Społeczność, popularność i inne ości ;)


Wręczenie nagród Złotej Zakładki, eBuki oraz I zjazd blogerów książkowych natchnęły mnie do różnorakich przemyśleń. Część z nich dotyczyła społeczności, które tworzą się dookoła naszych blogów, popularności blogerów, unikalności przekazywanych treści czy też kreatywności. Wiem, mieszam wiele tematów. Ale to wszystko – po części, bo spraw jest wiele więcej – składa się na rozwój bloga i jego twórcy.

Co wpływa na popularność danego bloga? Jak się promujemy? A jak budujemy społeczność? Czy w ogóle jesteśmy świadomi tego, że możemy wpływać na społeczność odwiedzającą naszego bloga? Jak to kiedyś powiedział Maciej Budzich na swoim vlogu Mediafun – jeżeli masz hejterów i jeżeli dyskusje w komentarzach pod Twoimi notkami dryfują na zupełnie nie związane z notką tematy – jesteś popularny. A co Wy na ten temat myślicie?

Czy staramy się rozwijać? Co robimy w celu ciągłego rozwoju (o ile cokolwiek)? Czy korzystamy z nowych technologii, a jeżeli tak – jakich? Czy dajemy od siebie coś więcej niż tylko sam tekst? Czy integrujemy się ze społecznością naszego bloga, a jeżeli tak – jak?

Jak to kiedyś napisano na Spiderwebie„bloger lubi czuć się ważny, bloger lubi być adorowany, kocha popularność i rosnącą bazę czytelników”. Czy blogerzy książkowi mogą w ogóle mówić o popularności? Szafiarki, blogi kulinarne, marketingowe czy gadżetowe mają setki tysięcy odwiedzin miesięcznie. Przeciętny bloger książkowy pewnie kilka tysięcy, jesteśmy więc raczej niszą blogosfery. Czy jest jakakolwiek szansa na to, że to się zmieni?

Uffff… Poruszyłam tutaj strasznie dużo tematów, ale siedzą mi w głowie i muszę się wygadać, podyskutować o nich, a w końcu – między innymi – od tego jest mój blog, by rozmawiać o naszym kawałku blogosfery.

Errata! Chcę, by była jasność: ja tymi pytaniami nie chcę stworzyć nagonki ani na tych, co chcą być popularni czy tych, którzy chcą próbować nowych rzeczy, ani na tych, dla których czytanie to podstawa, a reszta to to tylko dodatek. Zadałam pytania, bo jestem ciekawa Waszych odpowiedzi i chcę z Wami na te tematy porozmawiać.

PS. Wiecie, że o Złotej Zakładce pisze coraz więcej różnorakich mediów? Trzecia edycja będzie przełomem, ja Wam to mówię!

Reklamy

54 thoughts on “Społeczność, popularność i inne ości ;)

  1. Oooo tak, 3. edycja Złotej Zakładki na pewno będzie przełomowa 😀

    Co do samej popularności. Zależy jak jest mierzona i czego po niej oczekujemy. Czy społeczność wokół bloga czy liczba odwiedzin. U mnie jest ten paradoks, że odwiedziny/odsłony idą w tysiące i dziesiątki tysięcy, ale jest mała konwersja na komentarze. Czyli nie ma społeczności?? Ano jest, tylko skoncentrowana raczej wokół fanpage’a na FB niż samego bloga. Hmmm i co z tym fantem zrobić?
    Ostatnio zauważyłem tendencję, że komentują przede wszystkim inni blogerzy, tudzież osoby medialne, a nie szeregowy czytelnik bloga. I nie mówię tu wyłącznie o blogosferze książkowej. Taki szaraczek przyjdzie, przeczyta, pyknie lajka i idzie dalej. Może to jakaś forma obecnej tabloidyzacji mediów??

    Jednak jakby nie patrzeć, zainteresowanie blogosferą książkową rośnie. Pewnie jest to spowodowane chęcią podniesienia czytelnictwa w Polsce, może dlatego, że czytanie staje się modne (wcześniej hipsterskie), a może dlatego, że blogerzy ksiązkowi są głodni popularności i wychodzą poza własne kółko wzajemnej adoracji w poszukiwaniu nowych czytelników. Na pewno też duża ilość blogerów zauważyła, że istnienie na twitterze czy posiadanie fanpage’a na FB też jest ważne.

    A w kwestii cytatów: Przemek Pająk to osobna kategoria blogera/nie-blogera 🙂

    1. W końcu trzecia, a ponoć do 3 razy sztuka ;p

      Jeżeli dobrze zrozumiałam Macieja, to on by to brał całościowo, w pakiecie – i statystyki, i społeczność, i kilka innych rzeczy. Tutaj znowu pojawi się temat tego, kto komentuje i dlaczego. A także temat „wzajemności” komentarzy typu: ja u Ciebie, to Ty u mnie. U mnie jednak ciut bardziej ciągle komentarze są widoczne tutaj, na FB i G+ są to głównie lajki. I co z tym fantem zrobić? 😀
      Fakt, komentują głównie inni blogerzy, chociaż niekoniecznie ci najbardziej aktywni. Nie wiem czy sprzyja tematu mechanizm komentowania, czy zwyczajnie – czują się bardziej z blogosferą związani, regularniej bywaja na blogach etc. Ja akurat z chęcią widziałabym więcej „dyskutujących” komentarzy, lubię wymieniać opinie, a trudno dyskutować z lajkiem czy plusem 😉
      Myślisz, że zainteresowanie naszą częścią blogosfery rośnie? Bo ja mam wrażenie, że owszem, sama blogosfera książkowa się dosyć gwałtownie rozrasta, ale nie jestem do końca przekonana co do tego, że zainteresowanie tym kątem wirtualnej rzeczywistości rośnie. A co do głodu popularności, to mam wrażenie, że raczej mniej wśród nas osób głodnych takiego zainteresowania, niż wśród innych grup blogerów.
      Twitter i FB to już raczej norma, niż dodatek. Czekam niecierpliwie kiedy rozwiną się inne wersje – bardziej popularne będą vlogi książkowe czy używanie innych platform, typu np. Pinterest.

