Wyniki losowania + mini-stosiczek + książki do wzięcia + garść przemyśleń


Jeszcze raz dziękuję za wszystkie życzenia urodzinowe dla bloga, bardzo to miłe! 🙂 Zebrałam wszystkie zgłoszenia zainteresowanych osób i zrobiłam losowanie liczbowe. Fotorelacji nie będzie, chyba się zrobiłam na to za leniwa ostatnio 😉

Do książki numer jeden, czyli „Wilkołaka” zgłosiło się 8 zainteresowanych osób. Program losujący łaskawie wybrał numer 3, pod którym to numerem kryła się:

ktrya

Gratuluję 🙂

„Chłopcem z sąsiedztwa” zainteresowanych było najwięcej osób, bo aż 28! Aż szkoda, że mam tylko jeden egzemplarz, który dzięki programowi losującemu trafi do numeru 21, czyli do:

Sardegny

Gratuluję 🙂

Książką „Zła krew” zainteresowało się 16 osób. Szczęściarzem wylosowanym przez program jest numer 6, czyli:

Jarka

Gratuluję 🙂

A wszystkim dziękuję za udział w zabawie i zapraszam do śledzenia bloga, bo nie bawimy się ostatni raz!

Wylosowane panie (heh, szkoda, że chociaż na jednego pana nie padło!) proszę o podanie mi adresów do wysyłki!

*****

Niestety, nie zabrałam ze sobą aparatu fotograficznego :/ Głupio zrobiłam, już dobrych kilka razy żałowałam. No, ale trudno się mówi. W związku z powyższym stosik będzie troszkę inny, niż zwykle. Zresztą, co to za stosik, to raczej stosiczątko 😉 To maleństwo w całości pochodzi od Wydawnictwa Muza.

Jak zwykle przy tej okazji zapytam – jakie macie plany na weekend? Ja jestem jeszcze u Rodziców. Odpoczywam i kuruję nogę. Do Warszawy wracam dopiero w poniedziałek pod wieczór. A, że noga zbytnio nie pozwala na intensywne rozrywki, to głównie siedzę i czytam.

*****

W trakcie porządków na regale (który był przestawiany i to wymagało zdjęcia i ułożenia wszystkich stosów) okazało się, że mam dodatkowe „Klaudyny…”, jakoś mi się zdublowały 😉

Mam więc do rozdania dwa egzemplarze wydania „Klaudyna w szkole. Klaudyna w Paryżu”, o takie:

A także jeden egzemplarz„Małżeństwo Klaudyny. Klaudyna odchodzi”.

Czyli w sumie trzy książki, w tym jedna zdublowana. Niestety, nie ma zdjęć, bo – jak pisałam – aparat został – w Warszawie. Stan, jak na ich wiek, jest zupełnie dobry. Oddam je za koszty wysyłki 🙂 A jak się znajdzie ktoś miły, kto dorzuci kilka złotych na czekoladę, to będzie mi bardzo miło 🙂

*****

W nowym mieszkaniu mam malutko miejsca na książki – upchnęłam je w małej szafce wnękowej na korytarzu i w półce pod ławą. Co oznacza, że oficjalnie nie mam już na nie miejsca. Nie ma też miejsca na regał, więc tam mocno odczuwam, że książek mam już dosyć. No i nie widzę ich non-stop.

Te kilka dni urlopu spędzane na robieniu prawie niczego (bo w końcu noga ogranicza) oznaczają też sporo czasu na przemyślenia 😉 Tutaj, na „moim” pięterku, książki otaczają mnie wszędzie. Jeden regał, drugi regał i dwie wyładowane półki w pokoju dzienno-roboczo-gościnnym. Dwa regały + dwie mega głębokie (po 3 rzędy!) półki w sypialni. W większości na półkach są po dwa rzędy. A ¾ tego wszystkiego ciągle czeka na przeczytanie. Co oznacza – kalkulując tak na oko, bo przecież nie będę tych zwałów książek liczyć! – jakiś 1000 własnych książek do przeczytania! Zaczynam myśleć, że ostatnie kilka lat, to był jednak okres, w którym różnorakie braki i problemy życiowe kompensowałam sobie zdobywaniem książek i że to nie było zdrowe.

