Instrukcja: jak napisać recenzję


Pojawiła się ostatnio propozycja napisania takowej instrukcji, która byłaby skierowana do początkujących blogerów książkowych, młodych też wiekiem. Więc będzie to swoiste „kształtowanie narybku”. Pomyślałam, że to jest właśnie TA okazja, która może nam pomóc uniknąć w przyszłości rzeczy, których nie lubimy w recenzjach książek na blogach. Postanowiłam Was więc podpytać o opinie i sugestie.

Jak według Was powinna wyglądać dobrze napisana recenzja? Z czego powinna się składać? Jakie recenzje lubicie, a jakich nie? Proszę o konkretne przykłady, o wypowiedzi merytoryczne, które nowym osobom pomogą, a nie ogólne pitu-pitu 😉 Co jest dla Was ważne oprócz samej treści? O czym powinni młodzi recenzenci pamiętać?

Wszystkie idee są cenne. Ja dzisiaj i jutro jestem zajęta, ale w weekend usiądę i przeanalizuję Wasze wypowiedzi, zbiorę wszystko w całość i dodam od siebie to, co ja myślę. I powstałaby w ten sposób rzetelna instrukcja „odblogerska” bazująca na wielu opiniach, a nie tylko pojedynczej. Co Wy na to?

Idealna recenzja książki… Bądźcie szczerzy!

Reklamy

54 thoughts on “Instrukcja: jak napisać recenzję

  1. Fajny pomysł 😉
    Ja cenię oczywiście szczerość, a także styl pisania – lubię, gdy autor pisze lekko, dosyć zwięźle, nie odbiega od tematu.
    Nie podoba mi się szablonowość i pretensjonalność. Nie lubię, gdy autor używa słów, których nie rozumie – wychodzi z tego jedna wielka papka i mam ochotę wyłączyć daną stronę.
    Nie lubię także, gdy na początku każdej recenzji jest umieszczona nudna notka o autorze (sama tak kiedyś robiłam). Ciekawostka – owszem, ale po co pisać datę i miejsce urodzenia, zawód, bla, bla? Nikogo to raczej nie interesuje 🙂
    Myślę, że dobry recenzent powinien wyrobić sobie swój własny, oryginalny styl – aby to osiągnąć, potrzeba pisać, pisać i jeszcze raz – pisać!

    1. Narzucona mi recenzje napisalbym szablonowo (dla kazdego cos milego)–troche o tresci, troche o autorze, troche o stylu, itd.

      Ale recenzja pisana od serce, odrazu po przeczytaniu ksiazki, bylaby zupelnie inna. Skoncentrowalbym sie na tym co mnie poruszyla, zarowno dobre jak i zle.

      Ludwik Kowalski

  2. Jak napisać recenzję? Przecież tego w szkole uczą, błagam. Wystarczy poszukać w jakimkolwiek podręczniku, no nie róbmy jaj.

    To już lepiej może napisać, czego oczekujemy od opinii na blogu? Bo dla mnie to są dwie różne sprawy. I też mi się kołacze, że gdzieś już o tym było.
    Ja chcę krótko i treściwie – bez streszczeń, bo to sobie mogę w poszukać w necie. Chcę wiedzieć, co się blogerowi podobało, a co nie i dlaczego – krótkie uzasadnienie. Bez analiz. Analiz i dysertacji rozwlekłych do granic absurdu nie czytam. Wolę książki poczytać.

    1. Zgadzam się z tobą z jednym wyjątkiem – krótkie streszczenie o czym jest książka jest nieraz bardzo przydatne (oczywiście bez spoilerowania) bo nie raz się zdarzyło, że kilku blogerów zupełnie inaczej odebrało powieść i uznało za bohaterów inne postacie. W efekcie owe opisy fabuły mocno się różniły 🙂 Ale to oczywiście zależy od tekstu, suche opowiadanie od początku do końca mija się z celem.

