzeby. System się sprawdza.
    Kiedyś, jak jeszcze nie miałam własnego pokoju (a czekałam na niego 18 lat xD), autentycznie przeżyłam moment, kiedy książki leżały w stosikach na podłodze,bo nie miałam ich gdzie upychać. Swój pokój mam cztery lata i jeszcze nie zdążyłam go zagracić _^_ Chociaż przeżyłam atak paniki, jak mama chciałam mi wstawić do pokoju telewizor. W specjalnej wnęce na regale,gdzie normalnie powinien się znajdować odbiornik, stoją książki i nie wyobrażam sobie, że miałabym je upchnąć na regale w innym pokoju. Moje i już. 🙂

  7. Ba, kiedyś miałem alfabetycznie grzecznie ustawione wg autorów i w obrębie nazwisk wg tytułów, w jeszcze z tego wydzielone ciągi niebeletrystyczne (film, fotografia, historia itp.). Ale potem żona kazali praktyczniej podzielić wg rozmiaru, no i się zrobił bałagan….

    Katya, coś w tym jest. Ja przez ostatnie 20 m-cy kupiłem może 5 książek (narodziny córki = dyscyplina budżetowa), przerzuciłem się na biblioteki, no i teraz łapię się na tym, że nawet jak bym miał na coś chrapkę, to dużo łatwiej i szybciej rezygnuję. Mam do siebie trochę żal, bo zawsze kochałem kupować książki (choć zwykle zachowuję umiar i ostrą selekcję), ale obecnie przeważnie rezygnuję – tłumacząc sobie, że musi być na żłobek, ale jednak mam wrażenie, że pozbawiam się cząstki człowieczeństwa. To jednak książki, a nie durnostojki.

    1. Przecież w obrębie książek jednej wielkości możesz zaprowadzić taki podział, jak poprzednio, Ja tak mam i sobie chwalę:P Moja żona ma dość rozsądku, żeby się do księgozbioru nie wtrącać, bo to by się skończyło ho ho, tak by się skończyło:) Książki to faktycznie pierwsza rzecz, która pada ofiarą cięć budżetowych, ale na szczęście w tłustszych latach uzbierałem sobie to i owo w przewidywaniu lat chudych, normalnie skorzystałem z biblijnej mądrości:D

      1. Cathrynek91 – „jedna na normalną, jedna na kobiecą” – urzekł mnie ten podział 😉 A już na serio: sama mam czytadła na osobnej półce, więc i u mnie właściwie podobny system funkcjonuje.
        W poprzednim miejscu zamieszkania tv też padł ofiarą książek – najpierw go wyeksmitowałam z regału, potem całkowicie 😉 Tutaj tego zrobić nie mogę, bo należy do właściciela mieszkania. A szkoda, bo strasznie wielki jest.

        Bibliomisiek – oj, ja jakoś nie wyobrażam sobie układu wg wielkości. Pogubiłabym się kompletnie, bo musiałabym pamiętać, czy to była ksiażka duża, średnia czy mała. a może bardzo mała 😉
        Widzisz, może dlatego, że zawsze miałeś w kupowaniu umiar, to jest to dla Ciebie tak ciężkie przeżycie. Dla mnie po pół roku niekupowania uczucie lekkości i „niemuszenia” było zbawcze, co zresztą jasno wskazuje na to, że był to nałóg czystej krwi. Owszem, czasami jeszcze kusi, ale rzadko i mało intensywnie. Bardzo za to czuję się „zawalona” hałdami książek i żal mi nieistnienia sytuacji „a pójdę do księgarni, bo nie mam co czytać”.

      2. @ZWL: No tak, w sumie tak z grubsza stoją – niekoniecznie alfabetycznie, ale chandlery, ellroye, kirsty, wrońskie, doctorowy, cormaki i tak dalej – ciągami. No i mnie też się udało przed narodzeniem Ulki uzupełnić większość palących braków (np. komplety Druona, Muminki, Puchatki, w/w Ellroy. Teraz kupuję praktycznie tylko Wrońskiego i Cormaca, resztę tropię po bibliotekach. Ale na przykład wabi mnie zakup dwóch tomów von Schiracha – jeden nawet był na allegro w przystępnej cenie, a jak na złość przespałem koniec aukcji. Masz ci los.