      PS. Co do Pająka – zgadzam się.

  2. Żeby zbudować społeczność wokół bloga, to trzeba siedzieć i odpowiadać na maile i komentarze, wymyślać akcje, itp. Kiedyś mi się chciało, teraz coraz mniej.
    Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że jeśli tak dalej pójdzie, to cała przyjemność z czytania książek umknie mi na „budowanie społeczności, popularności, rozwijaniu się (cokolwiek to znaczy)”. A nie o to mi chodziło, gdy zakładałam bloga.
    Popularność? Kiedyś, gdy mi się chciało, wstawiłam stronę na FB, pozakładałam gdzieś jakieś konta i teraz to wszystko działa na zasadzie samograja. A ja wracam do czytania i słuchania książek.
    Czasami odnoszę wrażenie, że w tych wszystkich dyskusjach, panelach, zlotach i zjazdach umyka niektórym istota rzeczy – czytanie. Nie – zdobywanie egzemplarzy, nie – fotografowanie książek, robienie wywiadów, cykli notek, akcji rozdawania, zbierania i wymieniania – tylko czynność czytania. Chyba że ktoś, zakładając bloga, nie o czytaniu myślał, tylko o blogu. Nie mówię, że to coś złego – to jest po prostu coś innego.

    1. Kalio – żeby odpowiadać, to trzeba komentarze mieć 😀 To raz, a dwa – musi to być coś więcej niż „(nie)przeczytam”, bo co na to odpowiedzieć? Czyli trzeba mieć komentarze jako tako merytoryczne lub chociaż zachęcające do ciągnięcia dyskusji na jakiś temat. I tu znowu powstaje pytanie – co przyciąga takich komentujących do bloga?
      Faktycznie, odwiedzających przyciągają zapewne różnorakie akcje, możemy to stwierdzić chociażby na przypadku bloga Kreatywy. Oczywiście powstaje tutaj pytanie co do tego, czego od bloga chcemy i co chcemy na nim publikować.
      Myślisz, że nie da sie połączyć pisania o książkach, przyjemności z czytania, z jednoczesnym rozwojem bloga w różne strony?
      Hm… Muszę nad tym pomyśleć. Ja uwielbiam czytać, mój blog, to moje ukochane wirtualne dziecko, ale ciągle chodzi mi po głowie pytanie „co dalej”, co mogłabym jeszcze zrobić, by sprawiał mi jeszcze większą frajdę, a zarazem, by czytelnicy się tu dobrze czuli. Bo nie ukrywam – nie piszę przecież tylko dla siebie, inaczej byłby to blog zamknięty 🙂

      1. Kusisz, kusisz:) Znaczy tym zamknięciem bloga. Już od roku o tym intensywnie myslę. Ale plusy jednak przeważają minusy:)
        No nic, masz rację – zależy czego się od bloga chce. Wydaje mi się, że na wszystko potrzebne jest zaangażowanie i czas. Jeśli ktoś nie ma go na czytanie, bo pracuje, a założył bloga książkowego, to – o co chodzi? To już lepiej niech pisze o modzie albo samochodach, nie będzie musiał dodatkowo czytać książek, co, jak wiemy, jest czasochłonne. Albo niech robi wywiady z pisarzami. Pamiętasz, jak jeden taki pisał do ludzi z pytaniem – co zrobiłaś, że masz tyle wejść?:D
        Książkowa blogosfera jeszcze bardzo długo pozostanie sferą niszową, bo czytanie jest wciąż zajęciem mało popularnym. To, że ktoś raz na rok przeczyta jakiegoś Greya jeszcze nie zrobi z niego wytrawnego czytelnika i stałego bywalca blogów. Znam też wielu czytelników, którzy po blogach nie łażą.
        Jeśli ktoś założył bloga książkowego dla popularności i sławy, to się zdziwi.

        1. E, nie wierzę, że chciałabyś pisać tylko sobie a muzom, naprawdę. Myślę, że ciągle lubisz ten nasz światek. Może nie tak, jak kiedyś, ale chyba nie chciałabyś zostać taka sama samiutka 😉
          Oj tak, zdecydowanie do samego prowadzenia bloga jest potrzebne zaangażowanie i czas, a co tu mówić o tym, by robić dodatkowe rzeczy, oprócz samego pisania notek. Fakt, że czytanie zajmuje dużo czasu, więc blog książkowy tak suma sumarum wymaga sporej ilości czasu na jego prowadzenie. Ale tak na dobrą sprawę, to inne blogi też potrzebują czasu i uwagi – musisz coś wyhaftować, by pokazać, musisz zrobić różnorakie badania w internecie czy gdzie tam, by o czymś napisać, musisz poszukać informacji, zdobyć ciuchy etc. Hehehehe, myślę, że niejedna osoba pisała z tym zapytaniem tu i tam 😉
          Co do książkowej części blogosfery, to się zgadzam z każdym napisanym przez Ciebie zdaniem 🙂

    2. Asiu pięknie to ujęłaś. Nie mam czasu na tzw. rozwijanie bloga. Ograniczam się jedynie do recenzji, od przypadku do przypadku – konkursy, a ostatnio przeglądałam nowości i wyszedł post – zapowiedzi- to co mnie interesuje. Myślę, że czytanie jest najważniejsze z tego wszystkiego i rozwijanie własnej pasji, spełnianie się. Lubie pisać, dlatego jest blog. Nie mam też czasu na bieganie po blogach. Ograniczam się jedynie do paru. Nie chcę się rozwarstwiać zbytnio, dzielić na troje. Cieszę się jak ludzie zaglądają do mnie i zostawiają krótkie, acz treściwe w sensie notki. A FB daje mi możliwość bycia na bieżąco z tym, co tak dźwięczy w kulturze:) Przyzwyczaiłam się, ale fpage’a nie mam:)

      Miłego dnia Wam życzę:)

      1. Montgomerry – a co, gdy te kilka pasji (czytanie, blogowanie, poszukiwanie nowych dróg…) sie zazębiają? Przecież nie zawsze ktoś ma olbrzymie parcie na szkło, ale jednocześnie lub próbować nowych rzeczy. Albo odwrotnie – ma wielkie parcie na szkło, ale niekoniecznie pasję do czegoś innego 😉 Ale są osoby, które to wszystko łączą w jedną pasję.