  3. 1. Konkrety, zamiast ciągle powtarzanego bla, bla, bla. Jasne i klarowne mocne i słabe strony danej książki, które później mają odzwierciedlenie w podsumowaniu. Często zdarza mi się czytać recenzje, które w większej części nie są pochlebne, a na koniec osoba pisząca jednak poleca książkę, jeśli ktoś „nie ma nic innego do roboty”, „ma dużo czasu”. Wtedy czuję się jak głupek, no bo książka beznadziejna, ale jednak mam ją przeczytać? No heloł! 😉
    2. Jak najmniej streszczania fabuły. Wystarczy ogólny zarys i jakiś haczyk, który zaciekawi potencjalnego czytelnika.
    3. Wyrażenie „co książka zrobiła z recenzentem” w bardziej złożonych i wyczerpujących zdaniach, niż książka podobała mi się/była fajna/beznadziejna/głupia.

    Tyle mi przyszło do głowy tak na szybko. 🙂

  4. Podobnie jak Kalio, uważam, że jak napisać recenzję wiadomo ze szkoły. I nie czuję jakiejś szczególnej potrzeby kształcenia kogokolwiek w tym zakresie. A w kwestii tego co się czytelnikom podoba? Myślę, że jest miejsce na wiele różnych rzeczy. Na opisy treści, na krótkie uzasadnienia, co się podobało w lekturze, na dłuższe analizy, na opinie dowcipne i dosadne, na opinie prowokujące do refleksji. Czytelnicy, jak i blogerzy są różnie. Szczerze mówiąc, to nie do końca rozumiem, po co taki „przepis”… Ale może ja po prostu jestem jakaś „antyprzepisowa”, bo nawet w kuchni przepisów nie potrafię się trzymać.

    1. Bardzo mocno Cię popieram – też uważam, że każdy powinien pisać tak, jak lubi czytać i wtedy znajdzie swoich odbiorców.
      Agnieszko:
      Czy ktoś, kto zadaje pytanie „jak pisać?” (domyślam się, że dostawałaś takie maile), jest naprawdę kreatywny i samodzielny? Czy potem nie zapyta „jak żyć?”
      Ale o! Warren ze Spadkobierców będzie wiedział! On udziela dobrych rad na wszystko 😀

      1. Ano właśnie, jak ktoś rzeczywiście zadaje pytanie „jak pisać”, to może powinien sobie trochę blogów poczytać, zobaczyć, co mu się podoba, i na tych inspirujących blogach w pewien sposób wzorować (nie chodzi mi oczywiście o plagiat)?

  5. Po przeczytaniu recenzji spodziewam się dowiedzieć co recenzent o tej książce myśli, jakie odczucia towarzyszyły czytaniu. Chcę wiedzieć czy jego zdaniem książka jest warta przeczytania. Lubię,gdy recenzja ma cytaty z książki. Nie lubię natomiast, gdy drobiazgowo jest opisana treść książki. Czasami odnoszę wrażenie,że książki już nie muszę czytać,bo wiem wszystko:)

    1. Aaaaa, nie widziałam, że tu jest też odpowiedz i na dole do grendelli się odniosłam. Sorry, że taki zalew moich komentarzy, ale chciałam się też odnieść do tego, co powiedziała Kalio – bloger jak pyta, znaczy, że już poległ na początku. Moim zdaniem bloga powinno się prowadzić, nie bo wypada, nie z musu, ale z potrzeby serca, z trzewi. Inaczej po co?

  6. a ja nie mam żadnych wymagań poza jednym – żeby były te opinie od serca, z zębem, szczere i oryginalne. Nie lubię wklejania tego, co napisane z tyłu książki, albo notek o autorze, ale rozumiem, jeśli ktoś ma taki styl. Natomiast jeśli to jest tylko suche opowiedzenie o czym i na końcu – podobała mi się lub nie, to po prostu po kilku takich notkach nie wracam już do czytania tego bloga.
    Więcej bym chciała widzieć opinii, wrażeń, co się działo z autorem notki, kiedy czytał książkę, a nie opisów, które sobie mogę w sieci w księgarniach internetowych znaleźć.
    To w odpowiedzi na Twoje pytanie, ale wracając do pierwszego zdania – gusta są różne, więc wymagania niepotrzebne, każdy będzie miał takich czytelników, jaki styl bloga jego

