Czytający – nadludzie?


Jako, że kompletnie nie mam czasu na napisanie recenzji i tak będzie jeszcze przynajmniej kilka dni, to robię notkę typu „zapchaj dziura” i poruszę temat, który mnie dręczy od dawna.

Z czego wynika przeświadczenie, które często tkwi w ludziach czytających dużo, że czytanie to jedno najwartościowsze z działań? Że ci, co nie czytają, są gorsi? Albo ci, którzy czytają literaturę niewymagającą? Skąd mesjanizm, który często się zdarza, czyli np. te wszystkie internetowe akcje promujące czytanie, które tak naprawdę oddziaływują tylko na tych, którzy i tak czytają?

Jak to jest z Wami, czy faktycznie próbujecie przekonywać każdego do czytania? Czy uważacie, że każdy powinien czytać? Czy widzicie się jako tych w jakiś sposób lepszych, bo czytacie? O ile ktoś w ogóle odważy się odpowiedzieć na takie pytania 😉 Jeżeli nie – możemy podyskutować ogólnie 😉

Zapewne wsadziłam kij w mrowisko. A teraz idę do tego, co aktualnie zajmuje mój czas…

Reklamy

60 thoughts on “Czytający – nadludzie?

  1. E tam, pewnie, że nie każdy czytać musi. Jak ktoś nie lubi to im więcej będzie się go zmuszać, im więcej mówić, jakie to fajne i co się dzięki temu ma, tym bardziej się go zniechęci. Pamiętam, że w tym filmiku z aktorami, w którejś wersji na końcu było zdanie „Nieczytający i tak tego nie zrozumieją”, na co mój M. stwierdził, że takim czymś na pewno się tego nieczytającego do czytania nie zachęci, bo z miejsca stawia się do na gorszej pozycji.
    Za lepszą też się nie uważam, może po części dlatego, że ja raczej niezbyt wymagającą literaturę czytam. Skoro sięgam po czytadła, mające często ten sam schemat, co seriale czy komedie romantyczne to czemu mam się uważać za lepszą od tego, co zamiast książki włączy sobie tv? Ja tv nie oglądam, ale dlatego, że nie lubię, bo mnie drażnią reklamy, bo sobie wolę na komputerze oglądnąć to, co chcę i kiedy chcę, a nie dlatego, że uważam, że tv jest głupie. Nie jest, bo przecież często puszczają coś wartościowego ;).
    Nie przekonuje każdego do czytania, nie da się przekonać każdego. Ale jeśli widzę, że ktoś coś tam poczytać czasem lubi, a ma np. problem z wyborem lektury, to staram się mu podsunąć to, co mogłoby się spodobać. I czasem mi się nawet udaje ;))

  2. Ja to mogę podpisać się pod tym, co napisała Iza.
    Dodam jeszcze od siebie, że do książek zachęcam młodych ludzi. Ale nie nakazując im, tylko opowiadając o jakiejś fascynującej książce dla dzieci-młodzieży. Opowiadam, opowiadam, dochodzę do jakiegoś kulminacyjnego punktu i wtedy nie kończę, tylko zapisuję na tablicy tytuł i autora:) Zawsze znajdzie się przynajmniej jedna osoba, która będzie chciała wiedzieć, jak to się skończy.
    A mówienie, że mądrzy ludzie czytają, a głupi nie czytają, tylko zniechęca i wpędza ludzi w ośli upór. Na złość właśnie nie czytają. Bo nie będzie im tam jakiś bufon z katedry truł o zaletach czytania. Oni wiedzą lepiej. Wiem, co mówię. Mam z takimi do czynienia;)
    I jako ciekawostkę powiem, że jeden uczeń zaczął słuchać książek (tak, pod moim wpływem). Bo wygląda, jakby słuchał muzyki i koledzy się nie śmieją, a on im mówi, że to muzyka. Tylko nikomu nie mówcie, bo się wyda;)

  3. 1. Nie czuje sie lepsza, poniewaz czytam. Czuje sie inna. Zreszta to uczucie towarzyszy mi całe zycie i wiaze sie nie tylko z faktem czytania, ja generalnie jakby nigdzie nie pasuję. ALE od kiedy pamiętam mówiłam, że nigdy nie będe z chłopakiem/facetem, który nie czyta. I nie chodzi tylko o dodatkowe tematy do rozmowy i wspolna forme spedzania czasu. Tutaj, przynajmniej u mnie, pojawia sie kategoryzowanie: facet cytający jest ciekawy, bo cos go interesuje, czyli jest LEPSZY od tego nieczytajacego, bo jego nic nie interesuje. Oczywiście z czasem pogląd zycie zwerfikowało, ALE przeświadczenie zostało, choć wiem, że błędne. Byłam kiedyś z chłopakiem, którego jedyne lektury dotyczyły gór i zdrowego trybu życia. Zadne powieści, dokumenty, cokolwiek innego go nie interesowały, ale ten człowiek pomimo wielu lat nadal jest mi bliski i nadal uważam go za jednego z najbardziej ciekawych ludzi jakich kiedykolwiek poznałam. Moj mąż czyta. Rzadko, bo pracuje po 14-16 godzin, ale czyta. On mi poleca ksiazki zapamietane sprzed lat a ja mu polecam te najnowsze.

