„Meksykański romans” – Luiza Kochańska


Wydawnictwo: Replika, 2009

Oprawa: miękka

Liczba stron: 176

Moja ocena: 1/6

Ocena wciągnięcia: 1/6

*****

Fabułę tej książki można faktycznie streścić w kilku zdaniach. Matka z córką mieszkają razem, obydwie samotne i nagle bez pracy. Oszczędności znikają błyskawicznie, więc obydwie panie szukają już właściwie pierwszej lepszej pracy, ale i to bez skutku.

Nagle do matki odzywa się poprzedni pracodawca, który wyraża chęć zapewnienia jej odprawy, której nie dostała, a którą okazuje się kilkaset paczek czipsów. Wściekła kobieta niszczy opakowania szukając w nich promocyjnych kuponów i pieniędzy. Zamiast nich znajduje… bon na wycieczkę do Meksyku. Decydują się bardzo szybko i ruszają na pełną niewiarygodnych przygód wycieczkę.

I to byłoby właściwie wszystko o fabule. Zabrałam tą książkę ze sobą do pociągu tylko dlatego, że była moja i była krótka, więc wzięłam „na wszelki wypadek”, gdyby planowana inna lektura skończyła się zbyt szybko. I faktycznie tak było, a ja zostałam z „Meksykańskim romansem” w ręku. I gdyby nie to, że nie miałam już nic innego do czytania, to pewnie w ogóle nie doczytałabym do końca, a to przecież tylko 176 stron!

Drewniany język, chaotyczna i niewiarygodna fabuła, irytujące charaktery bohaterek, które wręcz zachowują się, jakby rozumu w ogóle nie miały, to chyba wystarczy już do obrzydzenia tej tak krótkiej książki? Dawno nie czytałam tak źle napisanego czytadła. Ja naprawdę jestem bardzo łaskawa dla książek (co wiedzą wszyscy stali czytelnicy), staram się zawsze widzieć dobre strony czytanych książek, ale tu się nie da! Ona w ogóle nie powinna być opublikowana jako książka, bo jest na poziomie prac gimnazjalistek.

Nie wiem, co mogłabym tutaj pochwalić, naprawdę praktycznie nic nie zrobiło na mnie pozytywnego wrażenia. Może sam pomysł byłby nawet fajny, gdyby był dobrze wykorzystany.

I tyle, starczy tak krótka notka by streścić moje wrażenia z lektury tej króciutkiej książki. Nie polecam! © Agnieszka Tatera

PS. Jako, że dzisiaj nie ma stosiku, to tutaj chcę Wam życzyć wspaniałego weekendu i pytam o plany 🙂 Ja jutro spotykam się po raz drugi z dwiema zaprzyjaźnionymi blogerkami! A w niedzielę wybieram się na rozpoczęcie sezonu wyścigów konnych na Służewcu. Będę się rozglądać, może zobaczę ukochaną autorkę mej młodości, czyli Joannę Chmielewską.

Advertisements

26 thoughts on “„Meksykański romans” – Luiza Kochańska

  1. Naprawdę było aż tak źle? Zatem będę omijać szerokim łukiem:)
    Widzę, że szykuje się interesujący weekend:)
    Pozdrawiam serdecznie!

  2. Ale mnie zrobiłaś 😦
    Patrzę! Nie wierzę! TU ROMANS!? Polski!? No to wlatuję i co widzę!? Nie polecam 😛 No to mnie nabrałaś 😦
    Szczerze mówiąc nie spotkałam się wcześniej z tym nazwiskiem, ale Twój opis mnie zaciekawił. Rozum mówi nie sięgaj, ale gdzieś tam głęboko coś mi gada: przekonaj się sama…

      1. Isadora – wg mnie było źle. Ale teraz podczytuję opinie w księgarniach i widzę, że jestem w mniejszości wśród księgarnianych klientek. Ale pociesza mnie to, że w mojej zaufanej Biblionetce średnia ocen podobna jest do mojej oceny 😉 Weekend faktycznie szykuje się ciekawy, oby pogoda chociaż w miarę dopisała, bo posiałam gdzieś parasol i nie wiem, gdzie jest :/ Pozdrawiam!

        Sabinko – ależ ja lubię romanse, tylko a/ niezbyt często, b/ te, które się da czytać, a nie te, od których mdli 😉 A często czytam książki, które niby romansami nie są, ale wątki romansowe w nich są 😀 A wiesz, ja też tak miewam, że tu odradzają, tam odradzają, a ja i tak siedzę i czytam. Żeby wyrobić sobie swoją opinię. Wiesz, z chęcią przekażę Ci tą książkę. Jak pojadę do domu pod koniec kwietnia, to ją zgarnę i wyślę. Przypomnisz mi za jakieś 2 tygodnie? A jaką powieść czytasz?