    1. Akurat opis z tyłu książki zdarza mi się wpisać gdyż zwykle nie lubię streszczać fabuły. A co do reszty to korci mnie pytanie , na co nam szablon? Każdy pisze jak chce i czyta też kto chce. Nie piszę po to by wszystkich zadowolić bo się po prostu nie da. Mój blog jest pamiętnikiem mojego czytania, a czy ktoś do niego zagląda czy nie to już jego sprawa. Pewnie ze miło jest widzieć że ludzie czytają ale jeśli nie to właściwie też się nic wielkiego nie stanie. Rzecz jasna do miana recenzji nawet z moimi tekstami nie dorastam ani nie zamierzam. 🙂

  7. zgadzam się z grendellą, też uważam, że przepisy tu niepotrzebne, bo blogera książkowego nie da się wykształcić, albo nam pasują jego notki, albo nie, a świat jest pełen różnych czytelników i to, co mnie denerwuje czy nie interesuje, kogoś innego może zachwycać

  8. Przede wszystkim szczerze! Nie chcę czytać wywodów w stylu profesora Bladaczki, o tym, że Słowacki wielkim poetą był. Wydaje mi się, że wielu blogerów cały czas drży przed Noblistami czy laureatami Nike, bo skoro uznany pisarz to musi się podobać, a jak się nie podoba to ze mną coś nie tak. Dla mnie to jest właśnie piękno blogów, że każdy może napisać wreszcie szczerze to co myśli. Zanudziłeś się na śmierć czytając Hemingwaya? Nie kręcą cię książki o łowieniu ryb? Świetnie! Napisz o tym! Mam w sobie to dziwne, naiwne przekonanie, że sztuka ma być dla ludzi i nikt nie powinien nam narzucać swojego zdania i mówić, że coś jest dobre bo jest dobre. Bardzo cenię własne zdanie i samodzielne myślenie. Wydaje mi się, że w ten sposób można przekonać innych do czytania książek, pokazując, że książki są dla ludzi 🙂

  9. Ja bym tylko skromnie chciał, żeby każde zdanie w tekście – każdym, nie tylko w recenzji – coś znaczyło, niosło jakąś treść, O to okropnie trudno, bo jak człowiek już napisze, to mu cholernie ciężko cokolwiek wykreślić. A wykreślać trzeba:)

      1. Czego się Jaś nie nauczy, to mu potem skorupka trąci, czy jakoś tak:P Ja mam na co dzień rozmaitych profesorów ze słowotokiem i brońcie Muzy wykreślić takiemu chociaż zdanie – normalnie obraza majestatu, jakby człowiek Biblię skracał 😀 Więc od młodości mus przywykać:D

    1. O Jezu, to mój problem; przez trzy wieczory zapełniam kilka stron kalendarza (pełni rolę zeszytu), a potem przez tydzień – półtora skracam to co powstało, wpisując na bloga. Niestety „lapidarność stylu” nie jest moją mocną stroną; za każdym razem pracuję nad tym od nowa…

  10. Ze szkoły pamiętam, że szło to mniej więcej tak: przedstawienie książki, ewentualnie sylwetki autora, następnie przybliżenie treści (bez spoilerów), własne przemyślenia, krytyka – co nam się podobało, co nie, na koniec wniosek – polecam, nie polecam.

    Od siebie dodam, że jeśli piszemy bloga, to warto mu nadać własny styl, dlatego nie należy się bać odejścia od tego schematu, a nawet jest to pożądane. Dzięki temu zamiast setek identycznych tekstów mamy różne rodzaje wypowiedzi – długie, krótkie, konkretne, czy też skupiające się na przeżyciach, emocjach, albo na przykład na języku czy strukturze książki.

    Również może się zdarzyć, że nie mamy nic mądrego do powiedzenia w ramach jednej z tych części, wymienionych w paragrafie pierwszym. Wtedy lepiej ominąć ten fragment niż pisać bzdury w stylu „najlepsze w powieści jest to, że jest podzielona na rozdziały i ma fabułę”. Wprawdzie nie otrzymamy wtedy kanonicznej recenzji, ale sam tekst na tym zyska.

