Kupujemy!


Pod wpływem różnorakich rozmów tu i ówdzie przyszło mi do głowy pogadać sobie także z Wami – tutaj 🙂 Moi drodzy ocalali czytelnicy (bo mój kryzys blogowy zapewne przeniósł się na czytelników 😉 ), powiedzcie mi: jak to jest u Was z kupowaniem książek? Jak często kupujecie książki? Gdzie? W tradycyjnej księgarni, w necie, w markecie, w antykwariacie, ciuchlandzie, na targu? Dlaczego akurat tam? Co jest dla Was ważne przy kupnie książki? Co powoduje, że sięgacie po akurat tę, a nie inną pozycję? Na co zwracacie uwagę? Jak wiele macie już zdobytych, a jeszcze nie przeczytanych książek? Jak przekłada się u Was ilość nabywanych książek na ilość czytanych? Jaki zakup książki był dla Was najważniejszy i dlaczego? A może jakieś wielkie rozczarowanie? O to, ile miesięcznie wydajecie na zakupy książkowe nawet nie zapytam, bo o to pewnie się nie pyta 😉 Chyba, że ktoś sam będzie chciał napisać.

To chyba kolejna moja metoda „rozładowania napięcia zakupowego”. Bo przecież ja od ponad 3 miesiecy nie kupiłam ani jednej książki. Owszem, czasami mnie ciągnie, ale wtedy siadam i przeczekuję 😉 W końcu z 1000 (jak nie więcej!) książek w domu czeka na przeczytanie, a ja bym je chciała przeczytać jeszcze w tym życiu, bo nie liczę na drugie 😉

Reklamy

25 thoughts on “Kupujemy!

  1. Łatwiej mi napisać gdzie niż kiedy 😉 Generalnie – najczęściej w sieci. Kiedyś był to przede wszystkim Merlin, czasem Empik, teraz jest wiele takich miejsc, jak choćby Amazonka. Do tego dochodzą miejsca, gdzie sprzedają ebooki – Amazon, ale też Virtualo i Nexto. No i Allegro, choć ostatnio dawno nie robiłam tam zakupów.
    W realu to najczęściej jednak Empik i Tania Książka, czasem stragany koło Dworca 🙂

    Najczęściej kupuję coś, czego opisy mnie zainteresowały na blogach, albo portalach, a nie mam dostępu w bibliotece, albo od znajomych. Albo ciąg dalszy serii, którą lubię. Czasem skusi mnie okładka, częściej opis, albo zwyczajnie – jadę w podróż, nie wzięłam nic z domu, szukam w księgarni. Co ciekawe – to najczęściej sytuacja, w której dokonuje złego wyboru (nie wiem, czemu tak).

    Wolę nie liczyć książek nieprzeczytanych 😉 Inna sprawa, że część z nich jest nieprzeczytana z założenia, bo czekam na ostatnią z trylogii, żeby przeczytać całość, ale to tylko ułamek…

  2. Kupuję średnio raz na 3 miesiące, bo fundusze na więcej nie pozwalają. Kupuję po promocji. Zamawiam na stronie empiku i wtedy odbieram w najbliższym salonie, żeby nie płacić za przesyłkę. Raz kupiłam jedną książkę w okazyjnej cenie, a świetnym stanie. Teraz niestety mam „karę/szlaban” na kupowanie, bo od lipca mam Kindla, którego kupiłam z pomocą rodziny jednak z jednym z warunków pomocy finansowej na ten zakup było „Nie będzie kupowała książek”. Chociaż od lipca zdążyłam już 3 razy zagiąć ten zakaz. 😀

    Kupuję książki, które mnie zainteresują opisem i jest dużo pozytywnych recenzji/opinii. A z tym ile mam zakupionych – nieprzeczytanych to jest tego masa. Co chwilę coś kupuję, ale nie czytam, bo muszę najpierw przeczytać te wypożyczone żeby dokopać się do swoich. Wyjątkiem są recenzyjne. Cudem jest to, że zaczęłam czytać swoje „Igrzyska śmierci” niedawno zakupione po promocji właśnie w empiku. A z tą ceną to różnie. Oczywiście nie na miesiąc, bo tyle nie kupuję, ale raz wydam ok. 100, raz wydałam niecałe 20, a ostatnio niecałe 60, więc jak widać nie jest to cały czas ta sama cena. A jeśli chodzi o ilość nabywanych, a przeczytanych to nie jest ona równomierna, ponieważ wypożyczam książki z biblioteki. Gdyby nie to, to nie wiem jak mogłabym czytać i przeczytać tyle interesujących mnie książek.