    2. Nie przekonuje ludzi do czytania, ale uwazam, ze nie czytaja, bo nie umieja. Jako dziecko miałąm ogromne problemy zdrowotne przez co czytac nauczyłam sie bardzo późno, szło mi kijowo i nienawidziłam tego całym sercem. Dopiero w czwartej klasie trafiłam na nauczycielke, która nauczyła mnie czytac. Dosłownie i w przenosni. Wszystko zalezey od podejscia.

    3. Wybaczcie, ale czuje duza niechec do ludzi, ktorzy z duma mowia, ze w zyciu nie przeczytali nawet jednej ksiazki. Co innego sprobowac i powiedziec a fe, nie trafic na taka nauczycielke, jaką ja miałam a co innego tak zwyczajnie sie chwalic, byc dumnym bo nie i juz.

    4. Wsród ludzi wspinajacych sie i wsród ludzi gór jest dokłądnie to samo co wsród czytajacych, dokładnie to o czym mówisz Aga. Ten podział MY lepsi, wywyzszeni i WY inni, gorsi, nudni, nic nie warci. Moze się myle, że to chyba domena każdej grupy pasjonatów. Poza swoim swiatem nic innego się nie widzi. Reszta nie jest tak interesująca jak ludzi dzielacy moje zainteresowania, czyli MY.

    Rozpisałam sie. Mam nadzieje, ze to jakis sens tam ma i nie narobiłam zbyt wiele błędów. Wysyłam bez sprawdzenia. Wybaczcie lenistwo.

    1. A to tak, mnie też drażni jak ktoś się chwali tym, że nigdy nic nie przeczytał. Tu nie ma nic do chwalenia, ale tak szczerze to ja też chyba nie wierzę takim osobom. Nie wierzę w to, że przez 20 (no tu może jeszcze się da), 40, 60 lat można nie przeczytać ani jednej książki ;D

      1. Izusr – ja niestety znam takiego gościa, który przez trzydzieści lat przeczytał tylko „Naszą szkapę” i szczyci się tym do dziś. To nie anegdota, ale smutna prawda. I mam przerażające przeczucie, że jest więcej takich ludzi…

  4. Klasyfikacja ludzi ze względu na czytających i tych nieczytających to zwykła dyskryminacja. Jestem całkowicie przeciwko chodź czytanie w moim życiu to jedna z piękniejszych rzeczy, która naprawdę mnie rozwija i dyscyplinuje, to nie uważam się za lepszą od kogoś innego. Nie ukrywam, że lubię przebywać w towarzystwie osób czytających, ale tylko dlatego, że lubię rozmawiać o książkach. W żadnym wypadku nie dobieram znajomych pod tym kontem. Promować czytelnictwo będę i chyba nigdy nie przestanę. Agnieszko, nie zgadzam się z „mesjanizmem’jakby to miało być coś negatywnego. Ja wiele osób przekonałam do książek, właśnie opowiadaniem o nich, moja biblioteczka jest w ciągłym ruchu. Musimy mówić o książkach w tv, radiu, mediach bo inaczej, ktoś kto do tej pory nie czytał, nigdy nie dowie się jaka to przyjemność. Będę wiercić dziury w brzuchu wszystkim dookoła, 100 osób powie, że to strata czasu, a jedna powie, że przeżyła z książką cudowne chwile, wtedy poczuje się spełnionym misjonarzem.

  5. Ja nie próbuję przekonywać do czytania, raczej zachęcam, ale tylko rodzinę. Głównie moją siostrę, bo wiem, że czytanie bardzo jej pomoże. Zresztą w ostatnie wakacje, gdy spędzała je u mnie we Wrocławiu przeczytała cztery książki, co było dla niej wielkim wyczynem, bo ona w ogóle nie czyta! 🙂 Ale nie jestem kimś, kto myśli, że czytające osoby są „lepsze” od tych, które nie czytają. Nigdy tak myśleć nie będę. Zresztą mój chłopak też niewiele czyta, jak już to książki techniczne 😉 a jak widać, to nie zdyskwalifikowało go w moich oczach. Każdy ma swoje zainteresowania, niekiedy czytanie książek po prostu nie pasuje do naszej osobowości 🙂

    [http://biblioteczka-pandorci.blogspot.com/]

  6. Ja nigdy nie czułam się lepsza z powodu tego, że czytam, kocham czytać książki. Nigdy nawet o czymś takim nie myślałam, dopóki nie spotkałam się po raz pierwszy z poruszaniem takich dyskusji na blogach. Mogę podpisać się pod słowami @keytea pod tym względem, że czułam i nadal czuję się inna, ale to już dla mnie całkowicie normalne i przywykłam do tego. Oczywiście fajnie jest poznawać ludzi, którzy tak samo uwielbiają czytać książki, bo dochodzi kolejny temat rozmów, ale to wcale nie znaczy, że Ci nieczytający są gorsi. Mam mnóstwo znajomych, którzy nie przepadają za czytaniem lub czytają okazyjnie (czyt 1 książka na pół roku), ale to w żaden sposób o nich źle nie świadczy, przynajmniej dla mnie. I bardzo nie lubię takiego wywyższania się z powodu tego, że ktoś czyta, a jeszcze bardziej żałosne jest chwalenie się tym, że nie czyta się w ogóle. Tu i tu nie ma powodu do dumy, moim zdaniem.