    Tak na marginesie jeszcze odniosę się do samego pisania. Warto znaleźć własne tempo, ale też nie należy bać się pisania, czekać na wenę nie wiadomo kiedy. Na warsztat składają się równie dobrze dobre jak i złe teksty, na tych ostatnich uczymy się, czego nie robić. Poza tym częste pisanie, nawet krótkich tekstów, to swoisty trening.

  11. Moment, moment, na piwo nie można pójść!
    1. To ma być instrukcja dla 12, 13, 14…-latków! I ma być to przepis praktyków, blogerów, a nie szkoła formuła! Litości, jaki procent blogerów pisze wg szkolnych formuł? Pięć? 😛
    2. Praktyczne rady i odczucia od blogerów dla początkujących mlodziutkich osób. Co inni, starsi wiekiem i stażem koledzy radzą swiezynkom.

    Wracam do piwa. Kto chce, niech pomaga, kto nie, nie. Proste. Pozdrawiam!

    1. Ja widzę wskazówki w każdym komentarzu, nawet w moim zgryźliwym. Ale jeśli chodzi o dzieci, które wymieniłaś, to ja w takim razie podziękuję i się wycofam. Nie wiedziałam, że taki ma być odbiorca tej instrukcji 😉 Takich mam w pracy, tu chcę odpocząć.

    2. Jak mamy dyskutować, skoro nam skąpisz podstawowych danych? Dwunastolatki niech uważają na polskim, a potem zakładają blogi. Najpierw trzeba się nauczyć pisać recenzję wg przepisu z podręcznika, żeby móc sobie wprowadzać modyfikacje. Bez podstaw to wszystko psu na budę 😛

      1. Hm…. wydawało mi się, że napisanie „(…) młodych też wiekiem. Więc będzie to swoiste “kształtowanie narybku”” stanowi już jakąś wskazówkę. A pisanie, że mają uważać na polskim jest ok, ale nierealne, tak? I tak zakładają blogi i tak. Więc może warto byłoby kilka słów praktycznych dorzucić, szczególnie, że jeżeli zgłoszono zapotrzebowanie, to najwyraźniej potrzeba istnieje 😉

        Kalio – tak, to mają być młode osoby, które chcą usłyszeć o praktyce blogowania, bo teorię – jak tu pisało kilka osób – powinny znać ze szkoły. Ale, jak wszyscy wiemy – teoria sobie, praktyka sobie. Szkoda, że chcesz spasować, bo bardzo ładnie łączysz nauczyciela-praktyka, blogera-praktyka i – excusez le mot – dinozaura blogosfery książkowej. Ale nic na siłę.

        Więcej, jak już będę miała dłuższą chwilę wolną. Na razie czytam, co piszecie, jak się dorwę do kompa lub telefonu z netem.

        1. Agnieszka, ale coś chyba stawiasz na głowie moim zdaniem. Kochane dzieci, ortografii nie znacie, gramatyki nie znacie, związki frazeologiczne się wam mylą, ale skoro już macie swoje blogaski, to starsi koledzy wam powiedzą, jak pisać superrecenzje – powiedz mi, że nie o coś takiego Ci chodzi. Bo poza tym w praktyce należy swój tekst przejechać modułem sprawdzania pisowni w edytorze, a jeszcze lepiej mieć pod ręką słownik i go używać. Nawet wujek ZWL tak robi i się nie wstydzi przyznać 😛 Dobrze jest przeczytać książkę, o której chcemy napisać, i przemyśleć sobie, co z niej zrozumieliśmy i wynieśliśmy, ale może za dużo wymagam i nierealistycznie 😛 Robię się zgryźliwym hejterem wieczorową porą 😀