  3. Sporo tych pytań 😉
    Bywa różnie, są miesiące kiedy nie kupię nic, są takie kiedy kupuję po 5-10 książek; przykładowo od początku roku kupiłam 21 książek, w maju kupię z 5-6; od początku roku wydawałam miesięcznie od 0zł do 300. Ale jestem akurat w okresie wzmożonego konsumpcjonizmu książkowego, rok temu kupowałam mniej;
    Aktualnie kupuję w Bonito (atrakcyjna dla krakowian/ek księgarnia bo z 20% rabatem i odbiorem osobistym).
    Kupuję po linii
    * moich zainteresowań,
    * kilku wybranych wydawnictw (Czarne, Czarna owca, WAB, Krytyka Polityczna),
    * trochę na chybił trafił przeglądając blogi, biblionetkę,
    * inne książki autora/autorki, której książka mi przypadła do gustu
    * książki dotyczące jakiegoś konkretnego tematu, który mnie interesuje w danym momencie lub
    * książki z gatunku na jaki mam ochotę (np. kryminały).
    Aktualnie ze zbioru moich książek (niecałe 700) około 40% to książki przeczytane.
    Próbuję się zmobilizować do czytania w większości (ok 70%) swoich a nie pożyczonych książek (całkiem mi to wychodzi patrząc na „statystyki”), kupować nie więcej niż czytam; ograniczam pożyczanie od znajomych, ale niestety mam dostęp do biblioteki uniwersyteckiej i pokusy wypożyczania z niej jeszcze nie opanowałam 😉

    1. Wróżka ma mail jak ten aktualnie podany, jeśli profile nowych użytkowniczek są mailowo weryfikowane proszę to mieć na uwadze bo poprzednio podałam złą końcówkę.

  4. Kupuję przez internet, zazwyczaj na allegro lub na stronach wydawnictw cenach promocyjnych. Kupuje jak już MUSZĘ mieć i koniec. wtedy nawet krzyki męża mi nie straszne. Staram się powstrzymywać:)

  5. Na 10 kupionych książek… przeczytanych mam góra 3.
    Kupuję w sieci. Sporadycznie w Empiku (gdy jest w przedsprzedaży coś na co bardzo czekam).
    Kupuję sporo. Ostatnio troszeczkę mniej. Gdy wychodzą kolejne części z licznych serii… to wyjścia nie mam… muszę kupić… i te zazwyczaj czytam w miarę szybko.
    Najważniejszy zakup – Przyjaźń przerwana – E.L. Voynich (druga część Szerszenia), kupiona na licytacji na allegro… za grosze… choć dałabym bardzo dużo. Na szczęście nie było wielu chętnych.
    Drugi ważny zakup to Kindle! – miał mnie powstrzymać przed kupowaniem książek. Dziś już wiem, że to tak nie działa.

  6. Agnieszko, trafiłaś z diagnozą w moją chorobę 🙂 Kupuję zbyt dużo, zbyt często, więcej niż jestem w stanie przeczytać. Patrzę na stosy i czuję, że bardzo, bardzo zalegam z czytaniem. Źle mi z tym.

    Kupuję w sieci – księgarnie, Allegro, szukam promocji i okazji. Empik czasami, ale taniej bywa w innych księgarniach. Dedalus jest rewelacyjny! Patrzę, gdzie jest korzystniejsza cenaj, a nie zawsze u wydawcy.
    Ten nadmiar szczęścia zaczął się, od kiedy na dobre zadałam się z Biblionetką. Achy i ochy na temat tej czy innej pozycji doprowadził mnie do zakupoholizmu. Jednocześnie jestem zadowolona, bo teraz czytam więcej dobrych książek, niż kiedyś, gdy kierowałam się reklamą 🙂 Na półce z nowościami trafiają się różne dzieła, niekoniecznie wiekopomne lub choćby znośne.

    Najważniejszym zakupem był u mnie Kindle (podziękowania dla Ciebie za rady i pomoc). Miał pomóc mi okiełznać tę książkomanię. Udało się częściowo.