    Nigdy nie starałam się zachęcać nikogo do czytania książek w jakiś specjalny sposób. Mam taką osobowość, że uwielbiam mówić o rzeczach, które sprawiają mi radość, ale to nic zaskakującego, bo każdy człowiek tak ma. Dlatego często opowiadam o książkach, które czytałam, o takich, które najbardziej zapadły mi w pamięć. Wychodzę z założenia, że jeżeli kogoś to zainteresuje to z ciekawości sięgnie po daną książkę, nie ma co na siłę kogoś zmuszać, bo to przynosi odwrotny skutek (znam to po sobie, bo moja najbliższa w klasie koleżanka cały czas próbuje mnie namawiać do oglądania filmów, które ona uwielbia, a jak mówię, że MOŻE kiedyś to zrobię – niczego nie obiecując – to jest wielce obrażona, że do tej pory żadnego z filmów nie obejrzałam, bardzo mnie to zniechęca, a priorytetem jest dla mnie obejrzenie tego, na co ja sama mam ochotę). Jestem jednak niesamowicie zadowolona, bo moja druga najbliższa z klasy koleżanka pokochała czytać książki właśnie dzięki mnie, bo często o nich opowiadałam, a do tej pory pamiętam, jak rok temu mówiła mi, że wręcz nienawidzi czytać. 🙂 Teraz czyta jak szalona, ważniejsze są dla niej książki niż lekcje i nauka. 😀

  7. W tym, że ktoś nie czyta nie widzę niczego złego. Myślę, że jest indywidualna sprawa każdego z nas. Bardzo się cieszę, jeśli ktoś poprosi mnie o polecenie jakiejś książki. W miarę możliwości staram się to robić również w stosunku do osób, które nie czytają. A nóż widelec podłapią bakcyla.

    W swoim życiu spotkałam się jednak z sytuacjami, w których znajomi z uczelni patrzeli na mnie jak na głupią, ponieważ czytam. Mówili o tym bardzo otwarcie, a ja stwierdziłam, że nie powinnam się tym przejmować.

  8. Cieszę się z tego, że czytam. Szybciej mija czas, gdy nie mogę spać lub gdy skończę pracę i mam wolną chwilę. Lubię po prostu czytać.
    Opowiadam czasem o jakiejś książce przyjaciółce, słucha z zainteresowaniem większym lub mniejszym, ale nie namawiam ją na lekturę. Wie, że gdyby tylko chciała, chętnie pożyczę jej jakąś powieść lub biografię. Obecnie czyta dzieciom bajki (mój chrześniak potrafi dużo czasu spędzić oglądając książki i pytając o czym są) i nie namawiam ją, żeby czytała coś ponadto.
    Gdy pracowałam z młodzieżą- opowiadałam o modnych lekturach lub o jakiś ciekawych wg mnie książkach i odnosiło to lepszy skutek niż zmuszanie i opowiadanie jak to wiele daje czytanie codzienne.
    Pozdrawiam, Olimpia.

  9. A ja nie czuję się inna dlatego że lubię czytać. Mam sporo czytających znajomych i równie dużo tych, którzy nie czytają. Ktoś lubi uprawiać sport (ja nie znoszę i wcale mnie to nie dołuje), ktoś ogląda filmy, a ja czytam. I tyle.

  10. Oprócz literatury naukowej mnie interesującej czytam tez czytadła i romanse czy jak kto woli literaturę niską, wyśmiewaną przez co poniektórych. Mnie czasami mania czytania sama wkurza, bo tyle rzeczy mogłabym zrobić kiedy czytam… Po za tym szanuje ludzi, którzy nie czytają, mają za to inne pasje, które podziwiam. Z kolei mój mąż mówi, że nie czyta, bo ktoś w naszym domu musi być normalny.
    Pozdrawiam

  11. Co do akcji propagujących czytanie, to, chociaż fajnie zrobione, mam wrażenie, że są za bardzo osadzone w tym naszym półświatku, aby osoby nieczytające je zrozumieli. Nie o to chodzi, że tacy ludzie są głupi, tylko, że np. normalny człowiek grypserki nie rozumie, i tak samo jest z czytającymi-nieczytającymi.

    Z tym czuciem się lepszym to różnie jest. Są ludzie, którzy w ogóle nie czytają książek, ale prasę już tak, zapoznają się z masa artykułów codziennie. mam tu też na myśli artykuły w Internecie. Takich ludzi szanuję. Podobnie jak osoby czytające tylko czytadła – sama czytam w większości taką literaturę, bo potrzebuję odskoczni od napisanych hermetycznym językiem podręczników. Sam akt czytania się liczy.

    Trudno mi natomiast nie czuć się lepsza w stosunku do osób, które w ogóle nie czytają niczego. Wiąże się to głównie z tym, co wynika z takiego stylu życia – zupełny brak pojęcia o świecie, nieumiejętność przeczytania ze zrozumieniem nawet krótkiego tekstu, co prowadzi potem do wielu nieporozumień, niepoprawna polszczyzna i budowanie wypowiedzi ze zdań prostych. I fakt, że nie czytają osoby tzw. „wykształcone” i to nawet książek ze swojej dziedziny. Bo trudno szanować humanistę, który całe studia przeleciał nic nie przeczytawszy.