        1. No to z grubsza masz porządek:) Mnie już czekają tylko (albo „aż”) inwestycje w regały i już porządek będzie na błysk:D

  8. Mam tylko dwie zasady: nie może być w książkach bałaganu i nie mogę się o nie potykać. Stoją więc uporządkowane (mam tu na myśli karnie w ordynku ustawione na półkach i tylko tyle ma mi się zgadzać, żeby autor stał razem ze wszystkimi napisanymi przez się tytułami) i nigdy nie dopuszczę do tego, żeby stały na parapetach i podłogach. Muszę przy tym dokonywać cudów ekwilibrystyki, bo książek mam ponad dwa tysiące a mieszkanie 49- metrowe, ale się zawzięłam i na podłogi, parapety i do pomieszczeń, że tak napiszę, gospodarsko-higienicznego przeznaczenia (kuchnia, łazienka i wc) książek nie wpuszczę nigdy. Na innych aspektach eksponowania zbiorów mi nie zależy.

  9. Podobnie jak Ty, mam oddzielną półkę na książki do recenzji 🙂 Generalnie segreguję według wydawnictw, a w obrębie wydawnictw seriami lub/i autorami. Korzystam też z programu Domowa Biblioteczka, w którym zapisuję, kto wydał daną książkę, więc mogę sprawdzić w każdej chwili, a wtedy wiem, na której półce szukać 😉 I jeszcze taka osobliwość mojej biblioteczki – książki polskich autorów mają swoją oddzielną półkę, chyba że są z jakiejś serii (np. mam kilka książek z serii z miotłą), to wtedy seria górą. Pozdrowienia.

    1. Jabłuszko – faktycznie, to musisz mocno kombinować 😀 Ja już po części nie mam „karnie” na półkach, bo w stosach wchodzi ich więcej niż w rządku 😉 Na parapetach nie, bo to jednak nie jest dla nich zdrowe, na podłogach nie, bo to niewygodne. Ale poza tym – gdzie się da 😉

      Jjon – podziwiam, że masz uaktualniony katalog. Ja nie mam i pewnie szybko nie będzie on aktualny, bo za dużo z tym roboty 😉
      Ja też mam podział na literaturę polską i obcą, ale właściwie tylko w obyczajówkach. Co swoją drogą jest też zabawne 😉 Dlatego muszę jeszcze raz przemyśleć sprawę i popracować nad systemem, bo jest pełen luk.

  10. Więc tak: chomikowanie książek przekazał mi w genach moja mama. Do dzisiaj w rodzinie krąży opowieść jak to razu pewnego (późne lata 80-te, więc czasy kartkowe jeszcze) wybrałyśmy się obie po świąteczne zakupy do najbliższego nam miasta Miechowa. Zanim dotarłyśmy do mięsnego zajrzałyśmy do księgarni, bo była po drodze i pieniądze przeznaczone na szynkę i schab wymieniłyśmy na „Noce i dnie” oraz „Trylogię” – to były swoją drogą czasy, że tyle literatury można było kupić za równowartość trzech kilogramów wędliny… Jak wróciłyśmy to tato tylko westchnął ciężko i zapytał czy mama do święcenia (bo to Wielkanoc była) da całego „Wołodyjowskiego” czy tylko okładki.
    Później już kupowałam sama, często za cenę niewykupienia obiadów w szkolnej stołówce (mieszkałam w internacie) lub rezygnacji z nowego ciucha. Kiedy zaczęłam zarabiać to co miesiąc jakaś część wypłaty na książki szła, a jak się unowocześniłam i odkryłam LC, BiblioNETkę i Kanapę to już poszło jak woda – wymiana i kupno na portalach książkowych, księgarnie internetowe – a stosy nieprzeczytanych książek rosły, rosły, rosły…

    Początkowo upychane po różnych kątach u mnie na piętrze i w mieszkaniu rodziców na parterze, na półeczkach, szafkach, parapetach, etażerkach aż prosiły się te książki o konkretny regał, ale zawsze były jakieś inne, ważniejsze wydatki. I dopiero, kiedy za szafą rozgościł się księgozbiór podarowany mi przez szwagra, liczący coś ok. 400 książek mąż mój Robert się złamał i wysupłał kilka setek na duży regał na całą ścianę, robiony przez pana stolarza, z solidnych sosnowych desek a nie z jakiegoś laminatu.