        1. Aga, można łączyć, nie wątpię, ale na pewno nie zdarza się to osobom, które maja rodziny i małe dzieci. Jakbym założyła bloga jeszcze za czasów panieńskich miałabym czas i na zjazdy, i na targi, i na to aby blog ulepszać. Pewnie pragnęłabym tego.

          1. Szczerze pisząc – nie mam pojęcia, spora część tych osób, które miałam na myśli nie ujawnia swojego życia osobistego, więc nie wiem, czy mają rodziny. Ale czas na różne akcje i udział w targach znajdują też osoby „rodziniaste”, czasami zajawiają się tam nawet z dziećmi 🙂

  3. To ku własnemu zdziwieniu stwierdzam, że jestem popularny:) Dryfy są, a jakże, a i jakiś hejter czy inakszy troll się znajdzie czasem.. Właściwie to nie wiem, co mógłbym zrobić, żeby się rozwinąć: szablon czasem zmienić, konto na fejsbuku założyć – zrobione. A co poza tym? O bestsellerach pisać? Akurat uważam, że wyróżniam się tym, że o nich rzadko pisuję:)

    1. ZWL – jesteś, jesteś! Sama eBuka dwa lata z rzędu (na 2 lata istnienia :P) coś Ci powinna powiedzieć 😛 Dryfy są fajne, lubię i je podczytywać, i w nich uczestniczyć – czy to u Ciebie, czy u mnie, czy jeszcze gdzie indziej. Hejterzy vel trolle – mniej fajni, ale raczej nie da się takowych uniknąć, za dużo zakompleksionych frustratów dookoła nas 😉

      Co do rozwijania – może różnorakie akcje, wyzwania, dyskusje? 😉 Może nowe platformy okołoblogowe? Może vlog? Może „wyjście z cienia”, jak to mówi Jarek Czechowicz? Możliwości trochę jest 😀

      1. Za leniwy jestem na akcje i wyzwania, a na dyskusje za nieśmiały:P Już mi Płaszcza wystarczy. Vlog? Znaczy mam się nagrywać? Rotfl. A na co mi wychodzenie z cienia, nazwisko sobie wyrabiam w inny sposób, a moje opinie będą takie same bez względu na to czy podpiszę je jako ZWL, czy jako Jan Kowalski:)

          1. ZWL – weź ty mnie nie rozśmieszaj, Ty za nieśmiały na dyskusje? :> Przecież Ty uwielbiasz flame’y 😛 A nazwisko możesz sobie wyrabiać dwojako, a nawet i pięciorako ;p Jedno drugiemu nie szkodzi.

            Kalio – vlog to video-blog 🙂

            1. Jak mówię, że nieśmiały-m, to nieśmiały-m:D Pytanie, co by mi dało wyrobienie sobie nazwiska w blogosferze? Bo przecież nie kontrakt reklamowy za miliony (nawet nie za stówkę:P) i raczej nie propozycję pisywania w poczytnym piśmie literackim, o ile takie jeszcze są.
              A jeszcze w kwestii społeczności: bardzo lubię te kilka czy w porywach kilkanaście osób, które się odzywają w komentarzach i bardzo lubię z nimi wymieniać uwagi i dryfować. Ciekawe, że tak naprawdę nigdy nie pojawiły mi się w większej liczbie nasze ulubione komentarze, być może dlatego, że nie załapałem, że muszę się odwzajemnić wizytą i komciem:P Znaczy aspołeczność się przydała:D

              1. ZWL – 😛 Co by Ci dalo? Wg Jarka np. można byłoby Cię cytować w profesjonalnych mediach i promocji 😉 Bo jedną rzeczą jest cytowanie ZWL, a inną Jana Kowalskiego. Rozmawialiśmy o tym niedawno, jestem na świeżo z zaletami „wychodzenia z szafy” 😉

                A co do komentarzy – to może wynikać z tego, aczkolwiek niekoniecznie. Wydaje mi się, że Twój blog jest na tyle dobrze pisany + dotyczy lektur, które w dużej części takiego zjawiska nie przyciągają 😉

                1. Jakoś mi nie zależy na występowaniu na okładkach:P Ale jeśli ktoś będzie chciał ozdobić wznowienie „Herminii Lacerteux” cytatem ze mnie, to mogę się podpisać nazwiskiem i nawet imieniem:)

      2. Aga, ale to już chyba jakąś harówkę proponujesz nie przyjemność:)) Jak dla mnie ZWL jest niepowtarzalny i niech lepiej taki zostanie. Drugi blog, który bardzo lubiłam to Zacisze biblioteki, ale już wczoraj pojawił się na nim wpis pożegnalny… To oznacza, że świetne i wartościowe blogi giną w tym natłoku badziewjastych (przepraszam, za wyrażenie) – nawet tych o książkach niestety. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że mój blog też może jest „badziewiasty” :)))

        1. Montgomerry: dzięki i jeśli Cię to pocieszy, to nie planuję vloga ani żadnych zmian, dalej będzie po prostu o czytaniu:)

          1. Montgomerry – nic nie proponuję, tylko pytam ku zastanowieniu i przemyśleniu. Znam osoby, które robią to (i dużo więcej) i kompletnie nie widzą tego jako harówki 🙂 To chyba zwyczajnie zależy od potrzeb i nastawienia. Pewnie, że ZWL jest niepowtarzalny, to nie ulega wątpliwości, ale przecież pytania zadaję po to, by właśnie dowiedzieć się, co na ten temat myślicie 🙂

  4. A ja robię swego rodzaju eksperyment. Przeniosłam bloga i zobaczę ile osób przyjdzie- na poprzednim miałam ok 100 obserwatorów. FB mam, ale to dlatego, że nie każdy obserwuje blogi jeśli nie są na tej samej platformie.

