Podsumowanie miesiąca – maj 2012


W ramach powrotu do formy i przygotowania mentalnego do napisania – po dłuższej przerwie – recenzji, postanowiłam dzisiaj zrobić comiesięczne podsumowanie, a jutro lub pojutrze napisać recenzję. Do dzieła!

Moje przewidywania związane z majem sprawdziły się co do joty – najgorszy czytelniczo miesiąc od długiego czasu, jednak był miesiącem ciekawym. Targi Książki, wizyta u mnie Izusr, pobyt w Krakowie z Corinne Hofmann (gdzie miałam też okazję wieczorem spotkać moich mężów dwóch oraz znajomego), spotkania z blogerami, poznawanie kolejnych zakątków Warszawy, spektakle teatralne (mam szczęście – do tej pory widzialam same dobre spektakle, rozkosz dla widza!), w tym wyczekany spektakl w Teatrze Roma (ach, ach, och! 😉 ), impreza firmowa i wiele innych ciekawych momentów. Nic dziwnego, że mało czytałam i nic dziwnego, że mi tego czytania właściwie nie brakowało. Ale przechodząc do rzeczy…

W maju przeczytałam 6 książek i 80% kolejnej 😉 W słuchaniu dotarłam do rozdziału 26 (z 34) audiobooka „Służące” (genialna książka!).

Statystyka książek kupionych jest taka sama, jak wcześniej: zero! Właśnie minął czwarty miesiąc bez kupowania książek i jest mi z tym bardzo dobrze! Nie spodziewałam się, że tyle wytrzymam! A mało tego – praktycznie mnie przestaje do tego kupowania ciągnąć. Owszem, ciągnie mnie do książek, ale zapisuję sobie tytuły lub sprawdzam, czy są w bibliotekach. I tyle. Oby tak dalej! Jeżeli dobrze widzę, to dotarły do mnie w maju 4 książki do recenzji, kilka z pracy, 1 z portalu finta.pl i ze 2 pożyczone.

Wśród przeczytanych w maju były:

– 4 książki recenzyjne,

– 1 książka z pracy,

– 1 książka pożyczona.

Jak widać – zaburzył mi się rytm czytania wymiennego. Niestety, w związku z różnymi wydarzeniami obiecałam przeczytać kilka książek szybciej i ucierpiały na tym ilości przeczytanych książek własnych i pożyczonych :/

Średnia ocen książek przeczytanych w maju, to 4,33, czyli praktycznie taka sama, jaka była w kwietniu. Przeczytałam łącznie 2310 stron. A średnio wychodziło 385 stron na książkę, co było wynikiem o 50 stron lepszym, niż w ubiegłym miesiącu. Ale niestety jeden wynik mam żenujący – na razie opisałam na blogu tylko jedną książkę z tej listy! Tej przeczytanej „pracowo” nie opiszę, ale i tak zostają cztery recenzje do napisania! Mam problem z wliczaniem w to podsumowanie audiobooków, bo nie wiem, jak je kwalifikować 😉

Odkrycie miesiąca? Nie mam w tym miesiącu żadnej książki, która wybiłaby się zdecydowanie na prowadzenie. Dałam jednak dwie piątki, więc te książki pochwalę. Pierwsza to „Jasper Jones” (dzięki Izusr!) – jest to kawał naprawdę dobrej prozy. Dosadnej, ukazującej bezlitośnie to, co w ludziach złe, ale i to, co dobre, konfrontującej dziecięce jeszcze widzenie świata z okrucieństwami dookoła. A drugą skończyłam czytać wczoraj. Jest to „Labirynt kości” – bardzo mi się podobała ta przygodówka dla dzieci i młodszej młodzieży. Ciekawa, wciągająca, podkreślająca delikatnie trochę wartości, jedyne do czego się przyczepię to fakt, że tym dzieciakom czasami szło za łatwo :p Teraz czekam na dalsze części, a zapowiada się ich tyyyyyyle, że hej!

Gniot miesiąca? Najsłabszą przeczytaną książką, ale nie gniotem (bo w końcu te 3,5 dostała!) była książka „Dragon Age. Rozłam”. Ta książka po części miała pecha – zbyt dawno czytałam pierwsze dwa tomy plus jej lektura przypadła na czas zajęty mocno i kryzysowy gdy chodzi o czytanie. Co nie zmienia faktu, że jest zbyt długa, przegadana i nierówna. Jednakże to ciągle dobra książka, gdy bierze się pod uwagę fakt, że powstała na kanwie gry komputerowej 😉

Plany na czerwiec? Hm… Niedługo chcę wybrać nadgodziny i pojechać na prawie tydzień do domu rodzinnego, gdzie w dużej części zamierzam się lenić i dać się rozpieszczać. A potem możliwe, że dwa weekendy będą poświęcone goszczeniu moich przyjaciół, co już mnie bardzo cieszy. Jak widać – znowu będzie się działo, czasu na czytanie pewnie nie przybędzie 😉 Ale to nic, ostatnio nie mam problemu z tym, że czytam mało lub w ogóle nie czytam. Chyba przechodzę na jakiś inny poziom świadomości!

