„Podwójna cisza” – Mari Jungstedt


Wydawnictwo: Bellona, 2011

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Liczba stron: 374

Moja ocena: 3,5/6

Ocena wciągnięcia: 3/6

7 tom serii „Inspektor Anders Knutas”

*****

Inspektor Knutas ma problem. Jego ulubiona współpracownica – Karin – popełniła przestępstwo, on o tym wie i nic nie robi. Gryzie go to bardzo, zastanawia się, jak rozwiązać tę sprawę, by jak najmniej skrzywdzić Karin. A przecież zatajając prawdę i on stał się wspólnikiem przestępstwa. Co robić?

W tym samym czasie trzy zaprzyjaźnione małżeństwa przygotowują się do wspólnego wyjazdu. Zamierzają pojechać na imprezę na część Bergmana, którego filmy zafascynowały kilkoro z nich. Wszyscy są w podobnym wieku, mieszkają obok siebie, spędzają ze sobą większość wolnego czasu. Wygląda to na przyjaźń idealną. Aż za idealną…

Krótko po przyjeździe, Stina, jedna z szóstki przyjaciół, wsiada na rower i udaje się na poszukiwania domu Bergmana, którego umiejscowienie okoliczni mieszkańcy trzymają w tajemnicy. Kilka godzin później informuje męża, że nagle musiała wrócić do pracy, a on ma wypoczywać dalej. Przyjaciele korzystają z wolnego czasu z przyjemnością. Jednak pewnego dnia nigdzie nie można znaleźć jednego z nich – Sama. Ruszają poszukiwania, w których znajdują tylko jego zmasakrowane ciało. Kto stoi za tą okrutną zbrodnią? Jak potoczą się dalej sprawy grupy przyjaciół, a także policyjnej ekipy?

Czytałam tę książkę, czytałam i zastanawiałam się, co się stało autorce, że przez pierwsze 1/3 książki nie ma żadnej zbrodni! Czystej wody obyczajówka. Do tej pory trup pojawiał się na pierwszych 10-15 stronach, a tu 130 minęło i dopiero zbrodnia na horyzoncie. Nietypowo. Może autorka wymyśliła sobie inspirację Larssonem? No, ale raz, że talent nie ten, a dwa, że u niego to było w trylogii rozpisanej razem na ponad 1000 stron 😉

No, ale zbrodnia się zdarzyła, policjanci ruszyli do akcji, jednak cały czas miałam wrażenie, że po wolnym początku teraz wszystko jest jakieś „ściśnięte” i lekko po łebkach. No i więcej w tej książce obyczajówki, niż kryminału. Bardzo silnie rozwinięty wątek przyjaciół, retrospekcyjne wstawki dotyczące jednej z bohaterek, rozważania Knutasa na temat Karin, Karin na temat córki, Johanna na temat pracy i wychowywania dzieci. Ja lubię tło obyczajowe w kryminałach, ale tu zostały zaburzone proporcje, nie pasuje ta książka do sześciu poprzednich.

Mari Jungstedt tworzy serię bardzo przeplataną, od zdecydowanie przeciętnych do troszkę więcej niż dobrych książek. I zastanawiam się skąd te różnice. Pisze często, może nie daje sobie wystarczającej ilości czasu na dopracowanie każdego tomu? Myślałam, że to już koniec serii, ale według Wikipedii są jeszcze dwa tomy czekające w kolejce. Zaczyna więc to wyglądać na produkcję taśmową. Byle tylko utrzymała chociaż przyzwoity poziom.