          1. Ach, nie wiedzialam, że to już, tak od ręki 🙂 Jestem baaardzo ciekawa wrażeń, bo „Kwiaty na poddaszu” czytałam i jestem niezmiernie ciekawa tego, co będzie dalej. Widzisz, jesteście pierwsi w czytaniu!
            A co do tej książki – ale z przyjemnością ją komuś przekażę, bo inaczej wyląduje gdzieś w kącie 😉

  3. O rany, ja jeszcze nigdy nie wystawiłam takiej oceny 🙂 Najmniej dałam 4/10. Ale to dlatego, że jak coś mnie mocno drażni, to rzucam książkę. Chociaż odkąd zaczęłam prowadzić bloga, robię to znacznie rzadziej i w sumie dobrze na tym wychodzę, wiele książek zaczyna wciągać po 100 stronach albo dalej, a wcześniej nie miałam cierpliwości do tak długich eksperymentów 🙂
    Tak czy inaczej romansów praktycznie nie czytam, więc nie grozi mi natknięcie się na to cudo 😀

  4. Kilkaset paczek chipsów, masz Ci los…
    Masz rację, zastanawiałam się, czy w ogóle widziałam u Ciebie podobną ocenę, a jeśli musiało to być dawno, dawno temu. Sama w swym czytelniczym życiu wystawiłam zaledwie kilka „jedynek” mogę więc sobie wyobrazić Twój „zachwyt” nad lekturą.

    1. Książkozaur – ja wystawiłam, ale tylko kilka, pewnie na palcach jednej dłoni dalabym radę policzyć. A wszystko dlatego, że jak książka ze mną nie współgra, to ją odkładam i nie czytam (wtedy też nie oceniam), więc mam tak samo, jak Ty.
      I u mnie jest tak, że coraz rzadziej trafiam na gnioty – raz, że znam już dobrze swój gust, a dwa – zdanie osób, na których w tym aspekcie polegam też ułatwia mi omijanie raf 🙂 A takie cuda niestety zdarzają sie wszędzie, nie tylko w romansach. Do dzisiaj z ciarkami na plecach wspominam Dryjera i jego „Drogę ślepców”, brrrr…

      Kinga – baaaardzo rzadko bywają u mnie takie oceny, więc pewnie nie widziałaś 😉 Ja najczęściej w ogóle nie doczytuję takich książek, tutaj poszlo do końca, bo miałam kilka godzin w pociągu bez innej lektury 😉

      1. No tak, gnioty faktycznie zdarzają się wszędzie. A wybieranie książek też idzie mi znacznie lepiej, odkąd odwiedzam blogi. Wcześniej bezpiecznie się czułam głównie w klasyce, bo co wzięłam z biblioteki, to odkładałam w połowie…

  5. Matko Chrzestna, może Ty chora jesteś? Poważnie? Takiego walca to tu w życiu nie było:P Ale parę paczek czipsów by się przydało, niekoniecznie w charakterze odprawy:) a, i pani Joanny się nie spodziewaj, ona już sobie dała niestety spokój z tą rozrywką, lata temu raz wpadła, żeby nagrodę wręczyć:( ale to otwarcie sezonu, to może jakie inne celebryty będą, zdarza się:)

  6. Enguś, ja Ci mogę podpowiedzieć jeden pozytyw tej książki, jeśli już tak koniecznie wszędzie trzeba pozytywów szukać: Przeczytałaś to do końca, dało się, jest to zatem lepsza książka niż „Droga ślepców” Marka Dryjera. 🙂

      1. ZWL – e tam, nie było. A Dryjer to co? Hm… Chociaż jego zbytnio chyba tutaj nie opisywałam. No, ale względnie niedawno było to: https://ksiazkowo.wordpress.com/2012/02/16/milosc-na-gruzach-kosowa-izabela-chojnacka/. Chipsy by się od czasu do czasu przydały, ale nie te książkowe, bo one jakieś paskudne były 😉 Co do celebrytów, to spotkałam dwie celebrytki z dziatwą wczoraj na kawce :>

        Gosiu – racja 😉 Nie trzeba się dopatrywać, ja generalnie to lubię, ale też nie zamierzam na siłę się męczyć. Doczytałam głównie dlatego, że jechalam pociągiem i nie miałam juz innej lektury ze sobą 😉 Chociaż pewnie Dryjera bym nawet wtedy nie doczytała, bo przy tej ksiażce, to mnie zęby bolałay od czytania 😉
        Ano, średnią ma powalającą 😀

  7. Odprawa w chipsach i to jeszcze pracodawca sobie nagle przypomniał… dobre! 😉 A może to z założenia miało być takie nieprawdopodobne, hmmm…. skoro jednak styl „gimnazjalny’ to nie wiem… Są różne „kwiatki” na księgarnianych półkach; teraz każdy może wydać, co nabazgrał i mianowac się pisarzem :-/
    Plany na weekend- doczytuję rozmowy z Marią Czubaszek i może uda się zacząć coś nowego, pozaczytelniczo- zakupy i spacer jak pogoda dopisze 😉
    Pozdrawiam wiosennie!

    1. Agnesto – a niechże będzie z założenia nieprawdopodobne, ja nie mam nic przeciwko. Tylko niech chociaż będzie w miarę przyzwoicie stworzone :/ Oj tak, teraz tak łatwo wydać książkę, że słowo „książka” i słowo „autor” mocno straciły dla mnie na wartości :/

      Kalio – o proszę :> Czyli podobnie odebrałyśmy jej twóczość :>

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s