    1. I naprawdę uważasz, że jak ktoś nie czyta, a np. ogląda codziennie wiadomości, filmy dokumentalne, reportaże etc. wie mniej o świecie niż ktoś, kto całe życie spędza z nosem chociażby w fantastyce lub romansach? 😉 Gatunki podaję przykładowe, też je lubię, ale częstokroć przekonywałam się, że wiem o wiele mniej niż chociażby mój M., który czyta dużo, dużo rzadziej niż ja i że czasami to niestety ja wychodzę przy nim na totalnego, za przeproszeniem, debila ;D

  12. Ja włączę się do dyskusji później, teraz tylko napiszę (bo aż się uśmiałam przed chwilką), że dokładnie identyczny temat miałam przygotowany w tym tygodniu w Kreatywnym Klubie Dyskusyjnym 😉 Wstrzymam się zatem i z uwagą będę śledzić tę polemikę.

  13. Nie czuję się lepsza, że czytam. Ale tak jakoś jest, że z ludźmi, którzy czytają, lub w inny sposób uczestniczą w kulturze (szeroko pojętej) łatwiej mi się dogadać. Czytałam kiedyś wyniki badań świadczące o tym, że ludzie którzy czytają są nie tylko bardziej ciekawi świata, ale wykazują się większą empatią – że czytanie sprawia, że mają większą świadomość psychologiczną, bo dzięki fikcji poszerza się ich repertuar zachowań w różnych sytuacjach. Może coś w tym jest 😉 Z drugiej strony, czytanie nie jest w moim odczuciu jedyną „słuszną drogą”, jest przecież film, teatr, opera, dobry serial TV, reportaż, film dokumentalny… Po co zawężać się do jednej dziedziny?

    Do czytania staram się zachęcać w sposób podobny do Joanny, choć nie dzieci, a studentów. Wiem, że niektórzy po nie sięgają.

  14. To moze jeszcze taki nie do konca podział: czytanie dla przyjemności beletrystyki a czytanie prasy/ksiaek/publikacji naukowych. Jedno daje tylko przyjemność a drugie i przyjemność mam nadzieję i WIEDZE. Nie ma tu gorszych i lepszych, sa wiedzący więcej.

  15. Witam serdecznie,
    samo czytanie jest jednym ze sposobów na pozyskanie jakiejś informacji, podobnie zresztą jak oglądanie telewizji, słuchanie radia czy konwersacja. Ale czy jest w jakimś stopniu od nich lepsze? Nie wiem. Wydaje mi się, że nie da się tego rozstrzygnąć, ponieważ wartość sposobu przekazywania informacji jest uzależniona od ich treści. I tak np: biografię wokalisty zespołu Kult wolałbym obejrzeć w postaci materiału wideo, natomiast prace Stephena Hawkinga lub rozprawę Friedricha Nietzschego w postaci tekstu pisanego.

    Czytanie np. książek ma jeszcze jeden plus – wymaga uruchomienia mózgu. Podczas gdy leżymy lub siedzimy przed telewizorem, informacje wychodzące z niego niekoniecznie muszą trafiać do naszej świadomości. Natomiast czytanie wymaga skupienia i dodatkowo pobudza wyobraźnię.

    Pozdrawiam

  16. A ja pójdę troszkę pod prąd 😉

    Czytając czuję się lepszym człowiekiem i nie widzę kompletnie powodu, dla którego miałabym myśleć inaczej. Mam swoją pasję, która rozwija mnie w piękny sposób, pozwala mi nie tylko wzbogacić mą wiedzę, poprawić zdolność zapamiętywania, koncentracji, myślenia, wzbogaca zasób mego słownictwa i nie mam zamiaru się jej wyrzekać, czy wstydzić. I Wy również bądźcie z tego dumni!

    Osoby nieczytające, ale mające inne pasje, o których ja znowuż nie mam zielonego pojęcia – jak choćby szachy, numizmatyka, sporty ekstremalne, fizyka jądrowa, informatyka, różne języki obce(mój kolega np. uwielbiał zapamiętywać nazwy przystanków autobusowych, kolejowych, rozkłady jazdy, fenomenalnie ćwiczył swą pamięć) – też powinny być dumne z tego, czym się interesują i też mają prawo czuć się lepsze ode mnie.

    Gorzej z takimi osobami, które są kompletnie pozbawione pasji (znacie kogoś takiego? ja chyba na szczęście nie). Im chyba tylko należy współczuć.

    Wracając jednak do czytania to nikogo na siłę nie zmuszam do tego by czytał. Nie podrzucam mu książek, nie grożę, nie używam siły. Staram się jednak zachęcać. Mamy nie muszę zachęcać – uwielbia czytać, tylko ma na to mało czasu, ale i tak niekiedy polecam jej jakąś książkę podrzucając na nocny stolik. Mojemu dziadziowi pożyczam najróżniejsze powieści kryminalne, sensacyjne, wyszukuję takie, które myślę, że go zainteresują. Z moim narzeczonym natomiast jest chyba najgorzej – nie czyta w domu, w wolnych chwilach, bo woli telewizor, czyta raczej tylko na wyjazdach i to jeszcze książka musi go zainteresować. Ale pracuję nad nim i dzięki mnie wrócił choćby do „Cienia wiatru” (zabrał go nawet w podróż służbową do Barcelony!), a w tym roku przeczytał już kilka tytułów 🙂
    Znajomych nie zmuszam, nie namawiam, czasami polecam im ciekawy tytuł, lecz jeśli nie wyrażają entuzjazmu po prostu zmieniam temat.