Na koniec przyczepię się – po raz siódmy z rzędu! – polskiego wydania. Bardzo słabe tłumaczenie – to raz. Na serio nie mamy w Polsce lepszych tłumaczy ze szwedzkiego? Wierzyć mi się nie chce! A do tego kiepska korekta i redakcja – literówki, różnorakie błędy. Naprawdę nieprzyjemnie się czyta niedopracowane teksty 😦

Jeżeli jednak chcecie spróbować szwedzkich kryminałów na niezłym poziomie, to ta seria może być dobrą propozycją. © Agnieszka Tatera

Reklamy

9 thoughts on “„Podwójna cisza” – Mari Jungstedt

  1. To jest chyba urok Bellony w ostatnich czasach – słaba korekta, a czasem jej zupełny brak.

    Co do tłumaczeń – tej autorki czytałam tylko „Umierającego dandysa” i diabli mnie brali, kiedy Knutas zamiast twarzy miał buzię a panowie nagminnie chadzali w apaszkach i podomkach zamiast w szalach i szlafrokach… Tu już nawet nie chodzi o wybitne zdolności językowe ale o sens i logikę w minimalnym zakresie.

    1. To jest urok Bellony od bardzo dawna, właściwie odkąd stała się Belloną:P No ale albo się wydaje książki dobrze, albo tanio:) Przy takich cyklach zwykle mam wrażenie, że autorka pisze szkic, a jacyś wynajęci za grosze studenci dopisują resztę:PP

      1. Anek7 – no właśnie, też mam takie wrażenie. Gdy myślę o wydawnictwach zdecydowanie mało starannie wydających książki, to Bellona przychodzi mi na myśl wśród kilku innych. A już ta gotlandzka seria tym bardziej cierpi, że tłumaczenia są kiepskie, no a redaktor z korektorem nie pomagają :/
        Hehehehehe, niezłe kwiatki 😀 Ale faktycznie w tej części tak było, teraz mi to uświadomiłaś, bo czytałam już czas jakiś temu i zwietrzały mi wrażenia 😉 Ech :/

        ZWL – hehehehe, ja dopiero gdzieś tak od 2 lat sięgam częściej po ich książki, więc nie mam zbyt długiego doświadczenia 😉 Ja tam wolałabym dopłacać kilka złotych, ale mieć książkę dobrze wydaną.
        A co do cyklu – hm… interesująca koncepcja 😀 Ciekawe na ile słuszna 😉

  2. Skoro ta część tak bardzo odstaje od pozostałych powieści Jungstedt, to chyba ją sobie odpuszczę:)
    Pozdrawiam serdecznie!

  3. Mimo wszystko bym przeczytała, ale niestety tom drugi jest niedostępny w Krakowie z jakiegoś dziwnego powodu. Cena jest na tyle atrakcyjna, że ten cykl idealnie nadaje się na kupowania w ramach chandry (więc Internet odpada – na chandrę najlepsze kupowanie w księgarni). A nie po kolei czytać nie lubię.

    1. Isadora – hm… nie wiem, jeżeli podobały Ci się inne części tego cyklu, to pewnie dobrze byłoby poznać i tę. Tym bardziej, że mam wrażenie, że jestem osamotniona w mych rozterkach – poczytałam sobie recenzje i wyglądają przeważnie bardziej pozytywnie od mojej 😉
      Pozdrawiam!

      Viv87 – ja tam kompletnie nie mam problemu z dostępnością 99% książek, praktycznie zawsze kupuję przez net. Kupić książkę w księgarni stacjonarnej zdarza mi się hm… raz na rok? Od lat nie mam już przywiązania do tych przybytków. Odkąd odkryłam, że w necie jest 30-70% taniej, no i jakże wygodnie 🙂 Zresztą ja ostatnio nawet w necie książek nie kupuję 😉

    1. Joly_fh – mnie tam nawet wielce nie interesuje według jakich koncepcji pisuje autor. Mam świadomość, że spora część tych bardziej popularnych pisze dla kasy. I git, nie robi to na mnie wrażenia tak długo, jak długo piszą porządnie i się starają.
      Ja też wolę Lackberg, ma zdecydowanie ciekawsze książki, no i strona techniczna jest jednak odrobinę lepsza.

  4. a które to te „wiecej niż dobre” książki jungstedt? przeczytałam „niewidzialnego” i jest to książka tak żenująco zła, fatalnie przetłumaczona i koszmarnie wydana, że jestem zażenowana… i zła, że zmarnowałam kilka cennych godzin życia;)

Usuwane są wszelkie komentarze wulgarne, a także reklamy. Zdobądź się na odwagę podpisania swej wypowiedzi.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s