    Popularność? Fajna sprawa, jeśli jest się popularnym w jakiegoś powodu a nie dlatego, że pisze się o pierdołach (co jadłam na śniadanie) a pod takim wpisem 100 komentarzy typu „pycha”. Popularność zobowiązuje do dawania czegoś innym. Jednak patrząc na popularność portali plotkarskich społeczeństwo nie potrzebuje „wysokiej” kultury niestety.

    Na poprzednim blogu pisałam tylko o książkach, formuła się wyczerpała, teraz piszę na nowym o wszystkim i dobrze mi z tym. Jeśli będę miała społeczność wokół bloga będę najszczęśliwsza na świecie, jeśli nie to będę miała grupkę osób dla których piszę. Bo ja lubię pisać i już 😀

    Czy staram się rozwijać? Oczywiście. Poprzez czytanie i pisanie. Życie jest jak papier toaletowy- aby żyć trzeba się rozwijać.

    1. Kasia Bereza – ale świadomie przeniosłaś blog po to, by sprawdzić, kto za Tobą przejdzie? Podziel się wynikami eksperymentu za jakiś czas.
      Wiesz co, rozglądając się po blogach książkowych, to powiedziałabym – może będę okrutnie szczera – że 95% z nas niewiele ma wspólnego z kulturą wysoką. Większość z nas tylko mieli kolejne bestsellery i niewiele więcej. A wszyscy wiemy, że rzadko kiedy bestseller ma coś do czynienia z kulturą wysoką 😉 Może wyższą niż Pudelek (też nie zawsze :p), ale nie wysoką.
      Dla mnie rozwój to bycie otwartym na nowe sprawy, nowe drogi, nowe sugestie, oczywiście, że w dużej mierze rozwijam się przez czytanie (pisanie już nie do końca, bo mam wrażenie, że zatrzymałam się na pewnym poziomie i już na razie nie jestem go w stanie przeskoczyć), ale też widzę wiele innych możliwości dla siebie i staram się odsiewać je przez sito, by zostawać z tymi najlepszymi. Dla mnie książki to jednak nie wszystko.

      1. Wiesz Aga, wyczerpała mi się formuła smellofpaper czułam, że nazwa zobowiązuje. teraz jestem na byksiazkoholiczka i piszę o wszystkim co mi się podoba. Że to może być eksperyment pomyślałam już po przeniesieniu 🙂 Za jakiś czas dam znać co mi wyszło :))

  5. a ja słów kilka dorzucę z perspektywy osoby, która kiedyś prowadziła bloga, miała przerwę i po 2 latach się reaktywowała:)
    Kiedy pisałam na blogu 2-3 lata temu to komentowałam aktywnie i regularnie, czułam się częścią tego swiata blogosfery. Podczas niemalże dwuletniej przerwy, mimo iż na moje ulubione blogi zerkałam regularnie, komentowałam sporadycznie, prawie wcale. Czułam, że to jest inny świat już, a ja jego częścią nie jestem. Poza tym musiałabym się zalogować, wejść na stary profil, który akurat troszkę ciążył mi jak wyrzut sumienia (z powodu przerwania), musiałabym przekroczyć pewną granicę. Bezpieczniej było obserwować z boku, z ukrycia.
    Teraz wróciłam do blogowania, znowu uczestniczę, czuję, że przynależę do tego świata, a komentowanie to jest coś naturalnego, jest częścią machiny blogowej. Dlatego właśnie w większości komentują użytkownicy piszący blogi,mimo, iż czyta o wiele wiele więcej ludzi. Teraz to rozumiem.
    Moi czytelnicy tylko się diametralnie zmienili. Ale wiadomo wiąże się to ze zmianą tematyki bloga, który obecnie w głównej mierze (chociaż nie tylko) skupia się na literaturze dziecięcej. Więc siłą rzeczy odbiorcami są rodzice:)

    1. Foxinaa – no właśnie, tylko potwierdziłaś mą opinie o tym, że komentowanie to jednak po złudny miernik popularności bloga. Ja jestem przypadkiem takim, który z blogosferą utożsamia się mocno, a komentuje malutko. U mnie też pojawia się raczej stałe grono komentujących, których dyskusje potrafią dryfować na najdziwniejsze tematy i to lubię. Całe szczęście, że nie mam – jak na początku – tabunu komentarzy typu „(nie)przeczytam”, bo tylko nie wiedziałam, co z nimi zrobić 😉

  6. Po pierwsze primo – zaczynam się zastanawiać nad zmianą nicku na ZwT (Zacofana w Technologii) bo nie rozumiem niemal wszystkich obcojęzycznych określeń użytych przez Engę i fri2go 😦

    A przechodząc do adremu:

    Nie będę udawać, że nie sprawia mi przyjemności kiedy w statystykach widzę wysokie słupki ilustrujące oglądalność bloga, mam nadzieję, że przynajmniej połowa tych, którzy zaglądają do moich „Lektur” to osoby zainteresowane tym co napisałam – może kogoś zainspiruję, komuś przypomnę o jakiejś dawno wydanej książce czy zachęcę do sięgnięcia po pozycje nieznanego wcześniej autora. Mam nadzieję, że tak jest bo ja sama o wielu pisarzach czy książkach dowiedziałam się z blogów właśnie…

    W wyzwaniach biorę udział o ile oczywiście w jakiś sposób łączą się z tym co i bez wyzwania bym przeczytała – i tak Kraszewskiego czy Christie lubię niezależnie od dotyczących ich wyzwań a do literatury obozowej czy dotyczącej Holocaustu nawet czwórką wołów mnie nikt nie zaciągnie – nie jestem w stanie tego czytać i już… Ale nie traktuję tej działalności jakoś marketingowo – ktoś ma ciekawą propozycję to w nią wchodzę i już. Dla siebie a nie dla podwyższenia statystyk.

