„Dragon Age: Rozłam” – David Gaider


Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2012

Oprawa: miękka

Liczba stron: 512

Moja ocena: 3,5/6

Ocena wciągnięcia: 3,5/6

Tom 1: „Dragon Age: Utracony tom”

Tom 2: „Dragon Age: Powołanie”

*****

Magowie i templariusze. Tyle lat żyją razem w przedziwnym związku. Templariusze mają za zadanie strzec magów przed nimi samymi oraz ludzkość przed magami. Ale jednocześnie boją się swoich podopiecznych. Magowie z jednej strony czują się podporządkowani Templariuszom i się ich boją, z drugiej strony ich nienawidzą. A do tego jeszcze sami są mocno podzieleni. Niektórzy uważają, że powinni zrobić powstanie, zbuntować się przeciwko nadzorowi rycerzy. Inni chcą utrzymać status quo, boją się buntu i nieznanej przyszłości. Taka sytuacja trwa i trwa, oczywiście do czasu…

W wieży magów dochodzi jednak od czasu do czasu do morderstw. Nie ma śladów, nikt nie wie, kto za nimi stoi, a do tego obydwie strony nie chcą ze sobą współpracować. W sprawę zostaje wplątany Rhys, na którego pada podejrzenie. A on na dodatk jako jedyny widuje od czasu do czasu dziwnego chłopca, który wszystkim innym osobom błyskawicznie ucieka z pamięci. Mało tego, większość nawet nie jest w stanie go zobaczyć! Kim on jest? I jaki jest jego związek z Rhysem?

Nagle w wieży zjawia się Wynne, która wymaga na Templariuszach chwilowe wypuszczenie z wieży Rhysa, który jest jej potrzebny w celu zbadania pewnych niepokojących wieści dotyczących Rytuału Wyciszenia – zapobiegającego opętaniu przez demony tych magów, których zdolności magiczne są niewystarczające. Wynne chce to zbadać, potrzebuje Rhysa, a razem z nim otrzymuje jeszcze dwójkę niespodziewanych towarzyszy wyprawy. Dokąd zaprowadzi ich wyprawa i jakie będą jej konsekwencje?

Fabuła jest całkiem bogata, sporo się dzieje. Bohaterowie są przyzwoicie skonstruowani i wiarygodni. Jednak ta książka miała pecha – jej czytanie przypadło na mocno kryzysowy czas, co w połączeniu z faktem, że między poprzednimi tomami a tym była dosyć długa przerwa, spowodowało, że czytało mi się tak sobie. Miałam ciągłe wrażenie, że jest ona przegadana, za długa i na dodatek nierówna. Działo się bardzo, bardzo wiele, a potem nic. I tak za chwilę znowu. A może to efekt właśnie powyższego kryzysu, sama nie wiem. Dlatego trudno jest mi pisać o tej lekturze, bo nie jestem pewna, co tak naprawdę wynikało z moich uczuć, a co jest w miarę obiektywnym spostrzeżeniem.

Chociaż może niepotrzebnie się martwię, bo zapewne sięgną po nią właściwie tylko fani gry i te osoby, które przeczytały pierwsze dwa tomy 🙂 A im zapewne nie trzeba niczego tłumaczyć, nic opisywać. A biorąc pod uwagę fakt, że jest to cykl, który powstaje w oparciu o grę komputerową, to według mnie ciągle trzyma niezły poziom. © Agnieszka Tatera

PS. No i brawa dla grafika za wszystkie trzy okładki!

Reklamy

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s