„Okruchy dnia” – Kazuo Ishiguro


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 1997

Oprawa: miękka

Liczba stron: 204

Moja ocena: 5,5/6

Ocena wciągnięcia: 5/6

*****

Niektórzy ze stałych czytelników pamiętają zapewne, że już kiedyś – króciutko – polecałam Wam tę książkę. Pisałam o niej TUTAJ, dosłownie w kilku słowach. Teraz nadeszła pora na coś więcej.

„Okruchy dnia” to książka pozornie tylko do opisania. Gdybym chciała tylko pozostać na powierzchni, to mogłabym napisać, że jest to historia życia skostniałego angielskiego kamerdynera, gospodyni, domu w którym oboje służą oraz rodziny, do której tenże dom należy. Tylko wtedy pewnie nikt by nie sięgnął po tą książkę, a na dodatek byłabym dla niej mocno niesprawiedliwa.

Ta ksiażka jest jak cebula, ma wiele warstw, sporo z nich jest tak cierpkich, jak to warzywo, a i osoby bardziej wrażliwe mogą mieć kilka razy mokre oczy. Dlaczego?

To książka o prawdziwym powołaniu do zawodu, o oddaniu, lojalności, poświęceniu. Stevens, to kamerdyner, których już od dawna na świecie nie ma. Służba, zarządzanie domem w taki sposób, by nikt nie odczuł nawet najmniejszej niedogoności, by w ogóle o domu, jego i swoich potrzebach nie musiał myśleć. Godność osobista i bycie najwyższej klasy kamerdynerem wydaje się być niekwestionowanym życiowym celem Stevensa. Od pracy nie jest go w stanie praktycznie nic oderwać, życie prywatne jest jej podporządkowane w zupełności. Służba każdego dnia, od rana do – często – późnej nocy, bez urlopu, bez chorobowego, bez dni wolnych. Tak przez kilkadziesiąt lat wygląda życie Stevensa. Szczęście osobiste zostaje zastąpione przez spełnienie zawodowe. Przez ten czas właściwie nigdy nie przychodzi mu do głowy, że mógłby założyć rodzinę, żyć inaczej. Aż nastają nowe porządki – posiadłość kupuje nieokrzesany Amerykanin, który – o zgrozo! – nie dość, że żartuje ze służbą, to wysyła kamerdynera na wakacje. A tenże decyduje się pojechać na drugi koniec Wielkiej Brytanii, do byłej pannyKenton, zaproponować jej ponowne prowadzenie domu.

I tak zaczyna się ta część powieści, którą można byłoby ośmielić się nazwać opowieścią drogi. I jak to zawsze jest z tego typu opowieściami – służy ona przemyśleniom, oczyszczeniu, dojrzewaniu do decyzji. Tak samo jest ze Stevensem. Pod kołami znikają kolejne kilometry, a w jego głowie przesuwają się kolejne lata, wydarzenia, osoby. Czy jego życiowe decyzje były słuszne? Czy godnie sprawował swoją rolę? Czy powinien oceniać swego pracodawcę? Oraz najważniejsze kwestie – szczęścia osobistego, celu życiowego.

Powieść zamyka przecudownej urody opis spotkania z byłą gospodynią, ale o tym cicho sza… Przeczytajcie sami.

„Okruchy dnia” czytalam powtórnie, po latach. I wtedy, i teraz zrobiła ona na mnie wielkie wrażenie. Tak niewielka objętościowo powieść porusza tak wiele tematów. Oprócz wymienionych wyżej mamy także relacje rodzinne, relacje na linii pracodawca – pracownik, życie arystokracji, politykę, demokrację, rolę każdego człowieka w życiu społeczeństwa, stosunki społeczne. Jest to także bardzo interesujący opis życia wyższych sfer przed II wojną światową oraz – pokrótce – także po niej.

Nie wiem, co w tej powieści jest takiego, że aż tak mnie zachwyca. A postawa Stevensa momentami aż boli. To przerażające, jak bardzo samotnym, a jednocześnie zasklepionym w poczuciu słuszności swego postępowania można być! Jak bardzo można zastąpić życie pracą i tego nie zauważać (lub też nie chcieć zauważyć). Przejmująca opowieść!

Istnieje też doskonały film na podstawie tej powieści. Jednakże polecam obejrzeć go po dłuższej przerwie. Przed laty byłam nim stuprocentowo zachwycona. Teraz obejrzałam go ponownie, krótko po lekturze i natychmiast wszystkie różnice między książką a filmem rzucały się w oczy. Niestety, na niekorzyść filmu. Nadal uważam, że jest doskonale zrobiony i zagrany (ach, ten Hopkins!), ale jednak spłycił książkę. Trudno zresztą byłoby tego uniknąć. Polecam, ale jakiś czas po przeczytaniu książki!

© 

Reklamy

19 thoughts on “„Okruchy dnia” – Kazuo Ishiguro

  1. Tak, tak, tak. Doskonała książka. Najpierw słuchałam jej na audio (jeszcze na kasetach wypożyczanych z British Council), a po paru latach przeczytałam po polsku. Cenię ją za klimat. Narobiłaś mi chęci na ponowne… odsłuchanie książki. Zasnę dzisiaj marząc o audiobooku z „Okruchami dnia.”

  2. Z twórczością tego pisarza spotkałam się już dwukrotnie, za każdym razem całkiem inne wrażenie, ale ogromne i o pozytywnym wydźwięku. Tej książki też nie omieszkam przeczytać jak kiedyś się nadarzy taka możliwość.
    Nie wiem,ale w sumie mało znany jest Ishiguro, tak myślę…Szkoda, bo ciekawie pisze, klimatycznie bardzo, dziwne nastroje tworzy.