    Stoją sobie teraz te moje skarby karnie w dwóch rządkach, bo zapobiegliwy małżonek zamówił głębsze półki, żeby na dłużej starczyło miejsca (niestety już zaczyna być ciasnawo) i jedyna zasada jaką się rządzi ich usytuowanie to brak jakichkolwiek zasad… Osobną półkę mają tylko książki pożyczone (żeby się nie zagubiły gdzieś przypadkiem). Oczywiście książki recenzyjne też są osobno – bo wiadomo. W 80% wiem co mam na półkach i gdzie to leży – w końcu sama te książki kupowałam. Trochę jeszcze nie ogarniam tych „szwagrowych”, ale powoli i te mi się kodują w pamięci – jestem wzrokowcem, więc jak mi nikt nic nie rusza w moim książkowym bałaganiku, to z zamkniętymi oczami wiem co gdzie stoi. A na wypadek postępującej sklerozy zaczęłam wklepywać moje zbiory do schowka – tyle, że w moim tempie jak nic parę lat to zajmie…

    Ostatnio coraz mniej kupuję kupuję – jak jest możliwość pożyczki to wolę pożyczyć, niż inwestować w książkę na jeden raz. Wyjątek stanowi kilku autorów, których lubię i do których wracam – tu nie żałuję pieniążków:)
    A co z książkami, których z różnych względów chcę się pozbyć? Też jest na nie kawałek półeczki – czekają tam do grudnia i zasilają półki innych czytelników za pośrednictwem Biblionatkołaja, niektóre stanowią prezent dla mojej gminnej biblioteki (właściwie to swego rodzaju „łapówkę”, żeby mi opłat za przetrzymanie książek nie naliczali…) a część wędruje do wymiany na LC.

    Rany, już kończę, bo w końcu komentarz będzie dłuższy niż post;)
    Pozdrawiam niedzielnie:)

    1. Wspaniała kompletna hostoria 🙂 Zapamiętuję na zawsze tego Wołodyjowskiego na Wielkanoc…
      Pzdr wszystkich,którzy podzielili się historią swoich zbiorów książkowych. To dla mnie superciekawe.

      1. Anek7 – śliczna opowieść 🙂 Podziwiam, że ogarniasz się w tylu książkach, Ja niby też jestem w dużej części wzrokowcem, ale w tym przypadku niewiele mi to niestety daje :/
        Faktycznie, i u mnie powoli dojrzało przekonanie, że wolę książkę wypożyczyć lub pożyczyć, niż kupić i potem nigdy w życiu do niej nie wrócić. Mam także swoich ukochanych autorów, cykle czy serie i te książki kupuję bez problemu i bez odmawiania sobie tej przyjemności. Ale reszta? Nie muszę mieć. A jak przeczytam pożyczoną i mnie zachwyci, to zawsze mogę ją kupić :>

        Agnieszka czyta… – ja też cieszę się, że trafiły się takie fajne historie 🙂

  11. W porównaniu do Twojego księgozbioru mój jest na prawdę skromny. W prawdzie na półkach miejsce jeszcze mam, ale już trzeba będzie myśleć o ustawianiu drugich rzędów na półce i nowym miejscu dla kolejnych nabytków, Tym bardziej, że książek wciąż mi przebywa;]

  12. No 1000 jeszcze nie przekroczyłam, na razie dobijam do 600, (nieprzeczytanych tylko…100), ale to też tylko i wyłącznie dlatego że raz do roku robię przegląd i książki do których wiem, że nie wrócę oddaję do biblioteki, bądź chętnym na nie osobom:) ale ponieważ w moim domu nie tylko ja mam fioła książkowego, ale również rodzice i ciotki, to kilka tysięcy tomów posiadamy i te są ulokowane w każdym możliwym pokoju.

    1. Natalia Katarzyna – ech, ja też – jak pisałam – miałam skromny księgozbiór i to przez długie lata. Dopiero potem mi odbiło 😉

      M – 1000 (i to pewnie sporo ponad!) to ja mam tylko do przeczytania 😉 Razem z przeczytanymi, to jest ich sporo więcej.
      Hm… Może taki doroczny przegląd to nie jest głupia sprawa. Spróbuję zapoczątkować taką tradycję w wakacje, przy okazji dłuższego urlopu.

