Aleja sław, czyli chwalę się… znowu!


Już dawno powinnam była to zrobić, ale najpierw byłam w Warszawie, a książka kilkaset kilometrów dalej. Potem byłyśmy w tym samym miejscu, ale nie miałam potrzebnego sprzętu 😉 A ostatnio jakoś nie miałam czasu. Ale – jak to mówią znawcy porzekadeł – lepiej późno, niż wcale.

Pamiętacie moją entuzjastyczną recenzję książki „Wyrok” Mariusza Zielke? Gdy Pan Mariusz odezwał się z propozycją pierwszej książki do recenzji, to nikt nawet sobie nie wyobrażał, że tak się sprawy potoczą. Tylko rok po pierwszym wydaniu jedno z „kryminalnych” wydawnictw – Czarna Owca – postanowiło wydać ponownie tę książkę, dołączając ją do dobrze znanej – Czarnej Serii.

Gdy otrzymałam książkę, zaczęłam ją przeglądać i nagle natknęłam się na aleję sław…

Pochlebiło mi to, nie powiem. Bardzo fajnie, że ktoś zadał sobie trud wyszukania i wybrania fragmentów z recenzji blogerów. Szkoda tylko troszkę, że wydawnictwo nie napisało nawet i nie spytało o zgodę na publikację. Wypadałoby…

Napuszyłam się, a teraz uciekam – jadę spotkać się ze znajomą będącą chwilowo w Warszawie, a potem idziemy do kina na film pod tytułem „Miłość”. O ile psychicznie wytrzymam takiego rodzaju film. Kolejne dwa dni będą równie intensywne, więc nowa notka pewnie dopiero w weekend.

Advertisements

25 thoughts on “Aleja sław, czyli chwalę się… znowu!

  1. Gratuluję 🙂 Fakt, że jest to wyróżnienie, ale że o zgodę nie zapytali – rzeczywiście dziwnie, choć z drugiej strony źródło podali. My też w recenzjach czasem cytujemy fragmenty książek, mimo iż zawierają one klauzule, że rozpowszechnianie czy kopiowanie całości i fragmentów nie jest zgodne z prawem. Może jest tu jakiś „prawnik” i wypowie się 🙂

  2. Aż serce rośnie jak się widzi takie gesty. Podoba mi się kierunek, w którym zmierza blogosfera 🙂 Chociaż rzeczywiście wypadałoby zapytać. Miłego wieczoru 🙂

    1. Poczytajka – tak, wg prawa jest wszystko ok, Dlatego nie krzyczę z oburzeniem, tylko cicho się skarżę 😉

      Jussi – 🙂 Jestem bardzo ciekawa tego, co kryje przyszłość blogów książkowych, bardzo!

  3. Heh, aleja sław 🙂
    Dla mnie tutaj największym wyróżnieniem jest pojawienie się na jednej stronie z panią Bernadettą Darską. Sami „przeciętni” blogerzy to byłby po prostu znak nowych czasów, ale gdy wśród nich jest taki profesjonalista – to wtedy już można mówić o prestiżu 🙂

    PS. Zastanawia mnie tylko, dlaczego moja opinia jest wyżej niż Twoja…

    1. Isadora – 🙂

      Fri2go – tak, to zestawienie jest również i dla mnie wyróżnieniem 🙂 Co do PS-a – może uznali, że Twoja opinia lepsza od mojej 😉 A może zwyczajnie – któraś musiała być pierwsza, któraś druga 😀

  4. Gratulacje! Ale fakt – napisać mogli, tak dla zasady… Ale najwyraźniej przeważyło myślenie, że robią ci zaszczyt i łaskę, więc nie ma sensu pytać o zgodę.

  5. Gratulacje!

    Gwoli ścisłości – proszenie o zgodę na zamieszczenie cytatu to jakiś absurd. Nie jest to wymagane ani prawem, ani nawet zwyczajem. Gdyby przytoczenie czyjegoś zdania wymagało akceptacji, chyba połowa gazet i czasopism nie dotarłaby do drukarni na czas. 😉

    1. Viv – tylko i wyłącznie dla zasady, bo wg prawa wszystko jest ok.

      Jasió – dziękuję. Ja wiem, że nie jest to wymagane prawem, gdyby było krzyczałabym głośno, a nie tylko sobie marudziła pod nosem. Co do zwyczaju, to najwyraźniej zależy on od środowiska i przypadku. Dla Ciebie to nie jest zwyczaj, a ja od dzieciństwa byłam uczona, że jest. I najwidoczniej nie tylko ja, bo u mnie w firmie zawsze pytamy o zgodę, z różnych względów. Raz, że niektórzy wolą być podpisani imieniem i nazwiskiem, inni nickiem, inni nazwą bloga. Dwa, że czasami np. chcemy spytać, czy nie chcą przerobić cytatu, bo są powtórzenia etc. Trzy – jest to sposób na to, by dane osoby wiedziały w ogóle, że ich cytat pojawi się w książce/na billboardzie/na banerze etc. Inaczej raczej szanse, że będą wiedziały są nikłe. Cztery – buduje to pozytywną atmosferę współpracy i wizerunek firmy. A po piąte – uważamy, że tak wypada. Jak widać – norma zwyczajowa nie jest ogólna 😉 Plus jest delikatna różnica w cyklu produkcyjnym książek, a gazet i czasopism, wszystko się da zrobić, jak się chce.