    1. Agaczyta – o, to musiało być czaderskie, takie słuchanie na kasetach 😀 Klimat to jeden z największych plusów tej książki, do mnie przemawia on bardzo mocno.

      Agnesto – a ja ciągle tkwię na tej jego ksiażce, chociaż mam jeszcze „Nie opuszczaj mnie”. Chyba czas w kończy przywieźć ją od Rodziców i przeczytać! Pewnie o wiele bardziej znany jest film, niż książka. Zapewne wiele osób nawet nie wie, że bazuje na książce. A szkoda!

    1. Aneta – a ja znam na razie tylko tę jedną jego książkę. Wprawdzie czytałam ją dwa razy, ale nie zmienia to faktu, że od dawna „czaję” się na jego inne książki, ale jakoś zawsze coś innego wpada do kolejki czytelniczej 😉

      Agata Adelajda – dla mnie to jednak dwie różne rzeczy, bo film nie do końca wierny jest książce, nawet w przedstawieniu bohaterów. Książkę kocham, film bardzo lubię, szczególnie właśnie – tak, jak i Ty – przez znakomitą grę aktorską. Naprawdę świetna robota tej dwójki aktorów.

    1. AnnRK – jeżeli książkę czytałaś dawno, to pewnie nie zawiedzie Cię ekranizacja. Ja kiedyś oglądałam po długiej przerwie i bardzo mi się podobało. Teraz obejrzałam jeszcze raz, praktycznie zaraz po lekturze i już nie byłam taka zachwycona, bo jednak bohaterowie wydawali mi się zbyt różni od pierwowzorów – w zachowaniu, ale i tak bardzo mi się podoba, bo to generalnie dobry film jest 😉

      Spokowap – to czytaj i zdaj relację 🙂 A ja muszę w końcu sięgnąć po pozostałe jego książki!

      1. Ano dawno. 🙂
        Lubię mieć długie przerwy między książką a filmem. Jak za wiele pamiętam z tego, po co sięgnęłam w pierwszej kolejności, to to drugie oceniam zwykle zbyt surowo. Na świeżo, bez większych skojarzeń wszystko smakuje lepiej. 🙂

        A po pozostałe książki warto sięgnąć. Np. „Pejzaż w kolorze sepii”. „Ne opuszczaj mnie” też dobre. Dla mnie dosyć zaskakujące i kontrowersyjne. 🙂

  3. Nigdy nie czytałam, ale chętnie to zrobię.. Lubię książki, których akcja toczy się w Anglii – czy to tej XVIII, XIX wiecznej, czy tej z czasu II wojny światowej, a nawet tej współczesnej.

  4. Ostatnio czytałam „Nie opuszczaj mnie” Kazuo Ishiguro i po przeczytaniu twojej recenzji widzę pewien wspólny mianownik w twórczości tego autora. Napisałaś „To przerażające, jak bardzo samotnym, a jednocześnie zasklepionym w poczuciu słuszności swego postępowania można być! Jak bardzo można zastąpić życie pracą i tego nie zauważać (lub też nie chcieć zauważyć)”. Podobne przemyślenia miałam czytając „Nie opuszczaj mnie”, rodziło się we mnie takie pytanie „jak można tak żyć? jak można się nie buntować”. Długo po przeczytaniu książki zastanawiałam się nad tym i te pytania znów do mnie wróciły przy okazji innej książki, tym razem popularnonaukowej, w której autor pisze o ludziach niewidomych od urodzenia, próbując wyjaśnić, że to co odczuwają nie jest pustką czy czarną plamą, a wyjaśnia to na przykładzie ludzi, którzy mają o wiele słabszy węch od psów. Ale czy odczuwamy pustkę? Czy mamy węchową czarną plamę? Nie. Bo nie wiemy jak to by było mieć inny węch. Nie brakuje nam czegoś czego nigdy nie doświadczyliśmy.
    Myślę, że może to jest po części to co Ishiguro próbuje nam przekazać (nie wiem, czy jest tak w przypadku „Okruchów dnia” bo wypowiadam się tylko na podstawie twojej recenzji, ale wydaje mi się, że jest tak w przypadku „Nie opuszczaj mnie”, którą swoją drogą też bardzo polecam.

    1. Karriba – no to powinna Ci się spodobać. Jest – wg mnie – do cna angielska. Wprawdzie w taki skostniały sposób, ale to nie zmienia faktu, że klimat jest niesamowity.

      Basia – tak, o tym rozmawiałam z moimi znajomymi właśnie a propos tej książki. Stevens przez lata był chyba takim przypadkiem. Nie odczuwał tęsknoty za czymś innym, bo praktycznie tego nie znam. Jego ojciec też był kamerdynerem, przykładem dla syna, który wzrastał w majątkach arystokratów, gdzie jego ojciec służył. Potem przez lata – dzień w dzień – wiernie pracował, spotykając tylko swoich pracodawców, ich gości, służbę i służbę gości. Niesamowicie hermetyczny świat, który może zdecydowanie wpłynąć na czyiś światopogląd, szczególnie jeżeli ta osoba nie ma okazji go jakkolwiek skonfrontować. I dlatego tak symboliczne są końcowe sceny tej książki!

      Narobiłaś mi ochoty na „Nie opuszczaj mnie”! 🙂 Pozdrawiam!

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s