  13. ooj, jak ja to dobrze znam…Wcześniej, jak wynajmowałam pokój z koleżanką to nie miałąm regałów i wszystkie książki były poupychane w kartonach, ale od momentu przeprowadzki, wyległy me skarby na półki. Próbowałam wprowadzić system układaniai tak: mam półkę z książkami moich mistrzów-Llosy i Safak, jest półka przeznaczona na reportaże, jest półka z książkami polskich pisarzy i osobna dla polskich pisarek, jest półka z książkami popularnonaukowymi i z literaturą dla dzieci, z biografiami też mam osobną półeczkę. Książki,które mam do recenzji, lezą na osobnym stosiku. Jakoś się w tym łapię, ale tez mam problem z pamiętaniem, które książki mam. Przy przeprowadzce znalazłam np. 3 egzemplarze Gottlandu. Próbowałam katalogować swoje zbiory, ale nie mam do tego siły :). Kiedyś gromadziłam maniakalnie wszystkie książki, teraz nauczyłąm się już dzielić z innymi. Skoro wiem, że już raczej po jakąś pozycję nie sięgnę, to oddaję znajomym, lub się wymieniam. W ten sposób trochę odchudziłam swoje zbiory- i ja jestem zadowolona i zapewne książki, które zamiast stać bezczynnie na półce, dają przyjemność innym 🙂
    A tak w ogóle to bardzo fajny post 🙂
    Pozdrawiam

  14. U mnie porządek w książkach musi być. Inaczej się gubię, a bardzo tego nie lubię.
    Beletrystyka- osobno, alfabetycznie, polska i obca razem. Następnie literatura faktu- wg autorów, choć literatura faktu jest u mnie szeroko rozumiana, obejmuje także reportaże, więc może przydał by się porządek „geograficzny”?
    Następnie sztuka; tutaj już według epok, dzieła ogólnie traktujące stojąc obok siebie, w jednej grupie. Trochę książek anglojęzycznych też mam.
    Osobno teoria i historia literatury, nauczanie i uczenie się angielskiego też oddzielnie. W sumie jak na razie nie mam ogromnego księgozbioru, choć jak wiele moich poprzedników tutaj- odkąd pisze bloga, książek przybywa.
    Aha- mam także dosyć pokaźny zbiór czasopism- Bluszcz, Spotkania z Zabytkami, Archeologia Żywa, PaperMint, Archipelag… Stroją sobie elegancko i chronologicznie w segregatorach:)

    1. Mag – trzy egzemplarze? Oficjalnie mnie przebiłaś, ja znalazłam tylko duble 😀 Niezłe 😀 Muszę właśnie popracować nad odchudzaniem zbiorów i ycznić z tego działanie cykliczne, inaczej zginę 😉

      Iza – o, to masz faktycznie piękny porządek, podziwiam 🙂 Ja kiedyś gromadziłam Film (daaawno temu!), Bluszcz i NG, ale łapałam się na tym, że kupuję, przeczytam 3-4 artykuły i zalegają na półkach już nigdy nie czytane. Więc przestałam kupować i pozbyłam się tych posiadanych. Magazyny się u mnie nie sprawdzają ;(

  15. Zacofany w lekturze – będzie tutaj, bo wyżej zrobiło się zbyt wąsko 😉

    Policzmy. Mam jakieś 1300 nieprzeczytanych książęk. Wychodzi mi na to, że w ubiegłym roku czytałam średnio 10 książek na miesiąc, czyli wychodzi mi 130 miesięcy. O, to tylko 11 lat, eeeee, Pikuś 😀
    No tak, ale trzeba byłoby założyć brak napływania nowych książek. A, jeszcze zapomniałam o e-bookach. Ok, zdecydowanie 20 lat, jak nic.

    1. Oooo, a ja myślałem, że zdecydowanie mam największe zaległości:PP No faktycznie kwalifikujesz się do jakiejś terapii:)) Osobiście sugeruję przejrzenie tych zapasów i sprawdzenie, czy aby na pewno wszystko koniecznie musisz przeczytać. Ja ostatnio wyeliminowałem parę sztuk z poczekalni:)

  16. Niestety nie mam za wiele książek, bo często korzystam z biblioteki. Moja rodzinka niechętnie podchodzi do mojego upodobania do czytania, ale wciąż obiecuję sobie, że jak tylko zacznę pracę, to uzupełniam braki na regałach 😉

  17. W zeszłym tygodniu odwiedziłam Empik by odebrać zamówienie (promocja 3 za 2) zrealizowane na potrzeby wykorzystania karty prezentowej, którą otrzymałam od pracodawcy. Gdy przytargałam do domu moją paczuszkę załamałam ręce. Kompletnie nie miałam, gdzie wepchnąć trzech dodatkowych tomów. W końcu wylądowały one na szczycie stosu złożonego z kilkunastu tytułów i zdobiącego me biurko od dłuższego czasu.