          1. ZWL – pewnie, że nie o to chodzi. Jednak kazanie im zostać w szkole i najpierw się wszystkiego nauczyć, a potem pisać jest nierealne, więc bierzmy to, co już jest dookoła. Jednym punktem (zapewne pierwszym właśnie) będzie uważanie na lekcjach, nie tylko polskiego :> A to, co piszesz, to akurat nie tylko domena 12-latek, ale całkiem sporej części dorosłej blogosfery 😉 Tutaj piszemy o wszystkim: lekcje są ważne, słowniki też, korekta nieautorska też etc. etc. etc. To nie musi być poradnik „5 najważniejszych punktów” tylko to, co jest ważne pod różnymi względami. To co w szkole i to, co w realiach 🙂

            1. A ja się nie zgadzam na niedouczenie i bylejakość w pisaniu i branie tego, co pod ręką, skrzywienie takie mam. I to nie tylko dzieci dotyczy, rzecz jasna, ale rady miały być dla nastolatków ;P Na szarlotkę jednego przepisu nie ma, a na recenzję ma być? Do gotowania iskra boża potrzebna, do recenzowania tym bardziej. Można co najwyżej jakieś ogólne ramy nakreślić, ale to już przedmówcy wskazali rozmaite kwestie. Z mojej strony realia wyglądają tak: przeczytać, przemyśleć, napisać, a potem trzy razy przeczytać napisane, skasować i zacząć od początku 😀 Wszystko to, niestety, oznacza krew, pot i łzy, lekko nie ma, chyba że piszemy cokolwiek dla gromadki nam podobnych i sobie komciujemy w kółeczku:P

              1. Ale gdzie tu widzisz zgodę na niedouczenie i bylejakość? W tym, że zrobi się takie zestawienie? Przecież to – jak sam piszesz – ramy są. Co się z po przeczytaniu tego (o ile się przeczyta!) zrobi, to już zależy od danej osoby.

                Albo ja po tym „Świątecznym” nie jarzę w pełni, o co chodzi, albo mamy jakiś szum komunikacyjny dzisiaj 😀

                PS. Polecam, megasmaczne piwo :>

                1. Napisałaś: „Jednak kazanie im zostać w szkole i najpierw się wszystkiego nauczyć, a potem pisać jest nierealne, więc bierzmy to, co już jest dookoła.” Ja to zrozumiałem tak, jak napisałem wyżej. Bo brak szkolnych podstaw, moim zdaniem, prowadzi do pisania byle czego i byle jak. Może trochę przejaskrawiłem, ale jak zajrzę przypadkiem tu i ówdzie do blogowej młodzieży, to widzę pełne zadowolenie z własnego pisania, podtrzymywane słit komciami koleżaneczek. Takim żadne wskazówki nie są potrzebne. A bardziej świadomi swoich braków pewnie pracują ze słownikiem i czytają to, co napisali, przed publikacją, to też im pewnie niewiele z takich ogólnych porad przyjdzie. Im by się przydała pani od polskiego, która im na konkretnym tekście wskaże konkretne potknięcia i tak do skutku. No ale pewnie trudno o takie panie nauczycielki (obym się mylił).

  12. Nie pamiętam już, czego mnie uczono w szkole: moje recenzje zapewne stoją daleeeeko za tymi „przykładowymi”.
    Ale:
    czego nie lubię: streszczania książki, tudzież zarysu fabuły ciągnącego się przez pół recenzji. Plus: jeśli umieszczasz blurba, to odpuść sobie pisanie o czym książka jest: w blurbie wystarczająco zdradzają akcję powieści.
    Broń się przed szablonowością: nie pozwól na to, by każda recka zaczynała się od tych samych słów, odpuść sobie rys biograficzny autora (chyba że rzeczywiście biografia wpłynęła na jego twórczość, jak to było na przykład u Dicka), który powtórzy się u miliona innych blogerów.
    I podstawa: jak już piszesz o dziele kogoś znanego, to poczytaj o danym pisarzu, tudzież o gatunku, który on reprezentuje: nie dość, że lepiej zrozumiesz powieść, to i autora inaczej zaczniesz postrzegać

    1. „(…) chyba że piszemy cokolwiek dla gromadki nam podobnych i sobie komciujemy w kółeczku.” O, to ja tak robię! 🙂 Czytającym mnie nie uwłaczając 🙂

        1. Chciałam napisać, że ja tam lubię Bazylowe kółeczko i w ogóle mi ono nie uwłacza, ale trochę się boję, gdzie mi się to wklei:((
          I jeszcze mam pytanie, czy nie da się niczego zrobić z tymi dramatycznie chudnącymi komentarzami? Czy to jakaś motywacja do diety, czy cóś?