  6. Super! … przeciętna blogerko (hihi to cytat z fri2go;) ) – dla mnie to nieprzeciętne!!! Czad!

    p.s. powiem na ucho – zazdrość mnie zjada;/:)))

  7. Moje gratulacje 🙂 Do niesamowite wyróżnienie znaleźć swoje słowa wśród fragmentów recenzji zachęcających do przeczytania książki 🙂
    Ale masz rację. Wypadałoby, żeby wydawnictwo napisało z prośbą o możliwość wykorzystania fragmentu Twej recenzji.

  8. Nie, nie powinni byli zapytać. Prawo UE, zdaje się, mówi, że wolno cytować fragment cudzego tekstu, o ile nie przekracza on 25% całości. Oczywiście trzeba podać źródło, tak jak to zostało zrobione tutaj. Wszystko zostało tu zrobione zgodnie z prawem i obyczajem. Wiele osób cytuje fragmenty książek, wyobrażasz sobie, co by było, gdyby trzeba było pytać o pozwolenie?
    Gratuluję!

    1. Chihiro2 – wybacz, ale odpowiem Ci tym samym tekstem, który napisałam do Jasió, bo i komentarze prawie takie same.
      Ja wiem, że nie jest to wymagane prawem, gdyby było krzyczałabym głośno, a nie tylko sobie marudziła pod nosem. Co do zwyczaju, to najwyraźniej zależy on od środowiska i przypadku. Dla Ciebie to nie jest zwyczaj, a ja od dzieciństwa byłam uczona, że jest. I najwidoczniej nie tylko ja, bo u mnie w firmie zawsze pytamy o zgodę, z różnych względów. Raz, że niektórzy wolą być podpisani imieniem i nazwiskiem, inni nickiem, inni nazwą bloga. Dwa, że czasami np. chcemy spytać, czy nie chcą przerobić cytatu, bo są powtórzenia etc. Trzy – jest to sposób na to, by dane osoby wiedziały w ogóle, że ich cytat pojawi się w książce/na billboardzie/na banerze etc. Inaczej raczej szanse, że będą wiedziały są nikłe. Cztery – buduje to pozytywną atmosferę współpracy i wizerunek firmy. A po piąte – uważamy, że tak wypada. Jak widać – norma zwyczajowa nie jest ogólna 😉 Plus jest delikatna różnica w cyklu produkcyjnym książek, a gazet i czasopism, wszystko się da zrobić, jak się chce.
      Co do cytowania książek, to może my zwyczajnie uważamy, że czym innym jest cytat z książki, dzieła wydrukowanego pod imieniem i nazwiskiem, z założenia robionego profesjonalnie etc., a cytowaniem z czyjegoś hobby? Nie wiem, tak sobie dumam, bo nigdy nie dyskutowaliśmy nad celowością zapytań, wydawało to się naturalne najwidoczniej i tym, co przede mną byli, i mnie.
      Dziękuję! 🙂

      Agata Adelajda – miłe 🙂

  9. Gratulacje! Skromność skromnością, ale to jest w oczywisty sposób miłe uczucie – takie docenienie. Ja jakiś czas temu podobnie odnalazłem przypadkiem (!) fragment własnej recenzji na skrzydełku II wydania „Morderstwa pod cenzurą” Marcina Wrońskiego; przeżyłem wtedy lekki szok, nie powiem 🙂

    Co do pytania/niepytania – Chihiro i Jasió mają rację, prawo cytatu nie wymaga pytania autora o zgodę (bodajże art. 29 uopaipp o tym mówi). Wymaga się jedynie wskazania autora i źródła (tytułu dzieła, url itp.). Skądinąd polskie prawo nie określa procentowo jak duży może być to cytat.

    Pozdrawiam.

    1. Bibliomisiek – pewnie, że to miłe uczucie 😉 Nic to, że marketingowo-sprzedawcze, ale nie zmienia to faktu, że miłe. No właśnie, przypadkiem znalazłeś, ja też się dowiedziałam przypadkiem. A wszystko to mogłoby nie mieć miejsca, gdyby… patrz: komentarz mój do Chihiro i Jasió.

      Ja dobrze wiem, że prawo tego, nie wymaga, ale… – znowu: komentarz do powyższej dwójki, nie chcę go trzeci raz wrzucać 😀

      Pozdrawiam!

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s