Podsumowanie miesiąca – październik 2012


Po fantastycznym wrześniu nadeszła pora na zdecydowanie niefantastyczny październik 😉 Noooo ok, nie było tak źle, tylko wróciłam do normy i tyle. Co przy wizycie w domu, wyjeździe na Blog Forum, szalonych dniach targowych w Krakowie, wielu spotkaniach z nowymi znajomymi, i tak jest dobrym wynikiem.

W październiku przeczytałam 7 książek. A właściwie było to 6 książek papierowych, skończyłam też słuchanie „Francuskiej oberży”. Był to chyba najdłużej słuchany przeze mnie audiobook. Teraz w głośnikach (jak już jestem w domu i mam czas, więc rzadko) rozbrzmiewa „Cafe Pod Minogą” wyśmienicie czytane przez Zbigniewa Buczkowskiego. Może w końcu w listopadzie podgonię trochę słuchanie, w październiku nie dawałam rady 😦

Trochę rożności przybyło do mnie w październiku, chyba wszystkie prezentowałam w stosikach. Nadal nie kupuję książek, więc 28 października stuknęło mi 9 miesięcy bez kupienia książki. I kompletnie już tego nie odczuwam. Tak, jak nie odczuwam hm… niekupowania cieni do powiek czy biletów na wystawę sztuki nowoczesnej. I mogę powiedzieć tyle: o tak! Olbrzymia satysfakcja! Jeszcze gdybym się w taki sposób uwolniła od słodyczy, to byłoby miodzio. Może w końcu spróbuję i zobaczę, czy sie uda.

W październiku przeczytałam:

– 4 książki do recenzji,

– 2 książki własne nierecenzyjne,

– 1 książkę z biblioteki.

Tym razem przeważyły kobiety – 4 książki były napisane przez panie, a 3 przez panów. Aż pięć z nich było autorów zagraniczych, a tylko dwie napisali nasi rodacy. Tylko cztery z siedmiu książek opisalam na blogu, więc szału nie ma.

Średnia ocena przeczytanych książek wynosiła 4,1 i była to najniższa średnia od początku roku. W sumie przeczytałam 2520 stron, jednakże średnio czytałam o 70 stron grubsze książki, bo norma październikowa wynosiła 360 stron na książkę.

Odkrycie miesiąca? Takich odkryć zapierających dech, otrzymujących najwyższe noty niestety nie ma 😦 Najlepiej – ale na poziomie 4,5 – oceniłam dwie książki. „Accabadora” (Michaela Murgia) ma bardzo fajny, ponadczasowy klimat i cudnej urody cytaty. Kilka z nich wrzuciłam TUTAJ. Drugą książką ocenioną na 4,5 był „Szewc z Lichtenrade” – lubię Grafomana i tyle 😉 Dostarcza mi zawsze dobrej lub bardzo dobrej rozrywki, a na dodatek naprawdę fajnie bawi się historią – recenzja.

Gniot meisiąca? Gniotów też brak, jakiś taki nijaki był ten miesiąc, większość książek otrzymała ocenę 4. Najsłabiej – bo na 3,5 – oceniłam książkę „Francuska oberża”. Książka podobna do wielu innych, tutaj plusik dla lektorki, dała radę ją przeczytać całkiem fajnie. Co nie zmienia faktu, że był to mój najdłużej słuchany audiobook, okoliczności mu nie sprzyjały.

Ten miesiąc miał też dwa inne rekordy. Rekordowo długo czytałam „Tytusa Groana” – 3 tygodnie! Ta sama książka, razem z „Jeśli zimową nocą podróżny” Calvino pobiły też rekord hm… dziwności. Szczególnie pod względem stylu.

Plany na listopad? Brak. Byłam na chwilę w domu Rodzinnym i to jest jedyny (na razie?) zaplanowany na listopad wyjazd. Zamierzam pracować, uczyć się, czytać, pisać, przenieść bloga na własną domenę, spotykać się ze znajomymi, no i doszorować do czystości mieszkanie (bo ciągłe wyjazdy stale mi to uniemożliwiały). Czyli typowe życie przeciętnego człowieka.