    Budowanie popularności – hmm… – ja nawet nie mam konta na fb i moje szkolne dzieciaki się śmieją, że z tego powodu nie istnieję. I nie bardzo wiem jak się zabrać do tego budowania i, przede wszystkim, czy w ogóle chce mi się zabierać. Bo jak słusznie zauważyła Kalio – blogi książkowe do najpopularniejszych nie należą i jeszcze pewnie długo się to nie zmieni.

    Co do wkładania jakiejś części siebie do tego co piszę – pewnie, że to robię, czasem mam wrażenie, że nawet za bardzo. Ale z drugiej strony to mój blog, moje emocje, a i opnie (bo recenzje to ZwL pisze a nie ja) często pod wpływem jakichś konkretnych życiowych przypadków powstają. Chciałabym być dla tych którzy do mnie zaglądają żywą istotą a nie tylko jakimś wirtualnym bytem. Dlatego też odwiedzając inne blogi chciałabym się dowiedzieć czegoś o ich autorach, o ich życiu, zainteresowaniach czy opiniach – znaleźć, może nie przyjaciół, ale krąg osób, które, używając określenia jednej z bohaterek L.M. Montgomery, „znają Józefa”.

    1. Aniu, Twoja wielka siła z łączeniu książek ze sprawami osobistymi, ja tak nie umiem i nawet chyba nie bardzo bym chciał się ujawniać jako osoba prywatna, a u Ciebie to naturalne i spontaniczne.

      1. O, ja tez nie łączę takich spraw. Mogę Wam jedynie napisać, że na roczek mojego synka 9 września w końcu najbliższa rodzina dowiedziała się, gdzie piszę i co prowadzę- po 3,5 roku. Do tej pory nie wiedzieli, nie znali adresu bloga, choć książki przychodziły i na mój i na rodziców adres i wiedzieli, że piszę. Jako nauczycielka nigdy dzieciakom – niezależnie od wieku- nie mówiłam i nie mam zamiaru mówić. Nie ufam za nic. Podziwiam więc Anię:)

    2. Aniu – no widzisz, czyli jednak świadoma jesteś tego, co robisz, dlaczego to robisz etc. To Twój wybór i tego się trzymasz. Moim zdaniem właśnie tym połączeniem zainteresowań z „byciem człowiekiem” przyciągnęłaś swoich czytelników i za to Cię lubimy 🙂

  7. Ja tu jestem pierwszy raz i powiem Wam, że to tragedia, że wasze pole to nisza – naprawdę świetnie i ciekawie piszecie, odwiedziłam parę „książkowych blogów” i, aż chce się czytać 🙂
    Ale! Dopiero dzisiaj usłyszałam, ze coś takiego istnieje. Dopiero dziś pewne moje wyobrażenia o „o czym jeszcze ludzie mogą pisać blogi poza modą, samochodami i polityką” urzeczywistniły się w słowa.
    Ciekawie się zapowiada…

  8. Agunia,
    co Cię tak wzięło?
    Jasne, że kolejne odwiedziny bloga są miłe, ale gdyby zwracać uwagę tylko na to co zrobić żeby ściągnąć więcej czytelników to blogowanie straci sens.
    Kilka razy trafiłam na posty u innych, które były stworzone na siłę, by nie zawieść blogosfery…
    Mnie się zdarza przez kilka dni nie pisać żadnej notki i jakoś świat się od tego nie zawalił, co najwyżej pewne Wydawnictwo skończy ze mną współpracę… 🙂
    Obecnie mam 103 czy 104 obserwatorów, a z tego co widzę to stałych bywalców jest z tego może 1/5. Gdybym chciała mieć większą oglądalność to co minutę klikałabym „odśwież” z innej przeglądarki i też bym miała statystyki 🙂

    Teraz pozytywy 🙂
    Nareszcie mam miejsce, gdzie mogę „gadać” o książkach ile chcę – w domu niestety sami nieczytający! To dla mnie jakiś koszmar, dlatego cieszę się, że mogę się gdzieś wyżyć. Mam stałą grupkę blogerów, z którymi stale rozmawiam i to jest najlepsze w blogowaniu.
    Chętnie przyłączam się do czytelniczych wyzwań, bo mi się to po prostu podoba i sprawia mi przyjemność – sama myślę o jednym, choć jeszcze nie wiem czy się zdecyduję. Stosiki – uwielbiam i u siebie i u innych. Zapowiedzi/nowości – u mnie to informacja na przyszłość, żeby wiedzieć na co powinnam zwrócić uwagę (gdy zapomnę tytułów), u innych, zwłaszcza tych, którzy jako piersi prezentują nowości – świetny pomysł na poznanie planów wydawniczych bez specjalnego przeszukiwania stron wydawnictw 🙂

    Na pewno moje spostrzeżenia co jakiś czas się zmieniają, bo na początku tak się zachłysnęłam blogowaniem, że co chwilę sprawdzałam statystyki, komentarze i sama chciałam pokazać się wszędzie! – nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego jakie to drażniące! Staram się też przez to rozumieć nowych blogerów, którzy po prostu nie wiedzą jakie panują tu warunki, a chcą być elementem tej części blogosfery.