    Innym książkowym nabytkiem, który sprawił mi radość było kupienie na Allegro serii „Bóg Nilu” Wilbura Smitha, w pięknym wydaniu, w twardych okładkach z obwolutą. Kiedy te książki były w księgarniach, w portfelu miałam przeciąg i tylko mogłam na nie popatrzeć.
    Wydobyłam też spod ziemi „Nauka Jezusa: Według tajemnej Ewangelii Tomasza” Elaine Pagels, opis tak zwanych apokryfów gnostycznych, które nie weszły do Nowego Testamentu, a wchodziły w skład Biblioteki z Nag Hammadi.
    Nie mam 1000 czekających pozycji, tak jak Ty, chyba, że policzę ebooki 🙂 Wtedy mam 🙂
    Ostatnio energię przerzuciłam częściowo na wymiany i pożyczki, czyli obrót bezgotówkowy, no, prawie bezgotówkowy, opłaty pocztowe występują w tych transakcjach.

    Rozczarowania? Były wtedy, gdy kupowałam po omacku, kierując się notatką na okładce książki. Zastanawiałam się, czy jeszcze ktoś pisze dobre, mądre teksty. No i mam klęskę urodzaju 🙂 A przed wyborem czytam recenzje na blogach, są bardziej miarodajne.

  7. Jeśli chodzi o pierwsze pytanie – kupuję zdecydowanie za często! Dlatego wprowadziłam od zeszłego miesiąca zakaz kupowania – idzie mi całkiem nieźle (tylko 3 zakupy), ale jeszcze dążę do perfekcji. Co jest dla mnie ważne przy zakupie książki? Oczywiście cena – jeśli coś jest w taniej książce, dyskoncie, przecenione z jakiegoś powodu, w księgarni jest promocja, dostałam rabat bo coś tam – nieważne, grunt, że za książkę nie będę musiała zapłacić tej ceny, która widnieje na okładce.

    A merytorycznie, co decyduje? Już dawno an szczęście minęły czasy, kiedy kupowałam w ciemno – coś mi się tam spodobało, zobaczyłam reklamę, coś jest nowością. Teraz kieruję się oceną danej pozycji na portalach rekomendujących (gł. Biblionetka) i recenzjami na blogach, w dalszej kolejności ustnym poleceniem. Nie dotyczy to oczywiście moich ulubionych autorów.

    książki kupuję wszędzie – tam gdzie jest najkorzystniej. Zwykle jednak jest to księgarnia w której mam kartę stałego klienta i tym samym stały rabat, w drugiej kolejności – księgarnie internetowe. Jestem też uzależniona od krakowskiej Taniej Książki i od dyskontu Empiku, który zrodził się na Rynku w lutym i skutecznie wypłukuje mnie od tamtej pory z gotówki.

    Zdobytych książek jest chyba dokładnie tyle samo, co przeczytanych – w sensie na każdą kupioną przypada jedna przeczytana w stosunku rocznym, tylko przeczytane to rzadko te, które kupuję. Te czekają na lepsze czasy.

    Najważniejsza zakupiona książka? Przychodzą mi na myśl dwie: „Harry Potter and a Half-Blood Prince” – pierwsza książka zakupiona w języku angielskim – za niebotyczna sumę 100 zł., czytana przez kilka miesięcy przy bliskiej współpracy ze słownikiem i przeczytana! Nie mogłam się doczekać polskiego przekładu, więc stanęłam oko w oko ze swoimi lękami przed językami obcymi – i zwyciężyłam! Drugą książką była „Utalentowana” Nikity Lalwani – chodziłam wokół niej kilka tygodni, ale obiecałam ją sobie jako nagrodę za jakąś klasówkę czy coś – dotrzymałam sama sobie słowa, zaliczyłam, nie pękłam wcześniej i za swoje pieniądze kupiłam za całą cenę w Empiku tą właśnie powieść. I zachwyciła mnie! Nie wiem czemu akurat ten moment utkwił mi w pamięci – może dlatego, ze był to chyba pierwszy dojrzały, przemyślany, książkowy zakup, który okazał się bić strzałem w dziesiątkę.

    Co do najgorszego zakupu książkowego, to było ich zbyt wiele. Lata impulsywnego kupowania spowodowały, że do niedawna miałam masę złych książek w domu – pooddawałam to na podaju lub posprzedawałam – i żadnej z tych książek nie żałuję.

    Ale się rozpisałam…

  8. Z racji zainteresowania historią, najczęściej są to ksiązki historyczne i biografie, zdarza się beletrystyka, chociaż tę najczęściej wypożyczam z bibliotek. Kupuję przez internet, najczęściej z antykwariatów, bo są to pozycje już niedostępne w zwykłych księgarniach. Bywa, że przez parę miesięcy nic nie kupuję, potem w tydzień to nadrabiam.

