Małgorzata Gutowska-Adamczyk rozmawia z czytelniczkami Cukierni pod Amorem – praca zbiorowa


Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN, 2012

Oprawa: miękka

Liczba stron: 368

*****

Wybaczcie, dzisiaj nie będę oceniać. Nie jestem w stanie tej książki ocenić, bo ona dla mnie książką nie jest. Gdybym miała patrzeć na nią jako książkę, to musiałabym pisać o warsztacie, fabule, stylu, narracji etc., a to nie ma w jej przypadku sensu. To jest zapis spotkania znajomych, czyta się ją, jakby się siedziało obok tych kobiet i słuchało ich rozmowy.

Małgorzata Gutowska-Adamczyk zaprosiła do rozmowy pięć czytelniczek jej trylogii – „Cukierni pod Amorem”. Panie wydały mi się bardzo do siebie podobne – wszystkie dojrzałe, pochodzące z dużych miast, posiadające rodziny, uważające swe życie rodzinne za skarb, ceniące pracę, ale nie za każdą cenę etc. Nawet w momentach, gdy teoretycznie różnią się poglądowo, to jest to jakoś słabo zauważalne, tak jakby dana osoba cicho wyrażała zdanie i odsuwała temat na bok. Zabrakło mi tutaj trochę większego zróżnicowania – gdzie młode kobiety, np. studentki, gdzie osoby stare, gdzie single czy osoby ze wsi. Wiem, koncepcja jest taka, że rozmawia kilka osób, ale zapewne skład można było trochę „doszlifować”.

Panie rozmawiają na wiele różnych tematów – od życia (ogólnie) zaczynając, przez przyjaciół, rodzinę, dzieci, relacje międzyludzkie, pracę, politykę, Polskę, religię, jedzenie, aż do wspomnień z dzieciństwa włącznie. Bardzo szerokie spektrum tematów daje nam szansę na poznanie poglądów wszystkich pań i to jest chyba głównym celem książki, bo innego – wyraźnie zaznaczonego celu – nie zauważyłam w trakcie czytania.

Czytając, wiele razy – siłą rzeczy, przecież czytam o poglądach i doświadczeniach – łapałam się na tym, że myślałam, że się z czymś zgadzam lub coś odrzucam. I chociaż z wieloma poglądami się zgadzam, to jednak część mnie poruszyła i to negatywnie. Może źle to odebrałam, ale miałam wrażenie, że rozmówczynie mają niskie zdanie na temat singli i tak naprawdę uważają, że każda osoba powinna mieć rodzinę, dzieci. Oczywiście, to ich prawo, jednakże warto pomyśleć też o tym, że nie każdy jest samotny z wyboru. Było jeszcze kilka tematów, które też mnie zaskoczyły, ale wolę zostawić Wam możliwość zapoznania się samodzielnie z książką i samodzielnego odkrycia tego, jak ją przeżyjecie.

Arcyprzyjemne było dla mnie lepsze poznanie blogowej koleżanki – Kasi.eire, którą przecież wirtualnie znam od lat, a w tym roku miałam okazję spotkać ją oko w oko (szkoda tylko, że tak króciutko!). Kasiu – jesteś niesamowicie pozytywną, ciepłą i pięknie postrzegającą życie osobą 🙂 Drugą przyjemnością było dla mnie czytanie o poglądach Marty Orzeszyny, o której przez kilka miesięcy zdarzyło mi się wiele słyszeć, a którą przelotem spotkałam tylko na Targach Książki w Warszawie. Frajdę sprawił mi także wywiad z Małgorzatą Gutowską-Adamczyk, który został umieszczony na końcu książki.

Ach, jeszcze rzecz, która mi przeszkadzała – nie wiem czy to zabieg wydawcy, czy decyzja autorek, w każdym razie część zdań została wyjęta z tekstu, pogrubiona i powiększona, czasem wręcz na pół strony. Dla mnie był to zabieg, który zbytnio przypominał mi poradniki, książki Coelho czy też „Sekret”, co sprawiało, że automatycznie nieufnie podchodziłam do takich zdań, bo czułam, że to „prawda objawiona” 😉

No, to wygadałam się i ja. Wprawdzie nie na tematy poruszane w książce, ale o wrażeniach, których mi to spotkanie sześciu pań dostarczyło 🙂