    Pewnie nie napisałam wszystkiego, albo jak zwykle nie przekazałam czegoś w taki sposób jak chciałabym żeby było odebrane, ale muszę iść do kuchni…

    1. Magdalenardo – no, tak jakoś po tym weekendzie w Katowicach, i nie tylko.
      O, tak z ciekawości – na jakie posty „pod blogosferę” trafiałaś? Jeżeli nie czujesz się komfortowo, to może być na priv, chociaż tutaj byłoby fajnie też to zobaczyć, ale jak wolisz.
      Ja też piszę wtedy, kiedy mogę i chcę, w końcu życie mam jedno, a w nim wiele innych rzeczy poza książkami.

      Ja poza blogiem mam jeszcze inne opcje – różnorakie fora internetowe, spotkania biblionetkowiczów na żywo, kontakt z różnymi osobami mailowo. U mnie w domu też więcej osób nie czyta, niż czyta. Ale i tak czytamy co innego, rzadko kiedy polecamy sobie książki. Przed przeprowadzką brałam udział w moim wiejskim DKK i to też było fajne.

      Ja jestem stara jędza i kasuję reklamy u siebie. Przecież tak na chłopski rozum – jeżeli ktoś się loguje by skomentować, to i tak 95% z nas ma link do bloga pod nickiem, po co podwójnie?

  9. Widget „Obserwatorzy” od Google?? Zawsze mnie to śmieszyło. To raczej nie jest wymierne. Kiedyś to klikałem u znajomych – wychodzi ładna liczba, ale właściwie nic to nie wnosi do oglądalności bloga. Jestem niby na liście, ale bloga mogę w ogóle nie czytać i nie wiedzieć o aktualnościach. Jak ktoś ma bloga na blogspocie, to wpisy z obserwowanych blogów trafiają na główny panel, a jak nie, to cisza i spokój. RSS’y są bardziej miarodajne, bo odbiorcy faktycznie obserwują dany blog, chociaż niekoniecznie są widoczni w odwiedzinach.

      1. Ale ja nie twierdzę, że nie używają. Po prostu powoływanie się na to jako pomiar oglądalności jest trochę zabawne. Swego czasu klikałem to u znajomych, żeby im cyferki podskoczyły i żeby mile połechtać ich ego. Ale tak po prawdzie, można kliknąć i zapomnieć. Znam kilka blogów jeszcze istniejących, ale nieaktywnych, którzy mają obserwatorów z kilka setek 🙂

  10. Ja bloga nie prowadzę, bo pisać nie umiem, ale czytam całkiem sporo i powiem, że Twój jest moim ulubionym 😉
    I jako czytelniczka mogę powiedzieć, że masz całkiem spory wpływ na to co czytam. Parę książek przeczytałam, o których wcześniej w ogóle nie słyszałam, a dowiedziałam się o nich z Twojego bloga i mi się bardzo podobały 🙂

  11. Ciekawy wpis, choć jestem dość daleko od poruszanych przez Ciebie problemów. 🙂 Mój blog powstał z potrzeby chwili i sama jestem zdziwiona, że tak mocno mnie to wciągnęło. Ale zakładając go, wiedziałam, że ma dla mnie być odskocznią od codzienności i przyjemnością, a nie kolejnym obowiązkiem. Na początku pisałam tylko opinie o przeczytanych książkach, ostatnio zaczęłam też wprowadzać notki innego rodzaju, czasem dla podkreślenia, co mi w duszy „gra”,czasem o przedsięwzięciach, które wydają mi się ciekawe i inspirujące. Znakomita większość moich znajomych z reala nie wie o tym, że prowadzę bloga i dobrze mi z tym. 🙂
    Bazując na definicji popularności, którą przytoczyłaś w notce, nie jestem zbyt popularna. Z hejterami się nie spotkałam, ostatnio nawet musiałam zapytać, kto zacz:), komentarzy nie mam jakoś zabójczo dużo, a czasem wcale. Sama komentuję umiarkowanie, gdyż mój czas jest ograniczony, a dodatkowo, jeśli nie mam specjalnie wiele do przekazania, również się nie odzywam. 🙂 Może jestem zbyt nieśmiała, ale tak już mam.
    Nie odniosłam wrażenia, że Twój wpis może być nagonką na kogokolwiek. Natomiast dobrze, że od czasu do czasu pojawiają się notki, które prowokują do wyrażenia własnej opinii na zadany temat. 🙂
    Pozdrawiam wieczornie!

    1. Kaye – o, to masz tak, jak ja 😀 Ja do tego podeszłam na zasadzie „ok, spróbuję jeszcze raz (bo miałam wcześniej próby blogowania o książkach) i zobaczymy”. I patrzcie, stuknęły 3 lata! U mnie jednak bardzo dużo osób wie o tym, że bloga prowadzę, nie mogłoby być zresztą inaczej, bo jestem dumna z mego blogowego dziecka, sprawia mi on dużo frajdy i satysfakcji, chociaż kompletnie nie uważam, że jest idealny.
      Komentarzy też nie mam wcale tak dużo. Chociaż patrząc na niektóre notki, pod którymi komentarzy jest 30, ale 25 z nich to właśnie „(nie) chce przeczytac”, to zdecydowanie o 150% wolę moich komentujących 😉 A jakie śliczne dryfy potrafią robić 🙂

      To dobrze, że nie odniosłaś, bo taki nie był mój cel, a przez moment miałam wrażenie, że tak się ta wirtualna wymiana zdań rozwinie.

      Pozdrawiam!