  9. Rzadko kupuję książki, po pierwsze, nie mogę sobie pozwolić na taki stały wydatek, po drugie – mam niekończące się stosy własnych i z biblioteki (z biblioteki nie potrafię zrezygnować), poza tym moi rodzice kupują mnóstwo nowości i pożyczam. Jeśli już kupuję, to coś, do czego prawdopodobnie będę wracać, czyli wiersze, jakieś książki religijne + takie, które uwielbiam i chcę mieć na własność + jakieś upolowane w marketach albo Matrasie superokazje. Powieści raczej nie kupuję, a już na pewno nie w ciemno, bo mi po prostu szkoda pieniędzy na coś, co przeczytam tylko raz i może nawet mi się nie spodoba. A jak już kupuję to najczęściej w necie i są to prawie zawsze bardzo przemyślane pozycje. A, i synkowi teraz jeszcze kupuję, mimo że od wydawnictw mam mnóstwo – nie mogę się powstrzymać :p
    Najbardziej udany zakup? Nie wiem, najbardziej chciałam mieć „Nędzników” i wiersze zebrane księdza Twardowskiego i mam jedno i drugie 🙂 Rozczarowań trochę było, dlatego stanowczo ukróciłam zakupy.

  10. Książki to mój nałóg. Kiedyś je dostawałam, wypożyczałam w bibliotece, wymieniałam się ze znajomymi. Od kilku lat wolę kupować. Staram się mieć w swojej biblioteczce te pozycje, które są dla mnie wartościowe, do których chętnie wracam, z których czerpię jakąś inspirację. Mam też wiele nowości. Zanim je zdobędę, przeglądam strony z recenzjami i często się nimi sugeruję. Kupuję w tradycyjnych księgarniach lub szukam okazji w internecie. Ostatnio wśród zakupionych książek dominują biografie. Niestety będę musiała przystopować z moimi zakupami. Powodów jest wiele, ale najważniejsze z nich to kwestie finansowe i fakt, że mam dużo książek nieprzeczytanych. Nadrabiam więc zaległości w lekturze i staram się walczyć z chęcią zakupu jakiejś nowej pozycji. :)

  11. Najczęściej kupuję w sieci, głównie na Allegro, w realu to najczęściej na marketowych wyprzedażach :/ I zawsze są to książki z polecenia blogerów, czasem trafi się taka, w której zachwycił mnie opis z okładki:) No i zwykle kieruję się jednak ceną. I jako że na pierwszy czytelniczy ogień idą egzemplarze recenzenckie, stosik własnej lektury zbiera się coraz wyższy – w chwili obecnej mam około 60 nieprzeczytanych (daleko mi do Twojego tysiąca!). W tak starannie dobranych książkach wielkie rozczarowania raczej się nie trafiają… A sumy? Niewielkie, jedna – dwie książki na miesiąc po kilkanaście złotych, czasem co dwa miesiące…
    Pozdrawiam serdecznie!

  12. Ja kupuję głównie w Empiku, drogą internetową. Zdarza się, że na allegro. Jeśli jestem w większym mieście to w taniej książce. Zwykle jak zaciekawi mnie opis na okladce, z polecenia blogerów. Korzystam też z poleceń na portalach, głównie z biblionetki. Sugeruję się też wypowiedzimi na forach. Ostatnio mam postanowienie, żeby kupować więcej literatury faktu. Dużo korzystam z biblioteki, bo mam w gminie naprawdę dobrze zaopatrzoną, na nowości czasem trzeba się zapisać, ale długiego czekania nie ma. Ogólnie nie kupuję dużo. Głównie z powodów finasowych, choć i ograniczone miejsce też gra dużą rolę. Zbieram na porządne regały, ale póki co wszystkie półki w pokoju mam zastawione książkami. Porównując z innymi blogerami nie ma ich tak dużo – około 500 tytułów, w tym około 2o nieprzeczytanych. W zeszłym roku wydałam na ksiązki trochę ponad 600 złotych, w tym roku pewnie będzie trochę więcej, jeśli nie przystopuję z zakupami.

    Mam kilka książek, co do ktorych bardzo się ciesze, że je kupiłam. Są to różne biografie, ale i cykle fantasy, cały Sapkowski, czy Anna Brzezińska. W zeszłym roku wreszcie kupiłam „Władcę Pierścieni”. A ostatnio bardzo cieszyłam się z zakupu „Żon i córek” Gaskell.
    nieprzemyslanych i nietrafionych zakupów też jest trochę, chociaż ostatnio coraz mniej. 🙂