Zresztą uważam, że nawet teraz zdobywam ich zbyt wiele, jednakże teraz już świadomie – i bardzo powoli (no, ale zawsze) – staram się to krok po kroku ukrócić. Ciężko mi czasami, ale sprawdza się strategia zamykania maila/strony i zapominania o nich. Przynajmniej w potężnej większości przypadków. Zresztą w Warszawie jest mi łatwiej, bo nie zerkają na mnie te tabuny książek, jestem bardziej zajęta, mam więcej rzeczy do robienia.

Odkąd jestem u Rodziców, to czuję się osaczona. Te setki książek patrzą na mnie łzawymi oczyma i szepczą z wyrzutem „czytaj mnie, czytaj!” oraz „czekam już 2-3-5 lat na Twoje zainteresowanie, po co mnie kupiłaś/wymieniłaś/pobrałaś?!” oraz „jak długo mam jeszcze czekać na przeczytanie?!”. Straszne to jest, wywołuje dyskomfort i wyrzuty sumienia.

Nie mam nic przeciwko posiadaniu wielu książek (chociaż docelowo będę się starała tę ilość ograniczać, bo nie wracam do nich, więc stoją i tak właściwie tylko na pokaz), ale niechże to będą odwrotne proporcje! ¼ nieprzeczytanych, a reszta przeczytania! Albo najlepiej tylko kilka-kilkanaście do przeczytania, reszta już zaprzyjaźniona!

Tak, wiem, mam zapas na lata, na emeryturę etc. Tylko skąd ja mam wiedzieć, czy ja tej emerytury doczekam? Albo czy zdrowie będzie mi pozwalało na tyle czytania? Albo czy zwyczajnie będę wtedy jeszcze miała takiego fioła na punkcie książek? W tempie czytelniczym, jakie mam aktualnie, to tego, co już (na dzisiaj) mam, starczy mi na jakieś… 13 lat! A to tylko pod warunkiem, że od dzisiaj już nic bym więcej nie zdobywała, na co szans nie ma, więc tak naprawdę, to pewnie na 20 lat :/

No, wypłakałam się nad moją głupotą. Teraz już dobitnie widzę, że taka postawa „więcej, więcej, więcej książek, na kiedyś, na później, byle były”, to jest nałóg kompulsywnego kupowania. I zamierzam to traktować jak nałóg właśnie. Zdrowe to nie jest i zamierzam z tym walczyć, jak tylko potrafię. Trzymajcie za mnie kciuki! Tak bardzo chciałabym móc kiedyś powiedzieć: „O rany, mam tylko 2 książki do przeczytania! Pora się wybrać do księgarni/biblioteki/zamówić coś online”, oj, jakbym tego chciała…

Advertisements

49 thoughts on “Wyniki losowania + mini-stosiczek + książki do wzięcia + garść przemyśleń

  1. Gratuluję zwycięzcom:)
    Kuruj nogę, a o książkach i stosach do przeczytania nawet nic mi nie mów. Książek przybywa mi odwrotnie proporcjonalnie do ubywania, niestety:). Niby się cieszę, że tyle fajnych tytułów jeszcze przede mna do przeczytania, ale z drugiej strony doba niestety nie jest z gumy:(.

    1. Aneta – 🙂 U mnie całe szczęście od pół roku przybywa ich znacznie mniej niż przedtem, ale ciągle dużo za dużo. Ani doba, ani życie z gumy nie są i dlatego bardzo marzy mi się ostre przystopowanie powiększania biblioteczki.Tylko średnio mi to wychodzi 😦

  2. Ależ jesteś wredna, wiesz? Jak można tak człowiekowi uświadamiać, tak wytykać, tak walić prosto w oczy? Ty istoto bez serca.
    A żyło mi się tak spokojnie…

    1. Kalio – ups… 😉 Ale moment, ja to SOBIE wytykam, nikogo innego nie ruszam 😉 A tak przy okazji, to chyba dobrze być czasami bez serca – można sobie (a od czasu do czasu i innym) zaoszczędzić sporego bólu za jakiś czas :>

