„Śmiech w ciemności” – Vladimir Nabokov


Wydawnictwo: Muza, 2010

Oprawa: twarda

Liczba stron: 246

Moja ocena: 5/6

Ocena wciągnięcia: 5/6

*****

Pierwsze zdania książki i już zaskoczenie. Bo któż to decyduje się opowiedzieć całą historię już w pierwszym akapicie? Szaleniec! Nabokov jednak wprost pisze:

Żył sobie raz w niemieckim mieście Berlinie mężczyzna imieniem Albinus, bogaty, szanowany, szczęśliwy; pewnego dnia porzucił żonę dla młodej kochanki; kochał, lecz nie był kochany; i życie jego zakończyło się katastrofą.

No tak, można byłoby pomyśleć, po co ja mam to teraz czytać? A dlatego, że – jak to pisze sam autor – „szczegóły są mile widziane”. A w tej historii są wręcz najważniejsze! Bo w niej każdy detal się liczy, wiele z nich mogłoby z taką łatwością zmienić całą powieść w zupełnie inną historię. Poza tym dzięki temu, że wiemy, co się wydarzy, możemy skupić się na detalach właśnie, a także na jezyku, bohaterach, snutej historii i intrygach, jakie w życie bohaterów wprowadzał autor. A jest co poznawać!

Jest to dla mnie druga książka tego autora, którą miałam okazję przeczytać. Pierwszą oczywiście była znana powszechnie „Lolita”. Dawno, dawno temu próbowałam ją przeczytać, jednak poległam, nie dałam rady. Po latach sięgnęłam po nią ponownie i tym razem poszło dużo lepiej – doczytałam do końca, doceniłam ją jako dobrą książkę, ale niestety, nie porwała mnie, nie było między nami „magii”. Niepewnie więc sięgnęłam po „Śmiech w ciemności”, nie byłam przekonana, że powinnam kontynuować znajomość z tym autorem.

Ku memu zdziwieniu ta ksiażka podobała mi się o wiele bardziej od „Lolity”. A może ja w końcu dorastam do prozy tego autora? Albo przez te lata zmienił mi się trochę gust czytelniczy? Zresztą, nie jest to ważne, ważne jest, że „Śmiech w ciemności” to bardzo dobra książka.

Nie wiem, czy już mogę ośmielić się i napisać, że Nabokov wielkim pisarzem był, na to chyba muszę poznać więcej jego książek. Ale muszę mu przyznać ogromną umiejętność w tworzeniu postaci, budowaniu fabuły, bawieniu się ironią, igraniu zarówno z bohaterami, jak i z czytelnikiem. A to wszystko przy użyciu takiego pięknego języka, że tylko czytać się chce! Nie wiem, jak innych czytelników, ale mnie autor uwodził zdaniami takimi, jak poniższe:

„Elektryczna furgonetka z mleczarni śmietankowo turlała się na grubych oponach” (str. 63)

„Nawet młode, świeże powietrze nie przywykło jeszcze do pohukiwań dalekich pojazdów; delikatnie chwytało te dźwięki i niosło je dalej niczym coś kruchego i cennego” (str. 63)

„Pod wpływem samotności stał się drażliwy jak stara panna i teraz chorobliwie delektował się własną urazą” (str. 163)

Nie spodziewałam się, że aż tak bardzo spodoba mi się to, jak Nabokov bawi się językiem.