    Zauważyłam też, że czytających w autobusie, tramwaju, w pociągu, czy na przystanku zawsze przyjmuję z cichym entuzjazmem. Czuję jakieś pokrewieństwo dusz, podobieństwo do mnie. I obojętne czy czytają jakąś ekstremalną (dla mnie) fantastykę, harlequiny, czy literaturę wysokich lotów – są jednymi z nas 🙂

  17. Ciekawy temat, mnie też dręczy:)
    Na pewno czytanie sprawia, że m.in.:
    – sprawniej posługujemy się językiem (mamy coraz większy zasób słów, lepiej się wysławiamy a nasz język staje się coraz bardziej „giętki” i coraz łatwiej mu ująć „co pomyśli głowa”);
    – poszerzamy wiedzę (zwłaszcza z publikacji naukowych, ale nie tylko);
    – poszerzamy horyzonty (jesteśmy bogatsi o punkty widzenia i problemy, z którymi być może inaczej byśmy się nie zetknęli);
    – myślimy krytycznie i mamy szerszy ogląd świata.
    I chociażby w tym sensie czytający jest lepszy od nieczytającego.
    Wśród moich studentów zawsze odróżnię pierwszego od drugiego:) Widać to na kilometr i nikt mi nie powie, że brak czytania można nadrobić, uczestnicząc w kulturze w jakiś inny sposób. Zresztą najchętniej widziałabym ludzi biorących udział w wielu różnorodnych aspektach kultury. Możemy na tym tylko zyskać. Wszak literatura, muzyka, malarstwo, film, teatr etc. etc. mogą nas tylko wzbogacić – na pewno nikomu nie zaszkodzą.

    Oczywiście poza tymi praktycznymi aspektami czytelnictwa widzę także wiele innych – ale to do przeciwnika czytania na pewno nie trafi:)
    Czy staram się zachęcać? Pewnie! Ale nienachalnie, raczej opowiadając, co to fajnego ostatnio przeczytałam:)

  18. Już się bałam, że notka będzie poświęcona argumentom „za” dla postawionej tezy. Uff! Dlatego, że czytam, nie czuję się od nikogo lepsza, często wręcz przeciwnie. Bo chciałabym zrobić w życiu wiele rzeczy a czytanie to przyjemność a zatem: lenię się i bawię zamiast pracować na przyszłość.
    Jeżeli chodzi o czytanie literatury naukowej – to mogą być dla mnie nadludzie 🙂

    Co do zachęcania, jestem jak najbardziej na tak, czasem warto coś przeczytać zamiast np. pooglądać. Dlatego książki z mojej biblioteczki są w nieustannym obiegu. Kilka moich koleżanek wciąż ma u siebie moje książki, a najbardziej lubię, gdy oddają pożyczone i proszą o coś jeszcze 😀 Dzięki temu mamy więcej wspólnych tematów ale nie chciałabym abyśmy wszystkie spędzały każdą wolną chwilę na czytaniu – z kim bym wtedy rozmawiała? 🙂

    Czytanie jest ważne ale w życiu liczy się coś więcej… – a mimo to uwielbiam w autobusie spotykać zaczytanych podróżnych 🙂

  19. Czytający nadludzie to pikuś, ostatnio zauważyłem, że rodzi się kategoria piszących nadludzi, którzy pogardliwie odnoszą się do wszystkich, którzy nie mają na koncie minimum 200-stronicowego e-booka, a tym samym nie mają prawa wypowiadać się o twórczości innych:PP

    1. Miłość do książek wpoiła mi Mama. Jako dziecko lubiłam chorować, bo z „okazji choroby” zawsze dostawałam od Niej książkę, żebym spokojnie wygrzała się pod pierzyną. Na studiach, w czteroosobowym pokoju w akademiku byłam jedyną osobą, która miała chęć na zaszywanie się w świecie literackiej fikcji. Szybkie czytanie weszło mi w krew bez żadnego uczęszczania na kursy nauki szybkiego czytania, toteż obecnie czytam 20-30 książek tygodniowo. Dzięki czytaniu nie mam też problemów z ortografią, wyrażaniem swych myśli na piśmie… Nie wyobrażam sobie życia bez książek. I robi mi się wręcz przykro, gdy ktoś z pogardą się wyraża na temat czytających, zaś niedobrze mi się robi, gdy ktoś dumny niczym paw oświadcza, że „żadnej książki nie przeczytał by ukończyć studia”… Doprawdy, przykre jest, że ludzie w dzisiejszych czasach twierdzą, iż brakuje im czasu na czytanie książek, lecz za to nie brak im go na czytanie płytkich tekstów w internecie, plotek i anegdotek o życiu celebrytów… Z nieoczytanymi po prostu nie mam o czym rozmawiać… Pozdrawiam wszystkich czytających 😉

    2. ZWL – ja też zauważyłam to zjawisko. Zadałam sobie pytanie, czy jest ono niepokojące. Jednak po przemyśleniu doszłam do wniosku, że owszem, ale nie dla czytających niepiszących, tylko dla nadludzi piszących. Bo jeśli na wszystkie uwagi krytyczne odpowiadają „tak mówisz, bo zazdrościsz”, to świadczy o nich, a nie o mnie.