      1. Eh, wytknęłaś, bo uświadomiłaś… Mimo że od jakiegoś czasu, no może nie tak długiego jak Ty, ale jednak, nie kupuję książek, to ciągle mi ich przybywa. Najgorsza jest akcja, gdy ktoś na fincie pobiera książkę, o której już zapomniałam, że wystawiłam. Wtedy panika w oczach – czy ja już jej czasami gdzieś nie puściłam?! Matko, gdzie ona jest?! I szukanie, taborety, przekładanie, bo też mam w kilku rzędach. Cała się spocę, zasapię, aż znajdę rzeczoną książkę w ostatnim kącie na ostatniej półce (pod drwiącym spojrzeniem progenitury). Wtedy zaczynam kląć w żywy kamień na te zwały makulatury i na swoją głupotę. A biblioteki sobie są…

        1. Ach, bo te książki jakoś się mnożą po cichu! Jak te króliki 😉 A to uczucie, o którym piszesz znam bardzo dobrze. Dlatego też ograniczyłam wystawianie książek na Fincie (pomijam dziwną sytuację, która tam zapanowała, typu 350 punktów za książkę, która na Allegro za 10 zł stoi :/), a wymian praktycznie już nie robię. Właśnie z tych powodów.

          1. Mnożą się same przez pączkowanie, skubane:)
            Jeśli chodzi o fintę, to myślę, że rynek wkrótce się ustabilizuje. Ja wyznaję zasadę, że książka jest tyle warta, ile chce za nią dać kupiec. Ludziom łatwiej uzbierać punkty, niż kasę na allegro, zwłaszcza dzieciakom, które nałapały nowości do recenzji od wydawnictw. Szaleją z cenami. Ja te ich propozycje omijam, bo nie dam 400 punktów za staroć, choćby najpiękniejszy, który na Allegro można kupić za 10 zł – tak jak mówisz. Weźmy taki Zapach cedru – wisi teraz za 400 punktów, na allegro to samo wydanie – 17 zł z przesyłką. Ktoś zgłupiał, ale wolno mu, tak? Wyraźnie nie chce tej książki sprzedać. A pies z nim. Ja przy wystawianiu sprawdzam cenę na allegro, potem daję swoje w przeliczeniu 10 pkt=1zł. Staram się lekko zaokrąglać w dół, ale to zależy czy towar gorący czy zleżały. Trzeba zachować zdrowy rozsądek. Kiedyś miałam taką rozmowę z kimś – pokazałam, że na allegro książka kosztuje 15 zł z przesyłką. A laska do mnie, że ona za nią zapłaciła kiedyś 30 zł. No to kupiłam z allegro, bo co mnie obchodzi, ile ona dała? Co to ja jestem – instytucja charytatywna? Ale przecież – ja już książek nie kupuję, pobieram bardzo rzadko, punktów mam od groma, to sobie patrzę:) A dzieciaki szaleją:)))

              1. No tak, jak ktoś nabrał książek do recenzji i potem je nagminnie puszcza na Fincie, to pewnie, może mieć sporo punktów, dużo więcej od kasy. I może stąd ta chora sytuacja się wzięła :/ No niestety, ja może i mam część książek do recenzji, ale wcale ich tak wiele nie oddaję, a poza tym sporo wystawiam też książek z innych źródeł, więc suma sumarum żal mi wydać mniej więcej 30-35 zł za książkę, którą mogę kupić na Allegro za 20 zł z wysyłką.
                Podaj zepsuli, Finta się rozwala, niech ktoś założy coś takiego, jak Podaj na początku 😉

    1. Moni-libri – wiesz, każdy musi sobie sam ustalić swoje „dużo”. Bo pewnie są i osoby, dla których 3000 nieprzeczytanych własnych książek, to nie będzie dużo, bo będą cały czas szły w zaparte, że to przeczytają, to nic, że co miesiąc przybywa kolejnych 10-20-30 książek 😉 Jeżeli uważasz, że 130 to jest dużo, to to JEST dużo i tyle.
      A za rozgrzeszenie podziękuję, bo sama go sobie nie daję. Szczególnie, że dzisiaj znalazłam – przy sprzątaniu – dwie książki, które posiadam, a które w międzyczasie pożyczyłam od kogoś, bo myślałam, że nie mam! Mało tego, zdążyłam je już przeczytać 😉

  3. E, ten stosunek przeczytanych do nieprzeczytanych wcale by tak nie wyglądał gdybyśmy większości przeczytanych nie wymieniały, pomyśl też o tym ;))

  4. Gratuluję zwycięzcom – moje książki też płaczą, czekają latami jak te nie przymierzając, panny na wydaniu – i nic! Najzwyczajniej nie ma czasu:(
    Pozdrawiam serdecznie!