    Z perspektywy zapchanych półek, wszelkich miejsc w mym pokoju wypchanych książkami zdecydowanie nie mam miejsca na więcej lektur papierowych (żeby nie było Kindle’a też mam zapchanego do granic możliwości) i jestem książkoholikiem. Jednakże patrząc na ilość książek posiadanych i nieprzeczytanych na światło dzienne wychodzi liczba niezbyt chlubna, lecz wcale nie tragiczna – 216 tytułów.
    Nie zdarza mi się więc zapomnieć o posiadaniu jakiejś książki. Mniej więcej wiem, który egzemplarz gdzie leży, jak się do niego dopchać 🙂

    System układania książek mam bardzo subiektywny, dosyć chaotyczny i skomplikowany. W jednym miejscu trzymam literaturę, którą nabyła jeszcze moja mama w trakcie swej szkoły średniej i studiów, tam też upycham książki starsze, nabyte w antykwariatach. Książki z dzieciństwa, lektury szkolne, powieści mej młodości też trzymam na dwóch półkach. Dalej panuje lekki chaos i misz masz. Niekiedy segreguję książki po autorach (Kapuściński, Safak, Pamuk, Llosa, Murakami), czasami tematycznie (Gułag, świat arabski, książki podróżnicze), czasami seriami (Asy Kryminału), wydawnictwami (Wyd. Czarne, Wyd. Sol) lub gatunkami (kryminały, powieści obyczajowe, non-fiction), w jednym miejscu trzymam też książki pożyczone. Jak widać gołym okiem mój system polega na tym, że nie mam konkretnego systemu 🙂

    A najbardziej lubię robić porządki na półkach. Polegają one na tym, że wyciągam me książki (zwykle trafiam na te nieprzeczytane), niektóre kartkuję, czytam opisy, podziwiam okładki, wącham te najnowsze, głaszczę i się rozczulam nad tym upragnionymi i wymarzonymi, potem wycieram kurz na półce i wsadzam je z powrotem… Właściwie nie zmienia to nic poza tym, że mniej kicham, gdy wyciągam je następnym razem 😉

    Ach, książki to wspaniałe przedmioty!

    Pozdrawiam!

  18. Idea była taka, że po przeprowadzce pojawiły się regały, książki zawsze były ułożone autorami, alfabetycznie, więc problem szukania nie istniał. Nadal mniej więcej wiem co mam (czasami zdarzają się wpadki), ale niestety – książki stoją już miejscami w kilku rzędach, leżą na innych książkach, zostają przekładane w inne miejsca… Książki u osoby je kochającej nieustannie się rozmnażają i potrafią zająć dowolną ilość miejsca… W planowanym domu – koniecznie osobna biblioteka…

  19. A ja polecam przegląd, o którym pisalo parę osób powyżej. Ostatnio wyniosłam sporo nieczytanych książek do biblioteki (autorzy, którzy jednak mi się nie podobają, czytadła (dawno nie przeczytalam więcej niż 10 stron takowego, „perły’ z podaja). I nagle okazało się, że te co zostaly, czytam z większą przyjemnością (bo zostały te, które faktycznie chcialam przeczytać w najbliższym czasie).

  20. Ja upycham książi według ich rozmiaru, żeby ładnie wygłądały na pułkach. A czy ktoś z was ma tak, że lubi przeglądać swoje przeczytane książki i do nich wraca ? Ja nie ukrywam, że czasem wolę przeczytać ponownie już przeczytaną książkę, bo moja lista życzeń niestety się ostatnio wykruszyła.

    1. Jumed – ja jednak mam ograniczoną pamięć, u mnie niestety ułożenie wg rozmiaru (czy jak niektórzy stosują – koloru) się nie sprawdzi, bo bym kompletnie nie pamiętała co gdzie mam 😉
      Ja baaardzo rzadko ostatnio wracam do jakiejś książki. Mam tyle nieprzeczytanych, że mam wyrzuty sumienia, gdy czytam coś, co już czytałam. Zobaczymy jak długo ten stan potrwa.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s