© 

Reklamy

11 thoughts on “Małgorzata Gutowska-Adamczyk rozmawia z czytelniczkami Cukierni pod Amorem – praca zbiorowa

  1. Oj, coś niedokładnie doczytane. Ja wcale z dużego miasta nie pochodzę ani w takowym nie mieszkam. Długo, długo byłam singlem bez jakiejkolwiek nadziei na stabilizację o czym też mówię w książce. Nie odczułam, żeby któraś z dziewczyn miała coś przeciwko singlom, po prostu tak się złożyło, że wszystkie teraz mamy rodziny i są one dla nas ważne. Pierwszy raz ktoś nam zarzuca singlofobię, więc trochę jestem zaskoczona:) Co do „składu” jak nas nazwałaś – połączyła nas sympatia do jednej książki i chyba to sprawiło, że Małgosia wybrała właśnie nas. Nie znałyśmy się wcześniej, nie wiedziałyśmy, jakie jesteśmy i kim jesteśmy.

    1. Marto – witaj u mnie 🙂 Hm… wyczytałam, że nie mieszkasz w mieście, ale w kwestii pochodzenia bazowałam na tym, co było napisane we wstępie „(…) żadna też nie pochodzi ze wsi”, moim błędem jest to, że zainterpretowałam to jako duże miasto, a faktycznie, mogą to być też miasteczka jako miejsce pochodzenia.

      Ja przecież nie twierdzę, że nie rozmawiacie o samotności i byciu singlem. Piszę o moich odczuciach, a kilka razy poczułam właśnie tak, a nie inaczej. I na to przecież nie macie wpływu, bo to są moje odczucia, moje emocje. A co do „pierwszego razu”, to przecież interpretacja zależy od osoby czytającej i tego, co ona ma „na garbie życiowym”, jakie ma poglądy, doświadczenia etc. Jako, że mojego bloga piszę szczerze, to nie mogłam nie napisać o tym, co mi przychodziło do głowy w trakcie lektury.

      Dziękuję za wyjaśnienie co do „składu”.

      1. Wszystko doskonale rozumiem, subiektywność odczuć zwłaszcza, sama odbieram wiele spraw według aktualnego stanu ducha:) I chętnie bym z tobą porozmawiała na różne tematy, może kiedyś się spotkamy nie tylko w przelocie:) Mam taką nadzieję, bo czuję, że miałybyśmy tematy do dyskusji:)

  2. Mam nadzieję, że zaraz nie posypią się na mnie gromy.

    Mnie bardzo odrzucają tego typu książki.

    Niedawno przeczytałam pierwszą część Cukierni pod Amorem i książka mi się spodobała.
    Ale książek, które mi się spodobały jest mnóstwo, tak samo jak autorów, których mogę zaliczyć do ulubionych.

    Mimo tego nie wyobrażam sobie, żebym np. miała czytać książkę pod tytułem : Stephen King rozmawia z czytelnikami ( tu dowolna jego pozycja), czy też Andrzej Sapkowski rozmawia z fanami Wiedźmina.
    A ich książki również bardzo lubię , a tychże autorów cenię.
    Zrozumiałabym, gdyby to był dodatek do jakiejś ich nowej książki, ale tak jako osobna pozycja?!
    Taki zapis rozmów za to jak najbardziej wg mnie mógłby być zamieszczony na jakimś fanpage’u.

    ( Nie wiem może takie książki powstały, ale mnie one nie zainteresują).

    Dla mnie takie książki to chyba tylko i wyłącznie dla bardzo wielkich maniaków twórczości danego autora, czy też autorki. Mnie by było szkoda pieniędzy.

    Jeżeli jednak taka potrzeba się pojawia, autor/ka ma powodzenie, ma grono wiernych fanów, którzy łakną informacji na jego/jej temat (albo też wydawnictwo węszy dobry zysk) to może jednak lepiej wydać biografię. Zysk obustronny, książka grubsza, więcej materiałów i zdjęć można zamieścić, a i cenę też podnieść.