  5. Już jakiś czas temu doszłam do wniosku, że to taki sam nałóg jak każdy inny. Dlatego też walczy się z nim tak ciężko… Wiem, co mówię: odziedziczyłam bibliotekę liczącą około 2000 książek (z obietnicą złożoną wręcz na łożu śmierci, że ich nie spalę:(), dołożyłam do tego własne, mężowskie, teraz dokładam jeszcze dzieciowe i… ginę!
    Ja tam trzymam kciuki; myślę że mała pojemność nowego mieszkania okaże się pomocna.

    1. Momarta – o, to chociaż ktoś, kto myśli podobnie do mnie w sprawie nałogu! Bo najczęściej ludzie to albo ignorują, albo lekceważą, albo lecą tekstem „jakiś nałóg trzeba mieć”. A mnie to męczy i tyle. Fajnie mieć kogoś, kto mnie zrozumie 😀
      Wiesz, tylko to aktualne mieszkanie jest na rok (umowa kończy się w styczniu), a potem – jeżeli sprawy ułożą się ok – chciałabym jednak wynająć coś większego. Z wielu powodów. Więc wtedy to dopiero pojawi się problemik 😉 Chyba, że wstawię regał razem z książkami przywiezionymi z domu rodzinnego, to nie będę miała uczucia, że muszę go zapełnić 😉

  6. O jak miło 🙂 Miałam przeczucie, że ten „Wilkołak” jest mi pisany. (ta moja skromność… ;)) Dziękuję pięknie 🙂
    Nie wiem czemu, ale mam sporo miejsca na półkach… czy ja tyle tego powypożyczałam?! 😉 Ale stosów pożyczanek też mam pełno, więc coś za coś.

    Kuruj się! I nie przejmuj się nałogiem, robisz postępy, a to się liczy!

    1. Ktrya – 🙂 To fajnie, że przeczucie okazało się prawdziwe.
      Matko, ja już nie pamiętam, co oznacza sformułowanie „wolne miejsce na półkach”. Ja raczej wyrzucam kolejne rzeczy, by zrobić miejsce na książki 😉 A i tak prawie wszędzie są po 2, czasami nawet 3 rzędy :S

  7. Z mojego regału też zerka wyrzut sumienia w postaci książek kupionych na emeryturę, a znając polskie realia nie zakrawa się na to, abym je miała kiedykolwiek przeczytać… W ten sposób głównie chomikuję ukochaną literaturę podróżniczą; efekt? – paradoksalnie literatury podróżniczej na moim blogu jest naprawdę niewiele. Wiadomo, egzemplarze do recenzji mają pierwszeństwo…
    A plany na weekend? Obchody roczku chrześniaka i czytanie (prawdopodobnie „Byle dalej”), jakieś zaległe recenzje, filmy (na tapecie „Sponsoring” i „Wszystkie odloty Cheyenne’a”), być może kino (letnie repertuary kuszą tanimi seansami). Czy doba nie mogłaby być dłuższa? 🙂

    1. Poczytajka – no właśnie, też mam tak, że te do recenzji staram się czytać jako pierwsze. Jednak mniej więcej od pół roku staram się – jak tylko mogę – trzymać systemu rotacyjnego – recenzyjna-inna-recenzyjna…, żeby w końcu mieć poczucie, że chociaż ciut czytam te inne książki (własne nierecenzyjne, pożyczone, biblioteczne). Działa, ale na razie tempo mam takie, że w ogóle nie mam poczucia, że coś się ruszyło 😦 Dlatego celem jest pozbycie się 90% książek recenzyjnych, zostawienie max 3 wydawnictw (najukochańszych, ewentualnie tych, których książki są dla mnie trudniej dostępne) i rzucenie się w wir czytania właśnie tych innych książek.
      Hahahaha, niezłe plany, faktycznie, masz co robić! Życzę jak największego rozciągnięcia doby 😉

  8. Są na świecie dużo gorsze nałogi, więc ja ze swoim walczyć nie będę, staram się kupować mniej, ale tyle pojawia się nowych, ciekawych książek, nowych autorów i jak tu się z nimi nie zapoznać? Ja staram się czytać własne książki, czasem tylko pożyczę z biblioteki, jeśli mi na przeczytaniu jakiejś zależy, ale kupuję (raczej nie w księgarniach niestety, chyba, że na przecenach i wyprzedażach) i póki stać mnie będzie kupować będę! Na ciuchy mi szkoda pieniędzy, na książki nie!