  13. Temat raj! Posiadam niewiele ponad 200 książek, z czego kupiłam około połowę (druga połówka to prezenty + efekt uszczuplenia półek znajomej przed jej emigracją z PL + wygrane w konkursach + kilka recenzyjnych). Z setki kupionych 50% to ulubiony Weltbild, 30% Matras, 10 % Kraków (Targi Książki, dworzec PKP, Dedalus i tzw. Tania Księgarnia), 10% inne (np. targ z książkami czy okazyjny zakup na allegro )
    Za czasów studenckich (stypendium) kupowałam każdą interesujcą mnie nowość w dniu premiery (to Matras). Ile miesięcznie byłam w stanie wydać? Pewnie niewiele w stosunku do innych moli książkowych, ja wiem 100 zł?
    Skończyły się studia, stypednium, zaczęło się życie „na serio”. Wprawdzie nie przestałam kupować książek ale znacznie ograniczyłam tę przyjemność. Teraz kupuję głównie w Weltbild, z uwielbieniem korzystam z ich promocji książkowych. Nie myśl sobie, że biorę jak leci, co to to nie. Owszem pod wpływem ceny zdarza mi się nabyć książkę, której w innym przypadku pewnie nie wzięłabym pod uwagę, ale i wtedy sugeruję się opiniami innych czytelników. (Korzystając z okazji: bardzo Cię proszę, szepnij komu trzeba, by poszerzył wyprzedażową ofertę Weltbild 😉 Przeglądanie tej oferty to już rytuał, codziennie rano do kawy zaglądam w nadziei wyszperania czegoś nowego 😉 )

    Z 213 posiadanych na przeczytanie czeka… 107. Teraz kiedy własne zbiory stanowią główne i prawie jedyne czytelnicze źródło nie żałuję czasów, kiedy kupowałam więcej aniżeli byłam w stanie przeczytać 😉

    Średnio miesięcznie czytam jedną książkę recenzyjną, dwie z biblioteki reszta to nabytki własne.

    Najważniejszy zakup książki? To z pewnością książki z priorytetowej listy, które udało mi się nabyć w okazjonalnej cenie (choćby „Duchy dżungli” za 15,90) ale również „Dotknięcie ziemii” R. Manickiej, która nie jest już dostępna w sprzedaży (na allegro polowałam na nią dobrych parę miesięcy).

    Ile teraz miesięcznie wydaję na ksiązki? Ależ proszę bardzo:
    W kwietniu – 39 zł (z drugiego krańca chodnika dostrzegłam w witrynie ciucholandu „Kałasznikow kebab” – 20 zł, za 19 zł kupiłam „zimowego monarchę” na targu z książkami ) W marcu 0 zł!!
    W lutym kupiłam 3 książki za 24,30 zł (oczywiście Weltbild) w styczniu zaszalałam – 4 książki za 49,80 (tak tak, również Weltbild) Więcej grzechów nie pamiętam 😉

    Podsumowując:
    Weltbild – za promocje, wyprzedaże i darmowy koszt dostawy
    nowości (ale zawsze z niższą ceną niż regularna), wyprzedaże, spontaniczny zakup – to Matras

    Zazdroszczę tego tysiąca! Do śmierci (no dobra- przez jakiś czas) nie musiałabym się martwić o czytelknicze zasoby półek 😉

  14. Książki kupuję napadowo. Po ataku następuje okres wyrzutów sumienia i gorące postanowienia przeczytania wszystkich nagromadzonych dotąd książek przed kupieniem choćby jednej następnej.

    Najczęściej kupuję w księgarniach – bo uwielbiam ich atmosferę albo w internecie – bo najwygodniej. Przez ostatnie 5 lat nigdy nie miałem mniej niż 10 nieprzeczytanych książek, patrzących na mnie z wyrzutem z półki. Niektóre leżą tam do dziś.

    Największy problem mam chyba z „Lodem” Dukaja. Kupiłem go z wielkim entuzjazmem za niemałe pieniądze a potem jakoś nie mogłem się zmusić, żeby go przeczytać. Odpycha mnie i przyciąga to opasłe, nieporęczne tomisko.

  15. O matko. Skłoniłaś mnie do tego bym nie tylko zajrzała na moją półkę (rzadko zaglądam, bo nie chcę się denerwować), ale bym odtworzyła swoje ostatnie zakupy.

    I na światło dzienne wyszły dwa fakty. Fakt pierwszy (dołujący): na półce mam około 200 nieprzeczytanych tomów, z czego 186 mam skatalogowanych (tzn. znam tytuły, wiem kiedy kupiłam/dostałam), a reszta jest niczym produkty z czarnego rynku – nigdzie nie widnieje i nie wiem co to, jak mnie ktoś zapyta przyznawać się nie zamierzam. Mniej więcej 1/20 moich nieprzeczytanych lektur to książki recenzyjne. Resztę zakupiłam, dostałam lub wygrałam.

