„Niedzielna cisza” – Gina B. Nahai


Wydawnictwo: Książnica, 2004

Oprawa: miękka

Liczba stron: 268

Moja ocena: 3/6

Ocena wciągnięcia: 3/6

*****

Adam, dziennikarz podróżujący po świecie, po siedemnastu latach wraca w rodzinne strony. Jego powrót spowodowała wiadomość o śmierci jego ojca – Małego Sama Jenkinsa, słynnego zielonoświątkowego kaznodziei. Mało tego, są podejrzenia, że Jenkins został zamordowany przez tajemniczą, piękną kobietę o imieniu Blue. Do Stanów sprowadził ją Profesor, który sam jest postacią niejasną, niepoznaną dla miejscowych. A Blue wzbudza wielką ciekawość wśród małomiasteczkowych prowincjuszy – cudownej, egzotycznej urody, nieznanego pochodzenia, zdystansowana, zagadkowa. Również Profesor jest dziwną postacią – badacz umierających języków, który zjawił się w tym niedużym mieście nagle i jakby nie posiadał przeszłości. Nie ma przyjaciół, nikt nie jest mu bliski. Jednego dnia zniknął i wrócił z taką nietypową żoną.

A teraz w Knoxville zjawia się Adam, który chce wyjaśnić tajemnicę śmierci Małego Sama. Ojca, z którym nic go nie łączyło, który odrzucił go jeszcze przed narodzinami syna. Los splata ścieżki Adama i Blue już od początku, chociaż oni nie są tego świadomi. Adam teoretycznie chce tylko zbadać okoliczności śmierci ojca. A czego chce Blue?

Ta książka to opowieść o życiu, cierpieniu, wierze, miłości, poświęceniu, poszukiwaniu. Poznajemy losy rodziny Adama, podążamy z jego przodkami przez kilkadziesiąt lat wśród brudu, ubóstwa, pyłu węglowego i placków ze smalcem. Poznajemy tez losy Małego Sama Jenkinsa, jego podejścia do wiary, tego, jak traktował bliskich, jaki był jako lider grupy religijnej, a jaki prywatnie. Do tego wszystkiego dołączają w pewnym momencie opowieści Blue dotyczące jej rodziny, Profesora, ich wspólnego życia, przyłączenia do grupy Małego Sama.

Te wszystkie opowieści z przeszłości prowadzą do punktu kulminacyjnego, który łączy Blue i Adama w swoistym katharsis. I, chociaż mogłabym powiedzieć, że zakończenie mi się nie podobało, to pewnie było właśnie tym jedynym, które miało sens.

Fabuła zapowiadała się bardzo ciekawie. Szczególnie intrygował mnie wątek dotyczący wiary. Mały sam ze swoimi wyznawcami wierzyli w to, że wiara uchroni ich od wszystkiego, co złe, od niebezpieczeństw. By to udowodnić, osoby, które uważały, że są już pełne Ducha Świętego, wystawiały się celowo na niebezpieczeństwo – kąsały je jadowite węże, pili trucizny, kwasy etc. Przodował w tym właśnie Mały Sam, który przez kilkadziesiąt lat przetrwał kilkaset ukąszeń, wypił litry niebezpiecznych substancji i nic mu nie było. Takie świadectwa przyciągały ludzi, którzy stawali się wiernymi zwolennikami małego kaznodziei.

Jednakże, mimo tak ciekawie zapowiadającej się fabuły, ta książka mnie wymęczyła. Niby zastanawiałam się, jak się potoczą losy tej dwójki, ale nie poczułam się przekonana, nie porwała mnie ta lektura. W pewnym momencie wręcz zaczęłam myśleć, że chciałabym już ją skończyć i sięgnąć po coś bardziej hm… wciągającego? Czytałam już jedną książkę tej autorki – „Księżyc i anioł” – i tamta bardziej mi się podobała. Więc albo zwyczajnie ta pozycja jest słabsza, albo w międzyczasie zmienił mi się gust. Przeciętna książka. © Agnieszka Tatera

PS. Będę się czepiać okładki – skąd te białe gołębie? Jeżeli już muszą być jakieś zwierzęta, to powinny być to grzechotniki i inne jadowite węże. Gołębie nijak się mają do fabuły.

Advertisements

7 thoughts on “„Niedzielna cisza” – Gina B. Nahai

    1. Agnes – no proszę, nie zgadłabym. Albo zabrakło mi wczucia w lekturę 😉 Ale i tak upierać sie będę, że węże jako symbol były w tej książce istotniejsze 😉

      Lukaszkaminzki – hehehehe, możliwe, możliwe 😉

  1. Bardzo mi się podobała pierwsza powieść Nahai „Pawi krzyk” – naprawdę polecam, wstrząsnęła mną podobnie jak „Chłopiec z latawcem” Hosseiniego. A „Niedzielna cisza” rzeczywiście jest beznadziejna. Kiedy zobaczyłam , że właśnie to czytasz, czekałam z niecierpliwością na kilka słów o tej pozycji. I, o dziwo, napisałaś o tej książce baaardzo dużo. Ja bym tyle nie potrafiła. „Niedzielna cisza” była tak płytką i nijaką historią, że nie doczytałabym jej, gdybym nie zabrała jej z sobą na wakacje, przwe co nie miałam nic lepszego pod ręką…

    1. Paideia – akurat tej książki nie czytalam i pewnie szybko po nią nie sięgnę, ale będę pamiętała o Twojej rekomendacji. Wiesz, ja się aż tak nie rozczarowałam, zresztą jak to widać wyżej. Trafiła na środek skali, ani mnie nie zniesmaczyła, ani nie porwała. Niektóre momenty bardzo mi się podobały, ale jako całość nie położyła mnie na łopatki.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s