    1. Dorota – Ja piszę o sobie i nikogo nie zamierzam namawiać, ani przekonywać. A ja czuję, że może i są gorsze nałogi, to jednak żaden nałóg zdrowy nie jest, więc najlepiej byłoby ich w ogóle nie mieć, ewentualnie ulegać w jak najmniejszym stopniu. Dlatego mnie się marzy jak najskuteczniejsza walka z moim nałogiem.
      Tym bardziej, że książki rzadko kiedy znikają całkowicie z powierzchni ziemi 😉 Jednak gros z nich można znaleźć i po wielu latach – czy to w bibliotece, czy na aukcjach, w sklepach, na półkach u znajomych. Więc po co mam się spinać, zawalać dom po dach i wzbudzać u siebie wyrzuty sumienia?
      Ja właśnie chcę dążyć do tego, by sytuacja w mym życiu była jak najbardziej zdrowa – bym czytała to, co już mam, bym miała sytuację, że mogę kupić książkę, bez wyrzutów sumienia. Ale także bym nie myślała o książkach, jako o przeliczniku. Książki, to nie jedyna (dla mnie oczywiście) składowa życia, więc jeżeli będę miała ochotę, to bym mogła bezstresowo kupić książkę, a innym razem kosmetyk, innym razem szałowe spodnie, pójść do kina, na dobrą kolację, do teatru czy pojechać gdzieś na weekend. Życie oferuje mi tak wiele, a ja tak długo zasklepiałam się w jednej skorupie. Potrzebuję to zmienić.

  9. Nie wierzę w cuda – nigdy nie doczekamy takich momentów, w których braknie nam książek na półkach. Niestety, ale promocje zawsze będą kusić, prezenty książkowe też raz na jakiś czas pojawiać się będą. Nie mówiąc o egzemplarzach recenzenckich, które pewnie jeszcze jakiś czas będą nam towarzyszyć… Ale i sobie, i Tobie życzę narzucenia pewnych ograniczeń, żeby wyrzuty sumienia się wyciszyły. Ja ostatnio nie kupuję wcale, może uda mi się jakoś dłużej tak pociągnąć :))

    Też mam te wydania ‚Klaudyny’ – nie trafiły mi się niestety duble, a też chętnie bym się z kimś podzieliła.

    1. Klaudyna – nie wiem, jak Ty, ale ja bardzo dobrze pamiętama lata (wcale nie tak bardzo odległe), kiedy całkiem stałym problemem był „nie mam co czytać!”. I pamiętam te polowania w taniej książce, na Podaju, w bibliotekach. I dlatego, ze tak dobrze je pamiętam, to tym bardziej mi za nimi tęskno. Wszystkie biblioteki, do jakich należę są bardzo dobrze wyposażone, ale co z tego, jak korzystanie z nich wbija mnie w kolejne wyrzuty sumienia, bo moje książki czekają? 😦 Moja rodzina już zmądrzała, zastrajkowali i praktycznie nie kupują mi książek w prezencie. I teraz już myślę, że chwała im za to, chociaż długo strzelałam fochy. Recenzyjne to faktycznie zagwozdka, tutaj nie widzę gwarancji sukcesu. Ja nie kupuję od ponad 6 miesięcy, ale nie zrobiło to jakieś znaczącej zmiany w stanie moich półek 😉

  10. Gratuluję zwyciężczyniom!

    Co do tego kupowania/pozyskiwania książek to czuję dokładnie to co ty – na każdy zły humor – książka, za każdy zdany egzamin – książka, za dentystę – książka, bo promocja – książka. Wprawdzie nie uzbierałam aż takich zapasów jak ty, ale i tak ostatni remont mojego pokoju ujawnił masę nieprzeczytanych pozycji. Myślę, że ponad połowa moich zbiorów jeszcze czeka na swoją szansę. Na chwilę obecną na szczęście ten szał kupowania się wygasił, ale przerzucił na pożyczanie – ma chyba ze cztery pokaźne stosy z bibliotek, od biblionetkowiczów, od rodziny, i nie wiem, kiedy to przeczytam.