    Takie jest moje skromne zdanie. 😉

  3. Zgadzam się Z tym, co napisała Aneta.

    Zastanawiam się czasem, czy jest to polityka wydawcy, czy stale rosnąca potrzeba jeszcze większej sławy, jeszcze szerszego grona osób kojarzących nazwisko autora, że wokół książek, bardzo popularnych i dobrych książek narasta masa dodatków reklamowych. „Cukiernia” to świetne trzy powieści, komuś (jak mnie) może się generalnie nie podobać tematyka, ale uczciwie trzeba przyznać, że książki są świetnie napisane i skomponowane, bohaterowie realistyczni. Stały się niezwykle popularne, niewiele jest blogów, które nie odniosłyby się do tych powieści, a niewiele jest książek, które mogą się pochwalić takim wynikiem. Więc nie rozumiem, po co jeszcze na każdym kroku o sobie przypominać. Robić z cyklu marki, którą za wszelką cenę należy sprzedać każdemu. Za chwilę „Cukiernie” zaczną atakować ludzi o otwarciu lodówki. Po co, skoro te książki same się bronią?

  4. Zastanawiam się, czy chciałabym znaleźć się w gronie czytelniczek, to znaczy w tym właśnie gronie dotyczącym przedmiotowej książki, gadać na różne tematy i potem zobaczyć to wydrukowane.
    I nie wiem. Tak i nie. 🙂

  5. Nie czytałam jeszcze cyklu „Cukiernia pod Amorem”, więc siłą rzeczy nie sięgałam jeszcze po tę pozycję. Niemniej jednak, uważam, że zdecydowanie ciekawiej byłoby, aby czytelniczki, z którymi rozmawia pani Małgorzata Gutowska-Adamczyk, nie były tak podobne do siebie – im więcej różnic między nimi, tym byłoby ciekawiej.

  6. Ja też zgadzam się z tym, co napisała Aneta.
    Do „Cukierni pod amorem” podchodziłam z dużą rezerwą – tak wiele napisano o tej książce dobrego, że jej obraz wydawał mi się przesłodzony. I sięgnęłam po nią w sumie przez przypadek. Byłam niesamowicie miło zaskoczona – zatopiłam się momentalnie w świecie powieści i wszystkie trzy tomy wręcz pochłonęłam. Ale nie wyobrażam sobie sięgnięcia po rozmowy autorki z fankami powieści. Podobnie nie przemawiają do mnie książki o książkach (w sensie – o jakiś konkretnych tytułach) ani o filmach czy serialach. A coraz więcej tego typu pozycji pojawia się na naszym rynku wydawniczym. Widać dobrze się sprzedają i opłaca się wydawnictwom bazować na czymś, co już zyskało dużą popularność. Jako osoba blisko związana z marketingiem – rozumiem. Jako czytelnik – wolę trzymać się z daleka.

  7. Zbiorczo, bo większość z Was pisała na podobny temat.

    Ja cykl „Cukiernia pod Amorem” uwielbiam, uważam, że to są naprawdę dobre książki. Dostarczyły mi masę przyjemności, intrygowały, wciągały, a Gina to jedna z moich ulubionych bohaterek kobiecych 🙂 Dlatego byłam ciekawa, co też będzie zawierał ten projekt. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, nie mialam żadnych oczekiwań, więc i wrażenia z lektury mam raczej „na czysto”.
    Moje podejście do tego typu książek bywa różne. W większości po nie nie sięgam. Wyjątkiem właściwie jest ta + ta: http://www.proszynski.pl/Jak_pisac__Pamietnik_rzemieslnika-p-29817-.html, sięgnęłabym po nią z najzwyklejszej ciekawości, bo nie mam żadnych zamierzeń związanych z pisaniem książek, ale bardzo lubię to, jak pisze ten autor.

    Agnes – ja pewnie czułabym się nieswojo 😀

    Karolina – ja tam lubię czytać książki o książkach, chociaż to zależy o czym konkretnie. No i zależy przez kogo napisane.

  8. Hmmm… A ja się zastanawiam, po co tworzy się takie książki? Rozmowa autorki z czytelniczkami jej książek? Dziwna sprawa. Można przecież założyć bloga i tam sobie rozmawiać na takie tematy. Można też założyć fun club lub coś w tym stylu. Przepraszam, ale strasznie mnie dziwią takie… twory wydawnicze, które dla mnie stworzone są tylko po to, by coś znowu się sprzedawało i aby znowu pojawiło się nazwisko znanej pisarki. Fajna to pewnie pamiątka dla tych pięciu osób, z którymi autorka rozmawiała, ale dla reszty – no nie wiem. Przepraszam Agnieszko, jeśli cię obraziłam, to oczywiście tylko moje osobiste odczucia. Ja na pewno nie sięgnę po tę pozycję, ani żadne temu podobne.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s