Fascynujące jest to obserwowanie upadku na życzenie. Bo przecież Albinus od samego początku pożąda ot rozrywki, miłostki, uniesień, potrzebuje odmiany. A, że trafia na Margot, to już inna sprawa. On, w średnim wieku, ustatkowany mieszczanin, nagle traci rozum. Chociaż można się zastanawiać, czy aby tak do końca? Bo przecież nie dąży do rozwodu z żoną, próbuje unikać tego tematu, tak, jakby nie zakładał, że Margot może być dla niego kimś więcej, zagościć w jego życiu na dłużej. A Margot? Ta piękna, jednakże wyrachowana i okrutna młoda kobieta, czego ona tak naprawdę pożąda i co za tym stoi? Czy aby wszystko można złożyć na karb trudnego dzieciństwa i burzliwej młodości? Czy to usprawiedliwia jej podłość w traktowaniu kochanka? A do tego wszystkiego Rex. Jak można być tak podłym, by zachowywać się tak, jak on? Jak bardzo trzeba mieć zepsutą psychikę? Co go pcha do takiego zachowania?

Na dodatek jest to powieść z wieloma możliwymi interpretacjami i kryjąca sporo potencjalnych innych zakończeń. Wystarczyłoby zmienić jeden detal, by zmienić wszystko, piękne odzwierciedlenie teorii chaosu. Wielość interpretacji jest też zachwycająca, nawet dla takiego laika, jak ja. Już sam tytuł daje pole do popisu. A stwierdzenie „miłość jest ślepa” nigdy nie było chyba tak pełne możliwych rozwinięć. Imię Albinus też można ciekawie poprowadzić od albinizmu do tej symbolicznej ciemności tytułu. Można się pobawić także wielością mądrości ludowych i porzekadeł, którymi można byłoby wyśmienicie „ilustrować” akcję tej powieści.

Tę mocno filmową powieść wieńczy Leszka Engelkinga, ciekawe podsumowanie powyższej lektury. © Agnieszka Tatera

PS. Wyniki losowania podam jutro 🙂

Reklamy

11 thoughts on “„Śmiech w ciemności” – Vladimir Nabokov

  1. hm…
    Spotkanie z Nabokovem, tak jak w Twoim przypadku, było niewypałem. Lolity nie doczytałam. Czyżbyś jednak miała przełamać mój opór na tego pisarza?

  2. Dla mnie Nabokov jest objawieniem. Jego język, każde słowo, zdanie, przecinek jest idealne i dopracowane. Żeby tak pisać trzeba mieć dar.
    Poza tym podziwiam w nim to, że jest pisarzem z prawdziwego zdarzenia, a nie jakimś tam uzurpatorem tego miana. Zna się na tym, co robi. Zazdroszczę mu tego lekkiego poruszania się pośród klasyków literatury.

    1. Kaalio – nic na siłę 🙂 Może zobacz kiedyś, czy mają w bilbliotece i sobie spróbujesz? Ale też się przecież nic nie stanie, jak stwierdzisz, że nie masz ochoty próbować.

      S. – dla mnie on objawieniem nie jest (jeszcze?), ale przyznaję, że jest to pisarz, który ma prawdziwy dar do tworzenia literatury. Tak wielu niby-pisarzy powinno poczytać to, jak on pisze i pójść po rozum do głowy zaprzestając tworzenia wypocin. Wszystkim by to wyszło na zdrowie.

  3. Powszechnie znanej Lo NIE CZYTAŁAM wyobraź sobie! Za to kocham Adę (Ada i Żar) ale do rzeczy. Tak diabeł tkwi w szczegółach – szczególnie właśnie (jeśli już o szczegółach mówimy) u Nabokova. I wcale nie musisz – nawet NIE MASZ zauważać ich wszystkich przy pierwszej lekturze!. Właśnie za te niedopowiedzenia, za te drobiazgi, które zmieniają „stan rzeczy” kochamy Nabokova. Przez te drobiazgi z kolei sam Nabokov mawiał – i szczycił się tym – że, aby zrozumieć i odebrać dobrze jego książki należy je czytać kilka razy! To jest piękne, tym bardziej (czego nie przewidział, a może właśnie tak) że więcej już nic nie napisze. Czyli szczegóły górą. A do tego te niuansiki, ten słodki język – podajesz mój ulubiony cytat „Elektryczna furgonetka z mleczarni śmietankowo turlała się na grubych oponach” (po Śmiechu w ciemności już na zawsze gładki asfalt będzie kojarzył mi się ze śmietankowym turlaniem!!!). Nikt tak nie pisze, nie stosuje takich porównań … nikt!
    No i poza językiem i szczegółami są te cudne zakończenia. Te, których wersje właściwie może czytelnik wybrać sam – to jest piękne! I to – czego jemu zazdroszczę – że w każdej powieści bohaterem jest on sam …. a może to nie on ? )