          Poza tym jednak, jako osoba pisząca recenzje-nierecenzje i wykreślająca zazwyczaj połowę tekstu, zdecydowanie opowiadam się po stronie ZWL i Kalio. Trochę się boję, że udzielenie odpowiedzi na pytanie „jak napisać recenzję”, oznacza swego rodzaju legitymizację stanu intelektualnej nędzy panującego tu i ówdzie. Zdecydowanie, najpierw do szkoły zdobyć wiedzę, następnie ją utrwalić, a potem pytać. Są młodzi blogerzy, którzy tak robią i efekty mają dobre. Moim zdaniem, w każdym razie

  13. ZWL – będzie tutaj, bo tam wąsko. Jednak szum komunikacyjny…. Wyjaśnić chyba już lepiej nie mogę: ja też uważam, że powinni czerpać z edukacji formalnej wszystko, co możliwe. Ale nikt nie będzie im dawał praktycznej wiedzy od strony blogera i tego, co my uważamy za pisanie recenzji, tak? To są dwie – moim zdaniem po części uzupełniające się – rzeczy. Nie chodzi mi o to, że: teraz rzućcie to, czego się nauczyliście, tylko raczej: no, to oprócz tego, czego uczycie sie w szkole, to przy blogowaniu warto pamiętać o tym i o tym.

    PS. Ja ciągle uważam, że to, o czym piszesz, dotyczy też bardzo dużej części dorosłej blogosfery, co chyba jest jeszcze gorsze, prawda? :p

    1. Oczywiście, że dotyczy też dorosłych, ale usiłujesz, jeśli dobrze rozumiem, zawęzić te wskazówki do nastolatków, zresztą zupełnie niepotrzebnie według mnie. A teraz ja nie rozumiem, jaką praktyczną wiedzę ze strony blogera mogę im dać inną od tego, czego powinni się dowiedzieć w szkole (albo jaką mogą zaczerpnąć z poczytania paru blogów:P). Zresztą wszystko, albo prawie, zostało napisane: żeby nie streszczać w detalach i takie tam. Tyle że to nie jest wiedza tajemna, zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy powinien pewne rzeczy podpowiadać. A przeczytanie paru książek to już w ogóle powinno dawać pojęcie o tym, jak pisać – chociaż to akurat zupełnie nieaktualna mądrość przy poziomie wielu dzisiejszych powieści:P

      1. Ja tylko próbuję wyjaśnić koncept jaki zaistniał, a nie wyduszać z Ciebie rady. Jeżeli czujesz, że wszystko zostało powiedziane, to przecież nikt nie chce, byś rozmyślał dniami i nocami o tym, czy coś jeszcze światłego można dodać :p

  14. Chciałam dopisać się w jednym z wątków, ale te chudnące komentarze mnie zniechęciły. Jeśli rzeczywiście mają to być porady dla nastolatków, to radziłabym: 1) uważać na lekcjach polskiego, 2) korzystać ze słowników i innych źródeł wzbogacających wiedzę o języku polskim i sprawdzać swoje recenzje pod wzgledem językowym 3) szczerość. I to wszystko. Dlaczego? Bo jestem przeciwna oferowania wszystkiego „na talerzu” – do wszystkiego należy dojść samemu. Czy naprawdę wszystko musimy robić na skróty? Czy tego chcemy uczyć te nastolatki? Na początku może nie wychodzić, ale człowiek się uczy na błędach i powinien samodzielnie wyciągać wnioski. To chyba jedna z najważniejszych rzeczy, których powinniśmy się nauczyć w ogóle.