    Wołające książki? Moje tylko wołały kiedy były w księgarni – kup mnie! – a teraz przycichły i na szczęście nie dopraszają się uwagi. Może po prostu nie chciały leżeć na tych bezdusznych, sklepowych półkach?

    1. Viv87 – no właśnie, coś w tym stylu miałam przez długie lata. Właściwie doszło to do takiego stanu, w którym, jak w tygodniu nie dotarło X książek, to uważałam go za stracony :S
      Ja pożyczek też mam sporo. Starałam się od początku roku z nich wychodzić, ale niestety – życie jest nieprzewidywalne i moje plany na razie nie zostały wykonane na poziomie, który by mnie satysfakcjonował.
      Ech, szczęście masz, że nie wołają do Ciebie teraz, nawet nie wiesz, jakie szczęście!

      PS. Weź Ty się dopisz jeszcze na przyjazd do Wisły, dobrze? Bo się ponoć trochę osób wykruszyło, więc są wolne miejsca, a byłoby super! I jak wesoło! 🙂

    1. Catalinka – też czytałam kilka bardzo dobrych recenzji. Jednakże akurat ta książka poczeka sobie długo, bo horrory muszę czytać w dużym towarzystwie i najlepiej na wakacjach na plaży 😉

  11. Oj tam… Każdy ma jakiś nałóg, tylko nie każdy się przyznaje, bo inne nałogi nie są tak przyjemne. Ten Twój, tudzież nasz, nie jest wcale taki zły 🙂

    1. Jjon – może i nie jest taki zły, ale ja zwyczajnie mam go już dosyć i źle mi z nim. Uważam, że najzdrowiej jest nie mieć żadnego nałogu, ewentualnie w bardzo ograniczonym stopniu. I do tego zamierzam dążyć, oby mi się udało!

  12. A nadal masz ochotę każdą z tych dawno już kupionych książek przeczytać? Nie straciły na atrakcyjności teraz, gdy są już Twoje. Bo ja tak mam. Napalę się na coś, kupię, ale jak nie zabiorę się od razu do czytania, to po kilku miesiącach już nie wydaje mi się taka pociągająca. Albo przeciwnie – miną lata i odkrywam jakieś cudeńko we własnej biblioteczce. Właśnie doczekała się jedna taka, z 1968, nawet nie wiem, skąd ją mamy, może od moich rodziców, może od teściów, te starsze wymieszały się już dokumentnie i nie ma szans, żeby ustalić ich pochodzenie. Najbardziej wstydliwe w tym jest, że bywają wśród nich również pożyczone od przyjaciół i zapomniane zarówno przeze mnie, jak i przez właścicieli. Jedyne, co mogę mieć na swoje usprawiedliwienie, to fakt, że i moje poszły w świat na wieczne nieoddanie.
    Nie bardzo wierzę w zapasy na czas emerytury, właśnie z tych powodów, które wymieniłaś. Poza tym myślę, że wtedy będę potrzebowała specjalnych wydań, takich z dużą czcionką 🙂 / 😦
    A co do planów na weekend, to od tygodnia mam weekend i jeszcze następny tydzień. Doczekałam się w końcu urlopu i leniuchuję w Świnoujściu. Mam ładną pogodę i szeroką ofertę kulturalną (spotkania z autorami w ramach Famy), z której nie korzystam. Ale cały czas się szykuję, może w przyszłym tygodniu pójdę na spotkanie z Filipem Springerem, jeśli zdążę „Miedziankę…” przeczytać, bo inaczej to głupio tak iść i nie znać żadnej książki autora.