      1. Owszem, owszem, ale na razie w związku z obawą przed krwawym odwetem nadludzi piszących mamy słodkie popiardywania zamiast rzeczowych opinii.

        1. O tak, też to zauważyłam. A krwawy odwet jest więcej niż pewny. Zmasowany atak gruppies powoduje, że odechciewa się czytać i opiniować polską współczesną prozę. Najbezpieczniej brać tych, co już nie żyją. Albo nie celebrują wszystkiego na FB. Bo urażony autor nawet nie osobiście, ale na przykład napuści na śmiałka hordę drapieżnych jastrzębic. Eh, odechciewa się udziału w życiu blogowym.

          1. A ja sobie wydrukowałem właśnie sto pierwszych stron polskiego ebuka i boję się zacząć czytać:P

              1. Myślałam, myślałam i w końcu się domyśliłam! Ależ ja jestem gapa. Już wiem, chyba! na co czekacie. Dobra, to ja też czekam. Bo czytać nie będę.

            1. Zazdrościsz, zawiść Tobą powoduje. Nie pojmiesz wielkości, mówię Ci, Ty weź sobie daruj. Nie wiem, o czym mówisz, ale jeśli Ci się nie spodoba i wytkniesz braki, niedociągnięcia, złą redakcję, złą korektę lub co inne złe, to tylko i wyłącznie z takich powodów:
              1. Nie znasz się.
              2. Lubisz się czepiać, bo sobie tym rekompensujesz jakieś własne braki tudzież prywatne niepowodzenia.
              3. Masz się za najmądrzejszego na świecie.
              4. Nie lubisz autora z powodów nieliterackich i mu dowalasz.
              5. Zazdrościsz, że sam nie umiesz tak napisać.
              Coś tam jeszcze można wymyślić?
              Bo dzieło na pewno jest doskonałe i obroni się samo. Ty po prostu szukasz dziury w moście. Doskonałym.

              1. Ad 1 stwierdzę nieskromnie, że się znam, ale reszta punktów jak najbardziej, jestem sfrustrowanym, zarozumiałym złośliwcem, który lubi sobie czasem pokopać w lepszych od siebie:P

            2. Ja mam znowu jakiś martwy okres w blogowaniu, więc nie wiem zupełnie o co chodzi (w sensie co to za arcydzieło boisz się przeczytać) ale czekam na recenzję;)

                1. Kurczę, przejrzałam tego, no jak mu tam, blogrolla (???) i coś mi zaczęło świtać…
                  Czytnika nie mam, a moje oczy słuszny wiek już mają i nie będę ich męczyć czytaniem na komputerze – poczekam co Ci wyniknie z wydrukowanych 100 stron;)
                  Przy okazji – dlaczego Verne jest nudnawy?

                  1. Bo to taki drugorzędny Verne jest, „Północ kontra Południe”:P Sam jestem ciekaw co wyniknie (poza awanturą:P) z czytania blogerskiego koleżeństwa, niech no tylko skończę z tą wojną secesyjną:)

  20. czytanie cwiczy mozg 🙂 otwiera nasza chec zglebiania w przyszlosci watkow wszelkich, pozwala na wieksza otwartosc i chroni od zamykania sie w swiedzie ewy drzyzgi i pamietnikow z wakacji. zapobiega oglupianiu spoleczestwa i jego kontrola 🙂

      1. kurcze sam nie wiem juz 🙂 ale mysle ze jesli sie nie ogranicza do pisemek typu pani domu, twoj styl itepe, to jest szansa zze czytajac sporo literatury, mamy szanse stawiac pytania, mamy porownanie pomiedzy swiatopogladami autorow, i stawiajac pytania, podwazajac, potrafimy na podstawie tych swiatiopogladow kreowac wlasny, dochodzic do wnioskow, i w efekcie idac do urny nie zaglosowac jak szara masa elektoratu ktora mysli tylko o tym czy sylwester w jedynce pokaze dupe dody czy tez nie 😉

  21. Nieczytający nie są gorsi, są inni. A z innymi nie zawsze ma sie wspólne tematy, szczególnie kiedy są one ulubionymi:)
    Nie mam zapędów moralizatorskich i nie „pedzę” do czytania. Czasami wspomnę o świetnej książce czy artykule, jak kogoś zainteresuje to przeczyta.
    Wcale nie dzielę ludzi wg kategorii ilosci i jakosci przeczytanych książek 🙂

  22. Wyższoąć czytających nad nieczytającymi kojarzy mi się raczej z wyższością wykształconych na polskich uczelniach nad tymi nieykształconymi. To jeszcze jedna forma poprawiania sobie samopoczucia.
    A „mesjańskie” akcje internetowe wyglądają mi nie na promocję czytelnictwa, a raczej na poprawę samopoczucia czytających. Kiedyś było to hobby (czy nałóg) jak każde inne. A teraz nagle- tadam- czytający fundamentem demokracji i elitą:).

  23. Czytanie jest niezbędne dla pewnego rodzaju rozwoju intelektualnego, ale nie każdego. Dobrym przykładem może być chociażby czytanie wszelkiego rodzaju poradników. Przecież niezależnie od tego, ile się naczytamy, to i tak praktykowanie pomoże nam zawsze zdobyć dużo więcej umiejętności.
    Poza tym… Jak ktoś jest praktykiem, to nie zawsze na czytanie ma czas. Czy jest gorszy? Oczywiście, że nie!