    Po za tym, są świetnie piszące nastolatki, jak chociażby Ultramaryna, która jest już wprawdzie w ogólniaku, ale zaczęła pisać wcześniej! Byłam zdumiona, gdy dowiedziałam się, że jest taka młodziutka. Więc można? Można. A że nie każdy ma talent? No cóż, szyć czy haftować też nie każdy potrafi… Więc może skupmy się na tym, co nam wychodzi?

  15. Rada ode mnie: unikaj utartych wyrażeń słownych.

    Jak czytam w recenzji, że:
    – to lektura obowiązkowa dla wszystkich fanów gatunku,
    – czyta się jednym tchem,
    – wciągnęlo mnie jak bagno
    – itd.

    …to szybko przestaję czytać. 😉

    1. Od siebie dodam:

      *kompetencja w tematyce książki – chodzi mi o to, że jeźeli ktoś recenzje album fotograficzny, to posiada jakąś wiedzę poza tą książką o fotografii, potrafi zestawić z innymi pozycjach tego typu; opinie laików, choć też potrzebne, męczą mnie.

      *przyzwoity poziom językowy, interpunkcyjny…

      *wysiłek włożony w tekst – trochę nieostre sformułowanie, ale napiszę prościej: po prostu widać, kiedy ktoś napisał w pół godziny w Wordzie jakiś tekst, a kto zadał sobie trud, żeby coś jeszcze sprawdzić, dodać, rozszerzyć, choćby przejrzeć inne teksty recenzje.

      Wszystko powyźej jest subiektywne, są przecież recenzje pisane na kolanie i wyłącznie emocjonalne – pewnie takie też są komuś potrzebne, skoro są żywotne w sieci – ale nie mnie akurat. I tyle 🙂

  16. Ostatnie zdanie ode mnie, żeby nie było, że się obraziłam, bo się nie obraziłam 🙂 Po prostu nie widzę sensu w tym, co chcesz tu zrobić, ale rób, Twój blog. Przecież o to walczymy my, blogerzy – że każdy u siebie może robić, co chce, więc rób, ja popatrzę bez złośliwości, przyrzekam. Jestem tylko bardzo ciekawa, co z tego wyjdzie.
    Bo jeśli dzieci same z siebie nie zechcą dawać „krwi, potu i łez”, to nic im z tego nie wyjdzie.
    Uważam jeszcze, ale już tak zupełnie na koniec, że tacy ludzie, co chcą ciągle pomagać i udzielać dobrych rad, robią największą krzywdę młodzieży – nadopiekuńczy rodzice, ciocie dobra rada, wszyscy, którzy chcą, żeby było miło i żeby tylko dzidzia się nie obraziła i żeby miała łatwiej niż ja, rodzic. Nie uważam, że to jest dobra metoda. Nauka musi zaboleć, jak porządny trening. 🙂 A dobre korepetycje muszą kosztować 🙂

  17. Chyba nie napiszę nic odkrywczego, ale dwie pierwsze rady to po prostu czytać i pisać. Czytać wszystko, otworzyć się na różne gatunki, zajrzeć do klasyków, którzy niesamowicie poszerzają słownictwo. Później pisać, pisać i pisać. Sprawdzać błędy, likwidować powtórzenia, zaglądać do słowników i poszerzać swoją wiedzę.
    Nauczyć się znosić konstruktywną krytykę i wyciągać z niej nauki. Nie obrażać się za szczerość. Nie spojlerować, pisać od siebie o swoich wrażeniach i odczuciach. Jeśli tylko będzie usprawiedliwienie, nie bać się wystawiać niskich ocen i krytykować. Nie sugerować się innymi recenzjami, nigdy nie kopiować cudzej pracy.
    Podkreślę jeszcze raz: poprawiać błędy. Każdemu się zdarzają, ale przy obecnych możliwościach sprawdzania poprawności pisowni, całkowitym brakiem kultury jest nie skorzystanie z takiej pomocy.

    Żeby nie było, że odezwała się jakaś super natchniona i wykształcona blogerka… Bloga prowadzę od niedawna, ale mam swoje lata, więc piszę z poziomu tej „starszej”, choć niekoniecznie „bardziej doświadczonej”

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s