    1. Ewa – hm… Nie wiem, naprawdę! Zbyt wiele ich jest, ja nawet już nie do końca kontroluję to, co mam (przykład? Znalazłam dzisiaj na półkach 2 książki, o których myślałam, że ich nie mam, które nawet zdążyłam już w międzyczasie pożyczyć i przeczytać!), więc trudno mi odpowiedzieć, czy mam na nie ciągle ochotę. Plus mam masę książek po rodzicach, które chciałabym chociaż spróbować przeczytać i zobaczyć, co mych rodziców do nich przyciągnęło. Plus mam też część książek z dzieciństwa i młodości, w przypadku których marzy mi się powrót i przeczytanie ich ponownie, ech…
      No właśnie, też sobie czasem myślę, że na emeryturze, to mogę potrzebować wydań z dużą czcionką lub audiobooków, a wtedy tę całą moją biblioteczkę o kant tyłka można potłuc ;p
      O, fajnie masz, taki piękny urlop i to w Świnoujściu, gdzie ja jeszcze nigdy nie byłam 🙂 Troszkę zazdroszczę. Ja właśnie (w poniedziałek) kończę ten mój 9,5-dniowy urlop, zapewne ostatnie dłuższe wolne do końca roku. Oczywiście, że leniwa strona mej natury chciałaby więcej i więcej, ale gdzieś tam siedzi również ta, która się cieszy, że wraca, mimo tego, że będzie straszliwy kocioł roboczy do 7.09. W każdym razie – miłego pobytu, urlopowania się, dobrej pogody i ciekawych spotkań!

  13. Aga mialam dokladnie to samo a pomogla wyprowadzka za granice. Jak sie nie ma kasy to sie ksiazek przez neta nie kupi. Jak sie nie zna az tak jezyka to tutaj tez sie ksiazek nie kupi. Czyli kilka ksiazek na polce, wiecej banknotow na cos innego i czyste sumienie 🙂 Ale i tak poczucie pustki zostaje jak u alkoholika, ze go wszyscy przyjaciele opuscili, ze tyle buteleczek/ksiazecek czeka a ty nie mozesz…
    A potem…. heh … nastepuje nawrot choroby. Z tej pustki czlowiek uzalezniony albo znajduje substytut swego przyjaciela albo … uczy sie jezyka i czyta po obcemu wracajac do nałogu, do choroby, do dawnych przyjaciół. Znow stosy sie pietrza tu i tam, znow wyrzuty sumienia, znow cykl chorobowy sie toczy. A jaka ulga, jakie szczescie, gdy głod po latach sie zaspokaja 😀
    Kuruj noge a jak przyjedziesz to pokaze Ci, gdzie sie kupuje książki za 25 pensow sztuka 😀

    1. Keytea – ha, to ja się za blisko przeprowadzłam, no i waluta ciągle ta sama, i język 😉 To powinnam się przeprowadzić do kraju, którego języka nie znam, zejdzie mi trochę zanim nauczę się go na poziomie, na którym mogłabym swobodnie czytać 😀
      Wierzę, że zbyt długi odwyk też nie jest zdrowy. Bo potem na nowo można się zachłysnąć i zginąć pod zwałami książek, szczególnie za 25 pensów 😀
      Ło matko, to najpierw muszę oszczędzić trochę kasy na funciki. W przyszłym roku spróbuję się stawić!

  14. Skąd ja to znam… U mnie to też juz nałóg. Książki są poupychane gdzie się da, a spora część panieńskich zbirów jest jeszcze u rodziców. Życia mi zbraknie na przeczytanie tego wszystkiego a i tak ciągle dochodzą nowe pozycje. Na szczęście zaczęłam się ograniczać i od jakichś 3 miesięcy nie kupiłam ani jednej książki. Mam nadzieje , że ten stan będzie trwał. Też chciałabym doczekac momentu gdy na moich półach nie będzie juz absolutnie nic nieprzeczytanego a ja z radością ruszę do księgarni:) Życzę tego Tobie i sobie.

    1. Z głową w książce – dziękuję! Bardzo przyda mi się wsparcie, bo taki problem jest nagminnie bagatelizowany czy ignorowany wręcz, a jak widać – dokucza części osób. I tylko my same chyba możemy się wspierać, na nic i nikogo innego nie ma co liczyć.
      Właśnie, życia nie starczy (a nawet ochoty może kiedyś zabraknąć), więc po kiego robić zapasy na kilka pokoleń (nie będąc pewnym, czy te pokolenia się pojawią i czy będą chciały czytać książki ;p), czy nie lepiej kupować/zdobywać w trakcie postępu konsumpcji? Tylko jak trudno do tego dojść, o rany! Przecież nawet jakbym zerwała wszystkie współprace, kontynuowała niekupowanie, zlikwidowała wszystkie konta do pobierania książek, to i tak zejdzie mi tych kilkanaście lat, aaaaaaaa!