  24. To jeszcze ja dopiszę 🙂
    Na samym początku mojego krótkiego życia byłam przekonana, że wszyscy czytają. Mniej lub więcej, ale generalnie – zwłaszcza dorośli – wszyscy. Klapki z oczu spadły mi chyba dopiero gdzieś w okolicach gimnazjum (!) i przez jakiś czas faktycznie czułam się lepsza, że czytam – chyba po części dlatego, że pochodzę z domu, w którym wykształcenie, ogólna wiedza i „ukulturalnianie” było cenione bardzo wysoko (przeceniane?), a wiadomo, pierwsze poglądy wynosi się z domu. Teraz już nie uważam się za lepszą od tych, którzy nie lubią czytać, ale mają inne pasje, zainteresowania, coś wiedzą o świecie, coś robią w życiu poza pracą i gapieniem się w tv/graniem na kompie. Mam kolegę, którego wiedza jest obłędna, naprawdę – a nie wiem, czy on czyta tak sobie po prostu. Na pewno niewiele, jeśli już. Moja przyjaciółka też czyta bardzo mało i rzadko, książki o ograniczonej tematyce – nie przeszkadza mi to w żaden sposób. Mąż czyta, choć prawie wyłącznie fantastykę. Kiedyś jeszcze się dziwiłam, że ludzie nie czytają, teraz już wiem, że pasji można mieć milion pięćset i książki nie są jedynym słusznym wyborem.
    Co do wiedzy o świecie – czytam od małego, ogromne ilości książek i moja wiedza jest, powiedzmy, nie najgorsza, ale na pewno nie mam się czym chwalić. Raczej wynika to z pilnej nauki w szkołach 😉 Moi nieczytający znajomi lepiej się orientują w polityce, której zupełnie nie trawię, wydarzeniach na świecie. Mi się zdaje, że wręcz przeciwnie – ci, co gapią się ciągle w telewizor (oczywiście jeszcze zależy, co oglądają), mogą wiedzieć znacznie więcej, książki przenoszą nas przecież najczęściej w nierzeczywisty świat i raczej od niego oddzielają, niż pogłębiają wiedzę (oczywiście tu też zależy, co się czyta).

    Nikogo do czytania nie przekonuję, tylko dzieciom będę się starała przekazać miłość do książek. Czasem tylko polecam innym książki jeśli wiem, że mogą być zainteresowani.

    Ja wręcz przeciwnie, czasem się zastanawiam, po co właściwie czytam? Albo raczej: po co czytam aż tyle? Zwłaszcza kiedy myślę o ludziach, którzy żyją dla innych. Pochłaniam kolejne historie, podczas gdy mogłabym ten czas wykorzystać na coś pożytecznego, zabawę z synkiem, pomoc komuś czy jeszcze wiele innych opcji. Oczywiście każdy potrzebuje czasem odpoczynku. Ale w ostatecznym rozrachunku – czy to nie jest trochę zabijanie czasu, którego mamy tak niewiele? Dlatego też staram się ostatnio staranniej dobierać lektury i czytać takie, które coś po sobie przynajmniej zostawią. A już na pewno nie oceniam innych za to, że czytać nie chcą.

  25. To ja może będę po prostu szczera: tak, czytam i czuję się lepsza z tego powodu. Lepsza od kogoś, kto w ogóle po książkę nie sięga. O zaletach czytania wypowiadało się przede mną już tak wielu, że wystarczy mi tylko powołać się na te słowa, aby móc wskazać, dlaczego moje czytanie napawa mnie miłym samozadowoleniem w konfrontacji z nieczytającymi. Ktokolwiek twierdzi, że czytanie nie daje intelektualnej przewagi nad osobą nieczytającą, zaklina sobie rzeczywistość, bo – moim zdaniem – akt czytania wzbogaca człowieka najwszechstronniej: bardziej niż film, nawet dobry, teatr czy wystawa, bardziej niż kolekcja znaczków czy numizmatów. Czytanie, komasując wszelkie wrażenia i doznania, daje jednocześnie możliwość spokojnej refleksji, jest jedynym aktem niezakłóconego obcowania z kulturą (czy, szerzej, z rzeczywistością), bo tylko lekturę można przetrawiać nieskończoną ilość razy, na nieskończoną ilość sposobów w swoim własnym rytmie, samemu stanowiąc sobie o swoim czytaniu. Inne rodzaje bycia w kulturze nie dają takiej możliwości.
    Uważam, że ludzie nieczytający nie mają intelektualnego potencjału, ponieważ nie mają bazy, na której mogliby go zbudować. Owszem, ludzie ci mają swoje różnorakie pasje, ale są one zawężone tylko i wyłącznie do pewnego wycinka wiedzy, podczas gdy osoba czytająca może swobodnie poruszać się pomiędzy wieloma dziedzinami, pogłębiając swoją wiedzę nad jakąś szczególnie ją interesującą, w sposób swobodny, właściwie nieograniczony. Taką możliwość daje jej umiejętność wskazywania źródeł i sposobów poruszania się po nich.
    Śmiało powtórzę więc: czytam, jestem z tego dumna i czuję się lepsza. I nie dam sobie zawiązać oczu przed egzekucją 🙂

    Co do propagowania czytelnictwa – guzik mnie ono obchodzi. Nie zależy mi na zachęcaniu do czytania, nie zależy mi, aby komukolwiek uświadamiać jak wiele traci przez nieczytanie. Uważam, że ktokolwiek ma czytać, sam znajdzie drogę do książek – jestem przykładem tej tezy. Liczne akcje propagujące czytelnictwo uważam po prostu za bzdurne, ich hasła – za stek bredni, przesłanie – za wątpliwej jakości próbę krzewienia idei, której atrakcyjności osoba nieczytająca i tak nigdy nie zrozumie.