Chciałam mieć domenę ksiazkowo.pl, niestety zajęła ją księgarnia, więc trzeba będzie wymyślić coś innego. Może być problem z sensowną nazwą, ech…

Advertisements

20 thoughts on “Podsumowanie miesiąca – październik 2012

  1. błagam Cię Aga! to rewelacyjny wynik!!! ja chyba połowy nie osiągnęłam:)?

    p.s. dobrze widzieć wpis, bo przed chwilą pomyślałam, że zniknęłaś:(

          1. no fanpage mam, rss nie działa, bo ciągłe odinstalowania systemu go gubią;/ jak znajduję chwilę wpadam – wczoraj np. nadrobiłam;)

        1. Wiesz, teraz już można zakładać domeny z polskimi znakami, więc zawsze możesz kombinować z „książkowo” 🙂 Com.pl jest trochę długie, ale od biedy może być – wszystko lepsze, niż wordpress czy blogspot.

  2. A tam, nie ma co narzekać na wyniki – jest przecież dobrze 🙂 Nie znoszę tych książek, które męczą człowieka przez kilka tygodni. Miałam tak prawie rok temu z ‚Przynętą’ Somozy, którą czytałam jakiś miesiąc, a i tak jej nie podołałam.

    Powodzenia w zwyczajnych planach listopadowych 🙂

    1. Wiem, wiem, tylko wiesz, po wrześniowym szoku muszę przyjść do siebie 😉 Ja właściwie też nie lubię, gdy muszę mierzyć się z książką 3 czy 4 tygodnie, bo w pewnym momencie zaczyna mnie to nużyć, co odbija się na percepcji książki. No, ale czasami tak jest i tyle :/
      Dzięki 🙂

  3. Bardzo ładny wynik, zwłaszcza, że miałaś masę wyjazdów. ja wreszcie muszę dosłuchać swego pierwszego audiobooka, jakoś nie mogę się zmobilizować do tej formy „czytania”, a to by mi może wydatnie podwyższyło statystyki.

    Zazdroszczę nie kupowania, ja coś ostatnio znów wpadłam w ciąg – jeszcze nie jest jak było, ale niebezpiecznie blisko tej granicy się znalazłam. 😦

    Może bookowo, bo księgowo trochę nie bardzo pasuje 😉

  4. co do tych zakupów jeszcze – zauważyłam u siebie – po porzuceniu zakupów książkowych – chęć kupowania w ogóle. Przejawiało się to głównie w … ciuchach;/ O próżności moja! Teraz kiedy mam chęć na zakupy idę po … warzywa! To dobry i dietetyczny sposób;) Sałata, coś tam jeszcze i fura jedzenia oraz przyjemności;)
    Polecam!!

    1. Viv – ano, też uważam, że suma sumarum wynik nie był zły 🙂

      Ja audiobooki polubiłam, ale ich słuchanie idzie mi bardzo wolno, bo słucham tylko przy gotowaniu i prasowaniu. A i to nie zawsze. Ale wiem, że u bardzo wielu osób audiobooki mocno podnoszą ilość przeczytanych miesięcznie książek.

      Ciągu nie zazdraszczam, wręcz współczuję. Trzymam kciuki, by udało się opanować.

      Co do nazwy – mam kilka pomysłów, ale muszę je skonsultować ze specem 😉

      Moni – u mnie jakoś to sie nie odbiło specjalnie. Ciuchy lubię kupować od czasu do czasu, taka mniej więcej stała tendencja. Nic innego nie zaczęłam nagle nabywać masowo 😀
      Ale fakt, warzywniak lepszy 😉

  5. Ja tam uważam, że wynik całkiem niezły, sama cierpię na brak czasu na czytanie, a właściwie na przeczytanie wszystkiego, co bym chciała. Ostatnio postanowiłam nadrobić zaległości, jeśli chodzi o klasykę. Jak spojrzę na listę nieprzeczytanych dzieł wybitnych to aż mi wstyd.

    1. Okiemwariata – ha, klasyka to i mój wielki wyrzut sumienia. Chociaż im starsza jestem, tym bardziej na luzie do tego podchodzę. Kiedyś się tym bardzo stresowałam, teraz biorę to na klatę z podejściem: przeczytam, jak będę miała ochotę i będzie okazja. Najpierw te książki, które już mam i od lat czekają, wśród nich zresztą część zaległej klasyki 😉

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s