  12. Na popularność blogu duży wpływ ma na pewno częstotliwość, z jaką pojawiają się nowe wpisy, i udzielanie się na innych blogach. Zauważyłam to na własnym przykładzie: odkąd piszę znacznie rzadziej i prawie w ogóle nie komentuję, to już mało kto do mnie zagląda. Pogrąża mnie też zapewne brak strony na facebooku (słówko „fanpage” nie chce mi jakoś przechodzić przez gardło), brak konkursów i rzucająca się w oczy nieobecność nowości:). Nie spędza mi to wszystko snu z powiek, po prostu stwierdzam fakt.

    Wydaje mi się, że blogi książkowe, wokół których da się zaobserwować tzw. społeczność, można policzyć na palcach jednej ręki, no, może dwóch, przy czym przez społeczność rozumiem grono stałych czytelników, którzy publikują SENSOWNE komentarze.

    Nie wiem, czy blogi o książkach stają się coraz bardziej popularne, ale na pewno jest ich coraz więcej. Kiedy zaczynałam, ponad trzy lata temu, znałam albo przynajmniej kojarzyłam (oczywiście – po nickach) większość ludzi, którzy pisali o literaturze w blogosferze. Dzisiaj wiele nicków nic mi nie mówi. Chyba trudniej się teraz przebić, więc nie można się dziwić, że niektórzy blogerzy starają się zdobyć popularność na wszelkie możliwe sposoby.

    Nie wydaje mi się, żeby jakikolwiek blog tworzony w języku polskim traktujący TYLKO o książkach otarł się kiedykolwiek o popularność stron gadżeciarskich, szafiarskich czy kulinarnych. Możliwe, że czytanie jest teraz hipsterskie, ale hipsterzy to też tylko kolejna nisza.

    Zastanawiałam się kiedyś, czy jednej z moich „recenzji” nie opublikować w postaci pliku do odsłuchania, ale niestety mój głos przez telefon czy nagrany brzmi jakby należał do dziecka, więc dałam sobie spokój:). Kibicuję jednak tym, którzy eksperymentują w ten właśnie sposób (ostatnio robi to np. cedroo). Czekam też na fajny videoblog o książkach.

    1. Elenoir – zgadzam się w zupełności, że te dwa aspekty wpływają na popularność. Sama widzę różnicę między ubiegłym rokiem (gdy pracę miałam bardzo specyficzną i miałam dużo czasu wolnego na czytanie i pisanie) a tym.
      Fakt, że blogi, które generują coś więcej niż „chcę czy nie chcę przeczytać” są w mniejszości. Pytanie, czy właścicielom jednych i drugich blogów robi to jakąś różnicę. Pewnie zależy od tego, czego się od bloga oczekuje, jaki jest nasz cel.
      Ja też kibicuję próbom użycia nowych technologii na blogach książkowych, sama – na razie nie mam do tego cierpliwości. Dlatego też lubiłam wideorecenzje, które robiła Ola (http://olasanta.blogspot.com/), ale niestety zarzuciła ich produkcję, czego nie mogę odżałować.

  13. Nie wydaje mi się, żeby kwestia popularności była dla większości blogerów książkowych argumentem za być albo nie być ich bloga. Jako osoba obserwująca z zewnątrz tę część blogosfery zauważam, że asumptem do założenia bloga o książkach jest przede wszystkim chęć utrwalenia swojej miłości do literatury, przesłanką do kontynuowania pisania – odzew ze strony innych wielbicieli zaczernionego papieru i możliwość wymiany wrażeń z lektury. Oczywiście, zdarzają się aspiracje wyrachowane i kalkulujące, ale jest to drobny ułamek ogółu i – jak w każdej dziedzinie działalności ludzkiej – nie ucieknie się od takich postaw i tutaj. Nic osobliwego.
    Dopóki blogerowi chce się pisać o swoim czytaniu i ma poczucie, że to jego pisanie ktoś czyta, że jest ono dla kogoś inspiracją i przyjemnością, będzie pisał nadal. Statystyka ważna nie jest: liczy się raczej szansa na spotkanie kogoś o podobnych zainteresowaniach i możliwość porozmawiania o książkach, której odmawia blogerowi jego własne środowisko w realu. Świadomość pokrewieństwa w pasji i odosobnienia w niej poza siecią jest wśród blogerów nadzwyczaj silna, stąd też decyzja o rezygnacji z prowadzenia bloga staje się raczej ewenementem niż czymś normalnym, naturalnym. Nie spotkałam jeszcze, przez lata odwiedzania blogów książkowych nikogo, kto zamknąłby swój kącik z uwagi na nikłe statystyki czy niewielką popularność. Decyzję taką warunkuje z reguły albo wydarzenie losowe, albo niezdecydowanie prowadzącego co do charakteru jego miejsca w sieci, albo brak czasu na staranne i regularne dopieszczanie bloga. Blog jest zbyt cenny dla swojego twórcy, bo daje mu to wszystko, czego jego pasji brakuje w realu. Bloger zawsze żyje nadzieją, że ma czytelników, że dla kogoś jednak pisze, że pokrewna dusza i tak będzie go czytała, nawet jeśli nie ma to odzwierciedlenia w komentarzach. I tak z reguły jest: więcej ludzi czyta bloga niż go komentuje. A już komentarz treściwy i sensowny jest prawdziwym rarytasem.

    Osobiście nie lubię nowinek technicznych na blogach książkowych, być może dlatego, że są mi one całkowicie obojętne również w realu. Jak bloger wygląda i jaki ma głos zupełnie mnie nie interesuje, liczy się jedynie to, co ma do napisania o książce i jakim językiem się w tym przekazie posługuje.
    Nie chce mi się oglądać czy słuchać nagrań i jeżeli na taką formę wypowiedzi natrafiam, zamykam stronę bez ceregieli. Nie czytam również wpisów blogerów na fejsbukach i innych portalach, bo nie mam najmniejszej ochoty na kręcenie się po stu tysiącach miejsc, w których szanowny bloger raczył zamieścić swoje przemyślenia. Odwiedzam blog i spodziewam się, że bloger będzie na nim obecny, nie że będzie mnie odsyłał gdzieś tam, bo mu się nagle zamarzyły peregrynacie po necie.