  15. Ale fajnie! Właśnie ogarniam się po powrocie z urlopu, a tu taka niespodzianka! Coś szczęście mi ostatnio dopisuje. Tak muszę trzymać 🙂 Dzięki Agnieszko, już piszę maila 🙂

  16. Już dawno przestałam liczyć na ile mi moje zbiory książkowe „wystarczą”. Co więcej, od dawna nie kupuję już książek, ale tych nieprzeczytanych jakby nie ubywa.

    W dodatku osaczona czuję się na co dzień, gdy rano otwieram oczy i widzę książki. Wszędzie książki – na regałach, na biurku, na stoliku, na komodzie, narożnej półce, na parapecie. Chyba po prostu muszę przestać na nie zwracać uwagę 🙂 Cóż innego mi pozostało?

    Stosiczek Twój bardzo zgrabny. Jestem już po lekturze Yrsy i nawet całkiem, całkiem 🙂

    Pozdrawiam!

    1. Claudette – ja już dawno nie podejmuję prób liczenia, bo jest tych ksiażek za dużo. Ten mój 1000, to tylko na oko (i pewnie tylko tutaj, a jeszcze W-wę należałoby dołożyć ;p). Ja książek nie kupuję ponad pół roku, a i tak postęp mierny. Trzeba byłoby zakręcić kurek pobierania, wymieniania, książek do recenzji etc. Spróbuję, ale ciężko będzie.
      Poczucia ciągłego osaczenia nie zazdroszczę, o nie! Brrrr…

  17. Tak sobie czytam te komentarze i dochodzę do wniosku, że ja jeszcze:) panuję nad swoim kupowaniem. Owszem, książek mam wiele, wiele z nich nie przeczytanych. Ale nie wyobrażam sobie bez literatury życia, ciągle czytam, mniej lub więcej. Także czasopisma o literaturze. Co do kupowania, to nie szaleję, choć przyznam, że jakoś wolę książki własne niż pożyczone. Nie ma wtedy terminu, czytać można spokojnie.
    Ograniczyłam jednak egzemplarze recenzyjne, m.in. z powodu nietrafionych wyborów. Bywało, że odsyłałam książkę z powrotem. Bywało i tak, że szczerze pisałam do wydawnictwa, że temat mi nie siadł i recenzji nie dam rady stworzyć, bo byłaby nieszczera. Teraz na recenzyjne decyduję się rzadko, bo dokładnym przemyśleniu.
    Jeśli piszesz o swoim kupowaniu jako o nałogu, tzn., że zaczęło Cię to niepokoić i nie chcę zaprzeczać,że jest inaczej. Po prostu, sama wiesz najlepiej, co czujesz:)
    Życzę wytrwałości w postanowieniach! A na Twojego bloga zaglądam, bo po prostu świetnie piszesz:)

    1. Iza – ależ ja też sobie nie wyobrażam. Ale by czytać, nie muszę kupować 15 razy więcej, niż jestem w stanie przeczytać 😉 Pewnie, że swoje mieć jest fajnie, ale u mnie wchodzą jeszcze w grę (oprócz zawalenia) dwie sprawy: ograniczone miejsce (obydwa pokoje na pięterku u rodziców pełne książek + tutaj też już nie mam gdzie ich wciskać) oraz fakt, że gros z nich czytam raz i wcale nie mam poczucia, że koniecznie muszę je mieć do końca życia na własność. Więc chyba lepiej byłoby kupować tylko te, co do kórych wiem, że chcą mi towarzyszyć dłuuuugo, a resztę pożyczać. Dobrze, że mam cierpliwych znajomych, którzy nie narzucają mi terminów. Z biblioteką nie szaleję – wypożyczam mało i wyrabiam się w terminach.
      Ło matko, aż tak miałaś z tymi egzemplarzami? Ja tylko do tej pory raz miałam książkę, która kompletnie mi nie podeszła. Ale to moja wina, nie poczytałam porządnie informacji na jej temat i spodziewałam się czegoś innego. Nie musiałam jej też odsyłać. Napisałam wydawnictwu o co chodzi i uzgodniliśmy, że nie ma problemu.
      Dzięki za dobre słowo, bardzo mi miło! 🙂 A i za trzymanie kciuków z góry dziękuję, przyda się wsparcie!

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s