    Fakt drugi (pocieszający) dotyczy kupowania książek. Muszę z ulgą przyznać, że od stycznia nie zakupiłam żadnej książki papierowej. Miesiąc temu za to kupiłam e-booka „Biała gorączka” w promocyjnej cenie, lecz on leży sobie spokojnie na czytniku i fizycznie go nie widzę 😉 Zatem poza egzemplarzami otrzymywanymi od wydawnictw (w ciągu minionych 4 miesięcy było ich 12 sztuk) moja biblioteczka już się nie powiększa. Jest to dla mnie duża ulga!

    Najczęściej książki kupuję (kupowałam) na różnych promocjach. Nie miało znaczenia dla mnie, czy zakupy robię w Empiku, Merlinie, Selkarze, Dedalusie, w księgarni Znaku etc. Kupuję zarówno przez internet (też przez Allegro), jak i w księgarniach stacjonarnych. Czasami wyszukuję książki w hipermarketach (znalazłam tam moją kochaną Yrsę). Ale warunkiem jest właśnie promocyjna cena. Niestety mam rękę do wyszukiwania promocji książkowych, toteż moja biblioteczka pęka w szwach.
    E-booki kupuję na tzw. okazjach dnia, lub innych promocjach na Virtualo lub Nexto (tam dostępny jest format .mobi, a to dla mnie, jako użytkowniczki Kindle, jest istotne).

    Najważniejsze zakupy książkowe oznaczają dla mnie zwykle zakup bardzo promocyjny lub zdobycie książki, o której marzyłam. W bardzo promocyjnych cenach zakupiłam „Nazywam się czerwień” w twardej oprawie, które wyszperałam na Allegro za 14 zł, „Dziewczynkę w czerwonym płaszczyku” znalezioną na wyprzedaży na jednym z blogów, czy książki Nadżiba Mahfuza.
    Z ostatnich zakupów od razu na myśl przychodzą mi dwie pozycje dotyczące Marilyn Monroe: „Blondynka” Oates oraz „Marilyn Monroe. Fragmenty”.

    Na zakupy książkowe wydaję różne kwoty. Czasami potrafię (tak jak teraz) przez długi czas nic nie kupować, a innym razem lekką ręką wydaję ponad 100 zł. To zależy od humoru (i zasobności portfela).

  16. Nowych książek nie kupuję wcale. Są za drogie.
    Książki mam z wymian, ostatnio zawieszonych, bo mam zbyt wiele nieprzeczytanych książek w domu i staram się nie pozyskiwać nowych. Objawieniem jest dla mnie finta, gdzie w odróżnieniu od podaja nie muszę oddawać nowej, chodliwej książki za tyle samo punktów, co symboliczną już „Hodowlę ziemniaka”.
    Ostatnio znowu zaczęłam chodzić do bibliotek, to stamtąd mam sporo nowości, bo moje biblioteki są bardzo dobre i mają nowe książki.
    Ebooki – to temat rzeka, ostatnio też przestałam kupować, bo mam ich tyle… Legalnych! Muszę najpierw te przeczytać. Ale korzystałam przeważnie z okazji dnia, różnych promocji, nie dam za książkę elektroniczną tyle, co za papierową.
    A wybór lektury… Oj, no jak to można napisać jakie? Różne:)

  17. Moje zdanie na ten temat w większości znasz 😛 Powtórzę się tylko w kwestii miejsc, gdzie kupuję książki (pisałam o tym u izusr):
    Nie pamiętam kiedy kupiłam ostatnio książkę w księgarni w cenie okładkowej. Moim głównym źródłem są wymiany na Podaju, Giełdzie Mamy, Exlibri, Fincie, wymiany bezpośrednie. Mój nieoceniony targ staroci, tania książka, wyprzedaże w marketach, Allegro. Nigdy nie kupuję też nowości, chociaż bardzo kuszą. Ceny okładkowe rzeczywiście odstraszają, Kogo stać na zakup 2,3 książek w cenie 30-40 miesięcznie? Ja za tą cenę mam masę lektury z innych źródeł 🙂

    Ile wydaję miesięcznie? Nie tak dużo. Raz zaszalałam i wydałam chyba 100. Średnio to około 20-50 zł. Nieco kasy idzie mi na przesyłki, kiedy wymieniam się książkami przez PP.