Reklamy

15 thoughts on “Podsumowanie miesiąca – maj 2012

  1. A wiesz, że coś w tym jest, że im mniej się kupuje tym mniej się ten brak odczuwa? Ja co prawda przestałam kupować dopiero gdzieś przy końcówce marca i jakoś… no początkowo ciężko mi było, bo wszystko kusiło, nowości krzyczały, zapowiedzi ciągle powiększały moją listę, ale jakoś przestało mnie też ciągnąć. Widać wszystko da się „odstawić” ;).
    Nawet nie wiesz jak się cieszę, że Ci się „Jasper Jones” spodobał! 🙂

    1. Ja aż tak bardzo nie odczuwam tego, że nie kupuję, ale wszelkie odstawienie początkowo boli, potem człowiek się przyzwyczaja i normalnieje. Ja tak mam z komputerem. Najpierw strasznie cierpiałam, że nie jestem na bieżąco z FB i blogami. Teraz wiem, że to nie ucieknie. Zobaczę kiedyś, albo nawet jeśli nie, to też dziury w niebie nie będzie, a jeśli ktoś będzie chciał mnie zapytać o konkretną rzecz, to napisze mail. Skrzynkę kontroluję często z telefonu. A te wszystkie dyskusje? Miło od czasu do czasu dać się wciągnąć, ale bez tego też da się żyć.

      Aga – ja z kolei dzięki odstawieniu komputera zauważyłam znaczny wzrost przeczytanych/przesłuchanych książek, wręcz rekordy jakieś nieprzytomne w maju pobiłam. Niechcący. Czyli jednak Internet to największy złodziej czasu.

      Iza – Jaspera Jonesa też chcę przeczytać. Dawno sobie zaplanowałam, poszukam. Że tak polecę banałem „świetna recenzja, na pewno przeczytam/dodaję do schowka”:D

        1. Iza – jeśli nie będziesz poganiać z czytaniem i nastawiasz się na brak tej książki do jesieni, to tak. Jeśli nie chcesz tyle czekać na zwrot, to nie, bo może jest w bibliotece?
          Dobra, sprawdziłam, nie ma:) Ale decyzję pozostawiam Tobie, żeby potem nie było, że nie uprzedzałam.:)

          1. Hahaha, poganiać nie będę, przecież ja ją już czytałam to mi się do zwrotu nie śpieszy. Choć chciałabym, żebyś przeczytała szybko i się zachwyciła tak jak ja, no ale co poradzę? 🙂 Na zachwyty przecież nie mam wpływu 😉

      1. Iza – coś w tym jest, co piszesz. Na początku męczyłam się straszliwie. Pomagał mi przetrwać tylko fakt, że zaczynałam pracę, dużo się działo, nie wiedziałam, jakie będę miała wydatki, więc łatwiej było mi zaciskać pasa. A potem jakoś samo się uspokoiło. I teraz jest już właściwie bardzo łatwo. Jak mnie napada ochota, to przeczekuję, zajmuję się czymś innym. Przestałam ustawiać sobie RSS na Allegro, bywać na stronach z zapowiedziami, promocjami etc. To wszystko suma sumarów bardzo dobrze działa 🙂

        Kalio – tak, komputer strasznie zżera czas. Też chciałabym ograniczyć ilość czasu spędzanego z lapkiem, ale nie tak drastycznie. Bo w końcu jest to dla mnie narzędzie do podtrzymywania różnorakich kontaktów, których nie chciałabym stracić, wręcz odwrotnie. A na razie nie mam telefonu z porządnym dostępem do netu, więc jeszcze kilka miesięcy minimum muszę się męczyć tylko z lapkiem.

  2. A ja niestety nie byłam w stanie zachwycać się „Labiryntem kości”. Trudno było mi się w nią wczytać, a i wydawała mi się schematyczna: trop –> przechwycenie informacji –> niebezpieczeństwo –> happy end –> trop…” itd. Rozumiem jednak, że całość cyklu przeznaczona jest dla nieco młodszych czytelników, więc im z całą pewnością może się ona podobać.

  3. U mnie też w tym miesiącu posucha straszna była jeśli chodzi o czytanie. Aż się za głowę wzięłam, jak na B-NETkę zajrzałam – tylko 6 książek przeczytałam.
    A i po raz pierwszy w tym roku kupiłam sobie książkę za własne pieniążki, ale to była „Tajemnica Abigeil” M. Szabo – po prostu MUSIAŁAM ją mieć…

    1. Lena173 – a ja miałam zupełnie odwrotnie. Od pierwszych stron wciągnęła mnie akcja na tyle, że nawet wielce nie zauważałam tej schematyczności (zresztą chyba trudno byłoby jej uniknąć w tak przyjętym schemacie serii). Bardzo dobrze mi się ją czytało, mimo tego, że jestem ze 3 razy starsza od grupy docelowej 😉 Może mam dużo dziecka w sobie 🙂

      Anek7 – to tyle samo, co ja 😉 Zazdroszczę tej „Tajemnicy Abigeil”, bardzo bym chciała ją przeczytać. Ale albo znajdę w bibliotece, albo kiedyś sobie kupię 🙂

  4. U mnie „Jasper Jones” niecierpliwie czeka na swoją kolej. Widzę, że warto przestawić priorytety…:)
    Pozdrawiam serdecznie!

  5. To ja zazdroszczę tego braku problemu związanemu z mniejszą ilością czasu na czytanie, bo u mnie jeśli takowy się pojawia, to współtowarzyszy mu fatalny humor. Bez czytania żyć nie mogę i już.

    1. Ależ ja czytam. Tyle, ile chcę. Ale nie mam problemu z przeznaczaniem czasu na inne rzeczy. Na cudowne sztuki teatralne, rozrywkowe wyścigi konne, miły spacer po parku, piwko ze znajomymi, czy też zwyczajne leżenie na kanapie i słuchanie muzyki. Są różne rzeczy, które są dla mnie przyjemnością i są tak samo ważne lub ważniejsze od książek.

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s