    1. Trudno się nie zgodzić, Jabłuszko, z Twoimi argumentami. Tylko kwestia chyba nie sprowadza się do tego, czy czytanie rozwija bardziej niż zbieranie znaczków – nikt temu, ale do temu nie zaprzecza – tylko, czy rzeczywiście bardziej inteligentny znaczy lepszy? Czy inteligencja i wszechstronna wiedza czynią nas bardziej wartościowymi ludźmi? Otóż – moim zdaniem nie. Może ciekawymi, ale nie wartościowymi, bo według mnie o wartości człowieka stanowi zupełnie co innego. Natomiast kiedyś tak myślałam i wtedy uważałam się za lepszą dlatego, że czytam. Teraz nabrałam trochę pokory i przewartościowałam sobie niektóre sprawy, a wykształconych ludzi przestałam stawiać na piedestale, choć wszechstronna wiedza nadal mi imponuje.

        1. Obawiam się, Książkozaurze, że mylisz inteligencję z wykształceniem. Niestety, człowiek wykształcony nie staje się automatycznie człowiekiem, którego wszechstronność umysłowa mogłaby stanowić imponującą osobliwość. Dla mnie inteligentny, znaczy lepszy, ponieważ człowiek inteligentny potrafi analizować, wyciągać wnioski, samodzielnie myśleć i sprzeciwiać się utartym schematom. Człowiek inteligentny jest wolnomyślicielem, nie poddającym się w umysłowych poszukiwaniach żadnym presjom. To stanowi o jego wartości i przewadze. Zgodzę się z Tobą, Książkozaurze, że inteligencja nie stanowi – jako jedyna – o wartości człowieka. Jest jednak jedną z cech, która człowieka definiuje najwyraźniej.
          Nigdy nie stawiałam ludzi wykształconych na piedestale. Mentorami stawali mi się zawsze ci, którym nie brakowało odwagi do myślenia.

          1. Nie mylę, nie mylę, słowa „wykształcony” używam właśnie w takim znaczeniu: z wszechstronną wiedzą, inteligentny, umiejący myśleć samodzielnie i kreatywnie. Nie miałam tu na myśli absolwenta wyższej uczelni z tytułem magistra 😉 I nadal twierdzę, że tacy ludzie niekoniecznie są lepsi od innych.

            1. Dla mnie jednak „inteligentny” nie znaczy „wykształcony”, ponieważ można nie mieć wszechstronnej wiedzy i być osobą inteligentną, posiadać umiejętność dostrzegania zjawisk i zdarzeń w szerszym kontekście. Jak zwał, tak zwał, odnoszę mimo wszystko wrażenie, że mówimy do siebie o dwóch różnych rzeczach 🙂
              Chodzi mi o to, że czytanie jest adrenaliną inteligencji, daje jej nieporównywalnego z niczym kopa. Nie warunkuje jej istnienia, po prostu niesłychanie ją rozwija i usamodzielnia. Czytanie wyrabia pewność siebie, doskonali umiejętność krytycznego myślenia, porządkuje tok rozumowania, uczy dostrzegać paralele faktów i zjawisk, ośmiela i otwiera. W tym sensie czyni człowieka inteligentnym obserwatorem i komentatorem świata. Nieczytający nie umieją swobodnie operować słowem, nie dostrzegają kontekstów, zawężają swoją percepcję jedynie do rzeczy im niezbędnych. Pewnie kogoś krzywdzę pisząc w ten sposób, ale są to moje obserwacje. Z osobą, która nie czyta, niezwykle rzadko mogę się porozumieć: nie chwyta odniesień i aluzji, postrzega wszystko bardzo wąsko, jest przesadnie mocno zakorzeniona w codzienności i każde odniesienie do abstrakcji traktuje w kategoriach niepotrzebnego wysiłku. Żyjemy w tej samej rzeczywistości, a jakby w innych światach. Poza tym, zauważyłam, że ludzie nieczytający są bardzo nietolerancyjni dla różnorakich odmienności, szczególnie światopoglądowych i kulturowych. Czytanie jest po prostu bezcenne dla umysłowego rozwoju człowieka, a ten z kolei jest już sam w sobie wartością.
              Ja Twoją pokorę rozumiem i szanuję, Książkozaurze. Tak jak rozumiem i szanuję pokorę wszystkich naszych przedmówców. Sama ją w sobie noszę, tyle tylko, że moja dotyczy innych relacji z ludźmi 🙂

  26. Kiedyś miałam się za lepszą – bo więcej i szybciej czytałam niż reszta znajomych. Potem wpadła mi w ręce jedna książka i zdanie zmieniłam. „Mam prawo do nieczytania” – to sobie powtarzam od czasu do czasu i dobrze mi to robi na zbyt zadarty nos. 🙂

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s