  18. Ja akurat kupuję sporo, zawsze coś wypatrzę. Najczęściej przez internet z odbiorem w księgarni, szukam różnych promocji. Kupuję też na allegro. Do tego należę do dwóch bibliotek, gdzie mam po dwie karty i korzystam – ale niestety wielu książek, które chciałabym przeczytać w nich nie ma.
    No i na kindlu mam masę książek, niestety na te czasu brak i zawsze wybieram jakąś z półki – albo własnej, albo bibliotecznej.
    Ostatnio kupiłam „Siostrę” i „Potem” – skorzystałam z promocji w empiku, a książki są bardzo dobrze oceniane, więc musiałam je mieć.
    Uwielbiam kupować nowe książki – to mój nałóg. Kosztowny w dzisiejszych czasach, ale zawsze coś sobie uskładam. ;)))

  19. Kupuję dość dużo. Mniej więcej 10 książek w miesiącu, czasem nawet więcej. Staram się nie kupować w empiku, bo w matrasie zbieram na kartkę rabatową -10%. No i oczywiście poluję na kody rabatowe do różnych księgarni. Najlepiej jest, gdy mam odbiór osobisty w jakimś salonie, a jak nie to kurierem. Byleby zakup dotarł 😀 Zdarza mi się kupować także w antykwariacie, mam jeden swój ulubiony i dość dużo pozycji z niego wyniosłam 😀

    Książki kupuję najczęściej zachęcona przez recenzje, znajomych, bądź pod wpływem impulsu. Raz uparłam się na Murakamiego, chodziłam za nim kilka miesięcy nie mogąc się zdecydować, czy kupić, czy nie, aż w końcu kupiłam i mi się spodobało 😀

    Hm.. Nieprzeczytanych, pacząc na moją listę, mam ok. 60 książek… I jak chcę przeczytać którąś z nich to staję przed regałem i czekam, aż któraś mnie zahipnotyzuje. Dziwnie brzmi, ale się sprawdza 🙂

    Najważniejszy zakup? Trylogia ,,1Q84″ Murakamiego. Bez wątpliwie. Są to najcenniejsze książki w moim zbiorze. Tak jak napisałam, polowałam na nie długo, i nie pożałowałam zakupu. *_* Rozczarowań mam na szczęście mało… Najczęściej rozczarowują mnie niektóre książki pożyczane od znajomych…

    Nie będę się przyznawać ile wydaję, bo *chrząka* sumy bywają dość duże…

    Pozdrawiam:)
    Sihhinne

  20. Po przeczytaniu Twojego wpisu poczulam sie lepiej;). Mam okolo 600 ksiazek nieprzeczytanych;). Kupuje okazyjnie na Allegro, w wydawnictwach, interesujace mnie premiery w ksiegarni internetowej w przedsprzedazy. Na okolo 300 ksiazek, ktore mi przybylo w zeszlym roku przeczytalam 150. W tym roku przystopowalam z kupowaniem, kupuje wylacznie z listy must have i w porownaniu do zeszlego roku raczej niewiele. Przeczytane ksiazki sprzedaje, prezentuje, wymieniam, zostawiam na polce tylko te, ktore naprawde musze miec i wiem, ze do nich wroce, a takich jest niewiele.
    Kindla nie kupie az przeczytam papierowe ksiazki, czyli zejdzie mi okolo 3-4 lat;).
    Kupuje ksiazke autorow ktorych lubie, ksiazki podroznicze, z historia w tle, powiesci.

    Nie mam tej jednej, najwazniejszej ksiazki, bo ta sie zmienia w zaleznosci czego akurat bardzo pragne.

  21. Cieszę się, że temat się rozwinął 🙂 Napiszę też kilka słów o swoich zwyczajach.

    Na razie od 3 miesięcy mam przerwę od kupowania i oby jak najdłużej! Generalnie moją pożywką jest w bardzo dużym stopniu Allegro, gdzie przy odrobinie cierpliwości i dobrej woli można zdobyć praktycznie wszystko, przy dużym stopniu cierpliwości, to większość za grosze 😉 I to właściwie na Allegro kupuję od roku czy dwóch 90% książek. Poza tym w akcjach księgarń i wydawnictw, w których zdarzają się duże przeceny (duże czyli min 50%, najchętniej 70-80%). W ogóle nie kupuję w Empiku – raz, że się ideologicznie nie zgadzam z ich działaniami, a dwa – oni są najdroższą znaną mi księgarnią :p Poza tym, ja nie potrzebuję książek kupować natychmiast, w przedsprzedaży etc., więc ta sieć do niczego nie jest mi potrzebna. Swego czasu wiele kupowałam w Merlinie, ale od mniej więcej roku gaśnie moje zainteresowanie tym sklepem.