    Kiedyś komentowałam więcej, dziś robię to sporadycznie. Zdarza mi się kasować pisany właśnie komentarz, bo nawiedza mnie refleksja, że w sumie to moje komentowanie psu na budę się zda i nikogo nie obchodzi. A pisanie dla pisania jakoś mnie nie pociąga, jak i gadanina o niczym – czego, niestety, bywa w komentarzach dosyć sporo. Swoje ulubione blogi czytam regularnie. I szczerze żałowałabym, gdyby ich autorki/autorzy zamilkli.

    1. Jabłuszko – zdecydowanie nie jest to kwestia być albo nie być dla większości z nas, bo jednak nie dla sławy zakłada się blog książkowy, nie miałoby to sensu, bo co tu za możliwości zdobycia sławy? 😉 Dla mnie to było – i ciagle jest – np. zapisywanie wrażeń z lektury w celu lepszego jej zapamiętania, przetrawienia, stworzenia swojego rodzaju zapisków, które zostaną ze mną na lata. Potem dopiero dotarło do mnie jak fajnych ludzi mogę dzięki blogowaniu spotkać (to, jak niefajnych też, dotarło do mnie jeszcze później, całe szczęście ;p)

      Ja lubię sama, jak i gdy inni próbują nowych rzeczy, bo zdarza się, że odkrywam coś, co mnie zachwyca i za jakiś czas wydaje mi się nieodzownym elementem codzienności.
      Z portali, to głównie śledzę FB, bywam na G+, ale to byłoby na tyle. Chociaż blog jest podłączony jeszcze do kilku innych portali społecznościowych, ale to już „samograj” :>

      Też komentuję coraz mniej, głównie na kilku ulubionych blogach. Chociaż zdarza mi się również kasować komentarze, bo mam podobne do Twoich wrażenia. Ale głównie kasuję komentarze na forach, bo tam łatwiej wdawać się w niepotrzebne dyskusje 😉

    2. Podzielam zdanie Jabłuszka co do facebooka – choć subskrybuję sporo blogów (właściwie za dużo), to bardzo rzadko chce mi się jeszcze zaglądać na profile ich autorów na facebooku. Sama mam konto na google+, ale jeśli już skrobnę tam od czasu do czasu kilka zdań, to nie jest to powielanie treści z mojego blogu.

  14. Cóż, mój blog do ścisłej czołówki nie należy, ale parę stałych czytelników zdołał się dorobić 🙂 Jeśli chodzi o popularność, bo zawsze bawi mnie jeden fakt – kiedy tylko nie pojawię się na blogu przez powiedzmy 2 tygodnie (sesja, wakacje), po wejściu od razu widzę, że mam jednego, dwóch obserwujących mniej. Czyli sława ulotna jest, a cudze „uwielbienie” bardzo szybko może się zamienić w obojętność. Próba podążania za tymi osobami może z kolei prowadzić do tego, że stanę się niewolnikiem własnego bloga, na którym zacznę zamieszczać masę różnych postów, niekoniecznie książkowych, tylko po to, by nazwa bloga co chwila wyskakiwała na prowadzenie na listach obserwowanych na innych blogach.

    Jeśli zamieszczam coś poza recenzjami, głównie posty o Krakowie, robię to raczej po to, by podzielić się z innymi moją drugą pasją, niż aby wprowadzać jakieś urozmaicenia dla samych urozmaiceń. Podoba mi się, jak robią to inni blogerzy książkowi, pisząc o podróżach, filmach, problemach z tłumaczeniami. To pokazuje, że ich zainteresowania są rozległe, sięgają poza regały z książkami.

    Co do nowinek, to jestem takim komputerowym „geniuszem inaczej”, że z większości funkcji na blogspocie nie umiem korzystać, każda nowość to dla mnie problem, bo nie chce działać, i tylko niepotrzebnie mnie denerwuje. Poza tym zaciemnia mi obraz, wolę ograniczać ikonki na moim blogu, żeby było przejrzyście i w miarę na temat 🙂

    A co do wpływu na rzeczywistość – odkąd czytam regularnie blogi o książkach, jestem bardziej świadoma tego, co na rynku wydawniczym się pojawia, mam listy książek, o których istnieniu nie wiedziałam i dowiedziałam się poprzez świetne recenzje, i nieraz już darzyło mi się pożyczyć i przeczytać książkę czy obejrzeć film tylko dla tego, że bloger/ka do której mam zaufanie napisała entuzjastyczną recenzję. Wystarczy, że każdy bloger na 5 takich osób i to już, wydaje mi się, realny wpływ na rzeczywistość 🙂

  15. Witam!
    Odnalazłem to miejsce idąc po tropach Kalio. Przeczytałem zamieszczoną tutaj notkę i komentarze pod nią – zafascynowany. Ileż was jest, książkowi blogerzy! A wspominacie niemal wszyscy o niszy i małym czytelnictwie swoich miejsc w sieci. Kochani, nie macie pojęcia jakie to szczęście mieć do kogo usta otworzyć, coś przeczytać, wymienić się myślą…
    Mnie interesują książki mówione. Raz na jakiś czas siadam do komputera i szukam: Blogów, forów na temat audiobooków. Tak trafiłam do Kalio. Oprócz niej, znam jednego, zaprzyjaźnionego blogera. Poza tym pustynia. Sieć zdominowana jest przez księgarnie wysyłkowe i ich nachalną reklamę. Pseudoblogi i pseudofora na których trwa reklama najnowszych wydawnictw.
    Pozdrawiam, Głos Papierofonu.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s