„Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia” – Marek Tomalik


Wydawnictwo: Otwarte, 2011

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 316

Moja ocena: 5/6

Ocena wciągnięcia: 5/6

*****

Australia do niedawna była dla mnie pojęciem raczej abstrakcyjnym. Wiedziałam o niej właściwie tyle, czego nauczyłam się wiele lat temu w szkołach i niewiele ponad ten poziom. Owszem, spotkałam ze dwa razy w życiu Australijczyków, którzy byli w trakcie swego słynnego już chyba gap year, podróżowali po Europie. Zadziwili mnie swym cudnym akcentem, wielką ilością pozytywnego nastawienia i luzem. Ale i od nich nie dowiedziałam się nawet skromnej części tego, co poznałam dzięki tej właśnie książce.

Marek Tomalik jeździ do Australii od ponad 20 lat! Przez ten czas zdołał przejechać ten kontynent właściwie wzdłuż i wszerz. Odwiedzał zarówno duże miasta, jak i zapadłe wsie oraz totalną dzicz. Przeżył tam więcej, niż wielu z nas przeżywa przez całe swe życie. Stara się poznać Australię i jej mieszkańców najbardziej, jak jest to możliwe.

To właśnie dzięki jego książce mogłam lepiej zrozumieć, co jest tak specjalnego w kontynencie tak bardzo odciętym od reszty świata; dowiedzieć się sporo na temat Aborygenów i relacji między ludnością miejscową i napływową; poznać zagrożenia czyhające na podróżujących po Australii oraz sposoby na radzenie sobie z zagrożeniami i problemami w podróży. Autor zaoferował czytelnikowi masę informacji dotyczących geografii, fauny, flory, kultury, wierzeń, podejścia do życia, podróżowania, stosunków międzyludzkich, sztuki, historii i wielu innych tematów. Ta książka to naprawdę niezmiernie bogate źródło informacji na temat tego kontynentu. A to wszystko przedstawione w ciekawy sposób – niby zwyczajnie, tak, jakby siedziałoby się razem z autorem przy ognisku, popijało VB i rozmawiało przez całą noc.

Książka ta napisana jest językiem potocznym, ale bardzo barwnym, a na dodatek autor ma dar odwzorowywania rzeczywistości i malowania scen w taki sposób, że ma się wrażenie, że się tam było razem z nim. Mimo tego, że pełno w niej faktów, różnorakich informacji, to kompletnie nie ma się wrażenia zasypania i nudy, wręcz odwrotnie. Zapewne wynika to ze zgrabnego połączenia przeżyć autora z „suchymi” informacjami. Do tego dochodzą bardzo fajne zdjęcia. Jedynym minusem jest fakt, że nie są one poukładane adekwatnie do tekstu, co lubię o wiele bardziej, niż takie porozrzucanie ich po treści książki, jakby na chybił trafił. Ale wydanie książki jest przepiękne, zwiększa przyjemność lektury.

Nie była to jednak dla mnie fascynacja od pierwszej strony. Przez mniej więcej ćwierć książki myślałam sobie „jest ok, ale skąd ten cały szum dookoła tej książki?”. Potem, powolutku i praktycznie niezauważalnie, zaczęła mnie podbijać pasja autora i jego miłość do Australii. Sama nie wiem kiedy zaczęłam czytać bardziej zachłannie, z większym i większym zainteresowaniem. A na końcu okazało się, że zostałam z wielką dozą ciekawości i chęcią dowiedzenia się więcej. I chociaż myślę, że nigdy nie będzie mi dane wyjechać do Australii (nawet bym nie wiedziała od którego miejsca zacząć!), to jednak jestem wdzięczna autorowi za to, że otworzył mój umysł i serce na ten zakątek świata. A to wszystko dzięki jego miłości i pasji, która jest zaraźliwa! © Agnieszka Tatera

Reklamy

8 thoughts on “„Australia. Gdzie kwiaty rodzą się z ognia” – Marek Tomalik

  1. Na zajęciach z językoznawstwa moja znajoma przedstawiała referat o Australii od strony komunikowania się mieszkańców i pokazała nam sporo różnic kulturowych – już wtedy zaciekawił mnie temat. Teraz mam jeszcze ochotę na książkę podróżniczą, więc chętnie bym o tej Australii poczytała. Hmm… I nawet będzie okazja, bo jestem zapisana do tej książki na Włóczykijce 🙂

  2. Egzotyczne piękno kontynentu i kultura Aborygenów od dawna mnie fascynują- tę książkę muszę mieć!
    Pozdrawiam serdecznie!

    1. Blueberry234 – o proszę, to mogło być ciekawe do wysłuchania, szkoda, że nie miałąm okazji też na takie fajne wykłady chodzić 🙂 Ja właśnie dostałam dzisiaj moją drugą Włóczykijkę – po chyba roku przerwy 😀 No, ale tym razem fantastyka. Jak już otrzymasz, to miłego czytania!

      Isadora – to zdecydowanie warto przeczytać, polecam! 🙂 Pozdrawiam!

      1. Agnieszko, „Pieśń Aborygenki” – recenzowałam na blogu 🙂 W trakcie lektury miałam mieszane uczucia, ale po odłożeniu książki im dłużej o niej myślałam, tym bardziej mi się podobała.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s