    Kiedyś kupowałam kompulsywnie, w stylu „o rany, książka za 5 zł? Co to? A, właściwie nieważne, za taką cenę kupię. O rany, 3 zł?? Muszę mieć, chociaż nie wiem, co to” 😉 Ale to jest chore i tyle. To oszukiwanie siebie, jak „już nie zapalę” i „to ostatni kieliszek” 😉 Walczę z tym, jak mogę i od kilku miesięcy święcę sukcesy, bo coraz mniej kupuję takich książek, właściwie praktycznie przestałam. Teraz kupuję tylko książki, które naprawdę chce mieć – serie i cykle, które zbieram, książki ulubionych autorów oraz te, które bardzo zarekomendowały mi osoby, któych gust znam i wiem, że jest podobny do mojego. A od 3 miesięcy nie kupiłam nawet takich książek 😉

    Też wolę nie liczyć książek do przeczytania, bo bym się kompletnie załamała. Ostatnio jednak dopadła mnie głupia myśl, by policzyć te wszystkie, które przez długi czas dostałam do recenzji i złapałam się za głowę. To właśnie na podstawie ich ilości wyszło mi na to, że do przeczytania innych książek mam minimum 1000 😉

    Od sierpnia 2010 roku mam Kindla i przyznam, że to mi też pomogło wyciszyć kompulsywne kupowanie. Bo wiem, że zawsze te do przeczytania „na raz” mogę zdobyć w wersji elektronicznej (no, chyba, że nie istnieją) i nie będzie problemu, kiedyś sobie kupię 😉

    Nie wiem, ile wydawałam na książki. Teraz jest to zero 😉 Ale przedtem pewnie potrafiło być od 20 do 200 zł miesięcznie. Kiedyś kupowałam prawie wszystko, byleby miało w miarę przyzwoitą cenę. Teraz – jeżeli już – tylko to, o czym pisałam wyżej. Nie pamiętam jednak kiedy kupiłam coś w „tradycyjnej” księgarni, hm… pewnie z rok temu, jak nie dawniej. Nie kupuję w nich, bo w necie jest od 20 do 70% taniej 😉

    Najważniejsze zakupy, to pewnie te upolowane – często za grosze – rzadkości, które na Allegro pojawiają się raz na jakiś czas i najczęściej w cenach mocno zaporowych. Kilka – dzięki wyczekiwaniu i szczęściu – udało mi się „ustrzelić”.
    Rozczarowania to głównie te z czasów kupowania kompulsywnego. O tych szybko zapominam, pozbywam ich się w różny sposób.

    Oczywiście, to że nie kupuję nie oznacza, że nie przybywają do mnie książki – a gdzie Finta, Podaj, wymiany, pożyczki, prezenty, praca i – coraz rzadsze, ale jeszcze ciągle – recenzyjne? Niestety, przybywają one i ciągle jest ich zbyt wiele. Trzeba teraz nad tym popracować.

    1. Ideologię z Empikiem rozumiem, ale jeśli chodzi o ceny, to bywa różnie – ebooki (nie tylko własnych wydawnictw) mają często tańsze od innych (przynajmniej wtedy, kiedy akurat szukam gdzie kupić).

  22. Na kompulsywne kupowanie cierpialam okolo 2 lata temu. W zeszlym roku udalo mi sie uporac ze spora czescia efektow kompulsa. Teraz czytam glownie ksiazki „z polki” i te nowosci, ktore musialam miec i przeczytac;). Sa ta glownie ksiazki moich ulubionych pisarzy. Jeszcze w maju kupie kilka ksiazek, ktore musze miec, bo przeczytalam czesc pierwsza i musze miec druga, bo to ulubiony autor itp, a potem dluuuugi odwyk:).
    Powiem szczerze, ze najwieksza frajde sprawia mi kupowanie na Allegro, czesto za ulamek ceny, ktora musialabym zaplacic w ksiegarni. Potrafie byc bardzo cierpliwa i wyczekac pozycje, na ktorych mi zalezy.

  23. Kupuję impulsywnie. Jeśli w sieci to na amazonie lub w selkarze i matrasie, obie księgarnie mam w swoim mieście i nie płacę za przesyłki. Również na allegro oczywiście. Stacjonarnie staram się kupować w Akcencie, białostockiej księgarni z prawdziwego zdarzenia, gdzie da się ze sprzedawcami porozmawiać o książkach. Od jakiegoś czasu Empik omijam dość szerokim łukiem…

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s