    …przepraszam, mogę tak pisać, pisać i pisać

    1. Moni – aż mi się nie chce wierzyć, że Ty nie czytałaś jeszcze czegoś napisanego przez Nabokova! Przecież to jest – ośmielę się tak napisać – Twój guru! Jakim cudem „Lolita” ostała się jeszcze poza Twoimi doświadczeniami z jego prozą?
      Ja gdzieś na półkach mam jeszcze (chyba!) właśnie „Żar”, ale niestety, szybko po niego nie sięgnę, z różnych przyczyn. Mam też „Lolitę”, której może za kilka lat dam ponowną szansę na to, by mnie podbiła?
      Fakt, że zapewne kolejne powtórki jego książek przynoszą nowe odkrycia i zachwyty, w to wierzę bez najmniejszego problemu. Nie wiem, czy będę przez najbliższe lata w stanie czytać cokolwiek powtórnie, zobaczymy.
      Język ma zachwycający, to śmietankowe turlanie podbiło me serce kompletnie 🙂

      Pisz, pisz, to się ciekawie czyta!

      1. ja po prostu oszczędzam:) niby wiem, że to niekończąca się lektura, ale chce smakować tych pierwszych razów:)
        a Lolita zwyczajnie mi się nie podobała, nie wciagnęła, może dorastam do niej? może za dużo naczytałam się o tym ile krwi i potu kosztowała praca nad nią, może pragnę nie zepsuć sobie obrazu V.N. Lolitą (coś jest na rzeczy, że łączy mi się ona z jego romansem) no i w końcu – każde kolejne wydanie Muzy ma jakieś podłe posłowie ;/ a ja chce Leszka Engelkinga;/
        poza tym – jest tyle pięknych książek V.N.:)!

  4. Czytałam ,,Śmiech w ciemności” w zeszłym roku i muszę Ci przyznać rację – tutaj szczegół odgrywa bardzo istotną rolę, a Nabokov ze swoimi uosobieniami mnie również zachwycił 😉 Rex i Margot to postacie oddające rzeczywistość, bo czy nie każdy spotkał na swojej drodze chociaż raz ludzi ich pokroju, wykorzystujących wszystko i wszystkich?
    ,,Lolity” jeszcze nie czytałam, ale mam na półce i jestem bardzo, bardzo ciekawa 😉

  5. hm, ja należę do grona osób oczarowanych „Lolitą”. zakochałam się w stylu autora, u którego – jak napisałaś – każdy szczegół ma znaczenie. jego ironia, humor, bohaterowie są naturalni, a język przepiękny. 🙂 „Śmiech w ciemności” i inne książki Nabokova czekają, aż poradzę sobie z zaległościami. 🙂

    1. Hiliko – witaj w klubie 🙂 Tak, ci bohaterowie zdecydowanie oddają rzeczywistość. Życzę sobie i Wam, byśmy na takich ludzi jak najmniej natykali się w naszym życiu,
      A „Lolitę” przeczytaj, ciekawa jestem, jak ją odbierzesz.

      Paula Anna – no właśnie, ja teraz jestem ciekawa, czy po lekturze tej książki i kilku lata od przeczytania, teraz odebrałabym „Lolitę” inaczej, czy ciągle raczej by mnie zmęczyła. Ale szybko nie dam rady sprawdzić – za dużo zobowiązań, za mało czasu 😦

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s